Juz po tym, jak brzmi temat, mozecie domyslec sie, o czym chce podyskutowac. Czy, gdybyscie mialy mozliwosc, pieniadze, to wolalybyscie mieszkac w domu na wsi, czy w bloku w miescie? Ja osobiscie wolalabym dom. Zreszta, cale zycie tak mieszkalam. Najpierw z rodzicami, na wsi, w szeregowcu. Potem, gdy rodzice wyprowadzili sie do UK, mieszkalam z babcia w jej domu jednorodzinnym (ktorego to ja jestem dziedziczka ) i teraz mieszkam z mezem w jego rodzinnym domu, ktorgo jest wspolwlascicielem razem z bratem. W planach budowa wlasnego. Nie wyobrazam sobie siebie w miescie. A Wy? Co wolicie? Dom z ogrodem, gdzie dzieci moga sie bawic, gdzie mozna ustawic dla nich trampoline, basen, gdzie wieczorem mozna ze znajomymi usiasc na tarasie i rozpalic grilla, gdzie sasiad z dolu nie wali szczotka w nasza podloge, bo za glosno radia sluchamy? Czy moze mieszkanie w bloku, gdzie nie ma obowiazku koszenia trawy, zawsze jest ciepla woda, nie martwimy sie o to, by rozpalac ogien w kotlownii, gdzie wszedzie mamy blisko? Jak dla mnie w przedbiegach wygrywa dom. A jak Wy uwazacie i dlaczego?
Dom z ogrodem, bo marzą mi się te baseny i grille, no i własne grządeczki warzywno-ziołowe
Ale w pakiecie poproszę ogrodnika, by o to wszystko dbał, sprzątaczkę do tych wszystkich pokoi, parobka, który będzie odpowiedzialny za ogrzewanie domu, i kierowcę wożącego mnie do uciech wielkiego miasta. O!
Mieszkanie w bloku jest dla leni. Oczywiście wtedy gdy ktoś ma wybór. Ja wolę dom, pewnie że więcej pracy bo palenie w co,koszenie trawy itp.Ale mieszkania w bloku sobie nie wyobrażam,jak jestem u znajomych to się duszę. Lubię rano wyjść z kawką na ławkę,lubię mój ogródek.Poza tym zwierzaki,ile ich można w bloku trzymać. Ale to rzecz gustu.
Niki, ale dlaczego dla leni? Są przecież ludzie, którzy nie wyobrażają sobie życia poza miastem. Mają do swoich upodobań takie samo prawo jak ja do zamiłowania do wiejskich klimatów ![]()
Jak wspomniałam wyżej - dom. W im większej dziurze tym lepiej
Wychowałam się na wsi, przywykłam do przestrzeni, swobody, do owego ogródka - w mieście się męczę (mimo, że mieszkam tu już prawie połowę życia!). W przeciwieństwie do BabyOsiadłej nie chcę żadnego ogrodnika ani innego stangreta - dla mnie możliwość zajmowania się tym domem i ogrodem jest naczelnym powodem, dla którego wolę dom od mieszkania w bloku ![]()
Kiedyś już pisałam, że jestem mieszczuchem z krwi i kości
, dlatego najchętniej zamieszkałabym w domu... na rynku miasta
. Dzięki temu wszędzie miałabym blisko.
A poważniej - mieszkałam w bloku, mieszkałam w domu, po ślubie wciąż miałam możliwość (nadal ją zresztą mam) zamieszkać we własnym domu, ale świadomie wybrałam blok. Dlaczego? Bo prace (częste i konieczne) wokół domu nie sprawiają mi żadnej przyjemności. Nie, nie jestem leniem, wręcz przeciwnie - bezczynność niesamowicie mnie męczy, ale wolę robić to, na co mam ochotę, a nie to, co muszę. Inna rzecz, że codziennych zajęć wystarcza mi na tyle, aby z własnej woli nie dokładać sobie nowych. Dla kawy na balkonie i grilla we własnym ogródku nie zamieniłabym mojego miasta, tym bardziej, że w każdej chwili mogę pojechać do mamy, gdzie wciąż czuję się jak u siebie.
Dla mnie optymalnym rozwiązaniem jest spore mieszkanie w ładnym bloku (niskim, żadnym tam mrówkowcu), a do tego działka poza miastem.
Na wakacje bardzo chętnie wybieram się do jakiejś dziury, ale żeby tak na co dzień? Nieee... To nie dla mnie
.
Podobnie jak Olinka też jestem mieszczuchem (ostatnio coraz mniej).
Dlatego dla mnie najlepszym było rozwiązanie - dom na przedmieściach miasta.
Z jednej strony mam pod ręką wszystko co trzeba, a z drugiej mam swój ulubiony dom.
Bardzo lubię prace ogrodowe.
Grill grillem, ale kawa we własnym ogrodzie sprawia mi dużą przyjemność.
Leżenie na trawie, chodzenie po niej boso, też.
7 2014-05-27 10:33:52 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2014-05-27 10:39:24)
Mieszczuchem jestem z babki prababki i z dziada pradziada.Pamiętam swoje dziecięce wakacje gdy z rodziacami wyjeżdżaliśmy do do cioci pod Bydgoszcz.Wioseczka ale taka bardziej uzdrowiskowa- tylko jeden gospodarz mieszkał tam cały rok.Bardzo mi się podobało- rzeka w pobliżu i las.Jednak nieraz brakowało mi towarzystwa,miejskich zabaw takich jak jazda na wrotkach ( na polnych dróżkach raczej trudno),gry w klasy,w chowanego i generalnie grupy dzieciaków.
Teraz mam letni dom- a właściwie letnio- zimowy odkąd mamy kaloryfery
i mieszkanie w bloku.Mąż od kilku lat namawia mnie na przeprowadzkę do takiej właśnie odludnej zabitej dechami wioseczki.To świetne miejsce na letni dom jednak całoroczne mieszkanie w miejscu gdzie do najbliższego sklepu jest 6 kilometrów,gdzie moja córka ma 26 km do szkoły a autobus jeździ raz dziennie,gdzie nie ma praktycznie żadnych dzieciaków a jesienią i zimą nie bardzo jest co robić na dworze nie jest dla mnie.
