Chciałabym się z kimś podzielić moją historią i przemyśleniami. Nie jest mi łatwo, bo chociaż jestem ekstrawertyczką, to emocjami wolę dzielić się z przyjaciółką. Ale osiągnęłam punkt rozpaczy, której nikt nie rozumie. Może któraś z was przeżyła coś podobnego i podzieli się swoim doświadczeniem. Pisząc to zalewam się łzami, odczuwam ogromne poczucie straty bo właśnie straciłam kogoś, komu się podobałam. Wszystko zepsułam swoim charakterem i zaborczością. Nie potrafię jednak na tą sprawę popatrzeć z normalnej perspektywy.
Tyle się już stało w moim życiu jak chodzi o związki i facetów, że przestałam wierzyć w to, że to istoty ludzkie, które mają uczucia, które też się obawiają stracić partnera na którym im zależy. Tak na prawdę to całkowicie przestałam wierzyć, że facetom może zależeć. A może nie spotkałam jeszcze żadnego, który by mnie tak prawdziwie pokochał. A może ktoś mnie pokochał, tylko ja wiecznie dopatruję się w każdym zachowaniu faceta złych intencji. Nie wiem dlaczego tak mam, dlaczego tak się boję. Może to wielokrotnie złamane serce? Może tata, który pije odkąd pamiętam nauczył mnie, że na mężczyźnie nie można polegać. A może to ja jestem winna i szukam we wszystkich i wszystkim wytłumaczenia dlaczego on znowu odszedł...
Kiedy wyjechałam na studia magisterskie do Niemiec byłam chyba naiwna. Mam romantyczny charakter, naczytałam się pięknych historii i wierzyłam, że tak to jest, że to mężczyzna powinien się starać. Ale jak tak patrzę z perspektywy czasu to o mnie chyba nikt się nie starał. A może znowu tylko użalam się nad sobą, żeby poczuć się lepiej...?
Do Niemiec przyjechałam bo chciałam, bo o tym marzyłam, ale też dla niego. Byłam ponad rok w związku z Niemcem, on musiał wrócić do kraju, a ja akurat skończyłam studia licencjackie. Mówił, że kocha, ale w niecały miesiąc po przyjeździe zostawił mnie. Nie wiem kto co zepsuł. On był trochę casanova, zbyt przystojny, zbyt inteligentny, podobał się kobietom i nie uciekał od nich. Nie wzbudzało to we mnie zaufania, wywoływało zazdrość i strach. Albo to ja przesadzałam i za dużo oczekiwałam. Później poznałam faceta, Indusa, z którym łączyło mnie coś niezwykłego. I chociaż zranił mnie do głębi, to nigdy go nie zapomnę. Kiedy zaczynaliśmy rozmawiać to świat dla nas nie istniał, całą noc potrafiliśmy przegadać. Chemia do tego, romantyk, starał się, żeby życie miało smaczek, a nie było rutyną. Bawił się mną ponad dwa lata. Wiele razy próbowałam zerwać tą znajomość, zależało mi na związku, a nie na weekendowych wyjściach, czy pojedynczych spotkaniach. Zawsze jak się spotykaliśmy było cudnie. Choć nie pamiętam, żeby kiedykolwiek podarował mi kwiaty, czy coś na urodziny... No cóż, na pewno coś między nami było, ale on raczej nie traktował tego na poważnie. Tak sparzyłam się jeszcze kilka razy. Pokochałam w końcu kogoś, o kogo bardzo walczyłam, wiele rzeczy przebaczałam, dawałam tysiące szans. Ale w końcu i on zakończył związek.
Jestem ładna, mądra, mam podobno poczucie humoru i wiele do zaoferowania. Dlaczego więc nikt nie chce mnie pokochać i ze mną być? Mama mówi, że za szybko się zakochuję, kładę całe swoje serce na szali, daje siebie całą, a potem on ucieka. Dlaczego jest tak, że jeżeli na kimś nam zależy to trzeba bawić się w gierki, nie dawać mu do końca odczuć, że nas zdobył, bo inaczej się znudzi? Kiedy mnie na kimś zależy, to dbam o tą osobę, staram się, potrafię zrobić wszystko dla szczęścia. Jednocześnie nie wierzę, boję się zdrady, boję się odrzucenia, że odejdzie. Każde zachowanie interpretuję negatywnie...
