hej.
Mam takie pyt. Czy wasi faceci tez nie moga zyc bez gier?
Moj ledwo przyjdzie z pracy, zje cos i bawi sie telefonem. Gra w jakas gierke.
Doprowadza mnie to do szalu, zwlaszcza, ze wraca pozno z pracy i zmiast poswiecic mi czas
woli sobie pykac. Kiedy przyjdzie wolny dzien, probuje wymusic chociaz godzinke gry.
W koncu umowilam sie z nim, ze bedzie grywal w soboty i 2 h w niedziele na konsoli.
Dotrzymuje tego, ale to jego pykanie na telefonie i prawie brak rozmow doprowadza mnie do szalu.
Powiem Ci, ze to był straszny problem na początku mojego związku. Spędzał mój facet bardzo dużo czasu przy grach, Diablo itd. Nie wytrzymałam, porozmawiałam i w prost powiedziałam, że niech sobie gra jak mnie nie ma (gdy jestem na uczelni albo w pracy), a jak mu to nie odpowiada, to będzie się tulał w nocy z ekranem
Ale po roku już totalnie z tego "wyrósł"
Więc jest nadzieja ![]()
moj ma wiele gier w ktore gra na pc, nie przeszkadza mi to mam czas dla siebie na np. ćwiczenia
dopóki nie przytyje przy tym kompie to niech siedzi ![]()
A probowalyscie kiedys sprobowac zagrac ze swoim facetem w cos?
To tez moze byc jakas forma wspolnej aktywnosci.
Mój facet jest graczem I codziennie po powrocie z roboty gra przez pare godzin, a w soboty I niedziele niemalże przez cały dzień. Nie mam nic przeciwko, ponieważ wiem, że odnosi w swojej grze sukcesy I wymaga ona dużej ilości treningów. Sama jestem graczem I nieraz graliśmy razem.
To w moim związku role się zamieniły. Ja gram, mój chłopak narzeka. Szkoda, że "z tego wyrósł".
Większość czasu jestem normalna, naprawdę poświęcam czas swojemu chłopakowi, ale kilka razy w roku przychodzi czas wielkich premier (w zeszłym roku to na pewno było GTAV i Assassin's Creed), kiedy mój chłopak musi się pogodzić z faktem, że moja dusza przynależy do xboxa i lepiej, żeby nie wcinał się w nasz związek
Ale on też ma swoje pasje, w których czasami mu nawet towarzyszę! Także osiągnęliśmy harmonię w naszym związku.
7 2014-05-08 10:57:42 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-05-08 10:58:24)
Zapytałam kiedyś mojego jeszcze wtedy chłopaka kiedy facet wyrasta z gier ( miał 23 lata) a on mi na to, ze nigdy?!HM.potem troche grał wieczorami..ale chyba sie hamowal jak zamieszkalimsy razem:-) jakos nigdy to az tak nie wplywalo na nas i nasz wspolny czas,potem jakos mu sie samo znudzilo i od jakiegos czasu nie gra wcale, teraz ma 27, moze wyrosł??? za to oglada filmiki, auta, jakies demotywatory, kwejki itd godzinami..
Dobre gry nie są złe!
Dla mnie tam większą stratą czasu jest ukladanie sobie wlosów w wymyślną fryzurę niż pogranie w grę, którą lubię : p
Zapytałam kiedyś mojego jeszcze wtedy chłopaka kiedy facet wyrasta z gier ( miał 23 lata) a on mi na to, ze nigdy?!HM.potem troche grał wieczorami..ale chyba sie hamowal jak zamieszkalimsy razem:-) jakos nigdy to az tak nie wplywalo na nas i nasz wspolny czas,potem jakos mu sie samo znudzilo i od jakiegos czasu nie gra wcale, teraz ma 27, moze wyrosł??? za to oglada filmiki, auta, jakies demotywatory, kwejki itd godzinami..
A wytłumacz mi - czym się różni czytanie Netkobiet od oglądania zdjęć aut? Każdy traci czas tak jak lubi - ty na Netkobietach on na Kwejku ;P
Nie no jasne, ze tak.Nie twierdze, ze ja nie trwonie czasu na internet,kazdy juz ma swoje.
