Witam wszystkich jestem nowa na tym forum potrzebuje wsparcia pewnie niektorzy zrobia ze mnie waryjatke ale trudno mielismy mlodego kroliczka miniaturke był z nami 3 tygodnie i niestety w ta sobote musiałam go uspic złapał wirusa ktorego nie dało sie wyleczyc, aby nie cierpiał zgodziłam sie na zastrzyk bylam z nim do konca do ostatniego oddechu zastanawia mnie czy on o tym wiedzial czuje sie jakby ktos rozerwał mi serce na poł weterynarz mowi ze to nie moja wina ale to mi nie pomaga płacze cały czas ;(
Nie martw się. Przyroda jest brutalna i niestety najsłabsze jednostki muszą zginąć. Dla zwierzątka to lepiej, niż gdyby miało się męczyć przez długi czas. Myślę, że króliczek czuł, że przy nim jesteś. Zwierzęta czują takie rzeczy. Nie płacz, tylko pomyśl sobie, że jest właśnie w króliczym niebie zbudowanym z marchewek. ![]()
Wiesz, bratu mojego psa parę lat temu zdechły dwa ukochane psy, jeden po drugim.
Bardzo źle to zniósł, nie mógł w nocy spać, ciągły dół.
Poszedł do lekarza, dostał relanium, po którym spał kilkanaście godzin.
Po jakimś czasie poczuł się lepiej.
Lepiej chyba, że króliczek już nie cierpi, prawda? Tym się pocieszaj.
Rozumiem Cię Sylwio,nawet nie wiesz,jak bardzo...Stoję właśnie przed najtrudniejszą decyzją-skąd wziąć siłę,by zgodzić się na uśpienie mojego kotka,który był z nami 13 lat...Wizyty u weterynarza,kroplówki,leki-nic nie działa,koteczek ginie,niknie,a ja popadam w depresję,koszmarny czas...
ten wirus ktorego złapal to pomór najgorsze co moze byc dla krolikow, w zoologicznym nic nie powiedzieli ze trzeba go zaszczepic chociaz tez mogłby to zlapac i odejsc mialam w planach pojscie z nim do weterynarza aby sprawdzic czy to dziewczynka czy chlopczyk ale nie zdarzyłam nic nie zdarzyłam chodzil za mna witał sie a po paru godzinach zero kontaktu z nim .jak go zanosiłam do weterynarza to przytulał sie do mnie i słowa weterynarza nie przezyje weekendu co robimy a co mialam zrobic musiałam go uspic głaskałam go mowiłam do niego a płakałam jak głupia po chwili uszło z niego zycie pozniej musiałam go pochowac a teraz jak wychodze z domu to musze przejsc kolo niego aby sie przywitac
Sylwiarudi, mam w domu króliczka miniaturkę, dla mnie jest to najsłodsze i najmilsze zwierzątko pod słońcem. Zachowuje się jak piesek, który... nie szczeka
- biega za nami, staje na łapkach i pięknie prosi, kiedy chce jeść, a miseczka jest pusta, to wali nią o podłogę (no bo jak to??? przecież miseczka żarłoka nie może być pusta!
), do tego jest straaaasznym przytulasem i pieszczochem. Naprawdę go uwielbiam.
Piszę o tym, bo nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co działoby się w moim domu, gdyby któregoś dnia coś się temu żywemu pluszakowi stało.
Mój maluch kilka razy spał w sposób, który nas przestraszył - już myśleliśmy, że odszedł za tęczowy most. Za pierwszym i drugim razem serce aż mi stanęło, synowi łzy pojawiły się w oczach. Stanęliśmy, mówiliśmy do niego i nic. Potem chcieliśmy otworzyć klatkę (śpi w niej w nocy i tylko w nocy), wtedy - jakby nigdy nic - obudził się. Teraz już wiem, że z nami czuje się absolutnie bezpiecznie, dlatego właśnie w ten sposób zdarza mu się zasypiać. Mimo wszystko na własnej skórze przekonałam się jak okropne i stresujące jest to uczucie.