1 2014-07-22 19:26:47 Ostatnio edytowany przez alisesa (2014-07-22 20:24:49)
Ostatnia historia jaka mi się przytrafiła całkowicie wytrąciła mnie z równowagi. Kilka miesięcy temu zakończył się mój związek, który trwał ponad cztery lata. Po szybkim ślubie w urzędzie odbywa się teraz szybki rozwód. On teraz nie chce tego rozwodu. Twierdzi, że zrozumiał, że bardzo mnie kocha, ale we mnie coś pękło. Pierwszy raz po 4ech latach komuś zależy... Tylko, że ja się tak starałam i walczyłam o ten związek, że już po prostu nie mam ani siły, ani zaufania... Cztery miesiące temu, kiedy pojechałam do Niemiec odwiedzić przyjaciółkę poznałam chłopaka. Zupełnie przypadkiem, przyjaciela mojej kumpeli. Od razu wpadliśmy sobie w oko, on jest zdecydowany, więc nie tracił czasu. Tego samego dnia, kiedy się poznaliśmy łaziliśmy całą noc po mieście, rozmawialiśmy, przytulali i pierwszy raz kiedy świtało pocałowali. Spodobałam się mu, bo cały tydzień, który spędziłam u przyjaciółki spotykał się ze mną. Dzień przed powrotem do Polski poszłam na całość. Byłam przekonana, że na tym się skończy ta znajomość, że chce przeżyć coś pięknego zanim wyjadę, podnieść się na duchu, nie wiem co ja wtedy myślałam. On mi się tak strasznie podobał. Ja mam trudny charakter, zaborczy, bardzo chciałam z nim być. Rzecz wyszła i stała się z mojej inicjatywy. Potem pojechałam do Polski, a on mimo to dalej pielęgnował znajomość, aż w końcu powiedział, ze nie wytrzyma i przyjechał do mojego miasta. Cieszyłam się strasznie, choć kiedy przyjechał był mi taki jeszcze obcy. Były między nami różnice w poglądach. Ja uważam, że spotykając się z kimś nie powinno się mieć kontaktów z innymi kobietami, on się zezłościć na mnie o to. Odebrał to chyba jako odbieranie wolności, a ja tylko chciałam uchronić się przed kolejnym zranieniem.
Pisał do mnie każdego dnia po kilka razy. Aż okazało się, że dziwnym trafem mam jechać na podróż służbową do miasta oddalonego o 30 minut jego miejsca pracy. Przysięgam, że pomyślałam, że Bóg nade mną czuwa, że teraz będzie dobrze, że poznałam cudownego faceta z którym będą mogła coś zbudować. Jednocześnie wiedziałam, że on dwa miesiące zanim mnie poznał był zakochany w innej dziewczynie. Ona nawet już w trakcie naszej znajomości przyjechała ze znajomymi go odwiedzić. Ale to już było zaplanowane wcześniej. Zaufałam mu wtedy, że nic się nie stało. Ale tak na prawdę tego nie wiem... Kilka dni przed moim wyjazdem do Niemiec on jakby trochę zmniejszył kontakt ze mną, do tego stopnia, że zapytałam go wprost, czy mam bukować bilety. On od razu zareagował, że oczywiście i znowu sielanka. Pojechałam i spędziłam cudny długi weekend. Ale zastanawiało mnie kilka rzeczy. Dlaczego on mnie w ogóle nie całuje, nie daje buziaków... Dlaczego po seksie zamiast przytulić to robi wszystko inne. Kiedyś przyłapałam go na nagrywaniu wiadomości urodzinowych dla tej dziewczyny, w której był zakochany. Zrobiłam wtedy straszną awanturę, powiedziałam, że nie zniosę tego dłużej, że to koniec. Na następny dzień dostałam piękny bukiet róż... No i tak sobie czas mijał. Ja co weekend jeździłam do niego. Dwa razy do miasta oddalonego o 600km bo był u rodziców. Przedstawił mnie swoim znajomym, powiedział o nas podobno rodzicom, ale ciągle miałam wrażenie, że jest jakiś dystans. Mało rozmawialiśmy. Ja chętnie mówię o sobie, chętnie pytałam jego, ale on mało mówił i unikał tematu. Dużo za to żartowaliśmy, jeździliśmy na wycieczki, a ja nie potrafiłam sobie wyobrazić weekendu bez niego. Dystans jednak sprawiał, że zaczęłam się znowu bać i robić mu wymówki. Uciekać. Ze 3 czy 4 razy powiedziałam, że już tego nie zniosę i, że to koniec. Ale on wyciągał do mnie rękę. Ale dalej się nic nie zmieniało. On nie mówił o sobie, a nasz kontakt w ciągu tygodnia ograniczał się do paru wiadomości na whatsuppie... Zaczęłam mu wypominać ten brak kontaktu, że jest mi przykro, że czuję się niepewnie... Aż on pewnego dnia powiedział mi, że nie ma ochoty wysłuchiwać moich historii i co ja sobie wyobrażam, że on będzie do mnie codziennie dzwonił i pytał, skarbie, jak Ci minął dzień? Wtedy chyba jakiś diabeł we mnie wstąpił, strasznie się pokłóciliśmy, powiedziałam mnóstwo niemiłych rzeczy, a on jak zwykle kiedy miał ochotę to się rozłączył... Po jakimś czasie zrobiło mi się smutno. Tego samego wieczora próbowałam do niego kilkanaście razy zadzwonić, ale nie odebrał. Napisałam, że jest mi przykro, że chciałabym z nim porozmawiać... Cisza... Bardzo to przeżyłam, nie poszłam do pracy... Przepłakałam dwa dni, a on odezwał się na kolejną moją wiadomość (mama powiedziała, że głupio zrobiłam pisząc i dzwoniąc do niego), że porozmawiamy w przyszłym tygodniu, że na razie potrzebuje spokoju.