Poza tym nie wiem z czego tu "wyrastac":) Hobby jak kazde inne.
No dobrze. Jednakze dla mnie jest to ciezko zaakceptowac. Moj facet wychodzi z domu o 6 rano a wraca o 19, czasem pozniej, wiec nie mamy tego czasu tak duzo, aby dzielic go wspolnie a kiedy dochodza gierki to juz calkowicie. Siedzi i bawi sie telefonem. Jest a nie jestem pewna, czy wogole zauwaza, ze obok niego siedze. Czeka tylko na moment,a z powiem, ze ide wziac dluga kapeil, wychodze do kosciola lub na silownie, bo wtedy gra. Jest to troche przykre, ze woli bardziej od czasu ze mna konsole:/ Nie jest mi latwo, bo mieszkamy za granica, nie mam znajomych, czasem spotykam sie z mama i brakuje mi takiego czasu, ktory ktos poswiecil by specjalnie dla mnie.
savine, a próbowałaś zaproponować mu jakąś konkretną aktywność, porobienie coś razem? Czy tylko siedziałaś obok I czekałaś, aż się Tobą zajmie?
14 2014-05-08 20:58:05 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-05-08 21:10:15)
Nie ma w tym nic złego. Sam lubię sobie pograć w Elder Scrolls albo dobry horrorek etc.
Godzinka lub dwie to nie dużo. Co innego jakby przesiadywał po kilka godzin dziennie. Kwestia dogadania się i zorganizowania sobie czasu, tyle
I nie ma z czego wyrastać. Jest to rozrywka jak każda inna (oglądanie filmów, czytanie książek itp.).
Musisz z nim porozmawiać na ten temat. Niech sobie gra w wolnym czasie, jeśli lubi, ale zainteresuj go też czymś wspólnym, czymś co lubicie robić razem.
Mój chłopak nie lubi grać w żadne gry więc nie mam z tym problemu, natomiast lubi posiedzieć sobie w necie ale to chyba jak każdy z nas.
Probowalam nawiazac nic porozumienia.Chcialam z nim pograc I raz czy dwa sie zgodzil a potem juz nie, bo slaba jestem w takie gierki. Wyjsc mu sie nie chce, bo zmeczony,
Ogladajac film po paru minutach wyciaga tel albo wychodzi na papierosa do lazienki I znika na pol wieczoru.Mowie mu, ze mam dosc I chce aby poswiecil mi czas a on u daje, ze tego nie slyszy.Jakies inne propozycje?
Tak, zacznij sobie sama czas poświęcać, wychodź ze znajomymi, czytaj książki, zajmuj się sobą.
18 2014-05-09 00:45:43 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-05-09 00:53:05)
Wydaje się, że problem jest głębszy i nie dotyczy on bezpośrednio gier, ale waszej wspólnej relacji i tego co was łączy. Myślę, że tu raczej tkwi problem, bo jego zachowanie wyraźnie wskazuje , że coś jest jednak nie tak. Nie wiadomo też, w jaki sposób chcesz, by poświęcał Tobie czas?
Zgadzam się z ego82. Po tym, co tu napisałaś, wychodzi na to, że to nie w grach raczej jest problem.
Powiedz szczerze co Was łączy? I czy tylko Ty zabiegasz o wspólne spędzanie czasu, a gdybyś przestała to co?
Mój mąż z 30 na karku, bardzo lubi sobie pograć, jednak przy 2 dzieci i obojgu pracujących rodziców nie ma na to za wiele czasu, a jak już ten czas jest to roboty tez nie brakuje. W pewnym momencie zaczął mnie drażnić graniem, gdy ja musiałam robić obiad i jednocześnie ogarniać chawierkę, poczułam się jakbym miała 3 dzieci,a oczekuję raczej partnerstwa w małżeństwie więc trzeba było temat przedyskutować. Także najpierw obowiązki potem przyjemności, sam to zrozumiał między innymi gra zawsze podczas kąpieli
która trwa i trwa.. ale to jego chwila przyjemności.
