Zle bardzo źle ze mną.. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zle bardzo źle ze mną..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

Temat: Zle bardzo źle ze mną..

Witam, postanowiłam napisać bo chyba zaraz oszaleję.. muszę się komuś wygadać.. padło na Was  Dziś zaczęłam pisać pozew rozwody.. mój mąż jest uzależniony od hazardu od jak dawna nie wiem i raczej już się dowiem bo w tej kwestii nigdy nie był ze mną do końca szczery. Jesteśmy 4 lata po ślubie, o jego uzależnieniu wiem od ok 2 lat - w tym czasie wielokrotnie prosilam go a nawet blagałam go by zaczął się leczyć, byłam gotowa go wspierać w granicach jakich powinnna to robić osoba współuzalezniona, bo taką osobą jestem.. Ale niestety moj mąż odbył dwa spotkania z terapeutą i stwierdził, że sam się upora ze swoim problemem i gadanie z obcymi konowałami to nie dla niego.. Do tego wszystkiego doszły problemy z alkoholem,często nie wracał na noc do domu albo znikał w ciągu dnia i nie wiedziałam gdzie się podziewa-  to było jak wbijanie szpilek prosto w serce, tak bardzo go kochałam, marzyłam o tym byśmy wreszcie zostali rodzicami, doskonale wiedział, że tego pragnę jednak to były tylko moje marzenia.. Po kolejnej awanturze na początku tego roku coś we mnie pękło, po raz pierwszy zrozumiałam, że muszę zacząć ratować siebie, odejść i spróbować żyć bez Niego.. spakowałam się i wyprowadzilam.. Od tego momentu nie potrafię dojść do siebie, w jednej chwili czuję się w miarę dobrze a zaraz potem łzy same cisną mi się do oczu,nie wierzę, że to wszystko dzieje się naprawdę przecież tak bardzo się kochaliśmy, gdyby nie to cholerne uzależnienie pewnie nie pisalabym teraz pozwu.. Mąż nie chce się leczyć a bez terapii nie ma żadnych szans by z tego wyjść, nie mamy żadnych szans na normalny związek a co dopiero mówić o dzieciach.. Dziewczyny jak Wy radzilyście sobie po rozwodzie?jak to wszystko wytrzymałyscie czy udało Wam się ulozyc ponownie życie? Ja tak bardzo boję się przyszłości i tego że juz zawsze będę sama, czy sądzicie że 30 letnia rozwodka bedzie miała szansę na ułożenie sobie życia z czlowiekiem ktory bedzie chciał mieć dzieci i zwyczajne życie? Tak bardzo się boję,ale wierzę, że podjęłam właściwą decyzję, pomimo tego, że serce krwawi.. wybaczcie za przydlugawy tekst..

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Kiedyś podjęłaś bardzo dobra decyzję.
Ja jestem świeżo po rozstaniu, po naprawdę kilku okropnych ostatnich latach.
Jejku jak właściwie pomyślę, że mogłam być tak nieszczęśliwa ... to aż wydaje mi się to nieprawdopodobne.
Naprawdę głowa do góry, masz dopiero 30 lat i całe życie przed Tobą.
Trzymaj się cieplutko, mocno ściskam smile

A tak swoja droga to na tym smutnym forum i w moim smutnym wątku powinnam napisać pozytywne uaktualnienie ;P

3

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

ja gratuluję decyzji, i odwagi której teraz nie trać
jeśli mąż nic nie robił w kierunku odzyskania Ciebie bo ważniejsze dla niego jest coś innego,

to nie rozumie Twojej obawy o przyszłość

może być tylko lepsza!!!,
przecież wiesz czego od życia oczekujesz, nie wszyscy faceci są tak tragiczni

wszystkiego dobrego,

4 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-08-19 23:20:10)