Czekałam więc cierpliwie i na trzeci dzień odkryłam, że usunął mnie ze swoich znajomych na facebooku... Głupie wiem, ale tak mi się przykro zrobiło... Próbowałam do niego jeszcze dwa razy zadzwonić, nie odebrał. Napisałam więc i zapytałam dlaczego nawet ze mną nie porozmawiał, dlaczego wiedząc, że tak bardzo boję się zranienia, po prostu usunął mnie ze swojego życia jakbym nie istniała... Wiem, że mu się podobałam. Wiem, że za szybko się zaangażowałam. Wiem, że wszystko dostał od razu. Ale też bardzo się starałam. To ja jeździłam do niego. On wprawdzie przedstawił mnie znajomym, i przy innych traktował jak dziewczynę, ale w ciągu tygodnia brakowało mi kontaktu i rodziły się frustracje, które później przeradzały się w wymówki i pretensje... Teraz siedzę i płaczę, nie wiem dlaczego nie dał nam szansy. Nie wiem dlaczego nawet ze mną nie porozmawiał. Chciałam go przeprosić za moje ostre słowa, ale nie mam jak. Po raz kolejny spieprzyłam wszystko, po raz kolejny nie wyszło. Po raz kolejny mam zranione serce, nie chce mi się nic robić, w pracy jestem jak duch, z nikim nie rozmawiam. Zepsułam coś co mogło przy odrobinie cierpliwości przerodzić się w związek. Tak ciężko znaleźć jest kogoś, a już kogoś kto nam się tak podoba. To była pierwsza osoba o takim charakterze, która mnie fascynowała i przyciągała jak magnes... A teraz siedzę i beczę i wypominam sobie, że wszystko zepsułam. Zasnąć już nie potrafię bez tabletki na sen. Straciłam nadzieję, czy miłość w ogóle istnieje, czy dwójka ludzi może w ogóle być szczęśliwa... Co robię źle, co powinnam zrobić lepiej...
Proszę, nie dodawaj postów jeden pod drugim. W prawym dolnym rogu posta znajduje się przycisk "Edytuj" - użyj go, jeśli chcesz dodać coś do opublikowanej już wypowiedzi.
Proszę, zapoznaj się z regulaminem forum.
6 2014-07-22 20:14:55 Ostatnio edytowany przez alisesa (2014-07-22 20:26:59)
Proszę, nie dodawaj postów jeden pod drugim. W prawym dolnym rogu posta znajduje się przycisk "Edytuj" - użyj go, jeśli chcesz dodać coś do opublikowanej już wypowiedzi.
Proszę, zapoznaj się z regulaminem forum.
Czy mogłabyś mi podpowiedzieć jak usunąć te posty? Chciałabym je przekleić i wykasować.
Na pewno mozna tu duzo pisac, ale po prostu czepiasz sie partnerów, którzy chcą duzej wolnosci. Są atrakcyjni więc korzystają z tego, a Ty chcesz im 'wejsc na glowe' i sobie nie pozwalają, a jednoczesnie chcesz duzej uwagi. No a duza uwage to Ci mogą zapewnic tacy bardziej mili, czuli. Takie bardziej ciepłe kluchy. A nie mam czasu teraz, by napisać więcej, moze ktos tam dopisze cuś.
Wiesz ciężko jest powiedzieć co robisz źle nie znając dokładnego przebiegu Waszej znajomości. Dla mnie wygląda to tak, że zbyt szybko się angażujesz i "idziesz na całość". Jeżeli masz wątpliwości potem co do wierności czy zainteresowania Tobą, to powinnaś zrezygnować z kontaktów a nie wiercić dziury w brzuchu. Mężczyźni nie lubią nachalnych kobiet. I o ile mogłaś jeszcze coś uratować wcześniej o tyle teraz kiedy rzeczywiście go zraziłaś swoją zaborczością nie uratujesz nic. Miałam analogiczną sytuację z tym, że to facet nie dawał mi spokoju. W pewnym momencie znienawidziłam go za to, że nie odpuszcza. Jedyne wyjście według mnie to uspokoić nerwy, wziąć poprawkę na te doświadczenia i następnym razem po pierwsze z większą ostrożnością podchodzić do relacji, po drugie nie napędzać zdarzeń pójściem na całość i wyznaczyć granice dopiero kiedy będziecie mogli powiedzieć że jesteście w związku. Wiesz Ty mogłaś odebrać tą znajomość jako coś na czym można opierać przyszłe życie, a on jako przygodę i weekendowe bonusy... Ja zostawiłabym to tak jak jest. Napisałabym, że przepraszam za zachowanie, że miałam chwilowe zaćmienie umysłu, źle zrobiłam i poprosiłabym żeby wspominał tylko miłe chwile. Życzyłabym szczęścia i to byłby definitywny koniec znajomości. Żadnych wiadomości, żadnych wydzwonień. Wiem, że to boli. Każde zranienie boli i pozostawia skazę, ale roztrząsając to wszystko robisz sobie krzywdę. W magiczny sposób nie wrócicie do siebie. Dlatego dziewczyno głowa do góry i życzę powodzenia z następnym mężczyzną który stanie na Twojej drodze.