22 2014-05-09 09:48:38 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-05-09 09:48:54)
ja ktos gra zaniedbując dom, dzieci czy coś tam to juz przesada.wtedy warto interweniowac
Jak dla mnie takie siedzenie z nosem w ekranie i ignorowanie drugiej osoby to zaden zwiazek. I nie chodzi o to czy to gra czy telewizor,czy ksiazka czy majsterkowanie w garazu. Po to ludzie sa ze soba razem, zeby wolny czas tez spedzac przynajmniej czesciowo razem. Rozmawiac ze soba, wspolnie cos robic, poznawac sie. A jak nie ma tego, to po co taki pseudo partner? Manekina lepiej posadzic z ta konsola, telefonikiem, laptopem, pilotem do telewizora czy innym gadzetem i na to samo wyjdzie. Ani be ani me a przynajmniej mniej brudzi i mniej kosztuje.
24 2014-05-09 09:57:26 Ostatnio edytowany przez WildHoney (2014-05-09 09:59:28)
Mussuko, to nie do końca jest tak, jak mówisz. Ja np. mam to szczęście, że związałam się z graczem poniekąd zawodowym, grającym wiele razy w turniejach itp. I on musi przez pare godzin dziennie trenować, żeby móc wzbić się wyżej I może w przyszłości grać w najlepszych drużynach świata (a to są już zarobki sięgające setek tysięcy dolarów). Dlatego toleruję jego miłość do gier I nie czuję się odsunięta na boczny tor, ponieważ umiem się sobą w tym czasie zająć.
Mussuko, to nie do końca jest tak, jak mówisz. Ja np. mam to szczęście, że związałam się z graczem poniekąd zawodowym, grającym wiele razy w turniejach itp. I on musi przez pare godzin dziennie trenować, żeby móc wzbić się wyżej I może w przyszłości grać w najlepszych drużynach świata (a to są już zarobki sięgające setek tysięcy dolarów). Dlatego toleruję jego miłość do gier I nie czuję się odsunięta na boczny tor, ponieważ umiem się sobą w tym czasie zająć.
Oczywiscie, ze tez umiem soba sie zajac tylko ponawiam pytanie - po co mi w takim razie partner, skoro jest a go nie ma? W zyciu powinien byc czas na prace i na odpoczynek (hobby, rodzina, sen). Gra turniejowo, ok - ale skoro to gra zawodowa to mozna cwiczyc w godzinach "pracy".
Niestety u nalogowcow ( i nie mam tu na mysli tylko samych graczy) ten podzial czesto zanika. Mamy albo do czynienia z pracoholikami albo z nalogowcami w innych dziedzinach. Tak czy owak, czasu dla bliskich osob juz nie ma.Jest on i jego swiat. Innych wiezi i priorytetow nie ma. Czy taki zwiazek ma szanse?
Ilez to rozwodow wsrod celebrytow czy sportowcow, ktorzy za kariere oddali diablu dusze i na koniec partnerzy tego nie wytrzymali?
Pewnie czytacie czesto o problemach dzieci czy nastolatkow, dla ktorych rodzice nigdy nie maja czasu, ani na zabawe, ani na rozmowe, na wspolny spacer, posilek, nauke. Takie dzieci zyja niby w rodzinie ale staja sie samotne. Maja jedzenie, dach nad glowa, fajna odziez, oczywiscie wszystkie mozliwe gadzety i komunikatory ale nie maja rodzicow.
A potem zdziwienie - moj syn, moja corka cos takiego zrobili??? Przeciez ja go dobrze znam, to niemozliwe. Na pewno DOBRZE? Czy tylko z dzien dobry i dobranoc i "nie zawracaj mi teraz glowy"?
Podobnie niestety dzieje sie w zwiazkach ludzi zyjacych obok siebie a nie ze soba.
Tak, zacznij sobie sama czas poświęcać, wychodź ze znajomymi, czytaj książki, zajmuj się sobą.
Że co....?
