Witam serdecznie
W zasadzie nie wiem, czy założyłam wątek we właściwym dziale, ale trudno mi go było jakoś jednoznacznie sklasyfikować. ![]()
Mam 21 lat i należę do osób, które bardzo przeżywają zawody i rozstania. Muszę przyznać, że jetem niesamowicie wrażliwa i pomimo, że to nic dobrego, nie potrafię tego zmienić. Często też przejmuję się wieloma sprawami i bardzo nad nimi rozmyślam, zadręczam się i mam wyrzuty sumienia. Stąd mój wpis na tym forum. No, ale do rzeczy.
Rok temu zaczynając studia poznałam chłopaka, który bardzo fascynował się metalem, grał w zespole i wiązał swoją przyszłość właśnie z muzyką. Byliśmy bardzo podobni (a przynajmniej wówczas tak mi się wydawało), pomimo występowania na scenie i uczęszczania na masę koncertów na uczelni wydawał się być cichy, wstydliwy i samotny. Szybko nawiązałam z nim dobry kontakt, zbliżyliśmy się i po pewnym czasie zostaliśmy parą. Zawsze martwiłam się o jego występy, koncertowanie, ale akceptowałam je, bo w końcu był dla niego czymś bardzo ważnym. Nie czułam się jednak doceniana i często odnosiłam wrażenie, że gdybym go potrzebowała, to nie mógłby zrezygnować z imprezowania, ani nie odpuściłby koncertu tylko ze względu na moją prośbę. Pokłóciliśmy się trochę o jego wyjazd do Częstochowy i po kilku dniach zerwał ze mną, co było dla mnie strasznym szokiem. Na dodatek zrobił to zupełnie jakby nie darzył mnie żadnym szacunkiem, nie spotkaliśmy się, nie powiedział mi tego w cztery oczy. Byliśmy ze sobą krótko, bo 5 miesięcy, a zerwał ze mną w wakacje.
Po wakacjach pogodziliśmy się i obiecaliśmy sobie zwykle koleżeńskie stosunki, chociaż ja wiedziałam, że wciąż coś do niego czuję i że nie zapomniałam o tym, że byliśmy ze sobą. Nie minęło dużo czasu, a zaproponował mi powrót. I tu zaczął się mój problem. Bo pomimo uczucia, ktorym go darzylam nie potrafilam do niego wrocic. Nie mogłam mu zaufać, przestałam akceptować jego pasję, nawet ze strony najbliższych nie miałam żadnego poparcia w tej kwestii. Miesiącami oboje robiliśmy sobie nadzieję na to, że coś miedzy nami może być. Momentami nawet zachowywaliśmy się jak para, chociaż doskonale wiedzieliśmy, że nie jesteśmy. Wiem, że to niezdecydowanie było czymś głupim z mojej strony, ale jestem osobą bardzo nieufną i ciężko odbudować coś, co się raz zepsuło, a wciąż mi na nim zależało. W międzyczasie interesował się mną chłopak z którym doskonale się dogadywałam, ale traktowałam go jako kolegę. Mój kolega wiedział o sytuacji w której jestem, a mój były wiedział o tym, że mam takiego dobrego kolegę z którym utrzymuję kontakt. Musze przyznać, że jestem osobą chorobliwie nieśmiałą i zakompleksioną a mój był był jedyną bliską osobą, w której jednak czułam jakiekolwiek wsparcie i której mogłam się zwierzyć. Obiecywaliśmy sobie, że jeżeli nam nie wyjdzie, zostaniemy przyjaciółmi. Wszystko zmieniło się do momentu, kiedy wyznał mi, że jest uzależniony od filmów pornograficznych. Ja jestem dziewicą, a mój był chłopak często nalegał na seks i dochodziło do kłótni z tego powodu, bo ja na stosunek nie czułam się jeszcze gotowa. Mówił nawet, że gdyby seks, to może nasz zwiazek by przetrwał, bo to bardzo ważny element związku. Kiedy po tym zwierzeniu wyznałam mu, że wciąż nie czuję się gotowa na seks, przyznał, że jest potwornie mną rozczarowany. Kilka dni później powiedział mi, że sprowadziłam go na dno, zapytał mnie czy jestem teraz z tego powodu szczesliwa, że nie chce czegoś takiego i polecił mi, abym nigdy nie mówiła o sobie, że jestem beznadziejna, bo to działa jak samospełniająca się przepowiednia. To zabolało mnie najbardziej i te słowa utkwią chyba w mojej głowie na zawsze. Nikt jeszcze nie ocenił mnie w taki sposób. Mimo wszystko były zaproponował mi przyjaźń, którą odrzuciłam, bo nie widziałam w nim już przyjaciela, przyjaciel nie traktuje w końcu przyjaciela w taki sposób. Postanowił uszanować to, ale wściekł się.
Od tego czasu upłynęły dwa miesiące, a ja postanowiłam dać szansę mojemu koledze o którym wcześniej wspomniałam i ułożyć sobie wszystko od nowa. Wtedy były (jak to miał w zwyczaju) wszystkie swoje emocje wyrażał... na facebooku poprzez dodawanie wpisów o swojej wściekłości a nawet o "zasadniczym je*aniu ścierwa", później doszło nawet do usunięcia mnie ze znajomych i zablokowaniu czym nie przejęłam się, bo to w końcu głupi portal społecznościowy. Z byłym nie utrzymuję kontaktu, nie rozmawiam z nim. Ale widuję go codziennie na zajęciach, bo jesteśmy w tej samej grupie dziekańskiej, stąd wciąż rozmyślam o tym, co było kiedyś i pomimo tego, że jestem teraz w szczęśliwym związku nie mogę zapomnieć o przeszłości. Codziennie widuję kogoś, kto kiedyś mnie skrzywdził, to nie był tylko mój był chłopak, ale osoba, która wiedziała o mnie najwięcej i znała mnie jak własną kieszeń. Zastanawiam się czy sama sobie jestem winna i rzeczywiście jestem tak beznadziejnym człowiekiem czy może jednak ta znajomość dla niego nie była nic warta i nie byłam dla niego nawet przyjaciółką a chciał ode mnie tylko jednego? Pomimo tego, że nic już nie czuję do tego chłopaka wciąż mam natarczywe myśli, przez które czasem nawet nie potrafię skupić się na zajęciach. Od dnia zerwania czuję się bezwartościowa i miewam gorsze niż dawniej o sobie zdanie, obawiam się nawet, że nie będę w stanie dać szczęścia swojemu obecnemu chłopakowi i że on może mnie ocenić tak samo jak poprzedni i mnie porzucić. Proszę Was o opinię w tej sprawie, chciałabym uwolnić się od tych natrętnych myśli,że straciłam przyjaciela i ciągłego rozmyślania o tym...