Do napisania wątku skłoniła mnie wczorajsza spowiedz. Wyszłam bardzo zaskoczona i zdziwiona.
Po wyznaniu przeze mnie wszystkich grzechów, ksiądz powiedział mi tylko jedno zdanie.
Miałam ochotę podjąc temat, ale wyraznie dał mi do zrozumienia, że nie będziemy o niczym dyskutowac. Jeszcze nie zdążyłam zakończyc słów: "Boże bądz miłościw mnie grzesznej", a tu już rozległo się pukanie.
I tak po mnie każda osoba spowiadała się ok 3 min.
Co myślicie na temat takiej spowiedzi? Czy nawet chcielibyście żeby Was tak spowiadano?
Bo dla mnie to kompletny brak podejścia ze strony księdza, do osoby spowiadającej się. To takie ''odklepanie'' spowiedzi przez księdza.
A co z ludzmi, którzy nie byli u spowiedzi np ze 20 lat? Nagle chcą się nawrócic. I trafiają na takiego księdza.
Czy po takiej spowiedzi chociażby poczują ulgę na sercu, albo to, że przez kapłana przemawia do nich sam Bóg?