Cześć jestem Wioletta, mam 23 lata i chciałabym opowiedzieć Wam moją historię.
Zacznę od tego, że nie jestem już z tym chłopakiem od kilku dni, jakies 3 dni temu szukałam w necie informacji o znęcaniu się psychicznym i znalazłam pojęcie psychofag, czytając forum płakałam bo wszystko albo prawie wszystko się zgadzało. Teraz przedstawię Wam po krótce jak wyglądało ostatnie 2 i5 roku mojego życia.
Poznaliśmy się przez internet, zanim sie spotkaliśmy pisaliśmy ze sobą 4 miesiące, był idealny czarujący, szarmancki, czuły, wraźliwy, interesował się moimi sprawami. Zakochałam się w nim jeszcze za nim się spotkaliśmy. W grudniu 2011 spotkaliśmy się po raz pierwszy, ale to była tylko formalność, oboje chcieliśmy być razem. Mówił, że kocha, że szaleje, że czekał na mnie całe życie, że jedyna, najpiękniejsza, najcudowniejsza i w ogóle cud miód i orzeszki. Mówił mi, że nasza miłość jest tak wyjątkowa, że on nie potrzebuje kolegów, koleżanek, w ogóle nikogo tylko mnie i że ja też nie powinnam sie teraz spotykać z koleżankami, że powinniśmy zlikwidować wszytskie portale społecznościowe które posiadamy. Miałam przestać się malować, bo skoro mam już chłopaka to po co mam się podobać innym, najlepiej żebym przytyła bo będę mu się bardziej podobać. Sielanka trwała może pół roku albo trochę dłużej. Dziewczyny ja studiowałam, a on nie pozwalał mi chodzić na studia, w tym sensie że jak szłam na zajęcia on ze mną zrywał, albo w ogóle się nie odzywał bo się onbrażał, a ja zamiast na zajęcia to jeżdziłam do niego i mówiłam mu zapewniałam wręcz, że nigdy go nie zdradzę, ze jest jedyny, że tylko go kocham itd. Po naszym pierwszym razie( był moim pierwszym) wyszło pierwsze wielkie kłamstwo na jaw. Powiedział mi, że siedział w więzieniu ponad rok za narkotyki. Tak płakałam, powiedział mi wtedy że jak z nim zerwe to on zrozumie ale ja go kochałam i właśnie przed chwilą mu się oddałam tak, nie mogłam z nim zerwac, kochałam wybaczyłam mu to, tylko pilnowałam bacznie żeby moi rodzice czasem się nie dowiedzieli. Potem wyszło kłamstwo, że wcale nie skończył szkoły żadej z ledwością gimnazjum!! Dziewczyny ja studia inżynierskie a on gimnazjum! Ale nic nie przeszkadzało mi to przecież go kocham, zrobię dla niego wszystko. Przez te 2 i 5 roku moj chlopak do pracy sie nie kwapił, cały czas na bezrobociu, jak łapał prace na wakacje to wypłata szła na przelew. Pił, tracił pracę i siedział dalej w domu i użalał się nad sobą. Aha zapomniałam wspomnieć, że on mieszkał 20km od mojego miasta i spotykaliśmy się na weekendy, świeta i ogólnie starałam się z nim spędzać każdą wolną chwilę. Oczywiście ja do niego jeździłam bo on ani prawka ani auta. Ale przeszkodą było też to że moja mama zachorowała ciężko, a mam brata 8 letniego i wszytskie obowiązki spadły na mnie. On nie rozumiał tego ciągle mi mówił, że nie jestem jego matką a zajmuje się całym domem w ogole nie rozumiał mojej sytuacji rodzinnej. Na początku dużo pił ale tylko wiosna lato, jeździliśmy to tu to tam, ale mój chłopak nie znał umiaru pił dopóki pieniądze się nie skończyły, albo koledzy nie przestali stawiac, a potrafił też podejść do obcych ludzi i na żula(oczywiście nie na początku związku dopiero póżniej). Ciągle powtarzał, że szczerość jest najważniejsza, ale jednoczesnie zarzucał mi bezpodstawnie kłamstwa, że i tak prędzej czy pożniej go zdradzę, że coś ukrywam i tym podobne. NIe wiedziałam skąd on ma takie myśli, przeciez tak bardzo go kochałam i starałam mu się okazywac miłośc na każdym kroku. I zaczęło się jeździliśmy gdzieś na impreze to do końca siedzieliśmy zawsze, prosiłam go żebyśmy wracali, nie nie ma zmiłuj, pił pił pił. Jak wracaliśmy do domu nad ranem, robiłam mu jesc bo był głodny, podawałam mu picie na kaca, a rano tragedia. Budził się i zaczynał Ty szmato, Ty dziwko a ja nie wiedziałam o co mu chodzi, prosiłam płakałam, pytałam o co chodzi. Wiem, że mnie zdradzisz. Myślisz, że nie widziałam jak patrzyłam na tamtego ( choć przysiegam Wam, ze na nikogo nie patrzyłam, a nawet jesli popatrzyłam to przelotnie wiecie bez zadnego zainteresowania) tłumaczyłam mu to ale on nic. Poniżal, wyzywał od najgorszych,albo co gorsze stosował bierną agresję zero kontaktu, mogłam za nim biegac 3 godziny nawet na mnie nie spojrzal. Z czasem było coraz gorzej byłam już w takim stanie emocjonalnym, że jak mnie wyzywał siadałam w koncie i płakałam, a on coraz bardziej ubliżal jak nie mnie to zaczynal moją rodzinę zeby tylko trafic w czuly punkt, albo siedział w internecie na tel na fb( bo oczywiscie kazał usunąć ale po jakis czasie znowu sobie załozył konto ale ja juz nie) i mówił tak no ale ładne zdjęcie dodała, no no no i tak mnie podkurwiał, albo o napisała, słodka i tego typu sugerował że mnie zdradza. Dziewczyny ja już nie wytrzymywałam i potrafiłam podejsc i uderzyc go w twarz, ale on to specjalnie prowakował przysiegam Wam, wiedział ze nie wytrzymam i wtedy oddawał mi 2 razy mocniej, t i sie tłuklismy a jak lezalam juz na podlodze i plakałam bo mialam pizde pod okiem to potrafil mnie jeszcze kopac, albo sciskał mi tak mocno glowe miedzy rekami swoimi ze bolała mnie nawet kilka dni po czym mówił, że to moja wina bo go prowokuje, ze zadnej nigy nie uderzyl ze to ze mna jest cos nie tak. I mowil ze musi zerwac bo to przeze mnie po czym ja go blagalam ze sie poprawie ze bede sie kontrolowac itp. Miałam i nadal mam zryty mozg, z jednej strony wiedzialam ze robil mi krzywde