Mieszkam w mieście w fajnym miejscu na obrzeżach miasta a jednak wszędzie mam blisko.Marzy mi się zbudowanie domu właśnie tu,niedaleko.Nie lubię bloków,ciekawskich sąsiadów,hałasów młodzieży w weekendy,zasranych trawników i parkingów pod oknem.
Mąż natomiast nie wyobraża sobie mieszkania w domu w mieście- dla niego,wiejskiego chłopaka to bez sensu.I tu mamy konflikt interesów.Myślę jednak,że gdybym zakupiła działkę w fajnym miejscu mąż na pewno by wyłożył kasę na budowę ![]()
Ach,wczoraj wkurzyła mnie debilna akcja- takie rzeczy tylko w blokach.Otóż na tablicy ogłoszeń przeczytałam wielkie ogłoszenie,że o 18 jest zebranie mieszkańców w sprawie głosowania dotyczącego przyłączenia jakiegoś światłowodowego nowoczesnego internetu.
Olałam to bo miałam ucznia.Wychodzę z psem jakoś pół godziny po 18 i widzę gościa stojącego przy smarcie z logo 3play,który agituje by kupić u niego abonament.No szlag mnie trafił.To ja głupia myślałam,że zebranie zorganizował zarząd spółdzielni ( na ogłoszeniu była nawet ich pieczątka) a tu jakiś bezczelny cwaniaczek organizuje "zebranie" pod blokiem.
Na osiedlu domków by to nie przeszło.
8 2014-05-27 15:36:36 Ostatnio edytowany przez sophie2 (2014-05-27 15:37:27)
Jak dla mnie dom. Nie płaci się czynszu, nie ma dużo sąsiadów dookoła, jest większa swoboda. W domu z podwórkiem można mieć swój ogródek robić grill i w ogole wszystko i nie pytać o zdanie sąsiadów. Poza tym jest większą przestrzeń dla dzieci. Nie całkiem na wsi i nie w centrum miasta.
Nie płaci się czynszu
Czynszu jako takiego istotnie się nie płaci, ale przecież trzeba ponosić mnóstwo innych kosztów, które mieszkańców bloku nie obchodzą - na przykład zakupić opał, zadbać o dach, ogrodzenie, balustrady, obsiać trawnik, posadzić roślinki w ogrodzie, odświeżyć elewację. To wszystko kosztuje. Mało tego, po zsumowaniu zwykle okazuje się, że kwota ta znacznie przewyższa standardową opłatę czynszową.
sophie2 napisał/a:Nie płaci się czynszu
Czynszu jako takiego istotnie się nie płaci, ale przecież trzeba ponosić mnóstwo innych kosztów, które mieszkańców bloku nie obchodzą - na przykład zakupić opał, zadbać o dach, ogrodzenie, balustrady, obsiać trawnik, posadzić roślinki w ogrodzie. To wszystko kosztuje. Mało tego, te koszty całościowo są znacznie wyższe od standardowej opłaty czynszowej.
wiadomo, że za wszystko się płaci ale w domu jednak jest o wiele lepiej
sophie2 napisał/a:Nie płaci się czynszu
Czynszu jako takiego istotnie się nie płaci, ale przecież trzeba ponosić mnóstwo innych kosztów, które mieszkańców bloku nie obchodzą - na przykład zakupić opał, zadbać o dach, ogrodzenie, balustrady, obsiać trawnik, posadzić roślinki w ogrodzie, odświeżyć elewację. To wszystko kosztuje. Mało tego, po zsumowaniu zwykle okazuje się, że kwota ta znacznie przewyższa standardową opłatę czynszową.
Niezupełnie.
Oczywiście ponosi się te wszystkie koszty, ale mieszkańcy bloków też je ponoszą ![]()
Są wpisane w płacone przez nich opłaty. Tyle, że mieszkańcy bloków nie muszą się o to martwić, a właściciel domu musi to załatwiać sam. Co zresztą ma też swoje plusy.
Po zsumowaniu wcale nie jest to większa kwota - nieraz porównywałam ze znajomymi z bloków. Nawet w cyfrach bezwzględnych, a proporcjonalnie do powierzchni, to wychodzi na korzyść domu.
sophie2 napisał/a:Nie płaci się czynszu
Czynszu jako takiego istotnie się nie płaci, ale przecież trzeba ponosić mnóstwo innych kosztów, które mieszkańców bloku nie obchodzą - na przykład zakupić opał, zadbać o dach, ogrodzenie, balustrady, obsiać trawnik, posadzić roślinki w ogrodzie, odświeżyć elewację. To wszystko kosztuje. Mało tego, po zsumowaniu zwykle okazuje się, że kwota ta znacznie przewyższa standardową opłatę czynszową.
Niby tak ale dom to jednak dom ![]()
Ponad to czynsz trzeba placic caly czas
Nie placisz to eksmituja z czasem
W domu dach sie kladzie raz na kilkadzuesiat lat
Ogrodzenie tez raz na.kilka lat,przykladowo my mamy swoja oczyszczalnie koszt wszystkiego to ok 7000 tysiecy,koszt wywozu sciekow raz w roku tylko 50 zl ze zbiornika 2000 l,a niestety koszt sciekow z bloku to conajmniej 100 zl miesiecznie.
Jezeli ktos ma mozliwosc zalatwia opal za male pieniadze,wykupienie asygnaty na drewno to 200-300 zl i jest przyczepa drzewa,drozszym kosztem wyjdzie 800 zl jak komus sie nie chce zrobic
W bloku mamy ogrzewanie,no ale niektorzy maja niestety pomierniki na kaloryferach wiec zeby oszczedzic i tak siedza w zimnym
Za wode placimy mniej,niz jak mieszkalismy w bloku
Jak wszystko sa i zalety i wady
Niezupełnie.
Oczywiście ponosi się te wszystkie koszty, ale mieszkańcy bloków też je ponoszą
Są wpisane w płacone przez nich opłaty. Tyle, że mieszkańcy bloków nie muszą się o to martwić, a właściciel domu musi to załatwiać sam. Co zresztą ma też swoje plusy.