Z mojej perspektywy wygląda na to, że sama podświadomie wybierasz sobie gości, którzy od początku kiepsko rokują na przyszłość. Kiedy scenariusz zaczyna się potwierdzać, Ty zaczynasz dokręcać coraz mocniej śrubę i tylko przyspieszasz to co nieuniknione.
Sama widzisz, że Twoje podejście do związków daje ciągle te same efekty, więc przemyśl wszystko na spokojnie i spróbuj działać zupełnie na odwrót. Jeśli zmiany będą tylko pozorne, to znowu dostaniesz po d...
Moim zdaniem i niska samoocena, i co za tym idzie nieodpowiedni partnerzy.
Nieodpowiedni stosunek do znajomosci, zbytnia gorliwosc (bo jestes spragniona milosci).
Wg mnie powinno byc odwrotnie, niz w Twoich sytuacjach w kwestii staran: dobrze rokuje zwiazek, w ktorym facet ugania sie za kobieta,a kobieta nadaje ton relacji i de facto trzyma wladze (nie chodzi tu oczywiscie o awantury i robienie z chlopa podnozka
Z moich obserwacji wynika, ze najlepiej wychodza dziewczyny bardzo pewne siebie (i znowu, nie chodzi o agresje i arogancje), asertywne, stawiajace wlasne granice, o pogodnym usposobieniu. Poza tym malo wazne jaka jest. Znam bardzo brzydka dziewczyne, ktora miala i ma wielkie powodzenie wlasnie dzieki tym cechom charakteru. Po prostu prezentuje swiatu, ze jest super i swiat uwaza, ze najwidoczniej, skoro tak uwaza, cos w tym musi byc
i chce taka miec, bo musi ja zdobywac.
Z drugiej str najlatwiej podreperowac samoocene stawiajac sobie zadania i wykonujac je dobrze, podwyzszajac poprzeczki, wychodzac poza znane. Czyli rozwijaj sie na wielu plaszczyznach, pomimo leku, a poczujesz sie z soba lepiej i zyskasz. Musisz rozwalic niepewnosc.
Polecam poradnik "Dlaczego mezczyzni kochaja zolzy"- wbrew pozorom nie sa tam napisane glupstwa, naprawde warto przeczytac BEDAC W TWOJEJ SYTUACJI.
Uwazam tez, ze wchodzenie w uklady typu przyjezdzam do niego na weekendy mija sie z celem. On nie ma motywacji, by sie starac. Ma wszystko na tacy. De facto dajesz sie wykorzystywac. Pisalas, ze bawi sie Toba. Trafnie. Pisalas tez o Bogu. Wedlug Boga sprawy lozkowe lacza sie z malzenstwem
posty jak Twoj utwoerdzaja mnie w przekonaniu, ze to najlepszy pomysl na rozwoj relacji. Poznajemy sie, duzo pozniej idziemy do lozka- odpowiedzialnie. Dzisiejsi mezczyzni czesto bawia sie kobietami- jak w Twoich historiach. Przemysl to. (Teraz beda ataki ![]()
11 2014-07-23 14:22:08 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-07-23 14:25:06)
No nie sądze. Żadna kobieta nie chce rządzić, jeśli nie ma problemu z własną naturą. To tylko te wygodnickie tak chcą, na wypadek żeby nie zostały rzucone, a one mogły to zrobić.
I tak wiekszosc kobiet ciągnie do facetów aktywnych i inicjujących, więc to oni prowadzą/ustalają ramy/decydują/dominują/wprowadzają plany w życie (które często kobieta ustanowi) - czyli nakładają ton związkowi, a kobieta wchodzi do tego świata. Czyli takich zdobywców właśnie. Tak czy siak nie ma tutaj konsekwencji, więc jest słaby charakter. Jak kobieta chce by sie starano o nią, to czemu idzie w 1 dniu znajomosci po pocałunki? Czemu chce starania i romantyzmu, a w ogóle tego nie wymaga tylko bierze kogoś innego? Albo zacznie żyć zgodnie z własną głową, albo będzie sie trafiało to co jest. Na przygode. Z reszta niska wartosc przyciąga niską wartosc. Zaden nie wytrzyma tego, jesli jest cokolwiek silny. Moze byc silny toksycznie, czyli to on będzie kontrolował, traktował przedmiotowo, a będzie silny życiowo i od takiej szybko ucieknie. Rządzic to mozna sobie słabym partnerem, jak kobieta sama ma zadatki do tego by nosic spodnie, trzymac wszystko w ryzach, no i oczywiscie siać nienawiść do innych mezczyzn poza swoimi
Albo łamiesz schemat, albo sama siebie.