a z drugiej tak kochałam. czasami błagałam go pytałam dlaczego mnie tak traktuje ze jak mnie nie kocha to niech to powie, ale on twierdził że kocha. Ile razy było tak że jak nie mogłam przyjechac na jego wezwanie to ze mną zrywał i mowił zobaczysz dzisiaj umowie sie z taka a taka. A ja płakałam, tłumaczyłam, prosiłam, poniżałam sie do tego stopnia ze az mi wstyd o tym pisac. Dziewczyny jak chciałam żeby przyjechał do moich rodziców w odwiedziny to musiałam go blagac i przekupywac alkoholem. On mnie nauczyl tak że z czasem sama alkohol mu przywoziłam oczywiscie wszytsko za moje pieniadze. Ja go karmiłam, bo jego mama nie miała juz do niego sił i mowiła ze nie bedzie mu nic kupowac, ja go ubierałam, sobie nie kupowałam tylko jemu. Jak miałam wiecej kasy bo na ostanim roku studiow przyznali mi sstypendium co jak nigdy nie przyjezdzal tak przyjechal do mnie w srodku nocy nachlany oczywiscie i chciał pozyczyc kase do jutra mowil i ja mu uwirzyłam i pozyczyłam. Tyle rozczarowan a ja bylam slepa caly czas werzyłam ze on się zmieni, że mnie kocha i że zrobi to dla mnie. Ogólnie moja rodzina byla w dobrej sytuacji materialnej, ale odkąd moja mama zachorowała juz ponad 1,5 roku pogorszyło się. W własnie od tego czasu pojawili się koledzy. Co weekend jezdzilismy i on chlał, miałam tego serdecznie dość a jednak caly czas cos mnie przy nim trzymalo. Zawsze jak juz chcialam odejsc to robil cos ze sie zpowrotem w nim zakochiwałam. Takie błędne koło rozum mówił skończ to a serce nie. I ciagle słuchałam serce. Wszystkie siniaki ukrywałam, rodziców kłamałam mówiłam że Damian jest wspaniały, że mnie kocha. prezent na zeszłe świeta sama sobie kupiłam i wszytskim powiedziałam zarówno z jego rodziny jak i z mojej ze to od niego. Jakoś w grudniu 2013 zaczął mi mówić, że fajnie by było mnieć inny tel, jak miałby nowoczesniejszy to szukałby ofert pracy i co najważniejsze obiecał mi ze nie będzie pił!!!! itp itd, ale on oczywiscie miał juz kupe długów ktorych nie płaci, kupe mandatów. A ja wtedy jeszcze nie miałam nic. Mowiłam mu nie, nie nie bo nie miałam pracy konczyłam studia i nie wiedziłam jak to pedzie. Ale co Wioletka zrobiła pobiegła do plusa i wzieła tel na 3 lata a co tam. Wręczyłam mu to byl w niebo wzięty. Wytrzymał żeby Was nie skłamać tydzień, w przerwie miedzy Swiętami a sylwestrem pochlał. I tak już zostało chlał 2 albo 3 razy w tygodniu i tłumaczył to sobie że wszyscy tak robią, że nie jest jakiś alkoholikiem nic z tych rzeczy, on poprostu to lubi. Jak go prosiłam żeby nie pił, to mi mówił że on bedzie pił bo lubi i ze sie nie zmieni a jak mi się cos nie podoba to żebym WYPIERDALAŁA! a w ogóle to się czepiam i robie z niego najgorszego chlopaka, chociaz nigdy mu tak nie powiedzialam. Jakoś pod koniec stycznia po takiej pijackiej nocy przyjechałam do niego i okazało się że ten tel który mu dałam, to on sie zamienił z jakims kolegą na inny, fakt że go upil i w sumie w rezultacie miał lepszy tel troche niż ten ode mnie. No przebolałam co tam, ważne że tel jest. Po jakimś czasie namówił mnie na kolejny telefon, mówił że nie ma co jesć, że kupimy za to jedzenie, ze nie pojdzie na alkohol, wbudzał we mnie litosc, nie nie nie a w koncu Tak poszłam i zwiełam, sprzedalismy go. Fakt nie poszło wszytsko na alko ale czesc tak. To nie koniec w ktorejs z kłotni pekł mu wyswietlacz w tel ja w poczuciu winy odkupiłam mu ten telefon, chociaz zarzekał się ze nie chce to wzialam akurat byly jego urodziny. W kwietniu tego roku, zaczął mnie męczyć, że jakby miał czym jeżdzić to na pewno szybko znalazłby pracę, a co najważniejsze przyjezdzałby do mnie. Ja zmeczona tym moim jezdzeniem, zaczecona tym ze moze w koncu cos sie zmnieni uległam, chociaz nie chciałam uwierzcie mi ze nawet w sklepie mialam watpliwosci, ale on mnie tak omamił. Wziełam mu ten skuter, już pierwszego dnia pojechał do kolegi pochwalic sie, ale zapytal mnie o zgode, zgodziłam sie tylko powiedzialam zeby nie wracal po alkoholu o dziwo posłuchal mnie. I teraz najgorsze przez miesiac ani razu do mnie nie przyjechał pracy tez nie znalazl, objechal wszytskich kolegow dookola, ale do mnie nie zawitał choc w miedzy czasie mialam urdziny i niesmialo mu moiwlam nie strac calego paliwa moze bedzie Ci potrzebne za pare dni, moje urodziny wypadaly w tygodniu takze nie bylo mozliwosci zobaczenia sie, ale myslalam ze sie domysli. Tego dnia oczywiscie swietował ale nie ze mną tylko z jakis kolega znowu chlal. W maju przyszła rata za skuter mieszkam z rodzicami, wiec sie dowiedzieli i bardzo zdenerwowali ze kupuje mu takie drogie prezenty. Pojechałam do niego z rodzicami bo chcieli sie upewnic ze rzeczywiscie bedzie placil raty tak jak mowił, i jakież było moje zdziwienie gdzie rano pisał że jedzie na ryby, ponad godzine szukałam go nad odra tel oczywiscie nie odbierał, po czym zadzwonił do mnie i okazało sie że jest u kolegi wiadmo w jakim celu. Rozmawiałam z nim w samochodzie i tata niektóre jego słowa słyszał. I powiem Wam ze bylam juz przyzwyczajona do gorszego traktowania mojej osoby, ale moj tata wkurwił się i mowi boże jak on do Ciebie się odnosi. A ja wtedy tylko pomyślałam, to to dopiero nic. Wróciliśmy do domu i zaczelam strasznie plakac, nie mogłam wytrzymac tego ze moi rodzice byli swiadkami ze on mnie okłamał, ze tak się zachował cos we mnie pekło. Powidziałam im wszytsko jak mnie poniżał, że bił wszystko. To miał być koniec. Następnego dnia zrobiłam