Witajcie.
Byłam z Nim w związku ponad 5 lat. Pierwsze 3 lata to była czysta sielanka, następne 2 to walka o "naprawę" związku. Jednocześnie nie chcieliśmy się rozstać, uczucia były nadal, ale wiele spraw wokół nas rujnowało nasz związek. Zostawiłam Go, po czym wróciłam (chciał tego), a kilka m-cy później oboje stwierdziliśmy, że to koniec i rozstaliśmy się. Kontakt jest cały czas, a od rozstania minęło pół roku. Rozmawiamy jak najlepsi przyjaciele, właściwie o wszystkim. Gdy rozmawialiśmy co dalej będzie powiedział, że w tej chwili nie chce żebyśmy się zeszli, ale nie wyklucza tego w przyszłości (i tu wymienił sprawy które wg niego powinnam zmienić, a ja wymieniłam moje "ale" do Niego). Jednocześnie nadmienił, że żadnej gwarancji mi nie daje na to, że kiedyś wrócimy do siebie. Sama nie wiem czego chcę. Jednego dnia mi Go brakuje, tęsknię za Nim (bywało, że na spotkaniach się całowaliśmy, przytulaliśmy jak dawniej) i chciałabym żebyśmy spróbowali raz jeszcze, innego dnia Go nienawidzę. Proponowałam mu zerwanie kontaktu, bo taka relacja mnie wykańcza. On kategorycznie tego nie chce, a ja się łamię i po kilku godzinach sama rozpoczynam kontakt, bo mi Go brakuje. To taka dziwna relacja. Jesteśmy osobno i oboje to wiemy, ale nie umiemy funkcjonować bez siebie - razem też nie. On uważa, że gdybyśmy się teraz zeszli to byłoby tak jak przez ostatnie 2 lata, więc najpierw musimy poukładać pewne sprawy. Ja uważam, że ciężko naprawiać związek nie będąc w nim. Już sama nie wiem... Daje mi sprzeczne sygnały. Przytula, po czym mówi "nie jesteśmy razem". Ma duże powodzenie wśród kobiet, gdyby chciał byłby w związku teraz z którąś z nich - sama w złości mu to powiedziałam, że skoro ze mną nie jest to powinien być z kimś innym. Co Waszym zdaniem powinnam zrobić? Może byliście w podobnej sytuacji?
Dziękuję za wszelkie odpowiedzi.
1 2014-06-21 13:49:13 Ostatnio edytowany przez Kropelka_ (2014-06-21 13:51:28)
Wy tak naprawdę jesteście ze sobą, tylko nie oficjalnie. Definitywnego końca tutaj nie widzę.
Rozumiem obawy, ale moim zdaniem powinniście przestać się nawzajem zwodzić i spróbować bez tych "oficjalnych ściem", skoro macie na to ochotę. Nikt nie lubi być zawieszony w czasie (bo może będzie się chciał jednak zejść... KIEDYŚ), nikt nie lubi bawić się w kotka i myszkę.
Wy tak naprawdę jesteście ze sobą, tylko nie oficjalnie. Definitywnego końca tutaj nie widzę.
Rozumiem obawy, ale moim zdaniem powinniście przestać się nawzajem zwodzić i spróbować bez tych "oficjalnych ściem", skoro macie na to ochotę. Nikt nie lubi być zawieszony w czasie (bo może będzie się chciał jednak zejść... KIEDYŚ), nikt nie lubi bawić się w kotka i myszkę.
Zgadzam się, nikt nie lubi być zawieszony w czasie.
Problem w tym, że On nie zechce się teraz zejść, zanim nie spełnię Jego "ale" (w Jego wersji jest to ułożenie prywatnych spraw, które rzutowały na nasz związek). Sam mówi, że uczucie jakieś jest i nie jestem mu obojętna.
Zastanawiam się czy nie postawić mu warunków wprost "schodzimy się, albo żegnamy" - uważasz, że to dobry pomysł?