Miałam, mam podobnie. Narzeczony mnie zostawił bo za bardzo zaborcza byłam, zazdrosna... Zrouzumiałam ze moje poczucie własnej wartości jest równe jeden, wybrałam się do psychologa na terapię. Może pomoże przy następnych związkach
Tobie też radze pojsc, bo czasem przyczyny naszych zachowań są bardzo błahe, a same sobie nie damy rady z nimi
Zgadzam sie z thepass, ze to mezczyzni najczesciej nadaja ton zwiazkowi. Zauwazylam, ze bardzo czesto kiedy kobiety rozmawiaja ze soba, przedstawiaja swoje obawy dotyczace kontaktow z chlopakami. Przede wszystkim boja sie jako pierwsze podjac kontakt. Ja zawsze bylam szczera, nie zakladalam maski, nie interesuja mnie´juz podchody i gierki damsko-meskie... Teraz po kilku dniach od tego wszystkiego mysle sobie, ze jezeli czulabym, ze jestem kims szczegolnym dla niego, na pewno (a znam siebie) bylabym spokojniejsza, usmiechnieta i mniej zestresowana. Fakt, ze postapilam glupio idac na calosc, ale wtedy bylam przekonana, ze to tylko szybki romans... Czy mimo wszystko to jest powod, dla ktorego zostawia sie kobiete bez slowa... Takie rzeczy bardzo rania i zostawiaja skaze, a takze wpywaja na przyszle podejscie do innych osob. Assasin, jak rozpoznac wiec, ktorzy mezczyzni rokuja na przyszlosc dobrze. Cz skupic sie na cechach waznych w zyciu jak zaradnosc, umiejetnosc podjecia decyzji, czy na wiekszych lub mniejszych uchybieniach. Nie mozemy zmienic partnera i oczekiwac, ze bedzie on spelnial kazde nasze marzenie, ale chyba mozna oczekiwac odrobiny kompromisu, gdzie wiec zaciera sie ta granica? Powoli zrozumialam jedno, za szybko sie zaangazowalam, za szybko bardzo chcialam. A moj charakter, ktory nie pozwala mi sie poddawac, kaze walczyc, ktory sprawdza sie w zyciu zawodowym i objawia sukcesami, w zyciu uczuciowym jest porazka... Chociaz w zyciu zawodowym osiagam sukcesy i jestem podobno bardzo atrakcyjna, to w srodku tak sie nie czuje.
No nie sądze. Żadna kobieta nie chce rządzić, jeśli nie ma problemu z własną naturą. To tylko te wygodnickie tak chcą, na wypadek żeby nie zostały rzucone, a one mogły to zrobić.
I tak wiekszosc kobiet ciągnie do facetów aktywnych i inicjujących, więc to oni prowadzą/ustalają ramy/decydują/dominują/wprowadzają plany w życie (które często kobieta ustanowi) - czyli nakładają ton związkowi, a kobieta wchodzi do tego świata. Czyli takich zdobywców właśnie. Tak czy siak nie ma tutaj konsekwencji, więc jest słaby charakter. Jak kobieta chce by sie starano o nią, to czemu idzie w 1 dniu znajomosci po pocałunki? Czemu chce starania i romantyzmu, a w ogóle tego nie wymaga tylko bierze kogoś innego? Albo zacznie żyć zgodnie z własną głową, albo będzie sie trafiało to co jest. Na przygode. Z reszta niska wartosc przyciąga niską wartosc. Zaden nie wytrzyma tego, jesli jest cokolwiek silny. Moze byc silny toksycznie, czyli to on będzie kontrolował, traktował przedmiotowo, a będzie silny życiowo i od takiej szybko ucieknie. Rządzic to mozna sobie słabym partnerem, jak kobieta sama ma zadatki do tego by nosic spodnie, trzymac wszystko w ryzach, no i oczywiscie siać nienawiść do innych mezczyzn poza swoimiAlbo łamiesz schemat, albo sama siebie.
Ja pisze to, co wynika z moich obserwacji, to nie sa wydumane teorie. To nie sa rzady silnej reki, to raczej madrosc, ktora pozwala przejac ster, i ten mezczyzna stara sie i inicjuje, robi wszystko tak, jak chce kobieta. Bez agresji, bo z agresywna kobieta facet zaczyna walczyc.
Autorka jest taka typowa, bezradna i rozchwiana, bierna kobieta wg stereotypu, z ktora facet moze zrobic wszystko. I co, dobrze jej z tym?...