test i okazło sie ze jestem w ciąży, lekarz potwierdził 5 tydzień. Chłopakowi nic nie powiedziałam o ciąży, jego mama wiedziała, ale prosiłam zebyy nic mu nie mowiła. Jemu tylko powiedziałam, ze jak mu na nas zalezy to niech sie zmieni niech przestanie pic i znajdzie prace. Po tygodniu próźb z jego strony, ( w miedzy czasie zaginął swojej mamie powiedzial ze sie zabije bo beze mne nie da sobie rady, niestety znalazł się pk 2 dniach sprzedał telefon ktory byl prezentem ode mnie kase stracil wiadomo na co a pił dlatego że go dziewczyna rzuciła)Dałam mu jeszcze szanse nie wiem ktora juz przyjezdzał on do mnie tym razem , spotykalismy sie bez wiedzy moich rodzicow, myslałam ze naprawde sie zmieni, obiecywał, wierszyki pisał byl słodki, zakochiwałam sie w nim od nowa. W weekend nie chciałam sie z nim spotkac, źle się czułam ciąza mi nie służyła, wiec pojechał do kumpli i znou chlal, po czym powiedzial ze to moja wina bo nie chcialam sie z nim spotkac. Na kolejny weekend jak juz mnie zaprosil do siebie na grila zgodzilam sie i jakieź było moje rozczarowanie kiedy odwiozł mnie poprosiłam zeby dal znac jak bedzie w domu. Jakieś pół godziny jazdy i powinien byc w domu, odczekałam godzine dzwonilam telefon wyłaczony( dałam mu starego rupcia żebysmy mieli w gole jakis kontakt) znalazł sie po 2 dniach. Nie mogłam wytrzymać już tego. W miedzy czasie poroniłam. Też nic mu nie powiedziałam, tylko jego mamie. W zeszłą niedziele napisałam mu długiego smsa że nie mogę się już z nim spotykać, że to nie ma sensu, że są pewne sprawy o ktorych ja nigy nie zapomne, że mam zal ktory bedzie wychodzil w kazdej klotni, ze go bardzo przepraszam i takie tam, bardzo sie balam żeby sobie nic nie zrobil. On tak jakby nie dotarło do niego, na drugi dzien jak utrzymywałam to samo, to zaczał mnie strasznie wyzywać i napisał, żebym się nigdy na nim nie mściła jak znajdzie sobie inna kobiete i ulozy sobie z nią zycie. Ten sms też miał na celu wyprowadzenie mnie z równowagi, nie wytrzymałam napisałammu że byłam w ciązy i że poroniłam. Właśnie w tym momencie dowiedziłam się jaki moj chlopak naprawde jest, pisał mi że to moja wina, ze o dziecko sie dba nawet w brzuchu, ze i tak byłabym zla matka, ze jestem szmata i takie tam. Strasznie plakałam. Po paru godzinach jak juz sie nie odzywałam napisał mi ze mnie nienawidzi, zaluje kazdego dnia spedzonego ze mną, że jestem zalosna i takie tam, jak juz mnie zwyzywal to napisał mi cos absurdalnego że ma w sobie jeszcze resztki szacunku do mnie i nie bedzie mnie wyzywał. Po czym napisał jeszcze ze on mi udowodni że do bedzie dobrym chlopakiem, narzeczonym, męzem i ojcem i ze w krotce sie przekonam. Nie pisalam. W kolejnym dniu i z gruszki ni z pietruszki napisał mi żebym się od niego odpierdoliła, że to moja wina, że przeze mnie pił, że nie dawałam mu przyszłości i ze on mi udowodni bo właśnie inna go zmienia. Nic z mojej strony. Po godzinie napisał o dziecku, że on bedzie sie za nie modlił, zebym ja tez sie modliła, że na pewno bylo by śliczne i że Bóg się nim zaopiekuje. Trzymaj się pa. NIc nie opd i od tamtej pory cisza...
Dziewczyny wiem, że powinnam się cieszyć, ze jestem wolna i czasami tak jest, ale z drugiej strony czesto tez jest tak że rzeczywiscie mam poczucie winy, że moze to ze mna jest cos nie tak, ze on mial racje że ja go prowokowałam, że innej by nie uderzył. Myśle o nim, zastanawiam się co robi, czy teskni? Czy mogłam cos zrobić żeby on się zmienił i takie tam... Cały czas nie wierze w to że on jest chory, dręczę się, mam tak zaniżone poczucie własnej wartosci, czuje się jak ostatni śmiec, scierka do podłogi. Ciągle płacze. Piszę tu do Was bo już nie mam siły, ciagle go usprawiedliwam, choc rozum mówi że robił mi krzywde, to sercu żal nie wiem czego chyba tych kilku procent kiedy byl czuly, dobry i sie starał.
Uwierzcie mi że jak znalazłam na forum wypowiedz jednej kobiety, która zamieściła tam psychozabawy które psychofag stosował na niej, to prawie kazda przerobilam. Notoryczne klamstwa i to robienie ze mnie idiotki, przylapalam go a on mi wmawial że nie i strasznei sie zloscił jak przylapalam go na klamstwie, wyzywal od ostatnich. A najgorsze jest to, ze widzialam jak wykorzystywal innych, takiego kolege wykorzystal kilkakrotnie tak że pisl do niego w imieniu dziewczyny niby mojej kolezanki i ten kolega i my mielismy sie spotkac z ta wlasnie kolezanką. Kolega kupował piwka, jedzenie, dawał na paliwo. Po czym okazywało się że koleżanka nie przyszła a bo cos jej wypadło a to cos i tak kilka razy. I wiecie mi sie to nie podobało, ale nic z tym nie rozbiłam bylam calkowicei podporzadkowana jemu, a on mi mowil, wiesz Wiola przeciez ja mu pomagam, on jest taki naiwny, jak ja go nie wykorzystam to zrobi to ktos inny, ja go ucze w ten sposób zeby nie byl taki naiwny. Tego typu sytuacji mogłabym wymieniac mnostwo.
Pomożcie mi proszę bo się zadręczę, niby psychofag nie uzywa przemocy fizycznej tylko psychiczna,i zazwyczaj to bylo tak że to ja pierwsza sie na niego rzucałam, ale on mowil takie slowa, szukal, wymyslal co by tu tak mnie zabolało, żebym go uderzyła po czym on mnie prał, potem nie miał poczucia winy, mowił że to moja wina itp itd. A ja tak płakałam i mialam wrazenie że jego to bawi że nic nie czuje że jest mu dobrze teraz. Po czym robił mi naprzyklad obiadek i mowi no juz nie placz juz jest wszystko dobrze, kocham Cię wybaczam Ci tą agresje albo tego typu slowa.
