Tak, wiem, że internet, to nie jest najlepszy sposób, aby rozpisywać o swoim życiu. Jednak chyba w mojej sytuacji najlepszy. Przynajmniej ktoś spojrzy na to wszystko obiektywnie. Ktoś może zrozumie, ktoś potępi, ktoś doradzi.
Może wpierw coś o nas, dla zobrazowania sytuacji.
Jesteśmy w związku od 11 lat, małżeństwem jesteśmy od ponad 5 lat, pierwsza wielka miłość, licealna miłość. Ślub wzięliśmy z miłości, gdy mieliśmy po 20 kilka lat, teraz jesteśmy przed 30tką. Dzieci nie mamy, nie licząc psa. I nie wiem, czy kiedykolwiek będziemy mieć, bo jakoś tak zawsze coś innego jest ważne, zresztą teraz już sama nie wiem, czy chcę mieć z nim dzieci...
Ja pracuję, mąż tylko w okresie sezonowym ma pracę.
Dla męża liczy się tylko sex, nic więcej, najlepiej zawsze, kiedy tylko on ma na to ochotę. Ja mogłabym się z nim wcale nie kochać, nie mam ochoty, nie mam potrzeby. Traktuję to od jakiegoś czasu jako małżeński obowiązek, nic więcej i dla świętego spokoju kocham się z nim. Nie czuję pożądania, nic mnie w sexie nie pociąga. Mnie po prostu brakuje zwykłych gestów, przytulenia, pocałowania, powiedzenia kilku miłych i ciepłych słów... Mąż nie potrafi sam od siebie kupić kwiatów, zaprosić mnie na kolację czy na obiad, albo chociażby na krótki spacer wieczorem. Nie obchodzimy rocznicy ślubu, bo to ?zawsze ja mam coś wymyślać?. Nigdy nie byliśmy też na żadnych wakacjach, bo nie ma czasu i pieniędzy.
Mąż siedzi w domu, bo nie pracuje na etacie, tylko wtedy jak ma zlecenie, czasem jedzie w teren. I niestety nie potrafi nawet za sobą pochować naczyń do zmywarki czy odgrzać mi gotowy już obiad, jak wracam z pracy. Jego ubrania walają się w sypialni, nie przywiązuje do tego wagi. W domu łóżko nie zaścielone, mieszkanie nie przewietrzone. Robię to wszystko sama, gdy wracam z pracy. I nie mam już siły po raz kolejny pytać, czemu tego nie zrobił.
Jak każda kobieta chciałabym być doceniana. Mam mnóstwo kompleksów, chociaż wiem, że podobam się innym mężczyznom. To od kolegów mojego męża słyszę częściej komplementy niż od niego samego. Smutne to? Nie jestem żadną szarą myszką, ale też nie mam figury modelki, jednakże potrafię i chcę ładnie wyglądać, czuć się kobieco, nosić szpilki czy spódniczki.
Od pół roku już myślę o tym, co się z nami stało, jak tą sytuację rozwiązać, co zrobić. Kiedyś nawet oglądałam mieszkania do wynajęcia?. Mąż nigdy nie był wylewny w okazywaniu uczuć, ale pewnie to jest przyczyna tego, że jego rodzice się rozwiedli, gdy był nastolatkiem i pewnie fakt, iż nie ma rodzeństwa. Niemniej jednak to nie powód, aby mnie tak traktować. Pamiętam, że kiedyś jego ojczym mi powiedział, że jak się rozstaniemy, to i tak ja będę winna. Do tej pory mam te słowa w pamięci i zawsze je sobie przypominam, jak jest źle i wiem, że jak cokolwiek się wstanie, to będzie moja wina, to ja będę tą złą. Teściowa i jego ojczym, a także dziadkowie są cudownymi ludźmi, mam z nimi dobry kontakt, traktują mnie jak własną córkę. Nikt nie wie, jak jest naprawdę, co się dzieje w środku naszego małżeństwa?
Mój dzień wygląda tak samo, wstaję rano do pracy, gdy on jeszcze słodko śpi. Wracam do domu popołudniu, zabierając się od razu za gotowanie obiadu, potem obowiązki domowe, wieczorem zerkam na telewizję, zabawa czy spacer z psem, coś tam rozmawiamy, zjemy wspólnie kolację i sen. W weekendy on zazwyczaj w okresie letnim pracuje, więc zostaje mi samotne siedzenie w domu. Chociaż czasem pojedziemy gdzieś do sklepu, pójdziemy na tenisa. Nie chodzimy do kina czy na spacery, nie jeździmy na wycieczki. Nie obchodzimy rocznic, walentynek, bo mąż wyznaje teorię, że powinno się kochać cały rok, a nie tylko jeden dzień w roku, że to święto jest przereklamowane i wszyscy szaleją?
Sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Kocham go, bo to mój mąż, ale nie tak wyobrażałam sobie moje małżeństwo. Zważywszy, gdy spojrzę na innych znajomych, którzy całkowicie inaczej żyją niż my. Gdy słyszę koleżanki, jak opowiadają mi o tym, że mąż zrobił im niespodziankę i zabrał do głupiego zoo albo przygotował kolację czy poświęcił się i poszedł z nią do sklepu z ciuchami. Jest mi cholernie przykro, czasem mi wstyd, że nie mam kogoś takiego przy swoim boku, tak strasznie to boli?
Próbowałam też wzbudzić w nim zazdrość. Stwierdził, że się nie boi, bo nikt mu do pięt nie dorasta albo kto to w ogóle jest. Pewnie nie wierzy, iż jestem w stanie kogoś innego mieć, bo dla niego każdy jest kimś gorszym niż on. I nawet nie widzi, iż kogoś próbuję kokietować. Nie zauważa zmiany w moim sposobie ubierania się, w nowym makijażu, nowej bluzki czy butów. Każda próba rozmowy kończy się tym, że to ja jestem winna, on nie. Że jak mi jest źle, to droga wolna, nikt mnie tutaj nie trzyma. Jakakolwiek terapia małżeńska nie wchodzi w grę, bo jak to? On i terapia, my i terapia, przecież jest dobrze?
Jestem bezradna, zagubiona i zła. Nie wiem, co mam zrobić. Jestem tutaj sama, przeprowadziłam się w jego strony. Prócz jednej mojej koleżanki, wspólnych znajomych i jego rodziny nie mam tutaj nikogo. Nie chcę wracać do swojej rodziny, taka opcja nie wchodzi w gę. Nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, bo zarabiam raptem 1500zł netto, a perspektyw na podwyżkę nie ma, umowa też niepewna. Cieszę się, że mam prace, a nie siedzę w domu. Nie mamy żadnych oszczędności, mieszkanie mamy użyczone od osoby z jego rodziny.
Nie wymagam od męża tego, aby mnie na rękach nosił, aby codziennie kupował kwiaty czy drogie prezenty. Ja chcę być tylko kochana, doceniana, czuć się bezpiecznie. Chcę mieć w nim wsparcie, opiekę i chcę aby mnie zrozumiał. Chyba, że za dużo wymagam...
Proszę o jakieś sugestie, wskazówki. Sama nie wiem, czy to ja jestem przewrażliwiona, czy ze mną jest problem. Wiem, że nie będzie to obiektywne, bo potrzebna jest wersja z dwóch stron, a nie tylko z jednej, niemniej jednak proszę o wypowiedzi, o trzeźwe zerknięcie na mój problem.
Pozdrawiam i dziękuję.