" Nie umiemy funkcjonowac bez siebie" - a mi sie wydaje! ze to Ty nie umiesz funkcjonowac bez niego, bo skoro byloby to takze z jego strony to bylibyscie razem - Ty chcesz byc z nim w zwaiazku, a on "teraz" nie chce, wiec mysle, ze jeszcze calkiem uczucie jego do Ciebie nie wygaslo, ale niestety cos juz jest nie tak, nie umie tak od razu sie rozstac z Toba, robi "dobrze" tylko sobie, jak mu Ciebie zabraknie wtedy leci do Ciebie, uwazaj bo taka relacja moze zle sie skonczyc dla Ciebie, on wyczuje, ze jestes na kazde jego zawolanie woiec bedzie z tego korzystal, nie jestescie razem, ale sie spotykacie i byc moze jest cos wiecej oprocz pocalunkow, wiec idealna sytuacja dla faceta, takie niezobowiazujace spotkania, porzestan sie do niego odzywac, niech poczuje to jak dluzszy czas Ciebie dla niego nie ma, moze wtedy zorientuje sie ze chce z Toba byc, a jezeli nie to jego strata.
Takie uklady nigdy sie sa dobre, bo bedziecie sie tak spotykac, on znajdzie sobie kogos innego - Ciebie bedzie to bolec jak cholera, a on bedzie czsty bo przecez nie byliscie razem.
Byla_Narzeczona napisał/a:Wy tak naprawdę jesteście ze sobą, tylko nie oficjalnie. Definitywnego końca tutaj nie widzę.
Rozumiem obawy, ale moim zdaniem powinniście przestać się nawzajem zwodzić i spróbować bez tych "oficjalnych ściem", skoro macie na to ochotę. Nikt nie lubi być zawieszony w czasie (bo może będzie się chciał jednak zejść... KIEDYŚ), nikt nie lubi bawić się w kotka i myszkę.Zgadzam się, nikt nie lubi być zawieszony w czasie.
Problem w tym, że On nie zechce się teraz zejść, zanim nie spełnię Jego "ale" (w Jego wersji jest to ułożenie prywatnych spraw, które rzutowały na nasz związek). Sam mówi, że uczucie jakieś jest i nie jestem mu obojętna.
Zastanawiam się czy nie postawić mu warunków wprost "schodzimy się, albo żegnamy" - uważasz, że to dobry pomysł?
Tak, najzdrowiej by było powiedzieć "schodzimy się i RAZEM pracujemy nad tym, by było dobrze, lub do widzenia".
Zgadzam się z Lilianą99, on może szybko sobie uświadomić (o ile jeszcze tego nie wyczuł), że i tak ma to samo bez oficjalnego związku. A potem sobie pozna jakąś dziewczynę i będzie w swoim mniemaniu bez skazy, bo przecież Ci niczego nie obiecywał. A to będzie bolało jeszcze gorzej, niż jego odmowa po postawieniu ultimatum, bo dodatkowo poczujesz się mimo wszystko oszukana, zdradzona w jakimś sensie i będziesz miała poczucie zmarnowanego czasu.
Tracisz czas Autorko jako koło zapasowe...
" Nie umiemy funkcjonowac bez siebie" - a mi sie wydaje! ze to Ty nie umiesz funkcjonowac bez niego, bo skoro byloby to takze z jego strony to bylibyscie razem - Ty chcesz byc z nim w zwaiazku, a on "teraz" nie chce, wiec mysle, ze jeszcze calkiem uczucie jego do Ciebie nie wygaslo, ale niestety cos juz jest nie tak, nie umie tak od razu sie rozstac z Toba, robi "dobrze" tylko sobie, jak mu Ciebie zabraknie wtedy leci do Ciebie, uwazaj bo taka relacja moze zle sie skonczyc dla Ciebie, on wyczuje, ze jestes na kazde jego zawolanie woiec bedzie z tego korzystal, nie jestescie razem, ale sie spotykacie i byc moze jest cos wiecej oprocz pocalunkow, wiec idealna sytuacja dla faceta, takie niezobowiazujace spotkania, porzestan sie do niego odzywac, niech poczuje to jak dluzszy czas Ciebie dla niego nie ma, moze wtedy zorientuje sie ze chce z Toba byc, a jezeli nie to jego strata.
