Jesteśmy ze sobą 3 lata. Niby jest wszystko ok. On mnie bardzo dobrze traktuje. Jest Kochany, opiekuńczy, trosklilwy. Jak się źle czuje to się o mnie martwi, siedzi przy mnie dopóki lepiej się nie poczuje. Nigdy mnienie obraził. To typ opanowanego człowieka. Ktoś pomyśłi cód miód malina czego oa jeszcze chce?
Problem zaczyna się z tym że ja prawie do niego nie jeżdże. Tzn na początku się wstydziłam, bo ogólnie jestem bardzo nieśmiałą osobą. Jednak kiedy naprawde zaczęłam myśleć że to cośpoważnego, czas poznać jego rodzinke on nie chciał. W końcu wyprosiłąm i w zeszłym roku byłam 1 raz po 2 latach związku... Także w sumie to były może w sumie 7 wizyt - 2 takie dłuższe cały dzień a tak to góra godzinka, wtedy kiedy nie mieszkał w domu jakiś czas i żeby dostać się do domu pożyczał samochód od moich rodziców, więc mnie też wtedy zabierał, aler to były bardzo krótkie wizyty. Teraz z powrotem jest w domu. Prawie pół roku u niego nie byłam. On nie chce. Tzn mówi że to nie prawd że chce abym do niego do domu jeździła, ale tylko na słowach się kończy.
Przytocze jeszcze jedną sytuacje dla mnie trochę dziwną... Powiedział że niedługo jedzie z rodzicami do lichenia i mnie też zabierze. Ok ucieszyłam się. Nagle któregoś dnia pisze że przyjedzie późno bo do lichenia będą jechali za 2 godz. Nawet się nie spytał czy pojade. No to ja mu napisałam że ostatnio mówił że mnie też zabierze, on po tym się nie odzywał wcale, dopiero jak miał wracać to napisał że wraca i później przyjedzie. Nawet nic nie poruszył tego tematu jak do mnie przyjechał. Jakby nie było sprawy.
Dodam że ja nie znam jego znajomych pomimo że to już 3 lata związku. Jak się pytam dlaczego tak jest on mówi że nie przebywam u niego itp. Albo że on sam żadko ich widuje. No tak tylko ja sama rzadko widuje si ę ze znajomymi, bo nie mam za bardzo czasu - pracuje studiuje, ale moich przyjaciół zna...
Ostatnio bardzo mi przeszkadza taka sytuacja. MAm dość. Ale jak próbuje z nim poorozmawiać to on mówi że tak nie jest, albo że nie wie co powiedzieć. Jak kiedyś rozmawiałam z nim o wyjeździe do niego to tak obrócił sytuacje że to moja wina bo nie chce do niego jeździć. Tylko to ja ciągle o to zabiegam teraz. W końcu powiedział że we wrześniu mnie zabierze to było w zeszłym miesiącu - chociaż miałam urlop wtedy i mogłabym jechać. Wrzesień lei a on mói że nie prawda że nie chce mnie do siebie zabrać. A ja od 21 jestem tak zajęta ze się nie zobaczymy do końca miesiąca. W tym tygodniu ostatnia szansa i on o tym wie ale nic nie mói żebym do niego przyjechała.
Ostatnio nocował u mnie. Strasznie mnie poliki i uszy piekły a on że przyszły teśćiu mnie obgaduje. Jak się pytałam o co chodzi to nie chciał powiedzieć. Później jak już leżeliśmy w łóżku znowu się o to spytałąm. On nie chciał powiedzieć to sięwkurzyłam. Nie chciałam się przytulić do niego, w końcu nie wytrzymałąm tego napięcia i poszłam spać do 2 pokoju. On poszedł za mną. mówił żebym sięnie wygłupiała, żebym z nim spała. Wróciłąm i zaczełam rozmowe. Okazało się że jego rodzice pytali się kiedy mnie przywiezie. I nic więcej nie było. To stwierdziłam że on nie chce żebym do niego jechała. On zaprzeczał znowu mówił że nie, że sam nie wie czemu tak się zachowuje itp. Prawie że płakał.
Dodam że innej jestem pewna że nie ma bo prawktycznie każdą wolną chwile u mnie spędza ze mną. Więc nie miałby czasu na to.
Ja już mam tego dość. Rozmowa z nim to jak "obuchem w łep"
Jeśli coś jest nie tak to chciałabym wiedzieć tylko nie wiem jak to z niego wydobyć. Za każdym razem jest przygnębiony, wtedy w nocy chyba łzy mu poleciały. Tylko mnie tulił, przytulał się i powtarzał że mnie KOCHA.
JA go też KOCHAM ale już nie mam siły. NIe wiem czy mu powiedzieć w prost że jeśli tak dalej będzie to z nami będzie koniec? Bo ja mam wrażenie jakbyśmy byli razem ale osobno. W sobote albo niedziele bym mogła jechać do niego. Ale on nic nie mówi. NIe wiem czy się sama spytać czy czekać. Troche mi głupio tak do niego na siłe się pchać jak on nie chce. NIe wiem jak mam postępować. Już trace nadzieje.