Wczoraj po 3 latach związku moja dziewczyna powiedziala mi, ze mnie bardzo kocha i ze ze wszystkim moge na nia liczyc, ale musi się zastanowić, na razie chce byc sama itd. Bezposredni wplyw wg niej na to ma zmeczenie wszystkim jak stwierdzila (np studiami) oraz moje zachowanie wobec jej wychodzenia na imprezy (poczatkowo wogole nie wychodzila, dlatego pozniej probowalem kontrolowac chociaz gdzie idzie i o ktorej wraca). Moja kontrola doprowadzila ostatnio do sytuacji, ze poszla ze sciagnietymi przez telefon znajomymi na impreze (mimo ze ja ja wczesniej na nia zapraszalem) i nie zadzwonila po niej cala noc, poranek i przedpoludnie, bo nie wiedziala co mi powoedziec. Potem ja wsciekly rzucilem slowa o rozstaniu, ktore podobno doprowadzily ja do przemyslen, ktorych skutkiem jest to co mi powoedziala. Poprosila, zebym dal jej kilka, kilkanascie tygodni na poukladanie sobie wszystkiego i zeby sie nie odsuwac od niej. Mam dobry kontakt z jej rodzicami, mama nawet prosila zebym wpadl na obcinanie wlosow, nawet jesli nie jestesmy razem. Pomozcie. Co zrobic? Czekac cierpliwie na nia, az pewnie rzeczy przemysli i zrozumie czy czekac i jednoczesnie podejmowac jakies dzialania czy moze jednak odsunac sie od niej i nie odzywac i zaczac zycir od nowa? Jakie zachowanie wedlug Was bedzie najleosze?
Dać jej ten czas o który prosi? Przecież nie zrobiła nic złego a winna za całą sytuacje leży po obu stronach, a na twoim miejscu popracowałbym na zazdrością i kontrolowaniem, zakładając, że przesadzałeś, bo, co do zasady, ciężko to stwierdzić na podstawie kilku zdań, ale sam wiesz to najlepiej [;
A ile dac tego czasu? Po jakim czasie moge stwierdzic, ze juz nie ma na co czekac? Tygodnie? Miesiace? Lata? Do smierci?
Ja jakoś nie wierzę w żadne "dawanie czasu". Uważam, że to taki test "czy będę w stanie dobrze funkcjonować bez niego i jeśli będzie mi źle samej, to do niego wrócę". To takie preludium rozstania.
Ja uważam, że o wiele lepsza jest rozmowa, obopólne przyznanie się do błędów i wspólna praca nad nimi. Można się umówić np na to, że widujecie się w jakieś określone dni, a w przerwach między nimi w ogóle się nie kontaktujecie - to tylko przykład, możecie wypracować coś innego. Chodzi o to, żeby bycie razem nie było przymusem, żeby można było prowadzić własne ciekawe życie, a mimo to być razem. Pamiętaj, że dla osoby z zasadami dotyczącymi wierności w związku oskarżanie jej o nieczyste intencje jest bardzo przykre i często jest właśnie powodem rozstania.
Ale jeśli ona nie widzi innej możliwości jak "dawanie czasu", to najlepiej by chyba było, żebyś ten czas też spożytkował na próbie życia bez niej i odidealizowaniu jej. Kiedyś kobieta niebyła pewna, czy chce ze mną być, zaproponowała miesiąc przerwy i po tym miesiącu tak się wyluzowałem, że nawet nie specjalnie miałem się ochotę ponownie spotkać.
Prawdopodobnie ma innego na oku, ale w razie czego chce miec do czego wrócić. Dała sobie czas kilka tygodni, to dosc długo.
Odnosnie kontrolowania, to czysta głupota. Przeciez kobieta to nie małe dziecko.
Antykobieta rozmawialismy juz trzy razy, wyjasnilismy wszystko co i jak. Za kazdym razem prosila o jeszcze czas. Najzabawniejsze jest to, ze patrzac na dzien dzisiejszy prawie nic sie nie zmienilo w porownaniu z sytucja gdy bylismy razem. Dzisiaj pojechalem do niej, to przywitala mnie pocalunkiem (chciala tez tak sie pozegnac, ale sie odsunalem) , mowila do mnie tak jak zawsze lubilem, rozmawialismy o wszystkim, moja roza stoi w kuchni na stole, jej mama skrocila mi wlosy, rodzice rozmawiali ze mna jak zawsze. Gdyby nie to, ze za chwile znowu bedzie cisza w eterze miedzy nami na dlugie godziny, to nie zorientowalbym sie, ze cos sie stslo. Adamajkis zaczalem sie nawet nad tym zastanawiac, ale sprytnie ja sprawdzilem, poza tym to co pisze wyzej nijak sie do tego nie klei.