Piszę tutaj ponieważ jestem zdruzgotana emocjonalnie. Nie radzę sobie z emocjami, nie panuję nad złością. Temat jest świeży - więc proszę wybaczyć mi chaotyczność wypowiedzi.
Mój mężczyzna wczoraj wieczorem wyszedł na mecz z kolegami, powiedział, że nie wie, o której wróci, przed wyjściem zrobiłam kilka złośliwych uwag na temat tego, że się goli przed wyjściem i zmienia koszulkę (w takich momentach zawsze dopada mnie silne uczucie, że on będzie chciał bawić się z innymi kobietami - to pierwszy problem - nie potrafię nad tym zapanować te myśli doprowadzają mnie do depresji i napadów płaczu) zdenerwował się ale powiedział, że nie muszę się tym martwić bo mnie nie zdradza i nigdy nie zdradził ( ale ja wtedy zaczynam myśleć, że wszyscy faceci tak kłamią a ja przecież mam przeczucia) gdy wyszedł starałam się czymś zająć umysł, pracą, książką. Zasnęłam - obudziłam się o 3.20 a jego nadal nie było - napisałam sms czy wszystko ok - nie odpisał - zadzwoniłam - odebrał - zapytałam - gdzie jest słysząc w tle muzykę domyśliłam się, że poszedł na "balety" powiedział ok w porządku koniec z nami i odłożyłam słuchawkę. Już po chwili tego pożałowałam ale złość wezbrała we mnie tak bardzo, że zaczęłam się trząść nie mogłam nad nią zapanować a w głowie miałam milion myśli - czy mnie zdradza? czemu on się dobrze bawi a ja jestem w domu? czemu mi nie napisał, że zostaje na tańce? czemu dla mnie nigdy nie ma czasu wieczorem a teraz poszedł? i miliony podobnych. Zasnęłam i budziłam się jeszcze kilka razy zadzwoniłam o 5.30 odebrał zapytałam gdzie jest? Grzecznie i milo odpowiedział, że wraca już autobusem do domu, że był na meczu potem poszedł do kolegi na drinka a potem spotkał się z bratem i poszli do klubu. Mnie ogarnął szał zapytałam czy się wybawił? Czy przeleciał jakąś laskę? Czy dobrze mu było i czy była lepsza ode mnie? Wściekł się i powiedział, że świruję i żebym przestała no więc ja jeszcze bardziej się wściekłam bo teraz uznałam, że na pewno mnie nie kocha, że mówi tak bo ma mnie dość itd. (tak jest za każdym razem nie umiem nad tym zapanować) w domu zrobiłam karczemną awanturę wykrzyczałam wszystko co myślę oczywiście o zdradach aż on powiedział, że jestem idiotką, że mu nie ufam, że marnuje ze mną życie i ze odejdzie bo ma już dosyć - w tym momencie dotarło do mnie co zrobiłam. Teraz jestem tak roztrzęsiona, że nie wiem gdzie szukać pomocy - nie daję rady z emocjami - z tymi myślami - mam obsesję na punkcie zdrad i kłamstwa cały czas boję się tego panicznie, że mężczyzna z którym jestem mnie oszukuje. Błagam o pomoc bo te uczucia i ten problem paraliżuje mnie na co dzień powoduje u mnie taką depresję, że nie umiem się niczym zająć ostatnio przez podobne zdarzenie nie chodziłam dwa tygodnie do pracy bo nie umiałam się pozbierać.
Doceń swojego faceta za cierpliwość, każdy inny już by dawno kazał Ci spadać na drzewo za takie akcje.
Twoja zazdrość bierze się prawdopodobnie z braku pewności siebie i niskiej samooceny. Zastanów się, czy naprawdę jesteś aż taka brzydka/głupia? Nie! Doceń siebie, pokochaj siebie. Zaufaj sobie.
Jeśli sama nie dasz rady, to zawsze możesz skorzystać z pomocy specjalisty. Przyjmują również na NFZ.
Musisz coś zrobić, bo w końcu Twój związek się rozpadnie i będzie za późno. Fakt, że widzisz problem, to już wielki krok naprzód.
Doceń swojego faceta za cierpliwość, każdy inny już by dawno kazał Ci spadać na drzewo za takie akcje.
Twoja zazdrość bierze się prawdopodobnie z braku pewności siebie i niskiej samooceny. Zastanów się, czy naprawdę jesteś aż taka brzydka/głupia? Nie! Doceń siebie, pokochaj siebie. Zaufaj sobie.
