Hej wszystkim,
Piszę, ponieważ chciałabym spojrzeć na sytuację, o której zaraz napiszę, z innego punktu widzenia. Może ktoś mi coś doradzi.
Mianowicie, jestem w związku z chłopakiem, który ma ciemniejszy kolor skóry niż Polacy (tak, jest on obcokrajowcem). Mieszkamy razem tutaj, w Polsce.
Rozumiem doskonale, że dla niektórych, starszych ludzi lub głupich gimnazjalistów, ktoś o innym odcieniu skóry może być czymś niezwykłym - więc się gapią - okej, ja to rozumiem, tacy już ludzie są, lecz niestety niektórzy nie potrafią się powstrzymać i głośno wyrażają swoją opinie o obcokrajowcach, w szczególności o osobach, które już do "wspaniałej rasy białej" nie należą.
Ciężko mi to ubrać w delikatne słowa- po prostu:
- kiedy wychodzę gdzieś z chłopakiem często dużo młodych ludzi (90%-dresy) i żule wyzywają, obrażają i zadają chłopakowi głupie pytania. SZCZĘŚLIWIE - On nie rozumie za bardzo naszego języka więc nigdy nie wie, o co chodzi, a ja oczywiście nie tłumaczę takich rzeczy słowo w słowo. NIESZCZĘŚLIWIE- ja rozumiem język polski.
Do tej pory udawało mi się takie głupie zaczepki ignorować, lecz ostatnio zadałam sobie takie pytanie - czy warto?
warto ignorować takie prostackie "zachowanie" czy zacząć z tymi "osobami" dialogi? Ja, niestety, jestem w gorącej wodzie kąpana, więc ciężko mi przejść obojętnie, kiedy słyszę takie wyzwiska rzucane w stronę mojego chłopaka, ale z drugiej strony - wszczynanie bójki słownej/ fizycznej (znając tą dzieciarnie i żulownie) nie jest raczej najlepszym pomysłem dla żadnej ze stron.
Czy ktoś mógłby mi powiedzieć co byłoby dobre w tej sytuacji? Kiedy ktoś rzuca "mięsem" w stronę osoby, która ma inny kolor skóry to czuję się WINNA, że nie reaguje, ale czy spór z takim marginesem społeczeństwa przyniesie jakieś korzyści?