nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

Temat: nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Witam wszystkich serdecznie-ja, stala czytelniczka, nigdy komentatorka. Dlaczego nie? Chyba dlatego, ze zawsze bylam pod ogromnym wrazeniem tych wszystkich madrych kobiet, ktore dziela sie swoim doswiadczeniem i wsparciem i czytajac je wiedzialam, ze nic lepszego nie jestem w stanie dodac. I dzisiaj wlasnie tych kobiet (i obecnych net-facetow) szukam. Nie jestem w stanie jeszcze powiedziec, czy potrzebuje porady, czy po prostu wygadac sie.

Kilka slow o mnie i o mojej sytuacji. Mam 28 lat, urodzilam sie i mieszkalam w duzym miescie. W trakcie studiow, kiedy mialam 21 lat, poznalam kogos. Nie jest Polakiem (ale tez z Europy uprzedzajac pytania) i byl w tym czasie na dlugoterminowym kontrakcie w Polsce. Po jakims czasie kontrakt sie skonczyl, zaczal sie kilkuletni zwiazek na odleglosc ze wszystkimi wzlotami i upadkami jakie moze przyniesc ten wariant zwiazku, po jakims czasie trzeba bylo zdecydowac kto sie gdzie przenosi: ja do niego (tez Europa, inny kraj niz jego pochodzenia) czy w ogole zmieniamy lokalizacje. Scenariusz jego pracy w Polsce nie wchodzil w gre ze wzgledu na specyfike zawodu, ktory wykonuje i kompletny brak mozliwosci zatrudnienia w tej dziedzinie w Polsce (sprawdzone wiele razy). Padlo na mnie. Przeprowadzilam sie (poczatek 2013), dostalam swietna prace, lubie ja, dobrze sie tam czuje i zyje u boku kogos, kogo nie tylko kocham, ale tak najzwyczajniej w swiecie lubie, jezeli wiecie o co mi chodzi. Problemy adaptacyjne mam za soba, bariery jezykowej nie ma, przyjaciol i znajomych posiadam, hobby wlasne i wspolne rowniez. Pisze o tym wszystkim, bo byl etap, kiedy porady "zajmij sie czyms", "poznaj nowych ludzi", "zapisz sie na jakis kurs" przerobilam na sobie i nie do konca i nie zawsze to pomaga.

W czym nie pomaga? W tym, ze tesknie. Nie tesknie za miastem, "moimi miejscami", owszem fajnie jest do nich wracac, ale to nie jest cos, co ma realny wplyw na moje samopoczucie. Chodzi o moich dziadkow (dziadek 90 lat, babcia 83). Mam bardzo silna wiez z nimi, zawsze byli wazni w moim zyciu. To jest duza rodzina, wiec te relacje nie wynikaja z tego, ze jestem jedynym dostepnym obiektem, na ktory moga przelewac swoja milosc, nigdy tez nie mieszkalismy razem. Moge tutaj pisac o nich bardzo duzo, ale tych wspolnych, dobrych momentow bylo tak wiele, ze nie sposob to opisac w jednym poscie. Chodzi o to, ze od momentu kiedy wyjechalam, czuje, ze cos mnie omija. Mam takie chore poczucie odpowiedzialnosci za nich (mimo tego, ze sa inni czlonkowie rodziny mniej lub bardzie zaangazowani), ze jak nawet cos malego sie u nich dzieje to wkurzam sie na siebie, ze nie ma mnie na miejscu, zebym mogla zadzialac blyskawicznie i rozwiazac ten maly problem, ktory dla nich jest jakims dyskomfortem. Moja babcia ma reumatoidalne zapalenie stawow a ja biegam po aptekach zagranica szukajac masci, zeli i czegokolwiek bez recepty, co mogloby usmiezyc jej bol, a co nie jest dostepne w Polsce. Zamowili nowa pralke, inne ustawienia i funkcje niz w starej, babcia ucieszona i jednoczesnie przejeta, zeby nie popsuc, a ja-1500km dalej, opracowuje w Wordzie uproszczona instrukcje obslugi dla niej do wydrukowania, bo wiem, z czym moze miec problem. Dzwonie do nich mniej wiecej dwa razy w tygodniu, w Polsce bywam (wedlug mnie) czesto jak na standardy kogos, kto na stale mieszka zagranica. Ostatni raz bylam na Wielkanoc, ok. 5 dni. Wczoraj przylecialam wieczorem do Polski, dzisiaj pojechalam do nich na obiad. Nie bylo mnie 4,5 miesiaca (to jak dotad najdluzsza przerwa miedzy moimi wizytami) i tak mnie cholernie scisnelo, kiedy od nich wychodzilam. Scisnelo mnie, bo zobaczylam, jak dziadek sie zestarzal od swiat. Nie ma duzych problemow ze zdrowiem (jak na osobe w tym wieku), po prostu taki troche "spadek formy": bardziej przygarbiony, troszke wieksze problemy z koordynacja ruchowa czy rownowaga (mial udar kiedys).