Jak mu mówiłam, że brakuje mi czułości, żeby mi okazał jak mnie kocha, to mowil ze nie moze mi dawac za duzo czulosci bo sie przyzwyczaje i go zdradze. Nie może mi okazać milosc bo nie ma pieniedzy, jakby mial to by wynajal samotol i by napisał Kocham Cie Wiolu... Dziewczyny przecież ja tego nie chcialam, ja chciałam być kochana, wspierana, czuć się najważniejszą. Pod koniec zwiazku stalam sie zazdrosna nawet o kolezanki jego, a on mówil Ty jesteś jakaś nie normalna czujesz sie gorsza od byle pierwszej dziewczyny na to ja mu mowilam jak z Tobą zaczynała m to czulam się lepsza od innych a teraz wszytsko się zmieniło, to przeze mnie czy przez Ciebie??? Robisz ze mnie najgorszego i w kołko Macieju to samo...
NIe piszcie mi że jestem skończoną idiotką, bo to już wiem... Ja naprawde miałam wpajane że kazda kłotnia jest pzrzez mnie, że ja sie czepiam, że go ograniczam itp, Ciagle cos ze mna było nie tak... I nadal tak uważam, tak mocno wpoił mi to, że nie wiem czy kiedykolwiek tego uczucia sie pozbede. Już sama się zastanawiam czy jestem normalna....
Dziewczyno, Ty się nie zastanawiaj nad tym typem tylko ratuj siebie!
terapia terapia terapia....Zacznij ją jak najszybciej !
Trzymam za Ciebie kciuki !
Pewnym jest, że masz problem, byłaś/jesteś uzależniona od przemocowca.
Na początek musisz wiedzieć jedno: absolutnie nie jesteś winna jego picia i tego jak się zachowywał.
Debil wie, że jest debilem i aby się lepiej poczuć wmówi to komuś innemu.... to tak w dużym uproszczeniu.
Dobrze, że zerwałaś, najlepszym będzie zmiana numeru i kompletne odcięcie się od tego człowieka.
Zero kontaktu.
Czy w Twoim domu było coś co powodowało jego dysfunkcje?
To była toksyczna relacja i polega ona na tym, że ofiara kompletnie się pogrąża i jest zupełnie uzależniona, jest to takie samo uzależnienie jak każde inne i takie samo ma konsekwencje (nieleczone np. samobójstwo), jak i leczy się je tak samo.
Pewnym jest, że masz problem, byłaś/jesteś uzależniona od przemocowca.
Na początek musisz wiedzieć jedno: absolutnie nie jesteś winna jego picia i tego jak się zachowywał.
Debil wie, że jest debilem i aby się lepiej poczuć wmówi to komuś innemu.... to tak w dużym uproszczeniu.Dobrze, że zerwałaś, najlepszym będzie zmiana numeru i kompletne odcięcie się od tego człowieka.
Zero kontaktu.
Czy w Twoim domu było coś co powodowało jego dysfunkcje?To była toksyczna relacja i polega ona na tym, że ofiara kompletnie się pogrąża i jest zupełnie uzależniona, jest to takie samo uzależnienie jak każde inne i takie samo ma konsekwencje (nieleczone np. samobójstwo), jak i leczy się je tak samo.
Bardzo dziękuję za odp. Raczej mam normalny dom, rodzinę. Odkąd moja mama zachorowała to spadło na mnie duzo obowiązków ale jakos nie mam z tym problemu, to on ciagle widział problemy. Powiem Ci, że mam dobre serce i moj chlopak powtarzał mi to chyba z tysiac razy, ze on jest ze mną bo ja mam takie dobre serce. Urzekło go we mnie to że jestem wraźliwa, dobra, pomocna, itp itd.
Dziewczyno, Ty się nie zastanawiaj nad tym typem tylko ratuj siebie!
terapia terapia terapia....Zacznij ją jak najszybciej !
Trzymam za Ciebie kciuki !
Dziękuję za odpowiedz. Teraz każda forma kontaktu z ludzmi jest dla mnie bardzo ważna.
Wejdź na stronę fundacji kobiece serca i rozwiąż psychotesty.
Wejdź na stronę fundacji kobiece serca i rozwiąż psychotesty.
Dzięki za link, weszłam, rozwiązałam.
Jest coraz gorzej, zamiast się cieszyć że odeszłam, zastanawiam się czy on teskni, czy cierpi czy może znalazł juz sobie inną. Czuję że wariuje, nie dość że cierpiałam jak z nim byłam to cierpię teraz bo go nie ma, bo nie wierzę w to że są ludzie którzy swiadomie ranią...
Musisz się kompletnie odciąć. Nie zgadzaj się nawet na niby zwykłe koleżeńskie spotkania, bo nigdy tego nie zakończysz. To będzie ciężkie, bo to była emocjonalnie uzależniająca relacja, ale nie można żyć wiecznie w takim dramacie. Nie rozpamiętuj tego co zrobiłaś źle albo mogłaś ale nie zrobiłaś itd, to i tak niczego już nie zmieni. Nie ma do czego wracać ani czego naprawiać więc przestań się za wszystko obwiniać i idź dalej.
Wiesz dosłownie wczoraj odezwała się do mnie koleżanka, jak udało mi się i jak szybko uwolnić od toksycznej relacji, bo w takowej kiedyś tkwiłam, a dziś wchodzę i czytam Twoją historię, swoją drogą dałam tamtej koleżance link, odpisała: "jakbym czytała o sobie", także nie jesteś sama, a nawet krok dalej (ale jakże istotny) dalej niż ona, bo zerwałaś.
Tylko to nie jest tak, że to się dzieje z dnia na dzień, na dojście do siebie po czymś takim potrzeba czasu. Potrzeba akceptacji, takiej pełnej akceptacji dla uczuć i odczuć jakie się wtedy pojawiają, a będzie ciężko, będzie ból, żal, smutek, wściekłość (to akurat dobrze) i powinnaś to zaakceptować, tak będzie, po prostu - pozwól tym uczuciom przez Ciebie przejść, jak zrozumiesz, że to tak się dzieje, mimo trudności jakie to ze sobą niesie, będzie łatwiej to znieść.
W zasadzie w momencie gdy podejmujesz decyzję, która pozostaje konsekwentna, czyli zero, null kontaktu, totalne odcięcie, już po tygodniu, dwóch możesz odczuć coś w rodzaju ulgi, a przede wszystkim w tych wszystkich perturbacjach spokój, a ten jest bezcenny.
Należało by zweryfikować dlaczego wplątałaś się w to i poprzez terapię, a także poszukiwanie zagadnień na własną rekę uchronić się przez tego typu relacjami na przyszłość, bo to równie ważne, jeśli nie najważniejsze.
Polecam dla Ciebie, otwierają oczy, uczą mechanizmów:
Robin Norwood
"Kobiety, które kochają za bardzo"
Susan Forward
Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje
Jakby co pisz na priv.
Wiesz dosłownie wczoraj odezwała się do mnie koleżanka, jak udało mi się i jak szybko uwolnić od toksycznej relacji, bo w takowej kiedyś tkwiłam, a dziś wchodzę i czytam Twoją historię, swoją drogą dałam tamtej koleżance link, odpisała: "jakbym czytała o sobie", także nie jesteś sama, a nawet krok dalej (ale jakże istotny) dalej niż ona, bo zerwałaś.