Zgadzam sie z thepass, ze to mezczyzni najczesciej nadaja ton zwiazkowi. Zauwazylam, ze bardzo czesto kiedy kobiety rozmawiaja ze soba, przedstawiaja swoje obawy dotyczace kontaktow z chlopakami. Przede wszystkim boja sie jako pierwsze podjac kontakt. Ja zawsze bylam szczera, nie zakladalam maski, nie interesuja mnie´juz podchody i gierki damsko-meskie... Teraz po kilku dniach od tego wszystkiego mysle sobie, ze jezeli czulabym, ze jestem kims szczegolnym dla niego, na pewno (a znam siebie) bylabym spokojniejsza, usmiechnieta i mniej zestresowana. Fakt, ze postapilam glupio idac na calosc, ale wtedy bylam przekonana, ze to tylko szybki romans... Czy mimo wszystko to jest powod, dla ktorego zostawia sie kobiete bez slowa... Takie rzeczy bardzo rania i zostawiaja skaze, a takze wpywaja na przyszle podejscie do innych osob. Assasin, jak rozpoznac wiec, ktorzy mezczyzni rokuja na przyszlosc dobrze. Cz skupic sie na cechach waznych w zyciu jak zaradnosc, umiejetnosc podjecia decyzji, czy na wiekszych lub mniejszych uchybieniach. Nie mozemy zmienic partnera i oczekiwac, ze bedzie on spelnial kazde nasze marzenie, ale chyba mozna oczekiwac odrobiny kompromisu, gdzie wiec zaciera sie ta granica? Powoli zrozumialam jedno, za szybko sie zaangazowalam, za szybko bardzo chcialam. A moj charakter, ktory nie pozwala mi sie poddawac, kaze walczyc, ktory sprawdza sie w zyciu zawodowym i objawia sukcesami, w zyciu uczuciowym jest porazka... Chociaz w zyciu zawodowym osiagam sukcesy i jestem podobno bardzo atrakcyjna, to w srodku tak sie nie czuje.
Nie interesuja Cie gierki i podchody, ale DLACZEGO? Bo, jesli sie glebiej zastanowic, chcialabys wielkiej, bezproblemowej milosci teraz, zaraz, najlepiej z pierwszym napotkanym. Szybko, latwo i do konca swiata. I sie dziwisz, ze nieprzeselekcjonowany material na superchlopa sie nie sprawdza, bo przeciez Ty dajesz wszystko, jestes fair. Ale to jest wlasnie z Twojej strony (powodowane problemami) pojscie na latwizne, wyraz slabosci. Nie masz do siebie szacunku i byle palantowi (tak chyba oceniesz czesc z Twoich chlopakow?) chcesz dac swoja milosc i oddanie (a sa to cenne dary nie dla byle kogo, nieprawdaz?). Druga osobe trzeba poznac, zeby zobaczyc, czy tego wszystkiego jest WARTA.
16 2014-07-24 12:17:27 Ostatnio edytowany przez chwilla (2014-07-24 12:19:12)
No nie sądze. Żadna kobieta nie chce rządzić, jeśli nie ma problemu z własną naturą. To tylko te wygodnickie tak chcą, na wypadek żeby nie zostały rzucone, a one mogły to zrobić.
Kazdy czlowiek ma wlasna nature, jest inny. Zauwazylam, ze glownie mezczyzni sa szafarzami stereotypow. Wygodnickie wlasnie sie poddaja jak autorka.
alisesa napisał/a:Zgadzam sie z thepass, ze to mezczyzni najczesciej nadaja ton zwiazkowi. Zauwazylam, ze bardzo czesto kiedy kobiety rozmawiaja ze soba, przedstawiaja swoje obawy dotyczace kontaktow z chlopakami. Przede wszystkim boja sie jako pierwsze podjac kontakt. Ja zawsze bylam szczera, nie zakladalam maski, nie interesuja mnie´juz podchody i gierki damsko-meskie... Teraz po kilku dniach od tego wszystkiego mysle sobie, ze jezeli czulabym, ze jestem kims szczegolnym dla niego, na pewno (a znam siebie) bylabym spokojniejsza, usmiechnieta i mniej zestresowana. Fakt, ze postapilam glupio idac na calosc, ale wtedy bylam przekonana, ze to tylko szybki romans... Czy mimo wszystko to jest powod, dla ktorego zostawia sie kobiete bez slowa... Takie rzeczy bardzo rania i zostawiaja skaze, a takze wpywaja na przyszle podejscie do innych osob. Assasin, jak rozpoznac wiec, ktorzy mezczyzni rokuja na przyszlosc dobrze. Cz skupic sie na cechach waznych w zyciu jak zaradnosc, umiejetnosc podjecia decyzji, czy na wiekszych lub mniejszych uchybieniach. Nie mozemy zmienic partnera i oczekiwac, ze bedzie on spelnial kazde nasze marzenie, ale chyba mozna oczekiwac odrobiny kompromisu, gdzie wiec zaciera sie ta granica? Powoli zrozumialam jedno, za szybko sie zaangazowalam, za szybko bardzo chcialam. A moj charakter, ktory nie pozwala mi sie poddawac, kaze walczyc, ktory sprawdza sie w zyciu zawodowym i objawia sukcesami, w zyciu uczuciowym jest porazka... Chociaz w zyciu zawodowym osiagam sukcesy i jestem podobno bardzo atrakcyjna, to w srodku tak sie nie czuje.