Po zsumowaniu wcale nie jest to większa kwota - nieraz porównywałam ze znajomymi z bloków. Nawet w cyfrach bezwzględnych, a proporcjonalnie do powierzchni, to wychodzi na korzyść domu.
Oczywiście, że tak
, oprócz czynszu jako takiego wnosimy na przykład opłatę na fundusz remontowy, czasem dolicza się do tego inne koszty, jak choćby za to, że pani sprzątaczka posprząta klatkę schodową. Ja to uogólniłam, bo co miesiąc wnoszę jedną opłatę, bez rozbijania tego na składowe (aczkolwiek na rozliczeniu one wyraźnie widnieją). Inna rzecz, że wiele zależy od tego jakie mamy mieszkanie i jaki dom - czyli o jakim metrażu mowa, czy budynek jest nowy, energooszczędny i ciepły, czy wymagający ciągłych nakładów i remontów. Przypuszczam, że wychodzi to bardzo różnie, ale na przykład moje koszty są relatywnie niższe niż koszty mojej mamy, która mieszka w domu.
Aby była jasność - ja tego absolutnie nie kwestionuję
. Pisząc o kosztach związanych z utrzymaniem domu przede wszystkim chciałam zwrócić uwagę, że argument "w domu nie płaci się czynszu" jest niespecjalnie trafiony.
Ja to uogólniłam,
Inna rzecz, że wiele zależy od tego jakie mamy mieszkanie i jaki dom - czyli o jakim metrażu mowa, czy budynek jest nowy, energooszczędny i ciepły, czy wymagający ciągłych nakładów i remontów. Przypuszczam, że wychodzi to bardzo różnie, ale na przykład moje koszty są relatywnie niższe niż koszty mojej mamy, która mieszka w domu.
Ja też uogólniłam, bo oczywiście masz rację, że wiele zależy od samego domu oraz od właścicieli.
Dom może być energooszczędny albo energochłonny. Moim znajomi mają dom dwukrotnie mniejszy od mojego, a ponoszą większe koszty eksploatacyjne, głównie na ogrzewanie.
W bloku rozbija się te opłaty na wszystkie miesiące (przez co jednorazowo płaci się mniej), a w domu te koszty ponosi się w sezonie grzewczym (przez co jednorazowo płaci się więcej).
Właściciel może dbać o dom i regularnie go remontować, dokonywać wszystkich napraw albo nic nie robić przez długi czas i potem ma wysokie wydatki.
Aby była jasność - ja tego absolutnie nie kwestionuję
. Pisząc o kosztach związanych z utrzymaniem domu przede wszystkim chciałam zwrócić uwagę, że argument "w domu nie płaci się czynszu" jest niespecjalnie trafiony.
Tu oczywiście racja. Autorka tego stwierdzenia jest osobą młodą i zapewne z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy (bez urazy Sophie
).
Ja mieszkałam przez jakiś czas w bloku w centrum Wrocławia i jak tylko tam weszłam z tymi wszystkimi torbami i gratami, tak siadłam w kuchni i wiedziałam jedno - ja chyba oszaleję.
Źle się czuję w blokach i w mieście, wszystko mnie drażni, śmierdzi spalinami, kanalizacją i cebulą smażoną piętro niżej. Przestrzeń jak dla mnie za mała, nie można wyjść do ogrodu. Wychowałam się na wsi i nie umiem żyć w mieście.
Jak dla mnie stanowczo wieś, a najlepiej domek w górach, w lesie lub nad morzem, możliwie jak najdalej od sąsiadów - warzywny ogródek, duże psisko, konie, kozy i duuużo natury.
Fajny temat:) Ja sie urodzilam i cala mlodosc spedzilam w typowej socjalistycznej krolikarni na warszawskim Zoliborzu. 10 pieter, mieszkan chyba z 200, ilu mieszkancow nie zlicze, dookola ruch, tramwaje, metraz jak dla krolikow wlasnie a nie ludzi, balkon wielkosci znaczka pocztowego, zasikane klatki schodowe, grafitti na scianach, wiecznie smierdzacy zsyp na smieci, odsrane psiemi kupkami trawniki czyli tzw. tereny zielone - sama rozkosz:) No i dla nas dzieciakow trzepak, hydrant i asfaltowane podworko miedzy tymi molochami - mozna bylo poszalec:)
Teraz mam duze, jasne, pietrowe mieszkanie w szeregowcu, takim malym na 4 rodziny. Do tego wystarczajaco duzy ale nie za duzy (bo uprawiac raczej nie lubie) ogrod z tarasem. Mieszkam w miescie ale obok lasu i jeziora. Najblizszy sklep pod nosem, szkola tez, autobusy sa a zieleni tyle, ze wydaje sie jakby to wies a nie miasto bylo:). Do pracy jezdze rowerem, bo tak lubie, przez lasy, laki, nad jeziorem i nagle jestem w biurze:) Po pracy moge zrelaksowac sie albo na tarasie w ogrodku albo poplywac w jeziorze albo isc na spacer do lasu..albo wyskoczyc rowerem do centrum handlowego (8km, wiec jakies 30 min jazdy). Place czynsz i o nic z wiekszych napraw sie nie martwie, ale jednak do bloku juz nie dam sie nigdy zamknac.
Mussuka, nie wierze, ze sie ze mna zgodzilas, ale dziekuje za pochwalenie tematu
. Jak juz pisalam, dla mnie tylko dom. Ja muszze miec przestrzen wokol siebie, najlepiej gdy sasiedzi rowniez nie sa za blisko. Mussuka, fanie masz. Tak posrodku
. Piszcie drogie kobietki, co preferujecie, ale tez jak wyobrazacie sobie Wasze przyszle domy/meieszkania. Czytam na biezaco ![]()
Zdecydowanie dom ,ale bez dzieci i ich rupieci w ogrodzie ..