Tylko to nie jest tak, że to się dzieje z dnia na dzień, na dojście do siebie po czymś takim potrzeba czasu. Potrzeba akceptacji, takiej pełnej akceptacji dla uczuć i odczuć jakie się wtedy pojawiają, a będzie ciężko, będzie ból, żal, smutek, wściekłość (to akurat dobrze) i powinnaś to zaakceptować, tak będzie, po prostu - pozwól tym uczuciom przez Ciebie przejść, jak zrozumiesz, że to tak się dzieje, mimo trudności jakie to ze sobą niesie, będzie łatwiej to znieść.
W zasadzie w momencie gdy podejmujesz decyzję, która pozostaje konsekwentna, czyli zero, null kontaktu, totalne odcięcie, już po tygodniu, dwóch możesz odczuć coś w rodzaju ulgi, a przede wszystkim w tych wszystkich perturbacjach spokój, a ten jest bezcenny.
Należało by zweryfikować dlaczego wplątałaś się w to i poprzez terapię, a także poszukiwanie zagadnień na własną rekę uchronić się przez tego typu relacjami na przyszłość, bo to równie ważne, jeśli nie najważniejsze.Polecam dla Ciebie, otwierają oczy, uczą mechanizmów:
Robin Norwood
"Kobiety, które kochają za bardzo"Susan Forward
Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szalejeJakby co pisz na priv.
Dziękuję bardzo za pomoc i za okazanie wsparcia z Twojej strony. Mam nadzieję, że bedzie lepiej. Tak bardzo bym chciała żeby on też cierpiał tak jak ja. Chciałabym zeby kiedys rozumiał co stracil, ale to chyba niemożliwe bo ponoc takie osoby w ogole nie sa zdolne do uczuc wyższych.
I tu robisz podstawowy błąd. Zastanawiasz się czy on cierpi czy będzie żałował. A jakie to ma znaczenie?
To już Ciebie nie powinno obchodzić.
Teraz dla Ciebie Ty powinnaś być najważniejsza. Zerwanie kontaktu to zerwanie kontaktu, a nie użalanie się nad sobą i nerwowe spojrzenia na komórkę czy napisał czy nie....Wiesz co mam na myśli?
Nawet jeśli cierpi i nawet jeśli będzie żałował w co wątpię to nie będziesz o tym wiedziała bo tego nie okaże.
Trzymam za Ciebie mocno kciuki, żebyś spotkała kogoś, kto na Ciebie zasługuje. Jesteś wykształcona, masz wsparcie ze strony rodziny, a za kilka miesięcy żal minie. Fajnie że napisałaś na forum, jak widzisz znajdą się osoby życzliwe, które podzielą się z Tobą doświadczeniem. Ja nie byłam z psychofagiem, ale kilka razy rozstawałam się i bardzo bolało. Za każdym razem później stwierdzałam, że warto było trochę pocierpieć ![]()
I tu robisz podstawowy błąd. Zastanawiasz się czy on cierpi czy będzie żałował. A jakie to ma znaczenie?
To już Ciebie nie powinno obchodzić.
Teraz dla Ciebie Ty powinnaś być najważniejsza. Zerwanie kontaktu to zerwanie kontaktu, a nie użalanie się nad sobą i nerwowe spojrzenia na komórkę czy napisał czy nie....Wiesz co mam na myśli?
Nawet jeśli cierpi i nawet jeśli będzie żałował w co wątpię to nie będziesz o tym wiedziała bo tego nie okaże.
NO tak na pewno masz rację. Czy on się mną przejmował jak lezałam zapłakana? Nie, miał to w dupie głęboko, więc dlaczego ja mam się teraz przejmować tym czy on cierpi czy nie, mam nadzieję ze w koncu sprawiedliwosc go dopadnie.
Trzymam za Ciebie mocno kciuki, żebyś spotkała kogoś, kto na Ciebie zasługuje. Jesteś wykształcona, masz wsparcie ze strony rodziny, a za kilka miesięcy żal minie. Fajnie że napisałaś na forum, jak widzisz znajdą się osoby życzliwe, które podzielą się z Tobą doświadczeniem. Ja nie byłam z psychofagiem, ale kilka razy rozstawałam się i bardzo bolało. Za każdym razem później stwierdzałam, że warto było trochę pocierpieć
Tak masz rację, może kiedyś spotkam kogoś kto doceni to jaka jestem ale przy tym nie wykorzysta mnie. Forum fajna, rzecz nikt Cię nie ocenia tylko stara się doradzić pomóc. A w takich chwilach ważny jest kontakt z innymi ludzmi i świadomość że nie jest się samemu z problemem.
Zielony_Domek napisał/a:I tu robisz podstawowy błąd. Zastanawiasz się czy on cierpi czy będzie żałował. A jakie to ma znaczenie?
To już Ciebie nie powinno obchodzić.
Teraz dla Ciebie Ty powinnaś być najważniejsza. Zerwanie kontaktu to zerwanie kontaktu, a nie użalanie się nad sobą i nerwowe spojrzenia na komórkę czy napisał czy nie....Wiesz co mam na myśli?
Nawet jeśli cierpi i nawet jeśli będzie żałował w co wątpię to nie będziesz o tym wiedziała bo tego nie okaże.NO tak na pewno masz rację. Czy on się mną przejmował jak lezałam zapłakana? Nie, miał to w dupie głęboko, więc dlaczego ja mam się teraz przejmować tym czy on cierpi czy nie, mam nadzieję ze w koncu sprawiedliwosc go dopadnie.
Nie wiem czy widziałaś ale napisalam do Ciebie e-maila:)
Jutro odpiszę. Trzymaj się! Warto
17 2014-06-24 12:26:34 Ostatnio edytowany przez analipnik (2014-06-24 12:34:23)
Witaj Diosadelamor.
Specjalnie sie zalogowalam zeby tu cos napisac.
Znam Twoja sytuacje z autopsji.
Bylam w takim zwiazku i jak czytam to co piszesz to jakbym czytala o sobie.
Poczatki byly piekne, chcial mnie rozkochac w sobie na maksa, obiecywal zlote gory a pozniej wyszlo szydlo z worka...
Wyzywal mnie od najgorszych, upokarzal i ponizal.