Wiem, ze mam prawo do wlasnego zycia z kimkolwiek i gdziekolwiek chce i co sprawia, ze jestem szczesliwa. Ja jestem szczesliwa=oni sa szczesliwi. I widze to. I wiem, ze tak wlasnie jest w zyciu, jest to naturalny cykl, kazdego to czeka, mam tego pelna swiadomosc, ze kiedys umra. Moge buntowac sie (co oczywiscie robie), ale w tym calym szalenstwie wiem, ze powinnam cieszyc sie i doceniac, ze w tym wieku sa niezalezni, ze jeszcze mam do kogo pojechac, prowadzic normalna rozmowe i opowiedziec, co u mnie sie dzieje. I ja, zawsze taka racjonalna, umiejaca sobie na chlodno wytlumaczyc wiekszosc rzeczy, stukam w klawiature przez lzy, bo nie chce. Nie chce ich stracic, nie chce, zeby cos mnie omijalo z ich zycia, chcialabym byc przy nich i dawac im ta radosc w tych latach.

Bede w Polsce przez dwa tygodnie prawie. I na mysl o tym, ze mam wyjechac-wyje do ksiezyca. Bo tak najzwyczajniej w swiecie, nie wiem, czy jak wroce teraz na Boze Narodzenie, to czy usiadziemy wszyscy w komplecie przy stole.

Chcialabym Was zapytac, czy ktos to "przerobil" albo ma podobne odczucia zwiazane z dziadkami albo rodzicami?

Chcialabym Was zapytac, jak Wy sobie z tym radzicie, jak to rozwiazujecie?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Masz szczęście. Masz szczęście, że masz dziadków. Masz szczęście, że masz tak dobrych dziadków, że za nimi tęsknisz. Wszystko to, co opisałaś w swym wątku jest, dla mnie, rzeczą oczywistą. I to, że za nimi tęsknisz, i to, że chciałabyś 'nieba im przychylić', i to, że z niepokojem myślisz o - być może - niedługim rozstaniu już na zawsze.

Napisałaś, że nie chcesz, by coś omijało Cię z ich życia. Że chciałabyś być przy nich i dawać im radość w tych latach. Hm... spełnienie tych Twoim 'chceń' wiązałoby się z powrotem do Polski, ba, z zamieszkaniem w ich domu. Idąc dalej, również z rezygnacją z pracy, bo przecież będąc kilka/kilkanaście godzin poza domem też traciłabyś różne sprawy z ich życia. Uprzedzając, nie kpię i nie ironizuję, tylko do Twych marzeń przykładam rzeczywistość.

Może więc, zamiast widzieć szklankę do połowy pustą, zauważysz, że jest ona w połowie pełna? To ta sama szklanka, ale możesz na jej widok martwić się lub cieszyć. Do Ciebie należy wybór, na który fragment tej szklanki spoglądasz, która przykuwa Twą uwagę, która ma dla Ciebie wartość. Jeśli, tak jak dotąd, wybierasz tę pustą część, nie możesz cieszyć się, z tej drugiej. Jest w tym jakiś sens? Mieć wspaniałych dziadków i martwić się? Po co to sobie robisz?

Rozstania z kochanymi, bliskimi i dobrymi ludźmi są trudne. Ale... czy Twoi dziadkowie chcą, byś płakała z ich powodu?
Pytasz o rozwiązania. Troszcz się o nich, dbaj, rozmawiaj z nimi. To, że dzieli was kilkaset kilometrów oznacza jedynie brak bliskości fizycznej. Tylko. Możesz być fizycznie daleko od nich, a bardzo blisko psychicznie. Możesz i jesteś. Masz wielkie szczęście. Twoi dziadkowie też.