Jeśli sama nie dasz rady, to zawsze możesz skorzystać z pomocy specjalisty. Przyjmują również na NFZ.
Musisz coś zrobić, bo w końcu Twój związek się rozpadnie i będzie za późno. Fakt, że widzisz problem, to już wielki krok naprzód.
Nie jestem ani brzydka ani głupia - ale przez siedem lat byłam ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej ze strony poprzedniego partnera udało mi się dosłownie uciec dopiero trzy lata temu. Myślę, że moje problemy właśnie stąd się biorą. KOcham mojego faceta i faktycznie mam za co go szanować ale to jest silniejsze ode mnie.
Cynicznahipo napisał/a:Doceń swojego faceta za cierpliwość, każdy inny już by dawno kazał Ci spadać na drzewo za takie akcje.
Twoja zazdrość bierze się prawdopodobnie z braku pewności siebie i niskiej samooceny. Zastanów się, czy naprawdę jesteś aż taka brzydka/głupia? Nie! Doceń siebie, pokochaj siebie. Zaufaj sobie.
Jeśli sama nie dasz rady, to zawsze możesz skorzystać z pomocy specjalisty. Przyjmują również na NFZ.
Musisz coś zrobić, bo w końcu Twój związek się rozpadnie i będzie za późno. Fakt, że widzisz problem, to już wielki krok naprzód.Nie jestem ani brzydka ani głupia - ale przez siedem lat byłam ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej ze strony poprzedniego partnera udało mi się dosłownie uciec dopiero trzy lata temu. Myślę, że moje problemy właśnie stąd się biorą. KOcham mojego faceta i faktycznie mam za co go szanować ale to jest silniejsze ode mnie.
Dlatego musisz sobie pomóc.
Przecież to jasne.
Ale jak? To trwa juz dwa lata nasila się coraz bardziej, nie potrafię przestać myśleć o tym, wciąż doszukuje się problemów między nami nie pozwala mi to na normalne funkcjonowanie. Raz poszłam do psychologa poleciła mi koleżanka, która kiedyś korzystała z pomocy jak się rozstała z mężem. Po dwóch spotkaniach dowiedziałam się, że to dlatego, że mój facet do mnie nie pasuje bo ja jestem wrażliwa i romantyczna a on władczym typem samotnika - przecież to bzdura - my na co dzień radzimy sobie ze wszystkim - dzieci, problemy duże i ogromne i te malutkie nie kłucimy się o nic innego tylko o to tylko wtedy gdy ma gdzieś wyjść ![]()
Nie ma innej drogi zmiany niż terapia. Sam fakt, że dociera do Ciebie co robisz - masz przebyski świadomości to już dobry krok. Jeśli chodzi o pomoc na teraz - to nasze emocje wypływają z tego jakie mamy myśli w głowie - dlatego można nad nimi zapanować. Jak sama zauważyłaś, w momenciekiedy wyszedł Twoje mysli zapętlały się wokół jednego, nakręcałaś się jedna myślą po drugiej - stąd potęgowanie się emocji - praca nad sobą polegałąby na tym żebyś jak najszybciej wyłapywała moment kiedy czujesz wzburzenie emocjonalne - kiedy sie zbliża i wtedy inaczej formułowała swoje myśli, bardziej racjonalnie, pozytywnie. Jest to trudna i długa praca ale w końcu przez x lat nauczyłaś się funkcjonować zupełnie odwrotnie więc teraz musi minąć sporo czasu zanim wdrożysz się w inny, lepszy dla Twojego i Waszego życia sposób kierowania emocjami.
to jest niesamowicie trudne ... kazdego dnia z tym walcze i staram sie jak moge ale nie daje rady przychodzi taki moment i koniec i cala moja praca nad soba idzie w niebyt nie mam juz sily na serio - nawet nie mam z kim o tym pogadac - jestem beznadziejna do granic mozliwosci
Jednak musisz zacząć od wyrozumiałości w stosunku do samej siebie. To że tak masz rzeczywiście nie jest dore, ale nei jest zupełnei Twoją intencją i winą. Także.. czas ochłonąć i zacząć poważną pracę nad sobą. Nikt za Ciebie tego nie zrobi ![]()
Ale jak?
Przecież Ci napisałam, jak.
Jeśli sama nie potrafisz, specjalista pomoże.
Tylko to wymaga wysiłku, trzeba znaleźć dobrego lekarza, chodzić na spotkania.
Trzeba chcieć. Czy Ty na pewno chcesz? Problem nie zniknie od pstryknięcia palcami.