Mieszkam w moim domu w mieście i drugim wspólnym z mężem w leśniczówce , ja się do bloku autentycznie nie nadaje. Mam sporo znajomych ,którzy mieszkają w blokowiskach, na osiedlach ,wpadam w odwiedziny, w gościnę na kawe do nich, mimo ze mieszkanka są naprawdę elegancko urządzone, to jednak ja się czuje taka ściśnięta w bloku, brak mi przestrzeni i mam tą świadomość ze sąsiad po lewej, sąsiad po prawej, sąsiad z góry, sąsiad na dole, dzieciarnia drze się w wniebogłosy pod blokami, bo ktoś genialny plac zabaw pod balkonami stawia, .. jak dla mnie to wszystko takie niekomfortowe osaczenie, brak prywaty totalnej. Głośniej powiesz i wszystko słychać, ajc nie na moją naturę, ani osobowość
Jeśli chodzi o wkład pracy w utrzymaniu własnego podwórka ,aby było zadbane ,czy tez ogarniecie większego mieszkania to nie jest powiedziane ,ze wszystko właściciel musi własnymi rękami to ogarniać
Chociaż my się garniemy do pracy na podwórku, w domu tez się sprząta regularnie, ale jeśli z czasem jesteśmy w tyle, wtedy zawsze ktoś się znajdzie do "pomocy" odpłatnej ![]()
Dom, dom i jeszcze raz dom. Całe szczęście mieszkam w mieście na osiedlu domków jednorodzinnych. Mam wszędzie blisko: do sklepów, szkoły. Autobus mam praktycznie pod domem, wystarczy 20 minut drogi i jestem w centrum. Jakieś 100 metrów od domu mam las, gdzie często chodzę na grzyby. Jedynym problemem są dziki, które często chodzą w pobliżu, strasząc przechodniów:)
Nie mogłabym mieszkać w bloku. Ja muszę mieć dużo przestrzeni i dostęp do ogródka- gdzie mogłabym przesiadywać godzinami. Uwielbiam pielęgnować rośliny i wychodzić nocą do ogrodu, oglądać gwiazdy - nie bojąc się, że mi ktoś głowę ukręci.
No i oczywiście dochodzi możliwość urządzania grilla bądź ogniska.
Spokój i cisza, wolność od upierdliwych sąsiadów(jest ich mniej niż w bloku) -czego tu więcej od życia chcieć^^
Gdybym mogła wybierać i było by mnie stać to wybrałabym dom, taki z moich marzeń, z odzielną pralnio-szuszarnią, z garderobą, dużą kuchnią z wyspą, biblioteką i warzywniaczkiem i spiżarnią ;P ale jest jak jest w mieście też mogę mieszkać.
Innym słowy chciałabym mieć dom głównie dlatego bo jestem mocno zorganizowana i jestem osobą pedantyczną, nie lubię jak coś nie ma swojego konkretnego miejsca, albo jest w takim które uważam że mogło by być lepsze, np uważam że pralka i pranie powinny mieć swoje własne nieduże pomieszczenie, a żeby ciuchy nie musiały mi wisieć nad wanną, albo pralka i środki czystości zawalać łazienki ![]()
Zdecydowanie dom.
Właśnie się przeprowadziliśmy z mieszkania M2 do pięciopokojowego z wieloma wbudowanymi szafami i dużym ogrodem, na dwóch piętrach plus parter. Wreszcie jest przestrzeń. Wreszcie mogę mieć bibliotekę dla siebie. A co najważniejsze, salon może być bez telewizora, bo mogę go upchać w sypialni, albo w muzycznym pokoju faceta. Mnie strasznie irytował, kiedy chciałam poczytać na kanapie, albo pograć na fortepianie ![]()
Poza tym fajne miejsce dla dużego psa.
Jeżeli chodzi o wybór, dom na wsi, czy mieszkanie w bloku, to z zdecydowanie dom, może być na obrzeżach, ale nie na wsi! Oprócz samego miejsca zamieszkania dla mnie również liczy się społeczność, a zwłaszcza jej mentalność, realia, możliwości, a te panujące na wsi kompletnie mi nie odpowiadają, więc gdybym miał tylko te dwie opcje do wyboru, wybrał bym mieszkanie w bloku.
Pewnie że dobrze mieć dom na obrzeżach miasta .Tylko że te domy są drogie,przynajmniej tu gdzie ja mieszkam.Tak że nie każdego na to stać.Ja wolę dom na wsi od mieszkania w bloku.A mentalność ludzi? Z reguły sąsiadów na wsi ma się dalej od siebie niż w bloku. Więc jeśli ich mentalność nam nie odpowiada nie musimy się z nimi kontaktować.
Ale nie ma co ukrywać że jeśli się mieszka w domu to ciągle jest co robić. A nie każdy przepada za takimi zajęciami.
Na wsi, kompletnej, zabitej dechami nie chciałabym mieszkać. Ale nasz dom jest pół godziny spacerem od centrum miasta ![]()
.A mentalność ludzi? Z reguły sąsiadów na wsi ma się dalej od siebie niż w bloku. Więc jeśli ich mentalność nam nie odpowiada nie musimy się z nimi kontaktować.
Ale nie ma co ukrywać że jeśli się mieszka w domu to ciągle jest co robić. A nie każdy przepada za takimi zajęciami.
Miałem dwukrotnie w przeszłości możliwość gościć na Polskiej wsi i szczerze mówiąc odniosłem inne wrażenie. Owszem nie ma się sąsiadów za ścianą, ale wszyscy i tak o wszystkich, wszystko wiedzą, a nawet więcej jak ci zza ściany w mieście, poza tym, wszędobylska zazdrość i zawiść, wścibstwo, jakieś dziwne lokalne zasady, nieodparta żądza pokazania że jest się lepszym, bogatszym, a jak ktoś już ma więcej i na dodatek obcy, to albo wchodzi się mu bez wazeliny w ... albo jest to powód do nienawiści. Poza tym, wizja ograniczenia kontaktów, a tym samym izolowania się od otoczenia nie wpływa chyba dobrze na żadnego człowieka, tym bardziej, że możliwości towarzyskie, jak i oświatowe jednak na wsiach są ograniczone. W żadnym wypadku nie twierdze, że życie na wsi jest beznadziejne, jednak mnie osobiście nie odpowiada. Nie koniecznie również dom powinien się kojarzyć jedynie z pracą przy nim, a jak się już coś robi samemu, to robi się dla siebie, a i wokół niego można traktować to jak dobry relaks, a do poważniejszych prac można wynająć ludzi w tym specjalizujących się.