Bylam szmata, kurwa, dziwka, wiesniara. Potrafil powiedziec ze woli sobie "zwalic konia niz ze mna wspolzyc", ze podniecaja go wszystkie kobiety oprocz mnie, po stosunku potrafil powiedziec ze juz moge sobie isc, jak sie zaczelam ubierac to mowil ze zartowal... Ze ubieram sie jak wiesniara, ze skoczylam studia a jestem tepa i glupia. Ze prace mam po znajomosci i ze bedzie sie cieszyl jak ja strace. Ze jak mi sie cos nie podoba to mam wypierdalac. Kiedy plakalam po kolejnym upodleniu, widzialam ze on sie z tego cieszy. Mial satysfakcje z tego ze cierpie. Wyzywal moja rodzine i znajomych od frajerow i pajacy. Ciegla powtarzal ze do niczego sie nie nadaje. A ja plakalam i cierpialam. A on po 5 minutach udawal ze nic sie nie stalo albo mowil ze go sprowokowalam i wszystko to moja wina. Mowil ze kocha i przytulal a po 10 minutach walil piescia w sciane i wyzywal mnie od tepych. Kiedy zmarl moj tato on bawil sie z kolegami w pubie, kiedy mialam obrone pil i balowal. Jak mu powiedzialam ze dostalam awans w pracy wkurzyl sie i poszedl pic.
Zrobil ze mnie taka wariatke ze ja juz sama nie wiedzialam co jest prawda a co nie.
Osiagnelam swoje dno, ktoregos dnia powiedzialam dosyc. Dzwonil przez 2 miesiace i prosil o spotkanie. Poszlam. Rozmowa toczyla sie w miare normalnie po czym chcial ze mna wspolzyc, jak odmowilam zaczela sie klotnia i wiesz co zrobil... Pobil mnie, zaczal okladac mnie piesciami po ramionach i plecach. Lal tak zeby nie bylo widac. Chcialam stamtad uciec ale on mnie trzymal i mowil ze mnie kocha za kazdym razem uderzajac mocniej. Wyciagnelam tefefon zeby zadzwonic na policje a on mi go zabral i lal. Boze jak ja sie wtedy balam, W koncu mnie puscil i wybieglam. Na drugi dzien nie moglam sie ruszyc. Siniaki mialam 3 tygodnie.
Ten czlowiek, ktory byl dla mnie taki dobry i wspanialy, ktorego pokochalam jak nikogo w swoim zyciu tak mnie zalatwil. Dzisiaj chodze na terapie. Musze dosjsc do siebie po tym co przeszlam.
Dlatego walcz o siebie i nie wracaj nawet myslami do tego dupka, bo oni nie maja uczuc wyzszych..
Tak bardzo bym chciała żeby on też cierpiał tak jak ja. Chciałabym zeby kiedys rozumiał co stracil, ale to chyba niemożliwe bo ponoc takie osoby w ogole nie sa zdolne do uczuc wyższych.
Tak sie nie stanie. Taki typek bedzie szukal innej ofiary i wysysal z niej cala energie.
Diosadelamor napisał/a:Zielony_Domek napisał/a:I tu robisz podstawowy błąd. Zastanawiasz się czy on cierpi czy będzie żałował. A jakie to ma znaczenie?
To już Ciebie nie powinno obchodzić.
Teraz dla Ciebie Ty powinnaś być najważniejsza. Zerwanie kontaktu to zerwanie kontaktu, a nie użalanie się nad sobą i nerwowe spojrzenia na komórkę czy napisał czy nie....Wiesz co mam na myśli?
Nawet jeśli cierpi i nawet jeśli będzie żałował w co wątpię to nie będziesz o tym wiedziała bo tego nie okaże.NO tak na pewno masz rację. Czy on się mną przejmował jak lezałam zapłakana? Nie, miał to w dupie głęboko, więc dlaczego ja mam się teraz przejmować tym czy on cierpi czy nie, mam nadzieję ze w koncu sprawiedliwosc go dopadnie.
Nie wiem czy widziałaś ale napisalam do Ciebie e-maila:)
Odpisałam.
Wiecie co, to aż dziw i przerażenie bierze, ile tego robactwa chodzi po ulicach. Do niedawna sądziłam, że to się zdarza raz na jakiś czas, a ostatnio co i rusz są opisywane takie historie i schemat jest ten sam lub bardzo, bardzo podobny. Sama też padłam ofiarą takiego facecika i nie potrafię dojść do siebie.
Życzę dużo szczęścia i wytrwałości.
Wiecie co, to aż dziw i przerażenie bierze, ile tego robactwa chodzi po ulicach. Do niedawna sądziłam, że to się zdarza raz na jakiś czas, a ostatnio co i rusz są opisywane takie historie i schemat jest ten sam lub bardzo, bardzo podobny. Sama też padłam ofiarą takiego facecika i nie potrafię dojść do siebie.
Życzę dużo szczęścia i wytrwałości.
Nie rozumiem, jak można "paść ofiarą"*. Pierwszy raz jak facet podnosi na Ciebie rękę, albo nazywa Cię "per" szmatą czy jeszcze gorzej- to spadaj na drzewo i już. Nie bronię takich facetów (w większości związków to sa faceci), bo powinno sie ich tak samo traktować, powinniśmy powrócić do instytucji kata, jednocześnie widzę problem w kobietach (bo w większości związków to sa kobiety), które nie maja do siebie szacunku, chcą być w związku na siłę.
* "paść ofiarą" to można nagle, albo po wielu podchodach, gdy się nie widzi problemu, ale widzieć problem, mieć możliwość odejścia i nie odejść w takiej sytuacji to nie nazywa się byciem ofiarą, tylko idiotą.
Byla_Narzeczona napisał/a:Wiecie co, to aż dziw i przerażenie bierze, ile tego robactwa chodzi po ulicach. Do niedawna sądziłam, że to się zdarza raz na jakiś czas, a ostatnio co i rusz są opisywane takie historie i schemat jest ten sam lub bardzo, bardzo podobny. Sama też padłam ofiarą takiego facecika i nie potrafię dojść do siebie.
Życzę dużo szczęścia i wytrwałości.Nie rozumiem, jak można "paść ofiarą"*. Pierwszy raz jak facet podnosi na Ciebie rękę, albo nazywa Cię "per" szmatą czy jeszcze gorzej- to spadaj na drzewo i już. Nie bronię takich facetów (w większości związków to sa faceci), bo powinno sie ich tak samo traktować, powinniśmy powrócić do instytucji kata, jednocześnie widzę problem w kobietach (bo w większości związków to sa kobiety), które nie maja do siebie szacunku, chcą być w związku na siłę.
* "paść ofiarą" to można nagle, albo po wielu podchodach, gdy się nie widzi problemu, ale widzieć problem, mieć możliwość odejścia i nie odejść w takiej sytuacji to nie nazywa się byciem ofiarą, tylko idiotą.
Nirvanka sama bym to samo powiedziała o takich kobietach kilka lat temu. Teraz? A w życiu.
Byla_Narzeczona napisał/a:Wiecie co, to aż dziw i przerażenie bierze, ile tego robactwa chodzi po ulicach. Do niedawna sądziłam, że to się zdarza raz na jakiś czas, a ostatnio co i rusz są opisywane takie historie i schemat jest ten sam lub bardzo, bardzo podobny. Sama też padłam ofiarą takiego facecika i nie potrafię dojść do siebie.