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Wybacz, Kiedyś..., że jako mężczyzna, odezwałem się jako jeden z pierwszych.
Dobrze się stało, z całym szacunkiem dla Twojego dramatu i nie spełnionych pragnień, że jednak nie macie dzieci.
Cierpiałyby wraz z Tobą.
Twój mąż, jak wynika z postu,  nie dopuszcza wciąż do własnej świadomości, że jest uzależniony. Świadomość własnego uzależnienia od czegokolwiek, jest, jak zapewne wiesz podstawowym warunkiem podjęcia skutecznej terapii.
Uzależnieniu psychicznemu, często, niestety, towarzyszy nadużywanie alkoholu, który jeszcze pogłębia główny problem.
Co prawda, sam nie przeżyłem rozwodu, ale jako długoletni gliniarz miałem możliwość obserwacji małżeństw, które rozpadały się z powodu nałogów różnego rodzaju jednego z małżonków. Niektóre z nich przetrwały. Jednak tylko te, w których uzależniony przeszedł skuteczną terapię , opartą na  w o l i walki z własnym nałogiem.
Ty walczysz już dwa lata, a nie zdołałaś, nawet przy pomocy specjalisty, uświadomić mężowi, że jest uzależniony.
Skoro uznałaś, że zrobiłaś wszystko, by pomóc mężowi wyrwać się z nałogu, gdy on nie widzi potrzeby leczenia swojego uzależnienia, rozwód jest, moim zdaniem, jedynym sensownym wyjściem.
Masz 30 lat. W kontekście Ciebie samej, jako kobiety, można powiedzieć, że to dopiero trzydziestka. Jednak, jeśli chcesz zostać matką, trzeba uczciwie przyznać, że to aż 30 lat.
Nie możesz dłużej czekać.
Mąż będzie błagał, "stawiał się", może groził. Musisz być twarda, on miał lata na powrót do Ciebie.
Po wszystkim, gdy minie "żałoba" po rozbitym małżeństwie, znajdziesz z pewnością kogoś godnego Twojej miłości i zostania ojcem Twojego dziecka.
Powodzenia i pozdrawiam.

5

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Witaj. Dokoncz ten pozew i zloz go. Za kilka miesiecy zobaczysz, ze to byla najlepsza decyzja w twoim zyciu, nie macie dzieci a papier? Sama widzisz ile znaczy dla coponiektorych. Bedzie ci ciezko ale uwierz mi, ze ciezko jest tylko na poczatku potem ruszysz do przodu i bedziesz w szoku ze spedzilas tyle lat z kims takim i ze pozwolilas sie tak traktowac. Masz dopiero 30 lat, jestes mloda daj sobie szanse na normalne, spokojne zycie, na poukladanie i rozkminianie swoich bledow a potem na spotkanie wartosciowego czlowieka. Rozumiem, ze spadla ci samoocena ale uwierz mi, ze kobiety po rozwodzie z dziecmi spotykaja dobrych facetow i spedzaja z nimi reszte zycia. Jego nalogi, jego problemy, ktorych on nie chce rozwiazac pozostaw jemu, niech sam sie z nimi upora. Powtorze to milionowy raz na tym forum, ze Matka Teresa byla jedna a ty masz tylko jedno zycie i masz prawo byc szczesliwa. Jak zawsze polecam blog''uciekamy do przodu'' tam znajdziesz wiele podobnych historii i rowniez otrzymasz duzo wsparcia. Pozdrawiam.

6

Odp: Zle bardzo źle ze mną..
kattyen napisał/a:

Witaj. Dokoncz ten pozew i zloz go. Za kilka miesiecy zobaczysz, ze to byla najlepsza decyzja w twoim zyciu, nie macie dzieci a papier? Sama widzisz ile znaczy dla coponiektorych. Bedzie ci ciezko ale uwierz mi, ze ciezko jest tylko na poczatku potem ruszysz do przodu i bedziesz w szoku ze spedzilas tyle lat z kims takim i ze pozwolilas sie tak traktowac. Masz dopiero 30 lat, jestes mloda daj sobie szanse na normalne, spokojne zycie, na poukladanie i rozkminianie swoich bledow a potem na spotkanie wartosciowego czlowieka. Rozumiem, ze spadla ci samoocena ale uwierz mi, ze kobiety po rozwodzie z dziecmi spotykaja dobrych facetow i spedzaja z nimi reszte zycia. Jego nalogi, jego problemy, ktorych on nie chce rozwiazac pozostaw jemu, niech sam sie z nimi upora. Powtorze to milionowy raz na tym forum, ze Matka Teresa byla jedna a ty masz tylko jedno zycie i masz prawo byc szczesliwa. Jak zawsze polecam blog''uciekamy do przodu'' tam znajdziesz wiele podobnych historii i rowniez otrzymasz duzo wsparcia. Pozdrawiam.