Niestety króliki są stosunkowo mało odporne na choroby, pomór króliczy i myksomatoza są najbardziej niebezpieczne. Mnie też w sklepie nikt nie powiedział, że króliczka trzeba zaszczepić. Wcisnęli karmę (nawiasem mówiąc, gotowe karmy to dla tych zwierzątek straszne paskudztwo), poidełko i na tym koniec. Sama musiałam szukać wszystkich informacji i solidnie się dokształcić, bo chcąc malucha zachować w zdrowiu niestety trzeba na bardzo wiele rzeczy uważać.
Najgorsze, co możesz zrobić, to się obwiniać. Miałaś króliczka zaledwie przez trzy tygodnie, ja do dzisiaj się uczę. Nie wiemy też, kiedy i skąd pojawił się w jego organizmie wirus. Być może nie miałaś na to żadnego wpływu i żadne szczepienie nie było w stanie temu zapobiec. W zamian to Ty musiałaś podjąć decyzję o uśpieniu, musiałabyś być bezduszną, obojętną osobą, żeby nie zrobiło to na Tobie żadnego wrażenia.
Ściskam mocno!
dziekuje Wam i tobie Olinko dzisiaj poprosiłam kolezanke aby zadzwonila do tego weterynarza aby sie spytac czy to była moja wina co sie stało powiedział ze nie ze to mogł byc komar lub powiew powietrza i nie miał szans na przezycie ,te trzy tygodnie ktore z nami spedził mam nadzieje ze były szczesliwe mial dom i kochajaca waryjatke ktora nie moze sobie poradzic z jego odejsciem na zawsze pozostanie w moim sercu i mam nadzieje ze nie cierpial,
Rozumiem Cię doskonale.
W grudniu 2013 roku straciłam psa, którego miałam od 6 roku życia (a teraz liczę sobie lat 20).
Była z nami bardzo długo i była częścią rodziny. Wspaniały pies, którego znał prawie każdy na osiedlu.
Nigdy nie myślałam, że jej koniec nastąpi tak szybko, niestety zachorowała, cierpiała i trzeba było ją uśpić. To był jeden z najgorszych dni, kiedy wiedziałam, że w tej chwili Kora (bo tak sie wabiła) jest w tej chwili usypiana. Nie miałam odwagi nawet pójść tam, nie chciałam na to patrzeć. Wolałam zostać w domu.
Odejście zwierzaka wydaje się być banalne, jednak jest to bardzo ciężki czas
Witam wszystkich jestem nowa na tym forum potrzebuje wsparcia pewnie niektorzy zrobia ze mnie waryjatke ale trudno mielismy mlodego kroliczka miniaturke był z nami 3 tygodnie i niestety w ta sobote musiałam go uspic złapał wirusa ktorego nie dało sie wyleczyc, aby nie cierpiał zgodziłam sie na zastrzyk bylam z nim do konca do ostatniego oddechu zastanawia mnie czy on o tym wiedzial czuje sie jakby ktos rozerwał mi serce na poł weterynarz mowi ze to nie moja wina ale to mi nie pomaga płacze cały czas ;(
Doskonale o tym wiedział. Trzymaj się!
Każdy właściciel zwierzaka niestety kiedyś przez to przechodzi, i nie ważne czy nasz pupil był z nami kilka tygodni czy kilka lat, zawsze jest to zdecydowanie za krótko.
U nas w domu zawsze wszyscy ciężko odczuwali starte, któregoś z "mniejszych" domowników. Jednak zawsze po odejściu jednego zwierzaka w domu bardzo szybko pojawiało się inne futro. I to nie chodziło o zastąpienie poprzednika, bardziej o to, że jak już się człowiek przyzwyczai do tego, że w domu mu się coś kręci pod nogami, to jest dziwnie pusto kiedy tego zabraknie.
Poza tym kolejny zwierzak potrzebuje uwagii i trochę odwraca nasze myśli od pupila, którego zabrakło.