Życzę dużo szczęścia i wytrwałości.Nie rozumiem, jak można "paść ofiarą"*. Pierwszy raz jak facet podnosi na Ciebie rękę, albo nazywa Cię "per" szmatą czy jeszcze gorzej- to spadaj na drzewo i już. Nie bronię takich facetów (w większości związków to sa faceci), bo powinno sie ich tak samo traktować, powinniśmy powrócić do instytucji kata, jednocześnie widzę problem w kobietach (bo w większości związków to sa kobiety), które nie maja do siebie szacunku, chcą być w związku na siłę.
* "paść ofiarą" to można nagle, albo po wielu podchodach, gdy się nie widzi problemu, ale widzieć problem, mieć możliwość odejścia i nie odejść w takiej sytuacji to nie nazywa się byciem ofiarą, tylko idiotą.
Nieprawda, gdybym nie przeżyła tego co przeżyłam to może mówiłabym tak jak Ty, że kobieta się nie szanuje i chce takiego związku??? Ale która kobieta chce być bita, poniżana??? Raczej wszystkie chcemy byc kochane i doceniane ponad wszystko. Można paść ofiarą, bo taki psychol napierw Cię omamia, uzależnia od siebie, od komplementów. Ogranicza znajomości, nastawia wrogo do innych ludzi nawet do Twojej rodziny a potem stopniowo zaczyna wyniszczac. NIe oceniaj, jak nie wiesz i nigdy nie przeżyłaś czegoś takiego to nie mów że ja jak i wiele innych kobiet jestesmy idiotkami, bo to nieprawda my poprostu za bardzo kochamy. Poczytaj sobie o psychofagach, o metodach ich działania a dopiero potem wyraź swoją opinię.
Podrawiam
Jak ktoś jest mądry to nie pozwoli się tak traktować, krótka piłka- ktoś daje ci w twarz, mówi, ze jesteś taka i taka, nie szanuje Cię, a Ty go kochasz? nie można kochać kogoś takiego.
Nie wiem, jak inteligentna kobieta, nawet taka, która ma jekieś może kompleksy da się omamic i pobić? (pobic kolejny raz, bo nie odeszła) Jeżeli to nie jest kwestia inteligencji, to czego? słabej psychiki? chęci bycia w związku na siłe? bo tłumaczenie, ze się kocha takiego ch*ja jest smieszne. Serio.
Tak samo, jak argument "bo nie byłas w takiej sytuacji"- no wiesz nie byłam i nie będę, bo wiem co jest dobre, wiem co jest złe, wiem jak ma wyglądać mój związek i ze musi się opierać na szczerości i SZACUNKU do siebie i partnera. ale to nie jest żadne odkrycie, tak powinny wyglądać związki.
Faceci wykorzystują debilizm niektórych kobiet i w sumie w dużej mierze im sie nie dziwię, bo skoro same się dają (nie pochwalam zachowania takich facetów, po prostu rozumiem, że korzystają, jak kobiety im na to pozwalają.)
Jak ktoś jest mądry to nie pozwoli się tak traktować, krótka piłka- ktoś daje ci w twarz, mówi, ze jesteś taka i taka, nie szanuje Cię, a Ty go kochasz? nie można kochać kogoś takiego.
Nie wiem, jak inteligentna kobieta, nawet taka, która ma jekieś może kompleksy da się omamic i pobić? (pobic kolejny raz, bo nie odeszła) Jeżeli to nie jest kwestia inteligencji, to czego? słabej psychiki? chęci bycia w związku na siłe? bo tłumaczenie, ze się kocha takiego ch*ja jest smieszne. Serio.
Tak samo, jak argument "bo nie byłas w takiej sytuacji"- no wiesz nie byłam i nie będę, bo wiem co jest dobre, wiem co jest złe, wiem jak ma wyglądać mój związek i ze musi się opierać na szczerości i SZACUNKU do siebie i partnera. ale to nie jest żadne odkrycie, tak powinny wyglądać związki.
Faceci wykorzystują debilizm niektórych kobiet i w sumie w dużej mierze im sie nie dziwię, bo skoro same się dają (nie pochwalam zachowania takich facetów, po prostu rozumiem, że korzystają, jak kobiety im na to pozwalają.)
sory ale nic nie rozumiesz, koncze z Toba rozmowę bo nie lubię jak ktoś się mądrzy a tak naprawdę w dupie był i gówno wie!
Nirvanka87 napisał/a:Jak ktoś jest mądry to nie pozwoli się tak traktować, krótka piłka- ktoś daje ci w twarz, mówi, ze jesteś taka i taka, nie szanuje Cię, a Ty go kochasz? nie można kochać kogoś takiego.
Nie wiem, jak inteligentna kobieta, nawet taka, która ma jekieś może kompleksy da się omamic i pobić? (pobic kolejny raz, bo nie odeszła) Jeżeli to nie jest kwestia inteligencji, to czego? słabej psychiki? chęci bycia w związku na siłe? bo tłumaczenie, ze się kocha takiego ch*ja jest smieszne. Serio.
Tak samo, jak argument "bo nie byłas w takiej sytuacji"- no wiesz nie byłam i nie będę, bo wiem co jest dobre, wiem co jest złe, wiem jak ma wyglądać mój związek i ze musi się opierać na szczerości i SZACUNKU do siebie i partnera. ale to nie jest żadne odkrycie, tak powinny wyglądać związki.
Faceci wykorzystują debilizm niektórych kobiet i w sumie w dużej mierze im sie nie dziwię, bo skoro same się dają (nie pochwalam zachowania takich facetów, po prostu rozumiem, że korzystają, jak kobiety im na to pozwalają.)
sory ale nic nie rozumiesz, koncze z Toba rozmowę bo nie lubię jak ktoś się mądrzy a tak naprawdę w dupie był i gówno wie!
I nie życze Ci źle ale nigdy nie mów nigdy, żadna z nas nie chciałabyć w takim związku, a Ty zakładając że nie wpadniesz nigdy w szpona takiego człowieka robiszz bląd.
27 2014-06-24 22:47:36 Ostatnio edytowany przez Nirvanka87 (2014-06-24 23:09:09)
nie robię błędu nie rozumiem, muszę dać się katować, żeby wypowiadać się w takim wątku? przecież to idiotyczne podejście. Zrozum, nie każdy musi sprawdzić na własnej skórze czegoś, żeby wiedzieć jak postąpić, w innym przypadku pewnie wszyscy by mordowali, gwałcili i bili partnerów, o zeby sprawdzic jak to jest. no czysty debilizm
Dlaczego jest tyle szczęśliwych kobiet, tworzących szczęśliwe związki? bo wiedzą jak sie w takowych zwiazkach zachowywać, wiedza, jak powinien zachowywać się partner. Również nie będę z Tobą dyskutować na ten temat- nie ten poziom cytuję "nie lubię jak ktoś się mądrzy a tak naprawdę w dupie był i gówno wie". W dupie to Ty byłaś - w przenośni- piszę o Twoim związku, więc nie pouczaj kogoś kto się szanuje i wie, jak nie powinno się dać traktować drugiej osobie i jak nie traktować drugiej osoby w związku.