jeśli mogę delikatną polemikę  big_smile
z zdecydowaną częścią postu się zgadzam, ale czy teza że matka teresa była jedna a ty masz jedno życie, nie jest delikatnie skrzywiona
matka teresa chyba też miała jedno życie wink a każdy z góry nie wie na czym jego życie będzie polegać, jedni niosą krzyż, drudzy go ciosają, wiadomo balans pomiędzy tymi sprawami dobrze jak jest równy,
jestem za tym że każdy ma prawo być szczęśliwy, niestety każdy odbiera swoje szczęście na swój sposób, jednych cieszy picie, drugich kasa, trzecich zdrada, itd itp
czytam dużo, analizuje, być może błędnie smile
ale wsparcie dla kogoś pokrzywdzonego, nie odbieram w sensie, "idź ta drogą inni szli i wyszli na tym dobrze"
nie podważam w żaden sposób wypowiedzi, po prostu próbuje zaznaczyć fakt że często zdarza się tak że czyjeś rady, teoria na pewien temat, pozbawiają tak trochę świadomego decydowania o samym sobie

naprawdę nie chcę nic złego ta wypowiedzią wygenerować

z własnego doświadczenia wiem że szukanie porad w środowisku "nastawionym" często wyolbrzymia "problem" i prowadzi do błędnych wniosków

nie podważając oczywiście sensu wypowiedzi Twojej

to taka luźna konkluzja moja, późna pora więc może człowiek poprostu zmęczony big_smile

7

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Co masz na mysli piszac w srodowisku nastawionym? Sprecyzuj prosze.

8

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Tenniedobry2 - miałeś rację, pisząc, że jesteś zmęczony. Nieco się pogubiłeś w swojej odpowiedzi.

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Dziękuję Wam wszystkim za słowa wsparcia i rady,które utwierdziły mnie w mojej decyzji.Wiem, że jeszcze długa droga przede mną i zapewne wiele potknięć,ale wierzę, że dam radę. Próbuję poukładać sobie wszystko w głowie.. podjęłam już pewne kroki w celu prawnego odseparowania się od mojego męża, niedługo też złożę pozew o rozwód.. Niestety ponosić muszę konsekwencje także moich decyzji podjętych wtedy,gdy jeszcze walczyłam o Jego można śmiało powiedzieć życie, nie mając jeszcze wtedy wiedzy, że w ten sposób nie pomagam lecz szkodzę - mam na myśli zaciągnięte kredyty na spłatę Jego długów.. Gdybym wtedy miała większą wiedzę na temat tego uzależnienia chociaż ten problem nie spędzał by mi snu z powiek.. Na szczęście mam pracę i gdybanie w niczym mi teraz nie pomoże.. Kolejną rzeczą, którą zrobię jest powiedzenie o mojej sytuacji tzn rozwodzie ludziom w pracy, bez szczegółów, bez oczerniania męża, bez wywlekania swoich spraw na forum publiczne.. Zrobię to tylko dlatego,aby przełożeni mieli świadomość w sytuacji ewentualnej redukcji etatów, że jestem w dość ciężkiej sytuacji finansowej.. Nie ukrywam, że boję się stawić temu czoła, rozmów za plecami bez których zapewne się nie obejdzie, ale wiem, że dla własnego spokoju muszę to zrobić, udawanie, że u mnie wszystko jest ok dodatkowo mnie męczy, skończą się przynajmniej pytania co u mojego męża, co tam w weekend porabialismy itp..  A co dalej? Hmm.. życie pokaże.. Wierzę, że za 10-20 lat powiem dziewczyno dobrze zrobiłaś, że się uwolnilaś! Znów się rozpisałam, ale dobrze mi tu z Wami  pozdrawiam serdecznie 

10

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Kiedyś...  myślałaś o rozmowie z psychologiem? sama dla siebie, skoro mąż nie ma ochoty... żebyś się wzmocniła, była silna dla siebie i odważniej patrzyła w swoją własną przyszłość ...
pozdrawiam smile

11

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Nie widzę niczego niewłaściwego, a tym bardziej uwłaczającego dla Ciebie, że chcesz poprosić pracodawcę o zagwarantowanie pracy w przypadku zagrożenia redukcją zatrudnienia.
Szczera rozmowa z przełożonym i bardziej zaufanymi współpracownikami nigdy nie zaszkodzi.
Pozwoli to ukrócić
plotki i komentarze za Twoimi plecami (choć całkowicie im nie zapobiegniesz. Toż to sensacją, która urozmaić ludziom rutynę zawodową).
Podjęłaś decyzję i konsekwentnie ją realizuj.
Pozdrawiam

