Mam 43 lata i jestem mężatką od 17 lat. Mamy dwójkę dzieci 16 i 15 lat. Mój mąż nadużywa alkoholu. Przez wszystkie te lata nie pił rok kiedy miał wszywkę. Czasem mam wszystkiego dosyć . Nie mogę powiedzieć że nas bije albo wynosi z domu. Pracuje i oddaje wypłaty ale to co zarobi na prywatce wszystko przemija. Nie radzę już sobie. Z dziećmi przestałam się dogadywać , każdy chodzi własną drogą. Nie chce mi się wracać do domu i czekać czy mąż trzeźwy czy nie. Próbowałam nie zwracać na męża uwagi ale to mnie przerasta, bo mam dosyć tego smrodu i widoku alkoholika. Boję się rozwodu i to że sobie nie poradzę sama. Zresztą nie mam dokąd iść , bo dom jest po moich rodzicach ale żeby było dobrze namówiłam mamę do przepisania na nas oboje (zrobiliśmy to aktem kupna). No i teraz mam. Tracę już chęć do życia ,wszystko wyszło nie tak. Nie nadaję się ani na żonę ani na matkę. Nienawidzę samej siebie i żal mi dzieci. Czy jestem chora?
Poszukaj w swojej okolicy grupy wsparcia dla rodzin alkoholików, dowiesz się jak radzić sobie z chorobą męża i jakie masz możliwości. Ponadto nikt nie zrozumie Cie tak dobrze jak osoby, które znajdują bądź znajdowały się w takiej samej sytuacji jak Ty. Wpisz sobie w google "al-anon"
Męża możesz zgłosić na przymusowe leczenie, choć z reguły ono niewiele pomaga (najważniejsze są chęci ze strony uzależnionego a nie przymus), ale spróbować zawsze warto.
Czemu boisz się, że w razie rozwodu sobie nie poradzisz? Pracujesz?
Mam 43 lata i jestem mężatką od 17 lat. Mamy dwójkę dzieci 16 i 15 lat. Mój mąż nadużywa alkoholu. Przez wszystkie te lata nie pił rok kiedy miał wszywkę. Czasem mam wszystkiego dosyć . Nie mogę powiedzieć że nas bije albo wynosi z domu. Pracuje i oddaje wypłaty ale to co zarobi na prywatce wszystko przemija. Nie radzę już sobie. Z dziećmi przestałam się dogadywać , każdy chodzi własną drogą. Nie chce mi się wracać do domu i czekać czy mąż trzeźwy czy nie. Próbowałam nie zwracać na męża uwagi ale to mnie przerasta, bo mam dosyć tego smrodu i widoku alkoholika. Boję się rozwodu i to że sobie nie poradzę sama. Zresztą nie mam dokąd iść , bo dom jest po moich rodzicach ale żeby było dobrze namówiłam mamę do przepisania na nas oboje (zrobiliśmy to aktem kupna). No i teraz mam. Tracę już chęć do życia ,wszystko wyszło nie tak. Nie nadaję się ani na żonę ani na matkę. Nienawidzę samej siebie i żal mi dzieci. Czy jestem chora?
Jestes dobra matka i zona.Wychowalas dwojke wspanialych dzieci.Sytuacja w ktorej jestes teraz,ciagly stres i walka o normalny dom moga wywolac u Ciebie frustracje i przygnebienie.Musisz postawiac sprawe jasno,wytlumaczyc mezowi co czujesz i czego od niego oczekujesz w zwiazku z jego nalogiem,musisz byc konsekwentna w swoim dzialaniu.Dzieci sa akurat w takim wieku,ze im nic nie pasuje ,nawet jak byscie mieszkali w palacu,a ojciec by byl prezydentem.Cierpliwosci w zwiazku z nimi ,one tez przez ta cala sytuacje nie czuja sie dobrze w swoim domu.Tak poszukaj w swojej miejscowasci jakiejs grupy wsparcia,kogo kto dobrze Toba pokieruje.Z kazdej nawet tej natrudniejszej sytuacji jest jakies wyjscie,najwazniejsze ,aby sie nie poddawac.Dzieci juz masz odchowane,wiec wiecej uwagi mozesz poswiecic wlasnej osobie.Pozdrawiam.
Dziękuję za wsparcie ale tłumaczenie mojemu mężowi nic nie pomaga . Boję się rozwodu bo z jednej pensji mogę nie utrzymać rodziny. I boję się że mój mąż nie wyprowadzi się z naszego domu a ja nie będę w stanie go spłacić.