*******************************************************************************
i jeszcze jedno, ja nie zakładam, ze nie poznam takiego faceta, ja WIEM, że jak poznam kogoś takiego, to po pierwszej akcji z jego strony zerwę z nim kontakt.
nie robię błędu nie rozumiem, muszę dać się katować, żeby wypowiadać się w takim wątku? przecież to idiotyczne podejście. Zrozum, nie każdy musi sprawdzić na własnej skórze czegoś, żeby wiedzieć jak postąpić, w innym przypadku pewnie wszyscy by mordowali, gwałcili i bili partnerów, o zeby sprawdzic jak to jest. no czysty debilizm
Dlaczego jest tyle szczęśliwych kobiet, tworzących szczęśliwe związki? bo wiedzą jak sie w takowych zwiazkach zachowywać, wiedza, jak powinien zachowywać się partner. Również nie będę z Tobą dyskutować na ten temat- nie ten poziom cytuję "nie lubię jak ktoś się mądrzy a tak naprawdę w dupie był i gówno wie". W dupie to Ty byłaś - w przenośni- piszę o Twoim związku, więc nie pouczaj kogoś kto się szanuje i wie, jak nie powinno się dać traktować drugiej osobie i jak nie traktować drugiej osoby w związku.
*******************************************************************************
i jeszcze jedno, ja nie zakładam, ze nie poznam takiego faceta, ja WIEM, że jak poznam kogoś takiego, to po pierwszej akcji z jego strony zerwę z nim kontakt.
Nirvanka nie o to chodzi. Możesz, owszem, po to jest forum, ale jak widzę nie masz pojęcia o tego typu "związkach". To, że się szanujesz, nie ma w tym wypadku nic do rzeczy.
Mój przykład: pochodzę z rodziny kochającej się, nigdy nie było żadnego typu przemocy. Od dziecka wpajali mi, że kobieta powinna się - właśnie! - szanować, że gdy tylko nastąpi przemoc psychiczna/fizyczna powinna zostawić skurczybyka bez słowa. Miałam takie zasady, gdy zaczęłam się spotykać z "moim". Ponadto byłam przekonana o swojej wartości. Co mi to dało?
NIC.
Dlaczego? Bo ten facet mnie zniszczył. Nie będę się wgłębiać w szczegóły, po prostu przez 5 lat zdążył mnie wykończyć psychicznie, wcześniej roztaczając wspaniałą wizję dotyczącą jego czułości, lojalności, chęci stabilizacji. Usłyszałam wiele pięknych słów. Wiele obietnic, które okazały się bez pokrycia. Zachowywał się jak książę z bajki. Po 1,5 roku zaczął wychodzić POWOLI jego prawdziwy charakter. Zawsze jednak myślałam: "Nie, to nie jest prawdziwy on. Prawdziwy to ten, którego pokochałam. Teraz ma kryzys, ale dzięki mojej miłości wróci ten facet". Nie wrócił, były jedynie momenty (gdy czuł, że mnie straci), ja wtedy traciłam czujność.
Wzięłam czułego, dojrzałego, kochającego, rodzinnego faceta.
Otrzymałam mitomana, seksoholika, hipokrytę, damskiego boksera.
I to trwało ponad 5 lat, dopóki nie przelała się czara goryczy.
Ja też WIEDZIAŁAM. "A później żyli długo i nieszczęśliwie."
Oby Ciebie nie spotkało coś takiego.
rozumiem, że coś takiego może się zdarzyć, ale jak mam być szczera, to dla mnie zupełnie alogiczne. Co z tego, ze ktoś był przez pół roku, czy rok ok. Mój facet mnie nie bił, ale po pewnym czasie związku zaczął flirtować z jakimiś dziewczynami, dałam krótki okres czasu i ultimatum, nie wywiązał się, to niech spada. Po prostu wychodzę z założenia, że jak ktoś krzywdzi to nie kocha, a jak nie kocha to i nie zasługuje na miłość. Może po prostu jestem silniejsza psychicznie.
rozumiem, że coś takiego może się zdarzyć, ale jak mam być szczera, to dla mnie zupełnie alogiczne. Co z tego, ze ktoś był przez pół roku, czy rok ok. Mój facet mnie nie bił, ale po pewnym czasie związku zaczął flirtować z jakimiś dziewczynami, dałam krótki okres czasu i ultimatum, nie wywiązał się, to niech spada. Po prostu wychodzę z założenia, że jak ktoś krzywdzi to nie kocha, a jak nie kocha to i nie zasługuje na miłość. Może po prostu jestem silniejsza psychicznie.
I bardzo dobrze
Oby więcej takich kobiet, jak Ty ![]()
Można paść ofiarą, bo taki psychol napierw Cię omamia, uzależnia od siebie, od komplementów. Ogranicza znajomości, nastawia wrogo do innych ludzi nawet do Twojej rodziny a potem stopniowo zaczyna wyniszczac.
Dokladnie. Robi taka wode z mozgu, ze czlowiek sie gubi. A przy tym wpedza w ogromne poczucie winy.
32 2014-06-25 08:59:47 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-06-25 09:01:02)
Jak ktoś słaby psychicznie to da się omamić juz na pierwszym spotkaniu, niestety. A im dłużej to trwa i człowiek sie uzależnia tym te słabości powoli wychodzą po obu stronach. Łatwo nie jest, tylko co z tego? Naiwne liczenie na zmiany, na powrót do "normalności" i wielkiej czułości. I zamiast kobieta wierzyć w siebie, to wierzy w kogoś kto nawet zmienić się nie chce. A nawet jakby to jego czyny tego nie potwierdzają. Mnie to dziwi, bo spotkałem w życiu takie osoby, ale zawsze im wygarnąłem co i jak oraz uciekałem z takiej relacji. Jak przy kazdym rozstaniu było ciezko, ale prawda jest taka, że to kobiety inicjują rozstania przede wszystkim - a przy takich ludziach nie potrafią z prostego powodu - bo cierpią i to wewnetrzne ego stworzone do "naprawiania swiata" i wszechobecna empatia (aż za duża) zaczyna boleć mocniej niz jej istnienie. U facetów ego prowadzi do dominacji, więc to się wszystko gryzie. Faceta w ten sposób nie złamiesz, a spowodujesz to, że będzie jeszcze silniejszy.
thepass
znowu dobrze prawisz. smutne ale prawdziwe.
ja jednak wciąż się upieram, że niektórzy manipulatorzy to świetni aktrorzy i czasem wiele miesięcy upłynie zanim się połapiesz.
widzę, że podobny problem z tym miała też Była-narzeczona.
ale jak już się pojawią pierwsze objawy to należy brać nogi za pas bo będzie tylko gorzej.
bez względu na to jak bardzo kochamy albo czy mamy dzieci.