Czy on to wytrzyma?
Czy on to wytrzyma?
Twoją terapię? Jeśli Cię kocha, to wytrzyma. I będzie wspierał.
Na koszulce w ktorej byl znalazlam slady pudru i co teraz? Czy moje przeczucia okazuja sie jednak prawdziwe czy na baletach jest duze prawdopodobienstwo otrzymania takiej niespodzianki przypadkiem?
Na koszulce w ktorej byl znalazlam slady pudru i co teraz? Czy moje przeczucia okazuja sie jednak prawdziwe czy na baletach jest duze prawdopodobienstwo otrzymania takiej niespodzianki przypadkiem?
A skąd wiesz, że to ślady pudru?
Najlepiej go o to zapytaj.
Ale moim zdaniem świrujesz.
Może po prostu zatańczył z jakąś dziewczyną. To chyba nie koniec świata?
14 2014-05-25 11:32:37 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-05-25 11:36:24)
Na koszulce w ktorej byl znalazlam slady pudru i co teraz? Czy moje przeczucia okazuja sie jednak prawdziwe czy na baletach jest duze prawdopodobienstwo otrzymania takiej niespodzianki przypadkiem?
Widzisz, kwestia interpretacji... Fakt, dla jednych ów puder jest już dowodem, że obawy i podejrzenia są słuszne, dla innych przysłowiowy ślad szminki na koszuli, "malinka" - jeszcze nie. Jedni - w czasami niewinnych sprawach - doszukują sie juz symptomów zdrady i bycia nie fair, a innych przekonuje tłumaczenie żony zastanej z kochankiem w łózku: "kochanie, to nie jest tak jak myslisz" ![]()
Róznie być mogło, bo i czasami dziwny, niefortunny zbieg okoliczności (będąca obok kobieta potknęła się i prawie przewróciła - została złapana przez tego Twojego i stąd ten slad na koszulce). Nie bedę tu popuszczać wodzy fantazji, bo daleko moglibyśmy w tych rozważaniach zajść...
W zasadzie mogło byc wszystko. Trochę to u Was toksyczne, bo nie rozumiem tego, ze Twój partner zostawia Cię samą w domu i idzie na balety. Co to za relacje? Jak długo jesteście razem, jakie są między Wami relacje (wzajemne traktowanie, okazywany szacunek, umiejętność rozmowy itp.), czy macie dzieci? Często na stan psychiczny, ową zazdrość i niepewność, samopoczucie w zwiazku, swiadomość własnej wartości dla tej drugiej osoby - wpływają i kształtują wzajemne relacje. Jesli czujesz się kimś szczególnym, cennym, szanowanym, a nie lekceważonym przez partnera - czujesz sie spokojniejsza i ufasz, bo wiesz, ze ta osoba Cię darzy szacunkiem, nie unosi sie gniewem przy byle okazji, liczy sie z Twoimi uczuciami i - gdy widzi, ze jesteś w dołku - nie dokopuje słowami, zachowaniem a ...wspiera i stara się przekonać na kazdy mozliwy sposób, abyś wierzyła. To przekłada się wyjątkowo mocno na poczucie własnej wartości w związku, na to, ze jesteśmy spokojni i pełni wiary, na to, że nie doszukujemy się niczego, bo wiemy, że nasza "druga połówka" też w nas postrzega tą swoją drugą. Że nie jesteśmy "opcją".
Myślę, że Twój stan jest związany z Waszymi wzajemnymi relacjami, codziennym traktowaniu się, podejściu do siebie. Jak to wygląda, ale szczerze? Spróbuj opisać spokojnie...
A rozmowa z nim o Twoim odkryciu nie ma sensu, bo usłyszysz, ze "znów świrujesz, masz paranoję, doszukujesz się i on ma juz dość".
Znam dość dobrze Twój stan, aczkolwiek chyba aż tak tego nie odczuwałem. To, co opisałem jako warunki (by czuć sie pewnie) - u mnie niestety nie istniało...
kosmiczny nick, w takim razie, skoro jest się w związku, to trzeba wszędzie za rękę chodzić?
Przecież to normalne, że faceci mają jakieś tam swoje wypady, a kobietki babskie wieczory.
16 2014-05-25 13:05:30 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-05-25 19:57:48)
kosmiczny nick, w takim razie, skoro jest się w związku, to trzeba wszędzie za rękę chodzić?
Przecież to normalne, że faceci mają jakieś tam swoje wypady, a kobietki babskie wieczory.