12

Odp: Zle bardzo źle ze mną..
kattyen napisał/a:

Co masz na mysli piszac w srodowisku nastawionym? Sprecyzuj prosze.

to jest tylko moje takie, przemyślenie, więc bez obrazy, jestem otwarty na polemikę, zawsze to jakaś nauka dla mnie
być może złe określenie, złe słowa, późna pora była
generalnie chodziło mi o to że, czasem osoba która już przeszła etapy przed którymi druga stoi dopiero, z góry skreśla szanse wyjścia z impasu osoby z problemami

13

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Nie odebralam twojej wypowiedzi jako atak, bron boze smile Nie wiem czy dobrze cie rozumiem, czy chodzi ci o jej partnera? Bo jezeli tak to wiem z doswiadczenia nie tylko mojego, ze osoby ktore maja problemy zazwyczaj uwazaja, ze ich nie maja. Stracilam w ten sposob 3 lata swojego zycia na czekanie az ktos sie zmieni. Jak to moja terapeutka mawia- ludzie sie nie zmieniaja, zwlaszcza ci z problemami. Beda natomiast zmieniac ciebie, zebys tanczyl tak jak ci zagraja. Pozdrawiam.

14

Odp: Zle bardzo źle ze mną..
kattyen napisał/a:

Nie odebralam twojej wypowiedzi jako atak, bron boze smile Nie wiem czy dobrze cie rozumiem, czy chodzi ci o jej partnera? Bo jezeli tak to wiem z doswiadczenia nie tylko mojego, ze osoby ktore maja problemy zazwyczaj uwazaja, ze ich nie maja. Stracilam w ten sposob 3 lata swojego zycia na czekanie az ktos sie zmieni. Jak to moja terapeutka mawia- ludzie sie nie zmieniaja, zwlaszcza ci z problemami. Beda natomiast zmieniac ciebie, zebys tanczyl tak jak ci zagraja. Pozdrawiam.

sam osobiście manipulowałem, wiem o co chodzi,
i dalej czasem automatycznie tego próbuje, ważna jest chyba świadomość jednej i drugiej strony,
zgadzam się że nie ma co czekać, aż ktoś się zmieni,
ale nie wierze ze nie można tego zrobić, dokonać,
chyba po prostu dochodzi w życiu do momentu że jeden partner jest w innym miejscu niż drugi, jeden wyprzedza w "rozwoju" drugiego

ja odbieram to jakoś w kierunku, że jeśli jedno leci w dół, drugie ciągnie ku górze, i kwestia tego czemu nie którzy po prostu nie chcą tej pomocnej dłoni,
sam taką pomoc odpychałem, byłem zły, wkurrr, odbierałem za odbieranie mi mojego własnego ja, mojego prawa do decydowania, i ogolnie się wpierdzielania
zrobiłem kilka tych ciężkich kroków, patrze z innego miejsca,
ale chyba najważniejsze dla mnie samego, pogodziłem się sam z sobą, ze czas zmarnowałem,
ale chyba takie życie, nikt idealny nie jest, nikt z domu nie wynosi samego dobra, zwłaszcza jeśli go tam nie było, a potem już tylko, powielanie schematów
ale to wszystko można zmienić, tylko trzeba świadomości o tym że człowiek sam decyduje o swoich wyborach, a potem nie może mieć do nikogo pretensji, o konsekwencje, tylko i wyłącznie do siebie

a tak jak już pisałem gdzieś na tym forum wcześniej, mi pomogło pójście na terapie, z nastawieniem że chce to zmienić, co przeszkadza,
i widok człowieka rówieśnika, który upadł
mi osobiście to dało dużo do myślenia, bo mam większe ambicję, niż takie życie, i zawsze mimo błędów starałem się "rozwijać" jak kolwiek to brzmi
niby widac w telwizji ludzi z marginesu, niby tam na ulicy kogos spotkasz i tez widac, ale

i najprawdopodobniej mój anioł stróż kolejny raz o sobie przypomniał, bo ratował mnie w zyciu w sytuacjach juz wydających sie bez wyjścia, zawsze,
i to jest właśnie ta moja nadzieja, która ten sens we mnie trzyma

a sensu brak właśnie sprawia, że te lata są marnowaniem czasu, tak to odbieram

i jestem za tym że zanim ten ostatni krok się podejmuje, rozwód, rozejście, to dla chyba spokojnego sumienia i braku jakich kolwiek wyrzutów późniejszych, trzeba spróbować wszystkiego, żeby ratować
a czas jaki to trwa lub ma trwać jest ciężki do określenia sad
ale chyba brak oznak jakiegokolwiek postępu może być ważnym drogowskazem

miłego dnia, pozdr

Odp: Zle bardzo źle ze mną..