Dzenaro, co do mentalnosci ludzi napisales sporo prawdy. Jest to niewatpliwy minus, ale ja i tak wole mieszkac w domu na wsi. Na obrzezach miasta rowniez bym mogla, byle nie w samym miescie. Zreszta, mam porownanie. Przerabialam juz wiele miejsc- od totalnych "zadupi", gdzie do sklepu bylo kawalek drogi, poprzez mieszkanie w duzym miescie (Monachium), w mniejszym miescie (Boston, UK), dom jednorodzinny u babci, do domu mojego meza-na pietrze miesza jego brat z rodzina.I najbardziej bedzie mi odpowiadalo, gdy wybudujemy wlasny dom.
Ależ oczywiście, przede wszystkim każdy powinien sugerować się tym, co dla niego jest dobre, a nie dla innych, a że każdy jest inny, tak wiec i priorytety są różne, co wcale nie oznacza, że jedne są gorsze od drugich.
28 2014-05-30 12:36:38 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-05-30 12:40:38)
A myślisz że w bloku tak nie jest? W miastach niedużych powiedzmy do 20k mieszkańców to właśnie tak to wygląda, o mnie i o Moim to sąsiedzi na początku takie bajki wymyślali, że nic tylko się śmiać, zresztą celowo nawet nie wyprowadzaliśmy ich z błędu bo było to całkiem zabawne
mieliśmy np. prowadzić w sąsiednim mieście sklep z... papugami! hahah
Powiem Wam tak ja bym chciała mieć dom w środku lasu i u nas są dostępne takie działki więc może kiedyś ![]()
Podobnie jak Olinka też jestem mieszczuchem (ostatnio coraz mniej).
Dlatego dla mnie najlepszym było rozwiązanie - dom na przedmieściach miasta.
Z jednej strony mam pod ręką wszystko co trzeba, a z drugiej mam swój ulubiony dom.
Bardzo lubię prace ogrodowe.
Grill grillem, ale kawa we własnym ogrodzie sprawia mi dużą przyjemność.
Leżenie na trawie, chodzenie po niej boso, też.
Zazdroszczę , ale zaznaczam pozytywnie . Też bym tak chciała .
A myślisz że w bloku tak nie jest? W miastach niedużych powiedzmy do 20k mieszkańców to właśnie tak to wygląda, ......
Moim zdaniem między miastem, a małą miejscowością, czy wsią jednak jest różnica. O ile faktycznie mieszkając w mieście, czy to w domu, czy w mieszkaniu w bloku to jednak oczywistym i nieuniknionym jest, że jesteśmy pod lupą, ale najbliższego otoczenia, czyli sąsiadów, ale idąc już ze dwie przecznice dalej można spotkać anonimowość. Natomiast w miasteczkach, a przede wszystkim wsiach jest to niemal niemożliwe, a informacje rozchodzą się z prędkością światła, właśnie z najbliższego otoczenia na wszystkich innych, nawet tych mieszkających sporo dalej i myślę, że nie jest to forma lokalnej rozrywki, a właśnie specyficzna mentalność tych ludzi. Pamiętam jak dziś, kiedy brat mojego dobrego znajomego żenił się z kobietą ze wsi, którą jednak poznał w mieście, a mnie "kopnął" zaszczyt uczestnictwa w tym wydarzeniu. Przyjechaliśmy wieczorem, na drugi dzień rano nie chcąc przeszkadzać w ostatnich przygotowaniach pojechałem zwiedzić okolicę wstępując przy okazji do sklepu, jakież zdziwienie me było jak zostałem przyjęty, wszyscy wiedzieli kim jestem, czym się zajmuję, do kogo przyjechałem i po co, a na temat mojego samochodu wiedzieli więcej jak ja. Kulminacją tego nie wątpliwie wydarzenia kulturalnego była propozycja starszej kobiety, która zaczynając rozmowę od przedstawienia swych dóbr doczesnych, wraz z inwentarzem oczywiście podkreślając, że ma więcej jak inni (to była jakaś lokalna szycha, może szefowa tego przybytku), dorzucając na koniec, że ma fajną córkę "na wydaniu". Jestem dość otwarty na nowe znajomości, ale powiem szczerze, że mnie zamurowało, ale grzecznie podziękowałem starając się ją odwieść bardzo delikatnie od tak szaleńczych planów, co jedynie podziałało na nią jak płachta na byka. Co do samego weseliska, to nie ma nawet sensu się rozpisywać, pierwszy i ostatni raz w takich miejscach, kompletnie nie mój świat, co nie oznacza, że jest gorszy jak mój!
Małpa, ja się z Tobą całkowicie zgodzę. Mniejsze miasta to takie samo gniazdo plotek jak wioska. Ja orginalnie pochodzę z Piekar Sląskich i nic się tam nigdy nie odbywało bez wiedzy całej ulicy i połowy kongregacji w bazylice
Teraz mieszkam w mieście na południu Anglii, jakieś 30 tysięcy dusz i...jest podobnie. Mam szczególnie taką wścibską sąsiadkę, która dosłownie jak wprowadzaliśmy się, trzymała wartę w oknie salonu, żeby jej tylko nic nie umknęło i później skomentowała nasz dobór mebli. Nie żartuję! Pomijając to, że nam patrzy do ogrodu przez płot.