OK, jasne, ale... Właśnie wszystko rozbija sie o to "ale". Na podstawie własnego zycia uważam, ze to, jak podchodzimy do tego zagadnienia zależy w duzej mierze od tego jak się czujemy w związku. Nie chodzi mi o "chodzenie za rączkę". Jeśli nasz druga połowa (czy coś, co do tego miana pretenduje) nas samych jako "partnera" nie szanuje, traktuje jako (w naszym odczuciu) "opcję" i czujemy elementarne lekceważenie czy brak liczenia sie naszymi uczuciami - jak na to reagować (jeśli na tym związku na zalezy)? Widzisz, przerabiałem to już... Owszem. Miałem zwąizaki, gdy czułem sie szczęśliwy, czułem, iż jestem "tym", bo był i szacunek i liczenie sie ze mną, i branie mojej osoby pod uwagę w każdym zamiarze. Byłem przeświadczony, że jestem dla tej osoby kimś szczególnym, bo i życie pokazało, ze ta osoba (bez względu na wszystko, bez względu na cenę [rzucenie pracy w krok za mną - oboje zostaliśmy na lodzie] - była ze mną lojalna) - nie miałem obaw, nie czułem niepewnosci by ...zawieźć wieczorem na imprezę i rano przyjechać by przywieźć do domu... Bo wiedziałem, czułem, ze jestem kimś szczególny. Ważnym. I czułem "pewność". I owszem, zawsze jakieś ślady uczucia niepewności były, ale tłumiła je wiara, ze jestem dla tej osoby napradę ważny, naprawdę cenny. Bo miałem ku temu podstawy - czułem, ze ktoś się ze mną liczy, szanuje mnie, moje zdanie i moje spojrzenie, nie kwestionuje mnie i moich mysli - traktuje jak ważnego człowieka we własnym zyciu. I to pozwalało mi łatwo uporać sie z wątpliwosciami. I pozwalało funkcjonować normalnie. Kwestia szcunku, okazywania tego. To podstawa chyba, nie? Jesli autorka nie czuje tego co dnia ze strony własnego partnera, a mają takie sytuacje miejsce (jak opisana) - cóż sie dziwić? Myślę, że to trzeba zaznać na własnej skórze by zrozumieć złozoność sytuacji...
Można za "tą rękę" nie chodzić wszędzie razem, ale - by czuć się z tym dobrze - wypada mieć świadomość, że ta druga osoba jest naprawdę z nami. Nie "przy okazji", bo "tak się złożyło", ale z własnej woli i to daje nam poczuć każdego dnia. To ważne i to stanowi podstawę. Jesli czujemy, widzimy, ze ta druga osoba niekoniecznie nas szanuje i nami sie przejmuje - a nam zalezy - zaczyna z nas wychodzić to, czego się obawiamy. O ile oczywiście nie jesteśmy równie wyrachowani, w związek się NAPRAWDĘ zaangażowaliśmy i nie chcemy tego stracić...
Może jestem nienowoczesna,ale dla mnie to jakieś dziwne aby facet będący w związku chodził sobie po klubach w nocy.Zareagowałabym tak samo i wcale nie uważam,aby to była chorobliwa zazdrość.Normalna reakcja i tyle.Miał iść na mecz,a wraca nad ranem,to jakieś chore.Trzeba ustalić zasady,a nie obwiniać siebie.
18 2014-05-25 13:27:20 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-05-25 20:06:11)
Może jestem nienowoczesna,ale dla mnie to jakieś dziwne aby facet będący w związku chodził sobie po klubach w nocy.Zareagowałabym tak samo i wcale nie uważam,aby to była chorobliwa zazdrość.Normalna reakcja i tyle.Miał iść na mecz,a wraca nad ranem,to jakieś chore.Trzeba ustalić zasady,a nie obwiniać siebie.
Witaj w klubie archaicznych geriatryków ![]()
Wszak to normalne szlajać sie w wątpliwym towarzystwie całą noc, pozostawiając osobę, której mówi się "kocham", bo to normalne w związkach...
Takie tematy tu juz wielokroć bywają analizowane.
Owszem sytuacja dość nieciekawa i dająca podstawy do takiego a nie innego zachowania Autorki. Na moje oko facet mało sie przejmuje swoja kobietą i stąd doprowadzenie jej do takiego stanu. Wszystko rozbija sie tu wzajemne relacje miedzy nimi, jak co dnia sie traktują. Owszem, ataki zazdrości takie jak tu opisane sa wyniszczające i niedopuszczalne, ale równie wyniszczające i powodujace ową zazdrość, niepewność są zachowania tego faceta. Myslę, ze wypadałoby tu posłuchać opisu ich codziennego zycia, tego jak sie wzajemnie traktują i sobą przejmują by okreslić, czy Autorka ma podstawy by tak reagować czy też powinna szukać psychologicznej pomocy.
