po wielu miesiącach samotności, powiedziałam sobie STOP.
ja, atrakcyjna, młoda, dotąd niedostępna dla nikogo.
rzuciłam się w wir pracy, obowiązków dodatkowo na siebie nałożonych,
by tylko zapełnić lukę tej samotności. i nie myśleć o tym.
ciężko jest sobie powiedzieć, uznać, że to TERAZ, ten moment,
że jestem już gotowa na coś więcej.
Pewnego dnia dostałam na skrzynkę mailową linka do portalu gdzie
można kogoś poznać. już miałam go skasować, ale... hm.. zostawiłam
minęły tygodnie, a ja za każdym razem sprawdzając skrzynkę najeżdżałam kursorem myszy, by kliknąć.
W końcu stało się.. zarejestrowałam się. Z ciekawości, bo nie miałam żadnej nadziei na coś więcej.
dodałam parę zdjęć bardzo naturalnych, bo nie jestem zwolenniczką roznegliżowanych zdjęć, oraz nie jestem zachłanna na komplementy.
zawsze jestem sobą, i nikogo nie udaję kim nie jestem.
Przez około godziny dostałam chyba ze sto wiadomości.
pisali głównie napaleni wiadomości typu: ile za noc.., ale zdarzały się tez wiadomości,
"cześć, jak mija dzionek". Ogólnie kasowałam, bez emocji.
przez cały dzień obserwowałam co się dzieje, ile osób "zwiedza" mój profil, kto pisze.
Przez dwa pierwsze dni nikomu nie odpisałam.
dopiero trzeciego dnia dostałam imponująca wiadomość, od chłopaka, który napisał coś więcej o sobie
kim jest, gdzie mieszka, i że chciałby mnie poznać o ile chcę.
hm.. w końcu trafił się ktoś, kto nie narzuca się, przedstawił, ogólnie pozytywne wrażenie.
zaczęliśmy pisać. ..
od pierwszych zdań , pierwszych chwil, zaciekawiła mnie jego osobowość, potem było już tylko coraz lepiej..
poznawaliśmy się, i podobało mi się to.
następnego dnia tak samo, nie mogłam się doczekać aż z pracy wrócę, by z nim popisać.
w końcu sam mi znienacka podał nr telefonu. napisał, że jeśli chcę, możemy mieć kontakt także przez telefon.
zaproponował tez spotkanie. w końcu mieszka niedaleko.
zgodziłam się, bo bardzo chciałam go poznać na żywo.
poza tym, taki kontakt przez portal nigdy nie jest do końca autentyczny, bo można się naprawdę czasem nadziać.
nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak bardzo chcę się z nim spotkać. byłam cała w nerwach, chciałam jak najlepiej wyglądać.
pierwsze wrażenie najważniejsze.:)
no i doszło do spotkania..
było cudowne:) niby niezobowiązujący spacer, ale wpadliśmy po uszy.
dużo rozmawialiśmy, szukał kontaktu dotykowego, objął mnie w pasie podczas gdy spacerowaliśmy, głaskał po twarzy, pocałował w czoło jak się zegnaliśmy.odwiózł pod dom. umówiliśmy się, że na pewno się jeszcze spotkamy.
podczas spotkania mało mówił o tym, czym się zajmuje, ale ok.. przyjdzie może na to kiedyś ta chwila. dowiedziałam się, że był już z kimś, z 10 lat, oraz że ma dziecko. MI osobiście nie przeszkadza ten fakt, bo bardzo kocham dzieci. i nie uważam , że są one jakaś przeszkodą by człowiek mógł sobie ułożyć życie na nowo.
tego samego dnia, w nocy, dopadła mnie wysoka gorączka. ( od paru dni byłam przeziębiona). Niestety moje samopoczucie było tak złe, że musiałam w nocy jechać na pogotowie. zatrzymali mnie tam na obserwacje. Gdy mój nowy przyjaciel się dowiedział, od razu zaproponował pomoc. chciał od razu przyjechać, bardzo się martwił, pytał czy nie potrzebuje czegoś, że chce być przy mnie, chociaż posiedzieć. podziękowałam mu za troskę, powiedziałam, że poradzę sobie. musiałam go z godzinę czasu przekonywać, że wszystko jest ok już, i rano w domu będę. sama jego reakcja na to, że jestem na pogotowiu, mnie zastanowiła, ale i ucieszyła. bo było to bardzo miłe.
Następnego dnia, znów się spotkaliśmy, chciałam go zobaczyć. poza tym, nasze smsy były bardzo podtrzymujące to co w nas się "rodzi". jakieś uczucie, tęsknota, chęć bycia z sobą, w każdej minucie, bez względu an wszystko.
Nie wiem do końca czym mnie ujął, ale to się czuje. wiele mężczyzn w życiu chciało mnie zaprosić na randkę, ale nigdy nie czułam takich emocji jak właśnie z nim. bardzo pragnęłam z nim się spotkać na randkę.
no i stało się..przyjechał po mnie. przygotował kolację, wino. obejrzeliśmy film.
otworzył się przede mną i powiedział w końcu czym się zajmuje. oraz podkreślił, że nie lubi o tym mówić kobietom, bo każda którą do tej pory spotkał leciała na jego kasę. hm...
w jakimś tam momencie poczułam , że pewnie myśli , że ja też lecę...ale podkreślił, że jeśli chodzi o mnie, to chciałby ze mną być, bo nie jestem kobietą, która w smsach czy w dzwonieniu do niego, jest natarczywa, ma swoje zdanie, jest trochę uparta, i nie leci na każde jego zawołanie. no fakt.. w sumie tak było..