32 2014-05-30 14:55:47 Ostatnio edytowany przez Małpa69 (2014-05-30 14:58:49)
U nas krążą o wszystkich dziwne plotki nie zgodne z prawdą. Pamiętam jak na klatce schodowej było wiecznie nasrane i nasikane, to wszyscy mówili "to sąsiad Pan X tak sika" sąsiad nie żyje od przeszło roku, a jak dalej nasrane i naszczane było tak jest, sąsiadka z góry paląca wywala pety za okno pod balkon jak i po klatce schodowej, a wiecznie próbowała zwalać winę na mnie, to w końcu teściowa na zebrani wspólnoty jej powiedziała że jej synowa używa popielniczki i żeby przestała bajki opowiadać bo sama widziała jak synowi na głowę tamta mało peta nie zrzuciła ![]()
U nas nawet skrzynki pocztowe były pootwierane, tzn ktoś rozwalał zamki.
No i jeszcze dozorca, facet zamiast zapukać do drzwi, zadzwonić to ciągnie za klamkę do mieszkania, my zawsze drzwi zamykamy i tak się kiedyś Mój spytał czy jakby było otwarte to by wszedł, a ten bez pardonu że "tak". No ludzie ręce opadają.
Albo np ja wezmę się za mycie okien, to zaraz wszystkie sąsiadki okna pucują bo co one gorsze? To samo z warzywniakiem, idę kupuję dajmy na to kapustę i truskawki to wszystkie za mną co z tego bloku to samo kupią tylko zamiast jednej kapusty wezmą trzy co by lepiej wyglądało
Kiedyś jedna tak powtarzała za mną jak jeden mąż że ona też chce i to też, to się spytałam czy przepis też mam jej dać ;p
Idę sobie ze śmieciami, a sąsiad zaraz, ale państwo macie ładne meble w kuchni i ściany jakie ładne. Nigdy u nas nie był więc znaczy że się gapił przez okno.
W ogóle od samego początku o nas krążyły słuchy że jesteśmy potwornie bogaci, czego to my nie mamy. No głodem nie przymieramy, ale żadna z nas burżuazja jaką próbowano z nas zrobić.
Tutaj wszyscy, wszystko wiedzą albo myślą że wiedzą i z buciorami się pchają, a bajki jakie krążą mnie śmieszą, ale co wrażliwszego myślę że mogą przyprawić o palpitacje ;p
33 2014-05-30 15:05:31 Ostatnio edytowany przez femte (2014-05-30 15:09:03)
Beyondblackie
Dokladnie. Lece z kosiara, 18.15 wpada mi do ogrodka sasiad ze wolno do 18, a w niedziele do 12. Oni nic sobie z tego nie robia, a ja musze co do minuty pilnowac.
Ale mam satysfakcje. Jak ide z suczka -"Hvo" er hun skon!!" Mam najladniejszego psa w okolicy.
Hahahah i tak się nie poznają u mnie myśleli że mam Yorka albinosa bo nie wiedzieli co to za rasa, a pies nijak do yorka podobny ;p
Małpa, współczuję, ale przynajmniej z czego macie się pobrechtać ![]()
Może ja mieszkałam w jakimś dziwnym bloku, ale u nas było właśnie zero "zainteresowania" sąsiedzkiego. Przez dwa lata sąsiada z tej samej klatki widziałam może z sześć razy, a rozmawiałam z nim tylko raz, jak się przyszedł poskarżyć na szczekanie psa (który faktycznie darł się jakby go ze skóry obdzierano). Nawet nikt dzień dobry człowiekowi nie mówił, a jak się zapomniało klucza, to nikt by telekomu nie wcisnął, żeby cię wpuścić. Same tam jakieś odludy mieszkały.
Tam gdzie mieszkałam jako dziecko było fajnie ludzie się sobą interesowali, ale w taki normalny życzliwy sposób. Pamiętam jak zapomniałam kluczy (a często mi się to zdarzało) i siedziałam na klatce to sąsiadka za każdym razem mnie do siebie brała ![]()
Mieszkam w domu jednorodzinnym i nie wyobrazam sobie aby bylo inaczej. Robie co chce, ubrana jestem jak chce bedac na podwórku. U mnie jest jest taki plus ze mieszkam troszke dalej od domow i glownej ulicy. Mam ogródek, kwiatuszki. Grilla można zawsze zrobić, a jak mi sie siusiu chce to polecę stylu za budynki i nikt mojej golej dupki nie widzi
hih. Kazdy mieszka gdzie chce ![]()
Ile ludzi tyle opinii ;p Ja wychowywałam się w domu i dom to fantastyczna sprawa ale też mnóstwo pracy przez cały rok... sama bym się tego chyba nie podjęła bo wiem czy to pachnie ;p A mieszkanie w bloku też może być sympatyczne bo są przecież są kameralne osiedla gdzie sąsiedzi nie są anonimowi jak w blokowiskach, choćby Małe Błonia u mnie w Szczecinie i nawet na parterze są mieszkania, które mają własny ogródek więc zawsze to jakaś namiastka ogrodu ;p
19 lat mieszkałam w domu i już nigdy więcej. Zbierałam codziennie owoce z trawnika, pieliłam grządki, kosiłam trawę, wycinałam wilki z drzew, później te gałęzie znosiłam, żeby je pociąć, przenosiłam też węgiel do zsypu, a jeszcze masa innych rzeczy... Dom to za dużo bezsensownej roboty, wolę poleżeć na kanapie w mieszkaniu. ![]()
Prawda, dom to dużo roboty. W mieszkaniu przeleciałam podłogę dwa razy na tydzień i umyłam łazienkę i kuchnię, a w domu to jak nie odkurzanie, to sprzątanie obu łazienek i wc (chociaż w sumie używa się ino jedno), wyświecanie stołów i latanie ze ścierką nawet do sypialni, która jest zawsze pusta, bo tylko dla gości, a na koniec oczywiście "zabawa" w ogrodnika.
Mimo tego, o wiele bardziej wolę dom niż blok. Może dlatego, że sama się w wolnostojącym wychowałam i lubię tą przestrzeń, która jest dookoła. W mieszkaniu było mi stanowczo za ciasno, no i to ciągłe patrzenie na jeden pokój (dużo pracuję z domu, więc siedziałam zawsze w salono-jadalni) doprowadzało mnie do szału. Teraz do woli sobie mogę pofikać pomiedzy kilkoma ![]()
19 lat mieszkałam w domu i już nigdy więcej. Zbierałam codziennie owoce z trawnika, pieliłam grządki, kosiłam trawę, wycinałam wilki z drzew, później te gałęzie znosiłam, żeby je pociąć, przenosiłam też węgiel do zsypu, a jeszcze masa innych rzeczy... Dom to za dużo bezsensownej roboty, wolę poleżeć na kanapie w mieszkaniu.