Nie interesuja Cie gierki i podchody, ale DLACZEGO? Bo, jesli sie glebiej zastanowic, chcialabys wielkiej, bezproblemowej milosci teraz, zaraz, najlepiej z pierwszym napotkanym. Szybko, latwo i do konca swiata. I sie dziwisz, ze nieprzeselekcjonowany material na superchlopa sie nie sprawdza, bo przeciez Ty dajesz wszystko, jestes fair. Ale to jest wlasnie z Twojej strony (powodowane problemami) pojscie na latwizne, wyraz slabosci. Nie masz do siebie szacunku i byle palantowi (tak chyba oceniesz czesc z Twoich chlopakow?) chcesz dac swoja milosc i oddanie (a sa to cenne dary nie dla byle kogo, nieprawdaz?). Druga osobe trzeba poznac, zeby zobaczyc, czy tego wszystkiego jest WARTA.
nie zgadzam sie w tej kwestii z Toba. nie oczekuje bezproblemowej milosci, ale raczej jej odwzajemnienia. w kazdym zwiazku sa problemy, gorsze i lepsze dni, ale kiedy obojgu na sobie zalezy, zwlaszcza kiedy potwierdza sie wzajemnie istniejaca relacje, to po czesci oczekuje sie tez troche od tej drugiej osoby, ze nie odpusci tak latwo. ja od poczatku postawilam otwarte karty. nie przepracowalam jeszcze ostatniego dlugiego zwiazku, to jeszcze potrwa, ale mimo to mimo strachu przed zranieniem, chcialam uwierzyc i sprobowac. a on nie byl absolutnie pierwszym lepszym. przez ostatnie miesiace poznalam kilku chlopcow, ktorzy zaprosili mnie na randke, ale po kilku spotkaniach bez niczego sie konczylo. on bardzo mi sie podobal i w tak wielu kwestiach odpowiadal, a niestety w niektorych ranil. obarczam siebie wina bo dzialalam za szybko, bo za wczesnie sie zaangazowalam, ale rownoczesnie wiem, ze nie wszystko bylo ok. ja to po prostu zle rozegralam. niepotrzebnie mu pokazalam, ze mi zalezy... nie wiem. z drugiej strony nie rozumiem jego, dlaczego bylo tak malo kontaktu. czy dlatego ze za szybko, za wczesnie? a z drugiej strony po cudownych weekendach oczekiwalam czegos wiecej. piszesz, ze jestem totalnie rozchwiana, pewnie tak... sporo ostatnio przezylam i nie dalam sobie czasu. ale nie jestem bezradna kobieta, w zadnym wypadku. jestem natomiast bardzo uczuciowa, emocjonalna i kiedy strace cos na prawde dla mnie waznego, to okropnie to przezywam. moja mama mowi, ze to jest moj problem. ze za szybko sie zaangazowalam i bardziej niz on. zreszta... nie wiem co powiedziec... jest mi okropnie smutno, boli, sciska i nic nie moge zrobic...
on napisal wczoraj jedno zdanie. jedyne: czy masz jszcze potrzebe rozmowy. nie odpisalam. mam, pewnie, ze mam! ale to chyba nie tak powinno wygladac... zadzwonil raz i od tego czasu zero wiadomosci... nadzieja matka glupich bo ja wciaz ja mam... ze przejedzie te pol godziny pociagiem, zeby ze mna porozmawiac. tylko tyle. czy to duzo?
chwilla napisał/a:alisesa napisał/a:Zgadzam sie z thepass, ze to mezczyzni najczesciej nadaja ton zwiazkowi. Zauwazylam, ze bardzo czesto kiedy kobiety rozmawiaja ze soba, przedstawiaja swoje obawy dotyczace kontaktow z chlopakami. Przede wszystkim boja sie jako pierwsze podjac kontakt. Ja zawsze bylam szczera, nie zakladalam maski, nie interesuja mnie´juz podchody i gierki damsko-meskie... Teraz po kilku dniach od tego wszystkiego mysle sobie, ze jezeli czulabym, ze jestem kims szczegolnym dla niego, na pewno (a znam siebie) bylabym spokojniejsza, usmiechnieta i mniej zestresowana. Fakt, ze postapilam glupio idac na calosc, ale wtedy bylam przekonana, ze to tylko szybki romans... Czy mimo wszystko to jest powod, dla ktorego zostawia sie kobiete bez slowa... Takie rzeczy bardzo rania i zostawiaja skaze, a takze wpywaja na przyszle podejscie do innych osob. Assasin, jak rozpoznac wiec, ktorzy mezczyzni rokuja na przyszlosc dobrze. Cz skupic sie na cechach waznych w zyciu jak zaradnosc, umiejetnosc podjecia decyzji, czy na wiekszych lub mniejszych uchybieniach. Nie mozemy zmienic partnera i oczekiwac, ze bedzie on spelnial kazde nasze marzenie, ale chyba mozna oczekiwac odrobiny kompromisu, gdzie wiec zaciera sie ta granica? Powoli zrozumialam jedno, za szybko sie zaangazowalam, za szybko bardzo chcialam. A moj charakter, ktory nie pozwala mi sie poddawac, kaze walczyc, ktory sprawdza sie w zyciu zawodowym i objawia sukcesami, w zyciu uczuciowym jest porazka... Chociaz w zyciu zawodowym osiagam sukcesy i jestem podobno bardzo atrakcyjna, to w srodku tak sie nie czuje.
