Witam,
A wiec w moim 3 letnim zwiazku cos zaczelo sie psuc. Ja ciagle mialam nadzieje na poprawe, ze to tylko ciche dni, ale z drugiej strony coraz bardziej tez myslalam o rozstaniu.
Nie chcialam podejmowac zadnych pochopnych decyzji, bo dopiero co 2 miesiace mieszkalismy w nowym mieszakniu (umowa na rok).
W czasie jednej z awantur chlopak mnie uderzyl i zlamal laptop (uderzyl nim o podloge).Po tym incydencie to byl definitywny koniec naszego zwiazku. Nie chcialam z nim rowniez mieszkac, bo mnie to boli. Zranil mnie. Dalej nie moge uwierzyc ta cala akcje z tym ze mnie uderzyl i rzucil laptopem.
Napisalam do agencji, zeby zdjeli moje naziwsko z umowy na mieszkanie, bo musze jechgac do polski w spawach rodzinnych - nie zgodzili sie. Chcialam sie wyprowadzic, to chlopak powiedzial ze mnie pozwie o czynsz na mieszkanie bo jestem na umowie ( i ma racje w sumie ).
Spimy razem w jednym lozku, bo on do salonu sie nie przeprowadzi. Ok ja pojde, bede spac na materau byle by sie od niego od separowac. To on mowi, ze nie bo on ma tam swoje biurko,komputery tv itd. Przeciez moze je przeniesc do sypialni, NIE. Wszystko na nie.
Mamy jeszcze jeden maly pokoik, ktory wynajmujemy studentowi, to ja mowie ja sie tam wprowadze. Wszystko lepsze niz dzielenie z nim lozka. To tez nie, bo dodatkoewa kasa na czynsz od studenta odejdzie i ja bede miala mu to placic (psychol kompletny)
Co ja mam zrobic? Sila go zmusic do przeniesienia albo do sypialni albo salonu?? Boje sie go troche po tej calej akcji, wiec rzeczy sama nie wezme bo jeszcze mnie uderzy. A mieszkanie jeszcze 9 miesiecy umowa jest eh...
Jedno z nas mogloby sie wyprowadzic i znalesc jeszcze jednego wspolokatora, to tez zaproponwalam, a on ze wtedy trace depozyt (?1000 !) i on mi tez wisi ?1000, bo mu pozyczylam kiedys. I tak jestem w kropce. Nie chce przez niuego tracic tyle kasy, d.u.p.e.k. jeden.
Co mam zrobic?