3

Odp: nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

new - bee wysłałam Ci wiadomość na maila .

4

Odp: nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Chcialabym Was zapytac, czy ktos to "przerobil" albo ma podobne odczucia zwiazane z dziadkami albo rodzicami?

Chcialabym Was zapytac, jak Wy sobie z tym radzicie, jak to rozwiazujecie?

Ja mam dokładnie takie same odczucia związane z dziadkami. Co prawda są młodsi, dziadek wysportowany, więc może i kilkanaście lat czy więcej żyć, ale babcia - nie sądzę, chociaż kto wie... Tak czy siak nie wyobrażam sobie, co by było, gdyby umarli. Nie mieszkam za granicą, ale ok. 500 km od nich (studia) i w domu (u nich) też bywam dosłownie od święta, chociaż teraz, jak mam wakacje, większość czasu spędziłam u nich. I chociaż też mają rodzinę w okolicy, poza tym są kompletnie samodzielni, dziadek mistrz sportu, pracuje nadal itd., to i tak jestem przerażona wizją, że coś mogłoby się stać, bo ja sobie wtedy zwyczajnie nie poradzę, nie będę w stanie z nikim nawet rozmawiać, po prostu gdzieś ucieknę, "zaszyję się" sama, gdzie nikt nie będzie próbował mnie pocieszać i tak będę sobie egzystować.
Może głupia sprawa, ale np. w szkole aktorskiej, jak się miałam przy czymś rozpłakać, to wystarczyło właśnie, że pomyślałam o ich śmierci. A jak miałam 10 - 12 lat, to życzeniem przy urodzinowym torcie było, żeby babcia nie umarła albo... żebym umarła przed nią.

Jak sobie z tym radzę? Chyba się nie da. Staram się jak najczęściej bywać u nich, właściwie to "pomieszkuję" tam sobie i... staram się po prostu nie myśleć o tym - nie że odciągać swoje myśli, bo to bezsens, ale po prostu popracować, czytać, obejrzeć coś, bez nacisku "mam nie myśleć o...", tylko po prostu np. czytać i... samo w końcu zejdzie z myśli. Generalnie ja niemyślenie o czymś, czego się boję, co mnie stresuje itd. mam opanowane do perfekcji, więc to nie stanowi dla mnie problemu na co dzień, bardziej boję się, co będzie, jak już coś się stanie, ale... no, jak o wszystkim innym, o tym też nie myślę.

5

Odp: nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Droga new-bee, wiem o czym piszesz. Piszesz o tej bolesnej świadomości tego, że nadchodzi pora pożegnań. I choć jesteś racjonalna, stoisz mocno na ziemi, to czujesz, że to już nie tylko teoria, ale fakt. Twoi dziadkowie zbliżają się do kresu swojej ziemskiej podróży, a Ty już się kulisz węwnętrznie z bólu. Bo ich kochasz, bo Oni Ciebie kochają, bo jesteście sobie tak bliscy.
Rok temu straciłam bardzo bliską mi osobę. Opiekowałam sie nią i obie byłyśmy świadome, ze kończy sie jej życie.
I choć teoretycznie byłam przygotowana na to odejście, to i tak przeżyłam tą śmierć boleśnie. Taka jest cena miłości.
Przez rok, który upłynął od diagnozy do śmierci, byłam bardzo skupiona na teściowej. Nie tylko w sensie jej fizycznych potrzeb (choć też), ale na słuchaniu jej, zainteresowaniu jej historią. Żeby jak najwięcej zapamiętać, zrozumieć. Opowiadała mi swoje życie, swoją młodość, swoje tajemnice, swoje przeszłe rozterki. Oddała mi w depozyt pamięć o sobie.

Co Ci poradzić? Nie musisz być z dziadkami na co dzień, bo jak piszesz rodzina jest duża i ma kto pomagać, ale gdy jestes w Polsce to bądź z nimi. Dopytuj o przeszłość. Starsi ludzie lubią opowiadać o dawnych czasach, ale młodzi rzadko są tym zainteresowani, skupieni na tym co tu i teraz. Słuchaj ich wspomnień. Niech to będzie wyraz Twojej miłości do nich.

