Hej wszystkim, chcę Was poprosić o opinię na temat takiej sytuacji: jestem z mężem w kawiarni ze znajomymi, jeden z nich jest mi prawie obcy - znamy się kilka lat, ale prawie ze sobą nie rozmawiamy. Nie było okazji poznać się bliżej. I właśnie ten znajomy nie patrzy na mnie często, nawet mogłabym powiedzieć, ignoruje mnie - co jest właściwie na miejscu, biorąc pod uwagę nasze niezbyt bliskie relacje. Ale podczas takich spotkań ze dwa, trzy razy nasze spojrzenia krzyżują się i nie mogą "puścić" - patrzymy na siebie kilka cholernie długich sekund, aż momentami przechodzą mnie ciarki. A potem znów nic, nawet nie ma przelotnego spojrzenia. Sytuacja powtarza się przy każdym spotkaniu od kilku już miesięcy, nie wiem, co o tym myśleć.
Może kilka słów o tym facecie: jest niezmiernie skryty, dość miły, inteligentny i choć nieśmiały, to chętnie przebywa ze swoim towarzystwem w głośnych knajpach. Singiel, ciut starszy ode mnie. Nie znamy się na tyle dobrze, żebym zaczęła rozmowę na ten temat - przecież nie zarzucę mu napastowania ani wielkiej miłości na podstawie dwóch spojrzeń na kwartał.
Darujcie sobie proszę interpretacje w stylu: gościu chce cię do łóżka zaciągnąć - to za poważne forum na takie teksty. Oczekuję obiektywnych opinii, które pozwolą mi zrobić krok naprzód w kierunku rozwiązania tej niekomfortowej dla mnie sytuacji.