Witajcie.
Śledzę Wasze historie od dość dawna. nie miałam odwagi napisac bo nie wiem czego mam się spodziewać. rady? pomocy? a może przemówicie mi do rozsądku.
zacznę od początku. otóż w styczniu 2012 roku zaczęłam być ze swoim chłopakiem. to był bardzo intensywny związek. widzieliśmy się codziennie. cale noce spedzalismy razem. w wakacje 2012 wyprowadziłam się od rodzicow do większego miasta. sama bez niego. opuscilam dom rodzinny bo nie dogadywalam się z rodzicami w ogóle. i tak spotykaliśmy się u mnie ale stwierdziliśmy po miesiącu ze chcemy jednak zamieszkac razem. u niego w domu. tak wiec przeniosłam się tam. było super. jego mama - cudowna kobieta. mówila ze jestem idealna dla jej syna. ale pomyśleliśmy sobie ze jednak wróce do domu bo za szybko to wszystko poszlo. tak wiec wróciłam. ale i tak większość czasu spedzalam u niego. w końcu w lutym tego roku rodzice znowu zaczeli mi robic różne problemy. tak wiec spakowałam się i poszlam mieszkac z nim. i sielanka trwala 3 miesiące. podjęłam w międzyczasie prace w miejscu dość mało ambitnym. praca w magazynie. ale chciałam mieć własne pieniądze. i do tej pracy dojezdzalismy busem. siadałam obok kierowcy. rozmawialiśmy dość dużo. o rodzinie mojego chłopaka. o mojej. jego zona pracuje z bratowa mojego chłopaka wiec sporo już wiedział. w pewnym momencie za bardzo zaczał się spoufalać. ja dalam mu wyraźnie do zrozumienia ze nie jestem zainteresowana jakims romansem. i tak zylismy sobie. zaczelam z chłopakiem planować slub. wspólna przyszlosc. no i koniec. to nie moglo trwac zbyt długo. moje wyobrażenia ze wszystko jest ok to jedno wielkie nieporozumienie. pewnego dnia wróciłam z pracy owym busem, chłopak czekal na mnie na przystanku z miną jak na pogrzebie i powiedział ze cos się stało. okazało się ze kierowca mojego busa był u mojej teściowej w domu i moje słowa przedstawił w taki sposób, jakbym ich okropnie obrazała, obgadywała, zebrał informacje na temat mojej przeszłości i powiedział ze "ruchałam" się z jakims kolesiem, ale nie powiedział z kim i kiedy to było. a ja wcześniej bylam w 4 letnim związku. tesciowa jest samotna kobieta wiec chodzi na randki a on powiedział ze "powiedziała ze przyjezdzaja tu jakies chłopy", powiedziałam mu ze jak jestem z nocy to tesciowa nie chce mnie budzic a on przedstwawił to w takim kontekście ze wychowałam ją sobie ze chodzi kolo mnie jak przy francuskim piesku. i wiele wiele innych rzeczy. i w ten sposób zaczęły się moje problemy. tesciowa jest uczulona na takie rzeczy. "co ludzie powiedzą" jest dla niej najważniejsze. wróciłam do rodziców. mój chłopak mi wierzy. wie ze nie miałam nic zlego na myśli nigdy. od tego czasu minał miesiąc. ta kobieta nie chce mnie widzieć. mało tego powiedziała ze jeśli mój chłopak będzie ze mna to straci rodzine. umowilismy się ze zakończymy ten związek ale nie potrafimy. chcemy przeczekać do września. wtedy będziemy już niezależni finansowo. ale co to za zycie? pobierzemy się a jego rodzina będzie i tak przeciwko nam.... wiem ze zle zrobiłam mowiac cokolwiek.... zaluje strasznie ale czy to jest az taki grzech którego nie można wybaczyć? wyzwala mnie, moja rodzine. nie mam zadnych znajomości, zadnego majątku.... a z tego co wiem to teraz nie podoba się jej we mnie wszystko. starałam się a tu wyszlo zupełnie odwrotnie.... mam wrazenie ze jestem w jakims filmie.... to jest takie totalne nieporozumienie.... teraz w sobote miałam slub siostry. a o 17 mój chłopak zadzwonił do mnie. placzac powiedział ze już nie ma siły i nie chce tam isc bo mu ciężko. postanowiliśmy wyjechać gdzies chociaż na jeden dzien. wynajelismy pokoj i plakalismy. z bezsilności. nie wiemy co dalej... dodam ze mamy 23 i 24 lata