Powtórzę za Wielokropkiem - masz szczęście, ze masz takich dziadków i dziadkowie mają szczęście, ze mają taką wnuczkę jak Ty.

6

Odp: nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Rozumiem Twój ból i Twoje cierpienie. Ja z babcia i dziadkiem mieszkałam przez całe moje dziecinstwo, aż do 23 roku, kiedy wyszłam za maż i wyprowadziłam się kilkanaście kilometrów dalej od domu. Mieszkałam w dziecinstwie z dziadkami i mama, bo ojciec nas zostawił. To babcia z dziadkiem zrobili zrzutkę na moje 18 urodziny i kupili mi śliczne autko, wbrew awanturom i sprzeciwom mojej mamy. To babcia wygladała na mnie przez okno z kuchni, gdy wracałam ze szkoły. To babcia czekała na mnie codziennie z pachnacym obiadkiem. A gdy płakałam, to babcia zawsze mówiła mi, "Popatrz sie na mnie, musisz byc taka twarda jak ja, ja nie płaczę i pamietaj nie ma takiego problemu w życiu, którego nie da sie rozwiazać, i nie ma na swiecie takiego człowieka przez którego warto płakać" I od razu czułam się mocna, bo wiedziałam, jaka moc ma babcia w sobie przez całe zycie. Wyszłam za maż w wieku 23 lat. Przez 7 lat małżeństwa przechodziłam gehenne. Maż i jego rodzina znęcała sie nade mna psychicznie. Maż zdradzał mnie z czymkolwiek co się ruszało. Babcia zawsze mówiła, ze mam zostawic tego dziada, że nie warto ani mojej jednej łzy na takiego chama. Dwa razy przeprowadzałam się od byłego męża do mamy i dziadków. Babcia zawsze mówiła, że dobrze robię, że szkoda mojego zycia i zdrowia na takiego człowieka, choć babcia, była bardzo wierzaca osoba. Za to mama wyrzucała mnie z domu, że mam sie brac z powrotem do męża. Dziadek milczał  z tym wszystkim, gdy ja cierpiałam.Po ośmiu latach małżeństwa wróciłam do rodzinnego domu, do dziadków. Poznałam wspaniałego faceta, Polaka mieszkajacego za granica. Wyjechałam, mieszkam od 3 lat poza Polska. Mama stworzyła mi gehenne z życia, tym razem, że wyjechałam, zaczęła knuc z byłym mężem przeciwko mnie, tak, że cofnał pozwolenie na pobyt córki za granica. Przez 1,5 roku nie mogłam przyjechać do Polski. Mama błagała go, żeby zgłosił na Policji porwanie, smiała się i szydziła ze mnie, wysyłajac mi wulgarne emaile, że mnie siła ściagnie, i albo wróce dobrowolnie, albo zrobi mi wstyd i policja mnie tu sprowadzi z powrotem. W tym czasie babcia się rozchorowała. Pożegnałam się z nia przez telefon przed jej smiercia, gdy juz nic nie potrafiła powiedzieć. Nie mogłam być przy niej, gdy umierała przez moja matkę, przez jej intrygi i chamstwa.Przyjechałam z wielkim bólem na pogrzeb, darła się, że mojego obecnego męża nie chce widzieć na pogrzebie, za to zaprosiła na stypę byłego męża z jego kolejna nażeczona i cała jego rodzinę. Nawet usiadła sobie z nimi przy jednym stole. A ja z córeczka siedziałam sama na końcu drugiego stołu. Ale z wielkim ciosem w sercu mówiłam sobie, ze dam radę, przecież Babcia całe życie dawała mi siłę. Ale nie potrafię wybaczyć mamie tego co zrobiła, mści się dalej na mnie za to, że wyjechałam. To przez nia nie widziałam Babci przed śmiercia, a teraz mojego kochanego dziadka nastawiła przeciwko mnie. On już ma 88 lat i da sobie różne fanaberie mojej mamy wcisnać do głowy. Cierpię potwornie, jakkolwiek chciałabym pomóc juz teraz tylko dziadkowi, to moja mama obraca to na moja niekorzyść. Kupiłam dziadkowi komórkę dla seniorów, żeby miał ja przy sobie w razie potrzeby, to mama nawmawiała mu, że ja kupiłam mu specjalnie komórkę, żeby na raka mózgu umarł. Ciesz się, że masz taki kontakt z babcia i dziadkiem, i że nikt ci nie kopie w tych kontaktach, Twoi dziadkowie maja jeszcze siebie, a to jest bardzo ważne. Oni się ciesza jeszcze soba i ciesza się na pewno, że Ty ułożyłaś sobie zycie, choć mieszkasz daleko od nich. Ja cierpię codziennie, codziennie tęsknie za babcia, codziennie myślę o dziadku. Mama nie ułozyła sobie nigdy życia, została sama i teraz znęca się nade mna, odbierajac mi najblizszych, tylko przez to, że ja chcę resztę zycia spedzić u boku ukochanej osoby, tak jak to zycie przezyli sobie babcia z dziadkiem.

