Ciąża, macierzyński, szef po powrocie nie zwolnił. Brzmi całkiem nieźle, w końcu bywa, że kobiety w ogóle nie mają gdzie wracać, prawda? Z drugiej strony często właśnie w tym momencie zaczynają się prawdziwe problemy i dylematy. Bo babcia daleko, niania droga, partner pracuje, o przedszkole ciężko, więc jak chodzić do tej niemal cudem utrzymanej pracy? Jednak mimo takich sytuacji istnieją młode mamy, które "jakoś" sobie radzą i ciągłość kariery stawiają nad często najłatwiejszym wyjściem - czyli rzuceniem wszystkiego i samodzielnym zajęciem się maluchem.
Jak przygotować się, by dziecko nie oznaczało przerwania pracy na dłuższy czas - np. do momentu pójścia do szkoły?
Często ostatecznym i jedynym wyjściem jest niania - co jeśli kobieta zarabia niewiele powyżej tego, co niani zapłaci? Czy bogatsze CV i życie zawodowe są tego warte?
Czy dobrym wyjście może być praca zmianowa (np. mąż rano, kobieta popołudnie // kobieta w dzień, mąż nocki)? Czy przez te lata, w których dziecko potrzebuje bezustannej opieki, nie ucierpi w takim układzie relacja między partnerami?