19 2014-05-25 14:45:18 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-05-25 14:47:05)
fujitsu napisał/a:Może jestem nienowoczesna,ale dla mnie to jakieś dziwne aby facet będący w związku chodził sobie po klubach w nocy.Zareagowałabym tak samo i wcale nie uważam,aby to była chorobliwa zazdrość.Normalna reakcja i tyle.Miał iść na mecz,a wraca nad ranem,to jakieś chore.Trzeba ustalić zasady,a nie obwiniać siebie.
Witaj w klubie archaicznych geriatryków
Wszak to normalne szlajać sie w wątpliwym towarzystwie całą noc, pozostawiając osobę, której mówi się "kocham", bo to normalne w ziązkach...
Kosmiczny, ale dlaczego sprowadzasz to do czegoś takiego?
Jestem mężatką, a i mojemu mężowi i mnie zdarza się czasem wychodzić ze swoimi znajomymi - osobno.
Akurat nie do klubów, bo nie preferujemy takich miejsc, ale do barów, czy w inne miejsca.
Czy to znaczy, że jesteśmy nienormalnym związkiem i się nie szanujemy?
I czemu ''wątpliwe'' towarzystwo? Koledzy, z którymi chodzi na mecze to wątpliwe towarzystwo? Dlaczego?
I dlaczego szlajać się? Poszli normalnie napić się i potańczyć po meczu. Nie widzę w tym żadnej tragedii.
Zazdrosc doprowadzila do końca niejednego związku, powinnas bardziej uwierzyć w siebie i zaufac ze jesteś dla niego najwazniejsza
Na zaufanie wpierw trzeba sobie zapracować,a ja tu widzę że facet się świetnie bawi z kumplami.Mając dziewczynę siedzi całą noc w klubie , jeszcze ją szantażuje odejściem i próbuje wmówić że to z nią jest coś nie tak.Chyba autorka przyciąga do siebie takie właśnie szumowiny,jeden się znęcał,drugi manipuluje jak mu wygodnie .
Dobry mężczyzna,szanujący swoją kobietę nie wychodzi sobie z kumplami do klubu i nie nazywa swojej partnerki idiotką bo ta ośmieliła się mieć o to jakieś pretensje.
Rozstanie z kimś takim to jest wybawienie,a nie kara
Dobry mężczyzna,szanujący swoją kobietę nie wychodzi sobie z kumplami do klubu
Aha, czyli dobry i szanujący swoją kobietę mężczyzna nie ma prawa do jakiejkolwiek wolności, wyjść z kumplami?
Ma siedzieć kołkiem w domu przy swojej kobiecie, bo jest tak o niego zazdrosna, że jak on zniknie jej z oczu, to wydzwania do niego co 5 minut i straszy rozstaniem?
23 2014-05-26 04:50:22 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-05-26 05:03:02)
fujitsu napisał/a:Dobry mężczyzna,szanujący swoją kobietę nie wychodzi sobie z kumplami do klubu
Aha, czyli dobry i szanujący swoją kobietę mężczyzna nie ma prawa do jakiejkolwiek wolności, wyjść z kumplami?
Ma siedzieć kołkiem w domu przy swojej kobiecie, bo jest tak o niego zazdrosna, że jak on zniknie jej z oczu, to wydzwania do niego co 5 minut i straszy rozstaniem?
Upraszczasz zagadnienie. Ma prawo i owszem, tak samo jak i ona. Ale oprócz tego prawa mają też wobec siebie w pewnym sensie obowiazek okazywania zażyłosci, bliskości i więzi emocjonalnej. Nie wiem, moze nie zetknęłas sie z czymś innym - stad takie stawianie sprawy? Akurat ja to przerabiałem i w jednej i w drugiej wersji, aczkolwiek aż tak jak Autorka nie reagowałem. Miałem zwiazek, gdzie relacje były swietne, wzajemne wspomaganie się, porozumienie, umiejetność rozmowy, stanie przy sobie bez wzgledu na wszystko. Czułem sie kimś wyjątkowym i cennym. To samo dawałem od siebie. Efekt? Nie miałem problemów by partnerka wyjeżdżała na długie wielomiesięczne szkolenia, na imprezy całonocne. Bo ufałem i czułem, ze mnie szanuje. Może to naiwne, nie wiem. Ale z jej strony również nie było żadnych jazd czy scen i też nie było zazdrości, gdy znikałem z jej oczu, jechałem na imprezy, czy w świat na jakis czas. Bo była więź i wzajemny szacunek.