7

Odp: nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Drogie Netkobiety,

Bardzo Wam dziekuje za wsparcie tutaj. Nie pisalam ostatnio, ale czytalam regularnie.

Wielokropek: z natury jestem osoba, ktora widzi szklanke zawsze do polowy pelna. I nawet w tej sytuacji widze to wszystko wyraznie o czym pisalas. Tylko, kurde, czasami ze kilka procent pustej szklanki dodaja goryczy wszystkiemu. Nie zawsze, po prostu czasami. I bardzo Ci dziekuje za taka szybka odpowiedz wtedy, naprawde potrzebowalam, zeby ktos mnie postawil troche za warkoczyk do pionu smile

Agatan43: dzieki za mail. Ja nawet nie probuje wypelniac sobie czasu, bo kalendarz mam tak zaladowany, ze na nadmiar czasu na rozmyslania narzekac nie moge smile ale wiem, co masz na mysli. Mieszkanie zagranica tez ma jakas swoja cene, ktora czasem trzeba po prostu zaplacic.

Eileen: super, ze masz taki kontakt z dziadkami! A Twoja historia z zyczeniami na torcie rozlozyla mnie na lopatki. Ja jak bylam mala to chcialam byc jak babcia. Juz taka mala nie jestem, ale w sumie nadal chcialabym byc jak ona. To, co najbardziej bym chciala po niej "odziedziczyc" to zdolnosc wybaczania i pokore do zycia.

marena7: pieknie to ujelas, ze "taka jest cena milosci". Mysle, ze warto czasami taka cene zaplacic, zeby taka milosc przezyc smile

emiliana: bylo mi bardzo przykro przeczytac Twoja historie. Po pierwsze, ze wzgledu na babcie. Ale chociaz fizycznie jej juz z Toba nie ma, to jestem pewna, ze ma Cie na oku i dopilnuje, zeby nikt Cie nie juz skrzywdzil. Ale przykre jest to, jak wyglada sytuacja z dziadkiem. Bo on jeszcze jest. I wiem, ze wiek i choroby potrafia zmienic charakter czlowieka i bywa czasem tak bardzo trudno, zeby im cos racjonalnie wytlumaczyc... Ale nie odpuszczaj kontaktu z dziadkiem ze wzgledu na kiepskie relacje z innymi czlonkami rodziny. Moge sobie tylko probowac wyobrazic przez jaka gehenne musisz wtedy przejsc, ale wiedz, ze trzymam za Ciebie kciuki. Bo nawet jezeli nie bedziesz w stanie zmienic sposobu myslenia Twojego dziadka to gdy kiedys go zabraknie, bedziesz wiedziala, ze ze swojej strony zrobilas absolutnie wszystko, zeby o ta relacje zawalczyc. Po prostu nie bedziesz zalowac i zastanawiac sie, co by bylo gdyby...

Kochane, dziekuje smile Jestescie wielkie smile

8

Odp: nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Jesteś mądrą osobą. smile
Prosisz o pomoc i umiesz z niej korzystać - to wielka i nieczęsto spotykana sztuka. Gdy tylko będziesz chciała, by postawić Cię (za warkoczyk) do pionu, daj znać. big_smile

Trzymam kciuki. smile

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » nie radze sobie z odpowiedzialnoscia/tesknota za dziadkami

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024