Bezsensownej roboty nie należy wykonywać ![]()
Bezsensowną robotę można wykonywać i w bloku i w mieszkaniu.
Zdecydowanie w bloku w centrum!
Ja nawet pod uwagę nie biorę opcji mieszkania w domku jednorodzinnym. To zupełnie nie dla mnie. Mieszkanie to ogarnę w 1godz a w domku to sprzątania cały dzień. I zawsze jest co zrobić. Jeszcze robota koło domu, katorga!!! Nie kręcą mnie ogródki, działki dla mnie to przykra, nudna robota żadna przyjemność. Ja za żadną cenę ani dla nikogo nie przeprowadziłabym się do domku na obrzeżach, a co gorsza na wsi. Ja z wygodnicka jestem dla nikogo własnej wygody bym nie poświęciła!!!
43 2014-09-22 18:24:05 Ostatnio edytowany przez lilly25 (2014-09-22 18:24:56)
Zdecydowanie wolałabym w bloku.
Ja 22 lata mieszkałam w domu na wsi, potem przeprowadzka do miasta, gdzie już od 16 lat w bloku, od 6 lat są dzieci i tak już powoli mamy dosyć, szukamy czegoś pod Warszawa w fajnej okolicy (wiadomo świeże powietrze, może i jakaś woda - latem to fajnie jest zawsze) dlatego myślimy o domu i zdecydowanie stawiamy na DOM, tylko jeszcze fajną miejscówkę musimy znaleźć.
Ja już gdzieś pisałam,że jestem typowym mieszczuchem.Mieszkam w bloku od drugiego roku życia,choć całe wakacje spędzałam u jednej babci na wsi i drugiej w mieście ale w domku.
Domek jest fajny,własne podwórko,ogródek,można robić grila kiedy się chce,ale jak miałabym martwic się wszystkimi remontami,opałem na zimę itp to by mnie chyba przerosło.
Ale i tak jeśli domek to na obrzeżach miasta,nie na wsi,bo poprostu nie przepadam za wsią.
I nie zgadzam się,że blok jest dla leniwych.Moi rodzice dostali mieszkanie zakładowe z kopalni.potem ja z mężem też zamieszkałam w bloku,bo nie stać nas było na budowę domu.
mam mieszkanie w mieście w bloku i dom na wsi
znam uroki jednego i drugiego
gdy byłam młoda mówiłam tylko bloki, pamiętam jak moja koleżanka budowała wtedy dom i pukała się w czoło słysząc moje słowa
za domem zaczęłam tęsknić, kiedy stawałam się no dojrzałą kobietą, kole 40 stki
teraz najchętniej zamieszkałabym na stałe w moim domu na wsi, niestety z powodu pracy niemożliwe ale spędzam tam weekendy i wakacje, na zimę dom zamykam
nie wiem jak można chcieć mieszkać w blokach, ja na swoje mieszkanie mówię teraz "kurnik"
Tez nie rozumiem blokowiska. Jak dla mnie, mieszkanie w dwoch-trzech pokojach, z mnostwem ludzi dookola i bez ogrodu jest czystym szalenstwem. No chyba, ze ktos jest sam- wtedy to faktycznie moze wystarczyc. Ale jezeli jest sie we dwojke, a jeszcze ze zwierzem, to nie ma bata, trza kupic dom i cieszyc sie przestrzenia ![]()
nie wiem jak można chcieć mieszkać w blokach, ja na swoje mieszkanie mówię teraz "kurnik"
Wiesz, na tej samej zasadzie kiedy jeden lubi rosół, a inny pomidorową
.
Jeden spędza wakacje w kurorcie, a inny włócząc się z namiotem lub chodząc po górach.
Tez nie rozumiem blokowiska. Jak dla mnie, mieszkanie w dwoch-trzech pokojach, z mnostwem ludzi dookola i bez ogrodu jest czystym szalenstwem. No chyba, ze ktos jest sam- wtedy to faktycznie moze wystarczyc. Ale jezeli jest sie we dwojke, a jeszcze ze zwierzem, to nie ma bata, trza kupic dom i cieszyc sie przestrzenia
A ja nie rozumiem Twoje podejścia do ludzi z bloków ![]()
Nie pomyślałaś,że nie wszystkich stać na zakup czy budowę domu?
Rodziny mieszkające w małych mieszkankach też potrafią być szczęśliwe.
Ja mieszkam w trójkę w 4 pokojach w bloku a moja szwagierka w domu w 2 pokojach w piątkę ![]()
Też mieszkaliśmy w niedużym mieszkaniu, były niby 3 pokoje, ale maleńkie i byliśmy szczęśliwi, ja płakałam i popadłam w depresje kiedy wyprowadzaliśmy się do wielkiego domu. Co z tego że miałam pokój z 6 razy większy, wolałam moją maleńką klitkę i wcale nie miałam ochoty się z niej wynosić.
Też mieszkaliśmy w niedużym mieszkaniu, były niby 3 pokoje, ale maleńkie i byliśmy szczęśliwi, ja płakałam i popadłam w depresje kiedy wyprowadzaliśmy się do wielkiego domu. Co z tego że miałam pokój z 6 razy większy, wolałam moją maleńką klitkę i wcale nie miałam ochoty się z niej wynosić.
A to czemu? Jak wiekszy metraz przeszkadza w byciu szczesliwym? Moze zmiana otoczenia powoduje dyskomfort, ale samego lokum na wieksze?