U nas nie było królików, ale zawsze psy i koty. Mieliśmy kiedyś suczkę, wabiła się Koki, i była cudowna! Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt
Trzeba było ją uśpić, bo już ani nie jadła, ani nie piła, ani się nie poruszała. Ja wtedy byłam w innym mieście na studiach. Przeryczałam kilka nocy. Jak wróciłam po 2 miesiącach do domu, to siostra z mamą sprowadziły już nowego szczeniaka. Jest z nami do teraz i jest kochana, ale nadal jak wspominam Koki to ryczę jak głupia. Dawnego króliczka nic nie zastąpi, ale dobrze mieć nowego pupila. A płakać trzeba, będzie Ci lżej. Ból minie z czasem
(ach, widzicie, znowu płaczę jak wspomniałam o Koki
)
12 2014-07-29 17:52:58 Ostatnio edytowany przez sylwiarudi (2014-07-29 17:58:05)
Dziekuje Wam Bardzo za wsparcie
Ja miałam swojego psiaka 15 lat, dostałam go na 10 urodziny, mały kundelek, miał na imię Beto. Oj co to był za mądry psiak
lubiał sobie z nami telewizor pooglądać, zawsze jak widział inne zwierzęta,to siadał na przed tv i szczekał ( szczególnie wnerwiały go konie
). Niestety któregoś dnia zaczął strasznie wyć, biegał po całym domu, nie dał się dotknąć, zawieźliśmy go do weterynarza i okazało się, że to coś z jądrem i potrzebna była operacja, a pani weterynarz zapewniała, że wszystko powinno się udać, psiak ma silne serce i takie tam. Niestety Beto nie wybudził się z narkozy.Straszny szok, bo nikt się tego nie spodziewał, był z nami tyle lat, dlatego rozumiem twój ból. Prawda jest taka, że zwierzątka są częścią naszej rodziny, takim małym, bezinteresownym szczęściem. Strasznie pusto się zrobiło w domu. Już sobie nie wyobrażaliśmy domu bez psa, nawet szukałyśmy z mamą jakiegoś szczeniaka, ale bez większych rezultatów. Trzy miesiące później nieoczekiwanie znaleźliśmy porzuconą suczkę. Została z nami i mówię wam, ona jest taka kochana, po prostu żywe srebro, chyba wręcz ADHD, bo nie potrafi usiedzieć w miejscu. Po prostu musisz ją wziąść na ręcę i przytulić, bo inaczej ci nie da spokoju. A na dodatek jest wielką miłośniczką owoców i warzyw, je praktycznie wszystko
Czasem mam wrażenie, że chyba wyczuła tą pustkę w naszym domu i jak przyszła, to już nie chciała odejść ( choc tato na początku nie zgadzał się na kolejnego psa).
14 2014-08-13 09:58:27 Ostatnio edytowany przez nie lubię meczy (2014-08-13 10:15:56)
U nas nie było królików, ale zawsze psy i koty. Mieliśmy kiedyś suczkę, wabiła się Koki, i była cudowna! Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt
Trzeba było ją uśpić, bo już ani nie jadła, ani nie piła, ani się nie poruszała. Ja wtedy byłam w innym mieście na studiach. Przeryczałam kilka nocy. Jak wróciłam po 2 miesiącach do domu, to siostra z mamą sprowadziły już nowego szczeniaka. Jest z nami do teraz i jest kochana, ale nadal jak wspominam Koki to ryczę jak głupia. Dawnego króliczka nic nie zastąpi, ale dobrze mieć nowego pupila. A płakać trzeba, będzie Ci lżej. Ból minie z czasem
(ach, widzicie, znowu płaczę jak wspomniałam o Koki
)
Powiedz,że tylko żartujesz...
" Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt
"
Tak na poważnie uważasz,że brak szczeniąt u suki powoduje fiksację???
Większej bzdury rodem ze średniowiecza nie słyszałam.
Obalam takie mity.
sylwiarudi
Bardzo Ci współczuję,wiem doskonale co czujesz.
Wiem jak ważny był dla Ciebie króliczek,w pełni to rozumiem.To normalne,że po nim płaczesz,ja również w takiej sytuacji płaczę.
