Drodzy Forumowicze, piszę bo nie daję już rady. Mam 29 lat, z moim (ex) partnerem byliśmy ze sobą ponad 2 lata. Od wiosny wszystko zaczęło się psuć i usiłujemy się rozstać. Relacja wygląda tak - oficjalnie nie jesteśmy ze sobą ale ciągle mamy kontakt. Nie ukrywam - nadal go kocham i pielęgnuję w sobie nadzieję, że wrócimy do siebie.
Rozstanie ? Sporo się kłóciliśmy, oboje temperamenti aż w końcu nas to zmęczyło (chyba jego bardziej bo słowa nie jesteśmy razem po raz pierwszy wyszły do niego). Ale to on zaczął się ze mną kontaktować. Ja się pierwsza po miesiącu ciszy nie odezwałam. Napisał do mnie, zaczęliśmy cąłymi dniami rozmawiać, w zasadzie tak jak kiedyś, o wszystkim i o niczym, wspomnienia, miłe słowa, nazywał mnie tak jak kiedyś... Zaproponował spotkanie, poszliśmy coś zjeść, codziennie skype wieczorem przez wiele godzin. Zapronował mi kino, zapronował abyśmy jako dobrzy przyjaciele pojechali razem na urlop. I tak przez ponad 2 tygodnie.
Narobiłam sobie nadziei ale w środku bolało i boli, że nie słyszę "zależy mi na Tobie" i że on chce abyśmy do siebie wrócili. Koleżanka. Na weekend miał wyjechać, poprosił abyśmy razem poszli na zakupy. Poszłam z nim, pomogłam w zakupach. Pochamowałam zazdrość bo w środku szlag mnie trafiał że wyjeżdza beze mnie. Potem zaszliśmy do niego i nas poniosło... oczywiście sex.
Ja zaraz potem zdołowana, on chciał mnie przytulać ale powiedziałam, że jade do domu. Wyrzuty sumienia bo nie ma dla mnie nic gorszego niż sex z ex dla sportu. Okropnie. Wyjechał, pisał raz na jakiś czas (raz dziennie) smsa ale wrócił w niedzielę i jest cisza. Jest dziwnie. Nie ma rozmów na skype wieczorem, w ciągu dnia tylko w poniedziałek jakiegoś tam linka wysłał...
A ja szaleję. Wczoraj przepłakałam cały wieczór. W środku mam ochotę spłakana iść do niego i błagać - wróc do mnie, niech będzie tak jak kiedyś.
Jestem przybita, zdołowana, nie wiem co robić. Kocham go i kiedyś nie wyobrażałam sobie życia i przyszłości bez niego.
Proszę napiszcie jak sobie z tym poradzić....