Na innym forum pewna kobieta zwierzyła się, że nie lubi bawić się ze swoim dzieckiem, męczy ją to i nudzi. Siedzenie w domu ją wkurza, spacery po parku są monotonne, a od tych wszystkich piszczałek, misiów, klocków i laleczek aż oszaleć idzie, chętnie więc "ucieka" do pracy, a raz na jakiś czas musi wyjechać, żeby odpocząć od dziecka.
Popędziłam więc zapytać, jak było/jak jest u Was
Czy zabawy z dzieckiem sprawiały Wam autentyczną frajdę? Czy raczej to było na zasadzie "dziecko się cieszy, więc i ja jestem zadowolona", "spacery to samo zdrowie, więc poświęcę się i pochodzę"? A może którąś z Was, tak jak tamtą kobietę, zajmowanie się maluchem nudziło i drażniło, i nie mogłyście się doczekać, aż dziecko podrośnie/pójdziecie do pracy/wyrwiecie się z domu?
Z czego, Waszym zdaniem, wynika to, że kobieta nie przepada za zabawami z własnym potomstwem? Brak instynktu macierzyńskiego, brak miłości do dziecka, efekt nieplanowanej ciąży? Czy to dobra matka, ale bez "wewnętrznego dziecka" w sobie, nieco sztywna, nie umiejąca śmiać się i wygłupiać? A może uważacie, że to jednak normalne, w końcu trudno, by dorosłego człowieka cieszyło wielogodzinne siedzenie wśród lalek i misiów, i bieganie po placu zabaw, ale dla dobra dziecka trzeba się przemęczyć? Czy też w ogóle nie rozumiecie problemu, bo matka ma dbać i wychowywać, ale od zabaw są rówieśnicy - i Wy nigdy nawet nie pomyślałyście o urządzaniu domków dla lalek, podwieczorków u misia, czy o budowaniu wieży z klocków?