Blok wygrywa pod względem wygody - ciepła woda na zawołanie, jak mi zimno to odkręcam kaloryfer i grzeję. Nie wyobrażam sobie nieustannego dorzucania czegoś do pieca lub kominka, może dlatego że ze mnie okropny zmarzluch ![]()
Blok wygrywa pod względem wygody - ciepła woda na zawołanie, jak mi zimno to odkręcam kaloryfer i grzeję. Nie wyobrażam sobie nieustannego dorzucania czegoś do pieca lub kominka, może dlatego że ze mnie okropny zmarzluch
Wiesz, że istnieje coś takiego jak ogrzewanie gazowe lub elektryczne.
Charakteryzuje się tym, że do pieca się niczego nie dorzuca ![]()
Ciepłą wodę mam na zawołanie (może raczej na "odkręcenie"), kaloryfery też odkręcam i grzeją.
Natomiast palenie w kominku może być tylko dla przyjemności (z której oczywiście można zrezygnować).
Echem, ja mam bojler czyli gorącą wodę na zawołanie, jak także ogrzewanie podłogowe. Mogę nawet ustalić różną temperaturę w pokojach, co jest fajne, bo np. w sypialni chcę mieć w miarę chłodno, ale w salonie czy bibliotece wolę cieplej.
55 2014-10-03 22:51:34 Ostatnio edytowany przez femte (2014-10-03 22:53:45)
Podlogowe mam w lazience, Mam grzejniki elektryczne I varmepumpe -nienawidze. Takie martwe cieplo. Wole piecyk z wiewiorka, drewno zebrane na plazy, albo brykiety. Suka gapi sie w piecyk jak w telewizor.
Małpa69 napisał/a:Też mieszkaliśmy w niedużym mieszkaniu, były niby 3 pokoje, ale maleńkie i byliśmy szczęśliwi, ja płakałam i popadłam w depresje kiedy wyprowadzaliśmy się do wielkiego domu. Co z tego że miałam pokój z 6 razy większy, wolałam moją maleńką klitkę i wcale nie miałam ochoty się z niej wynosić.
A to czemu? Jak wiekszy metraz przeszkadza w byciu szczesliwym? Moze zmiana otoczenia powoduje dyskomfort, ale samego lokum na wieksze?
TU nie chodzi o metraż, ja lubię mieć dużo miejsca. Po prostu kochałam to mieszkanie i to osiedle.
Juz po tym, jak brzmi temat, mozecie domyslec sie, o czym chce podyskutowac. Czy, gdybyscie mialy mozliwosc, pieniadze, to wolalybyscie mieszkac w domu na wsi, czy w bloku w miescie? Ja osobiscie wolalabym dom. Zreszta, cale zycie tak mieszkalam. Najpierw z rodzicami, na wsi, w szeregowcu. Potem, gdy rodzice wyprowadzili sie do UK, mieszkalam z babcia w jej domu jednorodzinnym (ktorego to ja jestem dziedziczka ) i teraz mieszkam z mezem w jego rodzinnym domu, ktorgo jest wspolwlascicielem razem z bratem. W planach budowa wlasnego. Nie wyobrazam sobie siebie w miescie. A Wy? Co wolicie? Dom z ogrodem, gdzie dzieci moga sie bawic, gdzie mozna ustawic dla nich trampoline, basen, gdzie wieczorem mozna ze znajomymi usiasc na tarasie i rozpalic grilla, gdzie sasiad z dolu nie wali szczotka w nasza podloge, bo za glosno radia sluchamy? Czy moze mieszkanie w bloku, gdzie nie ma obowiazku koszenia trawy, zawsze jest ciepla woda, nie martwimy sie o to, by rozpalac ogien w kotlownii, gdzie wszedzie mamy blisko? Jak dla mnie w przedbiegach wygrywa dom. A jak Wy uwazacie i dlaczego?
całe życie męczę się w bloku, a moim jednym z największych marzeń jest choćby mały domek pod miastem, wierzę, że to się spełni, jeszcze trochę cierpliwości muszę znaleźć
Ja na razie tez bardziej mieszczuch, bo praca, szkoła dziecka, miłośc do kina i miasto nocą - kocham, ale byłam oglądać ze znajomą domy w Serocku - w lesie, blisko Zalewu - no i nie powiem sielsko, przyjemnie. Zdaje się, że developer to Dozbud, możesz sprawdzić, bo ceny byly jakieś przystępne.
Mam jedno pytanie: kiedy piszecie o mieszkaniu w bloku, to o jakie te bloki i mieszkania chodzi? Te w nowych apartamentowcach, maks 4 pietra, czysta winda i klatka, bez zsypu, strzezone podworka, parkingi, piekna zielen, mieszkania przestronne, jasne, funkcjonalne, z duzymi balkonami, jasnymi kuchniami itp. czy o tych krolikarniach z lat 70-80, 10 pietrowce z wielkiej plyty,ze smierdzacymi windami, obsiusianymi klatkami, ciemnymi i malenkimi klitkami w charakterze mieszkan, z balkonem o powierzchni znaczka pocztowego, ciemnymi kuchniami gdzieniegdzie, obrzydliwymi wejsciami i terenami "zielonymi"?
Bo nie wiem, jak ktokolwiek moze tesknic za zyciem w budynkach z tej drugiej wersji.
tytuł wątku - dom czy mieszkanie w bloku
nie brałam pod uwagę spraw finansowych, raczej zalety i wady
oczywiście - dla każdego inny raj
bloki - mała powierzchnia, sąsiedzi nad, pod...
ograniczony kontakt z przyrodą
zmieniamy się również my w swoich potrzebach na przestrzeni życia, inne potrzeby, inne priorytety
Massuka mój blok jest z lat 50 nie mamy ani windy ani zsypu, ani ciemnej kuchni, balkon też mamy duży ;p Metraż około 70m
Dla mnie mieszkanie tylko w domu, mąż woli mieszkanie w bloku:)
Massuka mój blok jest z lat 50 nie mamy ani windy ani zsypu, ani ciemnej kuchni, balkon też mamy duży ;p Metraż około 70m
zsyp to syf - raj dla robactwa i najgorsza pomyłka PRL'u
Wiem ;p
najchętniej byłby to dom tylko zupełnie nie orientuje się cenowo. czy ktoś zna warunki jakie trzeba spełniać na ten sytem MdM ?