Witam Was, rozumiem co masz na myśli Tenniedobry2 pisząc, że osoba potrzebująca pomocy i osoba, która chce jej udzielić są na innym etapie przeżywania uzależnienia tego pierwszego. Z własnego doświadczenia moge powiedzieć, że mój mąż pomimo tego, że chory jest od kilku lat w dalszym ciagu nie widzi swojego problemu, nie widzi, że brak pieniędzy na czynsz, opłaty czy jakąkolwiek drobną przyjemność bierze się stąd że od kilku lat ( pomimo, iż oboje pracujemy) wszystkiego pieniądze zarobione przez niego poszły w maszynę. Wiele razy tłumaczyłam, prosilam, blagalam, płakałam skończ z tym, bo niszczysz siebie, mnie, nas.. Ja wiem, że jedyną drogą do normalnego życia jest dla Niego tylko terapia, niestety On tego nie widzi a nawet uważa, że to ja przesadzam. Uwierz mi, że gdybym miała jeszcze choć odrobinę siły, aby znosić takie życie to bym podjęła ten trud, ale.. no właśnie ileż można czekać, aż do kogoś dotrze, że zabija siebie i powoli swoich bliskich, ileż razy w nocy czekać na Jego powrót i zastanawiać się czy wróci, o ktorej,czy grał, ile przegrał, będzie trzeźwy a może nie.. Ileż razy można przypadkowo odkryć  pieniądze ukryte po szafach i słuchać kolejnych kłamstw, że to przecież nie Jego i jak ja wogóle śmiem go szpiegować.. Mogłabym tak dalej wymieniać, wymieniać i wymieniać.. Życie z czynnym hazardzistą jest udręką, w zasadzie nie można niczego w takim związku planować, bo nigdy nie wiesz jaka niespodzianka cię czeka.. Prawdą jest, że hazardzista musi dotknąć dna, aby wkońcu dostrzec co zrobił ze swoim życiem, albo wyciągnie wnioski i zacznie walczyć albo niestety nie podniesie się, ale musi sam zdecydować i zacząć walkę. Rozwód jest dla mnie naprawdę ostatecznością, ale uważam, że zrobiłam wiele, aby zrozumiał, pojął.. walczyłam z wiatrakami.. Sama nie wiem jak znalazłam siłę do tego by odejść, czasem myślę, że to wszystko to tylko sen.. Odeszłam i walczę o siebie, o spokojny sen, wyjście z dołka psychicznego i finansowanego.. Nie jest łatwo, bo kocham, tęsknię, ale podjęłam decyzję, trzymam się jej, bo na moim mężu nie zrobiła ona zadnego wrażenia i będę konsekwenta, choc chwile zwątpienia są.. Uważam, ze zrobiłam wszystko co byłam wstanie, aby do tego nie doszło.. pozdrawiam

16 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-08-26 07:48:46)

Odp: Zle bardzo źle ze mną..
kiedyś_będzie_lepiej napisał/a:

Witam Was, rozumiem co masz na myśli Tenniedobry2 pisząc, że osoba potrzebująca pomocy i osoba, która chce jej udzielić są na innym etapie przeżywania uzależnienia tego pierwszego. Z własnego doświadczenia moge powiedzieć, że mój mąż pomimo tego, że chory jest od kilku lat w dalszym ciagu nie widzi swojego problemu, nie widzi, że brak pieniędzy na czynsz, opłaty czy jakąkolwiek drobną przyjemność bierze się stąd że od kilku lat ( pomimo, iż oboje pracujemy) wszystkiego pieniądze zarobione przez niego poszły w maszynę. Wiele razy tłumaczyłam, prosilam, blagalam, płakałam skończ z tym, bo niszczysz siebie, mnie, nas.. Ja wiem, że jedyną drogą do normalnego życia jest dla Niego tylko terapia, niestety On tego nie widzi a nawet uważa, że to ja przesadzam. Uwierz mi, że gdybym miała jeszcze choć odrobinę siły, aby znosić takie życie to bym podjęła ten trud, ale.. no właśnie ileż można czekać, aż do kogoś dotrze, że zabija siebie i powoli swoich bliskich, ileż razy w nocy czekać na Jego powrót i zastanawiać się czy wróci, o ktorej,czy grał, ile przegrał, będzie trzeźwy a może nie.. Ileż razy można przypadkowo odkryć  pieniądze ukryte po szafach i słuchać kolejnych kłamstw, że to przecież nie Jego i jak ja wogóle śmiem go szpiegować.. Mogłabym tak dalej wymieniać, wymieniać i wymieniać.. Życie z czynnym hazardzistą jest udręką, w zasadzie nie można niczego w takim związku planować, bo nigdy nie wiesz jaka niespodzianka cię czeka.. Prawdą jest, że hazardzista musi dotknąć dna, aby wkońcu dostrzec co zrobił ze swoim życiem, albo wyciągnie wnioski i zacznie walczyć albo niestety nie podniesie się, ale musi sam zdecydować i zacząć walkę. Rozwód jest dla mnie naprawdę ostatecznością, ale uważam, że zrobiłam wiele, aby zrozumiał, pojął.. walczyłam z wiatrakami.. Sama nie wiem jak znalazłam siłę do tego by odejść, czasem myślę, że to wszystko to tylko sen.. Odeszłam i walczę o siebie, o spokojny sen, wyjście z dołka psychicznego i finansowanego.. Nie jest łatwo, bo kocham, tęsknię, ale podjęłam decyzję, trzymam się jej, bo na moim mężu nie zrobiła ona zadnego wrażenia i będę konsekwenta, choc chwile zwątpienia są.. Uważam, ze zrobiłam wszystko co byłam wstanie, aby do tego nie doszło.. pozdrawiam

jeśli widisz, cień nadzieji, chodź nie uzalezniaj decyzji od tego cienia ewentualnego

separacja i rozdzielczość majątkowa, bo narobi długów, i spadnie to na twoje plecy też
a do pomagania w trwaniu w tym,  nie możesz się przyłożyć jeśli ci na tym jeszcze zależy,
będzie ciężko, ale lekko nie jest,
pisze o separacji, w sensie że dalej jesteście razem, ale jakby osobno,
to moze być ostatnia deska ratunku dla niego, jeśli w pozytywny sposób to załapie

a jego brak reakcji, ja osobiście odbieram jako próbę testowania ciebie, więc jeśli sam nie zmięknie, to nie masz sobie czym głowy zawracać

ja to przerabiałem kilka lat, tylko nie harazd a alkohol, podobne schematy, szkoda tylko było tych lat, na głupote
przerabiałem jako ten nie świadomy tego co robi, teraz świadomość jest, wstyd już opadł, ale już kilka razy sięgnąłem po alkohol,
i próbuje ratować małżeństwo, chodzę na terapię par czy małżeńską, ale po tych kilku wpadkach i wizji tego że mimo naprawde ogromnych chęci
powielają się schematy u mnie przynajmniej w stresie, gniewie, i zdecydowałem się na terapię uzaleznień,

wiem że czy alkohol, może narkotyki, bo nie mam doświadczenia, może ten hazard cały, i kupa innych rzeczy, jak raz wciągną to potem jak lep na muchy, to działa

ja zmieniałem znajomych, zmieniałem przyzwyczajenia, nawet dietę zmieniałem, aktywność sportową włączyłem, dużo zmieniłem
po prostu czasu nie mam, ale fizycznie zaczynam byc wyczerpany, bo nie dopuszczam do tego żeby  nic nie robić i o głupotach myśleć

i terapią się chce wspomodz, bo widze co się ze mną dzieje, niby postęp, niby chęci, a jedna głupia chwila robi że człowiek cały wysiłek na marne zostawia

i tym akcentem speuntuje, że chyba jedni nie chcą widzieć, byc bardziej świadomi, bo z góry nie chcą walczyć, a drudzy widzą są świadomi ale mają to w dddd, mówię oczywiście o tych co nic w życiu nie zmieniają, chcą od życia brac ale nic nie zamierzają dać w zamian

pomyślności, i szczęścia

pozdr

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zle bardzo źle ze mną..

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024