Cześć, mam na imię Olivia, piszę tutaj ponieważ nie mam komu się wygadać i uzyskać jakiejś rady.
Chłopaka poznałam rok temu, spotykaliśmy się, było wszystko ok aż do pewnego dnia w którym z dnia na dzień zerwał ze mną kontakt. Nie napisał, nie odpisał, nie oddzwonił, ukrywał się na facebooku. Było ciężko ale jakoś wtedy sobie z tym poradziłam, bo tylko się spotykaliśmy a nie byliśmy razem.
Po pół roku napisał do mnie, przeprosił, chociaż i tak nie wytłumaczył o co mu chodziło. Na początku były to luźne rozmowy, ale później znowu to zaczęło obracać się w coś większego. On chciał i ja chciałam. Chłopak starał się bardzo, było to widać. Aż postanowiliśmy być ze sobą.
Było wszystko pięknie, mówił że kocha, zależy mu, że obiecuje że nie zrobi tego co rok temu bo ja na to nie zasługuję. Poznałam jego rodzinę, ogólnie bajka. Aż pewnego dnia wyjechał z rodziną na tydzień nad morze- i wszystko się zmieniło. Przedtem dzwonił codziennie albo smsy przysyłał, a nad tym morzem nie raczył się odezwać. Gdy ja pisałam do niego to albo w ogóle mi nie odpisywał (później mówił, że na plaży był albo na imprezie i telefonu nie brał) albo odpisywał po pół dnia takim byle czym. Podejrzewam, że gdybym ja nie odezwała się to on przez cały wyjazd nie dałby znaku życia.
Po powrocie spotkaliśmy się, był jakiś dziwny, obcy, niby się przytulał ale to nie było to. Mówił, że źle się czuje, boli go głowa, więc ja na siłę też nie próbowałam jakoś go zagadywać- chciałam, żeby odpoczął. Gdy odwiózł mnie do domu- powiedział, że kocha...
Następnego dnia był w pracy- zero odzewu. Ja napisałam coś tam odpisał, później już nie. Kolejnego dnia znowu ja się z nim skontaktowałam i powiedziałam, że czuję że jest coś nie tak, że trzyma do mnie jakiś dystans. Stwierdził, że jest dobrze, ale ostatnio coś mamy mało tematów do rozmów, a rozmowa jest najważniejsza związku. Oboje powiedzieliśmy sobie, że trzeba coś z tym zrobić. Jakoś przed wyjazdem były tematy do rozmów...
Tego samego dnia nie widziałam się z nim bo wieczorem miał imprezę z pracy. Wieczorem zadzwonił do mnie, pijaniutki i wybełkotał, że to koniec, że on już nie może. I zakończył. Rozmowę zaczął innym kobiecym imieniem niż moje....
Następnego dnia przysłał smsa ";)" a gdy ja odpisałam, że mi nie jest do śmiechu to nie wiedział o co chodzi. Gdy opisałam mu to co usłyszałam przez telefon stwierdził, że nic nie pamięta, że dzwonił i co mówił. Po paru wymienionych smsach nic mi nie odpisał...
Wieczorem napisałam czy czy chce coś z tym zrobić, powiedział, że musimy się spotkać i pogadać- w sobotę przed pracą albo w niedzielę. No ok. Dzisiaj (sobota) piszę do niego czy ma dla mnie trochę czasu. Nic nie odpisał...
Dzwonic do niego, pisać, nalegać na spotkanie? Już mi nie chodzi o to, że on nie chce być ze mną... Skoro w oczy mówił, że kocha to niech powie mi w oczy to, że nie chce być ze mną...
Uważam, że gdy ludziom zależy i chcą to można próbować naprawiać, nie musi się udać ale się próbowało. A tu parę gorszych dni a on zrywa ze mną po pijaku... widocznie nie chce...