Miałaś wyrzuty sumienia,czy to aby nie Twoja wina i tutaj bardzo dobrym posunięciem był tel do weta.Jak już wiesz nie jesteś niczemu winna.Dałaś królikowi 3 tygodnie wspaniałego życia,mógł spokojnie odejść w Twojej obecności (przy kochającym człowieku),chyba gorzej by było gdyby ten sam los spotkał go w sklepie zoo.Masz pełne prawo do płaczu i "żałoby",czas przyniesie Ci jednak ukojenie:-)
Trzymaj się cieplutko:-)
Nikt nie uważa Cię za wariatkę, owszem na świecie dzieje się setki gorszych rzeczy, ale najbardziej dotykają nas sprawy nam najbliższe. Twoje zachowanie jest zupełnie naturalne. Też jestem bardzo wrażliwa na cierpienie czy śmierć zwierząt gdyż w porównaniu do ludzi są wierniejsze, potrafią kochać bezwarunkowo i być oddanymi do końca swoich dni, a przede wszystkim są bezbronne wobec natury i człowieka, nie znam złego zwierzęcia, chyba że źle zostało wychowane przez nas ludzi, bądź poluje by zdobyć pożywienie. Niestety taka jest kolej rzeczy. Gdy straciłam swoją ukochaną świnkę morską, przez dwa tygodnie nie mogłam się pozbierać i jej towarzyszka również, ale jak to w życiu czas koi ból i łzy. Na pewno wszystkie nasze zwierzaki, które odeszły, są teraz razem po drugiej stronie tęczy gdzie nie ma głodu ani chorób ani smutku i kiedyś je spotkamy, bo nie wyobrażam sobie nieba bez natury, kwiatów i drzew i naszych przyjaciół zwierząt. Pozdrawiam
duszyczka napisał/a:U nas nie było królików, ale zawsze psy i koty. Mieliśmy kiedyś suczkę, wabiła się Koki, i była cudowna! Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt
Trzeba było ją uśpić, bo już ani nie jadła, ani nie piła, ani się nie poruszała. Ja wtedy byłam w innym mieście na studiach. Przeryczałam kilka nocy. Jak wróciłam po 2 miesiącach do domu, to siostra z mamą sprowadziły już nowego szczeniaka. Jest z nami do teraz i jest kochana, ale nadal jak wspominam Koki to ryczę jak głupia. Dawnego króliczka nic nie zastąpi, ale dobrze mieć nowego pupila. A płakać trzeba, będzie Ci lżej. Ból minie z czasem
(ach, widzicie, znowu płaczę jak wspomniałam o Koki
)
Powiedz,że tylko żartujesz...
" Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt"
Tak na poważnie uważasz,że brak szczeniąt u suki powoduje fiksację???
Większej bzdury rodem ze średniowiecza nie słyszałam.
Obalam takie mity.
Ciąże urojone mogą powodować pewnego rodzaju zaburzenia psiej osobowości u suk. Wybaczcie mój off-top.
18 2014-08-13 21:22:05 Ostatnio edytowany przez nie lubię meczy (2014-08-13 22:02:49)
nie lubię meczy napisał/a:duszyczka napisał/a:U nas nie było królików, ale zawsze psy i koty. Mieliśmy kiedyś suczkę, wabiła się Koki, i była cudowna! Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt
Trzeba było ją uśpić, bo już ani nie jadła, ani nie piła, ani się nie poruszała. Ja wtedy byłam w innym mieście na studiach. Przeryczałam kilka nocy. Jak wróciłam po 2 miesiącach do domu, to siostra z mamą sprowadziły już nowego szczeniaka. Jest z nami do teraz i jest kochana, ale nadal jak wspominam Koki to ryczę jak głupia. Dawnego króliczka nic nie zastąpi, ale dobrze mieć nowego pupila. A płakać trzeba, będzie Ci lżej. Ból minie z czasem
(ach, widzicie, znowu płaczę jak wspomniałam o Koki
)
Powiedz,że tylko żartujesz...
" Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt"
Tak na poważnie uważasz,że brak szczeniąt u suki powoduje fiksację???
Większej bzdury rodem ze średniowiecza nie słyszałam.
Obalam takie mity.Ciąże urojone mogą powodować pewnego rodzaju zaburzenia psiej osobowości u suk. Wybaczcie mój off-top.
Ale nie powodują śmierci.
" Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt
Trzeba było ją uśpić, bo już ani nie jadła, ani nie piła, ani się nie poruszała."
Sama ciąża urojona to stan naturalnie fizjologiczny,w stadzie wilków tylko wadera rodzi młode,a pozostałe suki w stadzie mają w tym czasie "ciąże urojone" ,czyt laktację,aby wykarmić wadery młode podczas jej nieobecności.