Nie interesuja Cie gierki i podchody, ale DLACZEGO? Bo, jesli sie glebiej zastanowic, chcialabys wielkiej, bezproblemowej milosci teraz, zaraz, najlepiej z pierwszym napotkanym. Szybko, latwo i do konca swiata. I sie dziwisz, ze nieprzeselekcjonowany material na superchlopa sie nie sprawdza, bo przeciez Ty dajesz wszystko, jestes fair. Ale to jest wlasnie z Twojej strony (powodowane problemami) pojscie na latwizne, wyraz slabosci. Nie masz do siebie szacunku i byle palantowi (tak chyba oceniesz czesc z Twoich chlopakow?) chcesz dac swoja milosc i oddanie (a sa to cenne dary nie dla byle kogo, nieprawdaz?). Druga osobe trzeba poznac, zeby zobaczyc, czy tego wszystkiego jest WARTA.
nie zgadzam sie w tej kwestii z Toba. nie oczekuje bezproblemowej milosci, ale raczej jej odwzajemnienia. w kazdym zwiazku sa problemy, gorsze i lepsze dni, ale kiedy obojgu na sobie zalezy, zwlaszcza kiedy potwierdza sie wzajemnie istniejaca relacje, to po czesci oczekuje sie tez troche od tej drugiej osoby, ze nie odpusci tak latwo. ja od poczatku postawilam otwarte karty. nie przepracowalam jeszcze ostatniego dlugiego zwiazku, to jeszcze potrwa, ale mimo to mimo strachu przed zranieniem, chcialam uwierzyc i sprobowac. a on nie byl absolutnie pierwszym lepszym. przez ostatnie miesiace poznalam kilku chlopcow, ktorzy zaprosili mnie na randke, ale po kilku spotkaniach bez niczego sie konczylo. on bardzo mi sie podobal i w tak wielu kwestiach odpowiadal, a niestety w niektorych ranil. obarczam siebie wina bo dzialalam za szybko, bo za wczesnie sie zaangazowalam, ale rownoczesnie wiem, ze nie wszystko bylo ok. ja to po prostu zle rozegralam. niepotrzebnie mu pokazalam, ze mi zalezy... nie wiem. z drugiej strony nie rozumiem jego, dlaczego bylo tak malo kontaktu. czy dlatego ze za szybko, za wczesnie? a z drugiej strony po cudownych weekendach oczekiwalam czegos wiecej. piszesz, ze jestem totalnie rozchwiana, pewnie tak... sporo ostatnio przezylam i nie dalam sobie czasu. ale nie jestem bezradna kobieta, w zadnym wypadku. jestem natomiast bardzo uczuciowa, emocjonalna i kiedy strace cos na prawde dla mnie waznego, to okropnie to przezywam. moja mama mowi, ze to jest moj problem. ze za szybko sie zaangazowalam i bardziej niz on. zreszta... nie wiem co powiedziec... jest mi okropnie smutno, boli, sciska i nic nie moge zrobic...
on napisal wczoraj jedno zdanie. jedyne: czy masz jszcze potrzebe rozmowy. nie odpisalam. mam, pewnie, ze mam! ale to chyba nie tak powinno wygladac... zadzwonil raz i od tego czasu zero wiadomosci... nadzieja matka glupich bo ja wciaz ja mam... ze przejedzie te pol godziny pociagiem, zeby ze mna porozmawiac. tylko tyle. czy to duzo?
Autorko, przeczytaj ksiazke, o ktorej Ci napisalam. Moje dalsze posty w tym watku bylyby wyciagiem z niej. Pozdrwaiam.
Hej, wiece co, czytam ten wątek, przypominam sobie jak przepłakałam tamten miesiąc, mocno mnie ten chłopak zranił, nawet tutaj trochę przeżywałam, ale ostatnia akcja zbiła mnie z nóg. Facet okazał się być bezczelny i zapatrzony w siebie, a ja dziękuję za wsparcie w tamtych chwilach. Głupia jestem, że od razu nie posłuchałam, tylko sama po mękach musiałam do tego dojść.