Takie uklady nigdy sie sa dobre, bo bedziecie sie tak spotykac, on znajdzie sobie kogos innego - Ciebie bedzie to bolec jak cholera, a on bedzie czsty bo przecez nie byliscie razem.
Od momentu rozstania nie ma między nami nic więcej jak tylko pocałunek czy przytulenie. Nie jestem na każde jego zawołanie, często to On biegnie za mną. Gdyby chciał być z inną to już by to się stało, bo grono adoratorek jest dosyć spore (jest przystojnym mężczyzną), ale On sam nie chce wchodzić w relację z inną dziewczyną, bo jestem dla niego wazna (jego słowa).
Po prostu postawię mu warunek - schodzimy się, albo kończymy z relacją przyjacielską i niech się określi. W lewo, albo w prawo.
Powiedz mu, że albo będziecie się docierać razem albo się żegnacie. Innego rozwiązania nie widzę.
Wy wciąż jesteście razem, tylko nieoficjalnie... Postaw mu sprawę jasno..
10 2014-06-28 22:10:14 Ostatnio edytowany przez Kropelka_ (2014-06-28 22:10:42)
Była poważna rozmowa. On widzi nas razem, a ja już sama nie wiem czy tego chcę. Do tej pory myślałam, że tak. Od kilku dni mam wątpliwości co do tego.
Czy ten czas kiedy niby nie jesteście razem przybliżył was choć trochę do rozwiązania spraw o których piszesz? Ja lubię jasne sytuacje, dlatego proponuję jasne postawienie sprawy, albo jesteśmy razem i pracujemy nad związkiem, albo nie jesteśmy, ograniczamy kontakt i każde z nas z osobna pracuje nad swoim życiem. Nie sądzę, żebyście posunęli się do przodu funkcjonując w takim niewiadomoczym. Uważam, że oboje nie wiecie czego chcecie i powinniście się dogłębnie nad tm zastanowić i razem i każde z osobna. Nie myślałaś żeby zrobić sobie np. tydzień odpoczynku od siebie i zobaczyć jakie refleksje przez ten czas ci się nasuną?
12 2014-06-28 22:50:40 Ostatnio edytowany przez Kropelka_ (2014-06-28 22:52:59)
Teraz planuję właśnie taki odpoczynek. Muszę przemyśleć czy chcę "naprawiać" tą relację z Nim. Być może już nie.
Myślę, że ten czas "niebycia" rzucił nowe światło na całą sytuację.
Wiesz,jak go nie ma to go chcesz...
a jak jest - to nie go nie chcesz,masz wątpiwości itp.
Lubisz biegać za tym co wydaje Ci się nieosiągalne.
i "gracie" w grę "ścigany - ścigający".
Ciekawe ,jak długo będzie trwał "odpoczynek" - jestem pewna ze do czasu kiedy on przestanie o Ciebie zabiegać,
Wiesz,jak go nie ma to go chcesz...
a jak jest - to nie go nie chcesz,masz wątpiwości itp.
Lubisz biegać za tym co wydaje Ci się nieosiągalne.
i "gracie" w grę "ścigany - ścigający".Ciekawe ,jak długo będzie trwał "odpoczynek" - jestem pewna ze do czasu kiedy on przestanie o Ciebie zabiegać,
Nie sposób nie zgodzić się z tym co napisałaś. Jednak te wątpliwości były cały czas, tylko zagłuszane sentymentami i przywiązaniem. Ja widzę w nim innego człowieka, niekoniecznie takiego w jakim się kiedyś zakochałam (absolutnie nie mam na myśli, że gorszego tylko po prostu innego, z innego poglądami, innymi wartościami i innym stylem życia). Te 5 lat związku (plus czas gdy znaliśmy się wcześniej) sprawił, że jest mi bliską osobą, ale już raczej nie widzę nas razem.