Gdyby autorka posta napisała,że jej suka odeszła na ropomacicze,to bym się nie odezwała.Jednak ropomacicze dotyka zarówno suki rodzące,jak i te które nigdy nie rodziły.Nie wolno nam pisać,że suka odeszła przez fiksację,ponieważ nigdy nie rodziła i to spowodowało u niej brak apetytu,apatię aż w końcu śmierć poprzez eutanazję.Suki z ropomaciczem można sterylizować,choć w tym przypadku (suka 12 lat) jest starowinką i mogłaby nie przeżyć narkozy.Ropomacicze nie rozwija się również i nie zabija z dnia na dzień,więc można było udać się wcześniej do weta.Najlepszym więc wyjściem jest sterylizacja suki w młodym okresie jej życia,wówczas wykluczamy definitywnie ropomacicze.
Tak więc suczki nie muszą mieć w życiu młodych,zapadają na ropomacicze bez względu na ilość lub też brak porodów!
Najmocniej przepraszam za off,ale uważam,że to ważne,aby ludzi uświadamiać,a nie pozostawiać w ciemnogrodzie,gdyż najbardziej boli później ilość psów w schroniskach po suczkach,które musiały raz urodzić,ponieważ bez tego sfiksują i umrą.
Pisząc to liczę się z banem,ale uważam,że i tak warto było,być może ktoś przeczyta ten post i spojrzy na pewne sprawy inaczej.
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:nie lubię meczy napisał/a:Powiedz,że tylko żartujesz...
" Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniąt"
Tak na poważnie uważasz,że brak szczeniąt u suki powoduje fiksację???
Większej bzdury rodem ze średniowiecza nie słyszałam.
Obalam takie mity.Ciąże urojone mogą powodować pewnego rodzaju zaburzenia psiej osobowości u suk. Wybaczcie mój off-top.
Ale nie powodują śmierci.
" Była z nami 12 lat, ale sfiksowała psychicznie, bo nigdy nie mogła mieć szczeniątTrzeba było ją uśpić, bo już ani nie jadła, ani nie piła, ani się nie poruszała."
Sama ciąża urojona to stan naturalnie fizjologiczny,w stadzie wilków tylko wadera rodzi młode,a pozostałe suki w stadzie mają w tym czasie "ciąże urojone" ,czyt laktację,aby wykarmić wadery młode podczas jej nieobecności.
Gdyby autorka posta napisała,że jej suka odeszła na ropomacicze,to bym się nie odezwała.Jednak ropomacicze dotyka zarówno suki rodzące,jak i te które nigdy nie rodziły.Nie wolno nam pisać,że suka odeszła przez fiksację,ponieważ nigdy nie rodziła i to spowodowało u niej brak apetytu,apatię aż w końcu śmierć poprzez eutanazję.Suki z ropomaciczem można sterylizować,choć w tym przypadku (suka 12 lat) jest starowinką i mogłaby nie przeżyć narkozy.Ropomacicze nie rozwija się również i nie zabija z dnia na dzień,więc można było udać się wcześniej do weta.Najlepszym więc wyjściem jest sterylizacja suki w młodym okresie jej życia,wówczas wykluczamy definitywnie ropomacicze.
Tak więc suczki nie muszą mieć w życiu młodych,zapadają na ropomacicze bez względu na ilość lub też brak porodów!
Najmocniej przepraszam za off,ale uważam,że to ważne,aby ludzi uświadamiać,a nie pozostawiać w ciemnogrodzie,gdyż najbardziej boli później ilość psów w schroniskach po suczkach,które musiały raz urodzić,ponieważ bez tego sfiksują i umrą.
Pisząc to liczę się z banem,ale uważam,że i tak warto było,być może ktoś przeczyta ten post i spojrzy na pewne sprawy inaczej.
Nie lubię meczy, przepraszam, nie zauważyłem adnotacji o śmierci. W pełni zgadzam się z Twoimi stwierdzeniami/uwagami zawartymi w tym poście. Widzę, że masz sporą wiedzę na temat życia społecznego wilków.
Pisząc te słowa i ja narażam się na bana. Ale, czułem się w obowiązku je skreślić na klawiaturze.