Ale przerabiałem też i tą druga wersję, gdzie ze strony partnerki czułem lekceważenie, brak szacunku, wieczną złość i irytacje wszystkim, co robiłem. Niekończące sie kłótnie o cokolwiek, kwestionowanie wszystkiego we mnie. Efekt? Brak poczucia więzi z jej strony, świadomość, ze jestem nikim dla niej. Jeśli tą kobietę pragnąłem i kochałem, zależało mi na niej - szalałem i owszem z niepokoju i zazdrości, ale aż takiego poziomu jak Autorka jednak nie osiągnąłem. Ale mnie ta świadomość wyniszczała. Stąd mój pogląd, ze na wszystko przekładają się wzajemne relacje w związkach, bo to one daja nam siłe.
Z tego, co Autorka tu napisała, nie ma między nimi kłótni, radzą sobie z problemami i jest nić porozumienia. Na tego podstawie uważam, że być moze Autorka jednak ma problem ze swoimi emocjami (fakt, jakieś doświadczenia z przeszłosci wpływają) i powinna cos z tym zrobić, najlepiej przy pomocy kogoś obeznanego z takimi problemami... Bo zniszczy ten zwiazek nim sie obejrzy.
Kosmiczny, ale ja nigdzie nie napisałam, że winna jest tylko Autorka... Zawsze jest druga strona medalu.
Muszą się po prostu dogadać. Natomiast bez wątpienia Autorka ma problem z zazdrością i wypadałaby coś z tym zrobić. Jeśli się chce ratować ten związek.
25 2014-05-28 13:10:56 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2014-05-28 13:22:45)
Czytając Wasze wypowiedzi jedno mi się nasuwa .... dlaczego w fazie "chodzenia " poznawania ", przypodobania się drugiej osobie ....by to właśnie z nami chciała zostać ....chodzimy prawie wszędzie razem?
Ja rozumiem wyjście z kumplami , z koleżankami ....ale obserwuję częste zjawiska w małżeństwach/związkach..ze jak już są razem, mieszkają ...obowiązki , dzieci , ... to częściej pan ucieka w imprezy i to sam... juz partnerki nie "ciąga " tak za sobą jako trofeum by pokazać że "to moje" ..chwalę się i chcę z nią dzielić każdą radość ...
Częściej to właśnie faceci... odkładają nas na półkę ...jesteśmy gwarancją ich wygodnego zycia ...sexu "bez starań " , okazji z byle prezentem..lub bez ... A my się czujemy gorzej z tym...
I racja że nie mozna całe życie czuć się jak na pierwszej randce ...
Ja proponuję : po pierwsze psycholog - ten Ci nie odpowiadał ? kolejny ...wygadaj się , wyżal..naucz reagować...
Ta swoją energię przekuj na cos pożytecznego - rower, fitnes... kopanie ogródka ...
i co najwazniejsze ??? ty teź idź na imprezę z koleżankami...całonocną ....
Ja przechodziłam to co Ty ... w mniejszym stopniu , bo szału u mnie nie było...ale podobnie narastał we mnie gniew i żal.
M potrafił na cały weekend się zabawić - u brata nocować... kiedyś bym napisała że "niby u brata "
Psycholog mi poradził - znaleźć zainteresowanie w życiu, hobbi , iść na komedię do kina ..pobiegać ... zmęczyć się ....
iść z koleżankami do klubu.... on się bawi i nie widzi w tym nic złego.."nie robię nic co by Cię zabolało " mówił ,
Zmieniło sie wszystko gdy ja poszłam raz , drugi na imprezę , miał po mnie przyjechać ..ale mu się nie chciało ...piwko wypił i nie mógł...a ja kilka razy o 2-3 w nocy po niego jechałam .
Pierwszy raz jakos wróciłam sama ...drugi raz nie prosiłam o odwiezienie ... zostałam u koleżanki.... była awantura .
Odpowiedziałam tak jak on mi mówił.....
zrozumiał...teraz jesli wychodzi to na kilka godzin , uzgodniliśmy że wiemy na ile godzin i gdzie wychodzimy jeśli osobno.
To nie kontrola , raczej dbanie o dobre samopoczucie tej drugiej osoby.