Na początku naszej znajomości, podsycał atmosferę w smsach, a ja w odpowiedzi wylewałam kubeł zimnej wody
no nie miał ze mną łatwo. poza tym, mam pracę i nie mam aż tyle czasu by się codziennie widywać, bo mam też swoje życie i obowiązki... no nie łudźmy się.. to nasze pierwsze dni, prawie tydzień znajomości i nie będę rzucać wszystkiego , bo on zadzwoni, że chce się zobaczyć..
chociaż serce wołało : "jedź", to rozsądek mówił "stop"/ hm..
przez ten cały tydzień, może naprawdę nie okazywałam sowich emocji , że mi zależy bardzo na nim. zresztą.. bałam się, że się zaangażuje, lub zobaczy, że mi zależy. a potem rozczarowanie.. i łzy.
spotkaliśmy się znów parę dni później. kolacja, u niego w domu ( zaprosił mnie), drinki, no i .. wspólna noc. chciałam tego bardzo.
namiętności nie było końca. potem wspólne śniadanie..
przez cały dzień potem nie odzywałam się jakoś. czułam się okropnie. zamyślona, zła na siebie, że emocje mnie poniosły i się z nim przespałam. trochę zła na siebie tez za to, że pewnie dostał to czego chce i pozamiatane.. a chciałam naprawdę coś więcej z nim stworzyć. przypomniało mi się również to, jak zareagował na moją odpowiedź, że jest trzecim w moim życiu w którym spałam. nie wierzył, bo stwierdził, że mam zbyt duże doświadczenie w seksie.. hm.. byłam wcześniej 10 lat z kimś, potem miałam krótko kogoś, bo około rok czasu , a teraz on. no nic... byłam zła, ale już cofnąć tego nie mogłam.
zadzwonił do mnie, niby nic, powiedział, że tęskni za mną, jak się czuję, czy wszystko ok, że chce ze mną być.
spotkaliśmy się znów, było romantycznie. ogólnie rozumiemy się bez słów, możemy siedzieć w milczeniu i nam się nie nudzi.:)
oby tylko czuć swoją bliskość, patrzeć w oczy. zrozumiałym, że mu zależy, że chce się starać.
cały tydzień pracuję, wracam po 18 do domu, po czym muszę się przygotować na następny dzień do pracy. tak naprawdę ciężko mi w tygodniu się z nim widywać. a gdy zostaję na noc, to musi mnie odwozić ( i on nie protestuje), o 7 do domu. mam wyrzuty sumienia. dlatego wolę weekendy się widywać, ale za to jemu nie zawsze pasuje.
ostatni teraz weekend, musiałam zaopiekować się dzieckiem koleżanki ( chociaż on wiedział o tym już tydzień wcześniej). od piątku do niedzieli nie miałam szansy się z nim spotkać. tęskniłam ja i on. w niedziele, byłam już wykończona, bo dwie doby nie spałam. dziecko koleżanki mnie wykończyło, nie spało w nocy, ogólnie.. masakra.
mój przyjaciel liczył na spotkanie w niedziele ze mną, ale nie dałam rady, tez z tego powodu, że musiałam się do pracy przygotować. powiedziałam mu o tym. no był smutny, bo tęsknił, a ja plamę dałam. napisałam tylko, że możemy się spotkać, ale na chwilę. bo na noc muszę być w domu, bo mam jeszcze robotę. po jakiejś chwili odpisał ; " damy sobie spokój". w tym momencie serce mnie ukłuło. hm..
nie wiedziałam jak to interpretować, czy dajmy sobie spokój z nami, czy z niedzielą. nie odpisałam.
przyszedł następny sms: "tęskniłem dość, szkoda ze tak wychodzi."
wiec odpisałam mu , że "nie mogę na noc przyjechać do niego, bo niestety mam taka prace, a muszę się przygotować do pracy. oraz napisałam mu, że ma się ogólnie bawić dobrze, i nie musi się mną już przejmować i zawracać sobie głowy, bo moje życie jest takie, a nie inne. człowiek czasem coś chce i mu nie wychodzi".
dostałam odpowiedz: " cirzko tak kogoś wymazać sobie z głowy, jak tak bardzo się polubiło, ale jak tak ma być..nie chodzi mi że na noc, bzykanie i takie tam. nie ejstem taki. siedziałem dziś jak cień w domu cały dzień czekając aż się zobaczymy. było mi dziś mega smutno, chciałem się do kogoś wtulić i pobyć z kimś".
i tu... czytając tego smsa " chciałem się do kogoś wtulić i pobyć z kims"... czemu nie napisał " chciałem się do ciebie przytulić.., pobyć z tobą," tylko użył słów " w kogoś, z kimś... oznacza to dla mnie, że jemu to obojętne do kogo się będzie przytulać.
najpierw pyta się wiele razy, czy z nim będę, bo chce się ze mną spotykać, a tu potem taki sms..
jak na razie cisza w eterze. nie odpisałam mu nic na tego smsa.
na czym stoję? na tym, że mu "podziękowałam" , jak na razie, muszę sobie to wszystko przemyśleć.
Nie wiem na czym mu konkretnie zależało. to jest dla mnie zagadka.
wydawało mi się, że jest ok, że damy radę. jesteśmy dorosłymi ludźmi, powinniśmy iść czasem na kompromisy, jeśli chodzi o takie spotkania. sama nie wiem już, czy mam się do niego odezwać.