A Ty byś się na to godziła, że Twoja połowica po 12h pracy zasiada przed komputerem, kiedy ma wolne czeka na to abyś tylko z domu wyszła, kiedy chcesz wspólnie spędzić czas to on jest zmęczony, traktuje Cie jak mebelek w domu, który można obejść?
Jeżeli mimo takiego traktowania uśmiechałabyś się to, gratuluje wyrozumiałości. Ja nie czuję się dobrze kiedy mój partner za priorytet obrał gry, komputer i tylko własne potrzeby.
Poza tym jak odpowiadasz na posty to czytaj je dokładnie.
Autorka nie ma jeszcze znajomych ponieważ nie mieszka w kraju, także ze znajomymi nie wyjdzie.
Mussuko, piszesz o bardzo ważnych rzeczach I ciężko jest się z Tobą nie zgodzić. Nie czuję się jednak zaniedbywana przez swojego faceta. Może Cię to zdziwi, ale on uwielbia grać, a ja lubię patrzeć, jak on gra (czasami sama go proszę, żeby w coś zagrał, bo dla mnie to też jest rozrywka). Często też razem oglądamy programy w TV, filmy, rozmawiamy, śmiejemy się. Myślę, że w naszym przypadku to jest po prostu dobranie charakterów. Oboje jesteśmy samotnymi wilkami I miłośnikami gier. Dlatego ja widząc swojego chłopa przy komputerze nie czuję się odtrącona.
Mussuko, piszesz o bardzo ważnych rzeczach I ciężko jest się z Tobą nie zgodzić. Nie czuję się jednak zaniedbywana przez swojego faceta. Może Cię to zdziwi, ale on uwielbia grać, a ja lubię patrzeć, jak on gra (czasami sama go proszę, żeby w coś zagrał, bo dla mnie to też jest rozrywka). Często też razem oglądamy programy w TV, filmy, rozmawiamy, śmiejemy się. Myślę, że w naszym przypadku to jest po prostu dobranie charakterów. Oboje jesteśmy samotnymi wilkami I miłośnikami gier. Dlatego ja widząc swojego chłopa przy komputerze nie czuję się odtrącona.
Ty nie, autorka tak.
Ty masz innego partnera, Ona innego.
Twój jest, można powiedzieć, zawodowym graczem, autorki nie.
Twój ma czas żeby się z Tobą pośmiać, obejrzeć, jej czeka aby wyszła bo spokojnie "odda" się grom.
Macie wspólną pasję, oni nie.
Pasje nie są złe, jednak oprócz nich są też inne ważne rzeczy, sprawy, o których nie powinno się zapominać.
Leila01, oczywiście, że tak. Dlatego napisałam wyżej, że w związku autorki wątku rzeczywiście coś dzieje się mocno nie tak. Bo dla jej faceta gry nie są hobby, tylko sposobem na ucieczkę... od niej.
Teo napisał/a:Tak, zacznij sobie sama czas poświęcać, wychodź ze znajomymi, czytaj książki, zajmuj się sobą.
Że co....?
A Ty byś się na to godziła, że Twoja połowica po 12h pracy zasiada przed komputerem, kiedy ma wolne czeka na to abyś tylko z domu wyszła, kiedy chcesz wspólnie spędzić czas to on jest zmęczony, traktuje Cie jak mebelek w domu, który można obejść?
Jeżeli mimo takiego traktowania uśmiechałabyś się to, gratuluje wyrozumiałości. Ja nie czuję się dobrze kiedy mój partner za priorytet obrał gry, komputer i tylko własne potrzeby.
Poza tym jak odpowiadasz na posty to czytaj je dokładnie.
Autorka nie ma jeszcze znajomych ponieważ nie mieszka w kraju, także ze znajomymi nie wyjdzie.
No to, to. Partner nie jest od rozrywki, a jak się nie dogadujemy, to trzeba się rozstać. Oczywiście, że bym nie tolerowała 12 godzinnych maratonów tylko wystawiła go za drzwi, bo po co mi takie coś na głowie?
A skoro Autorka nie ma jeszcze znajomych, to niech sobie ich znajdzie. Zapewne tu tkwi problem - jej się nudzi i oczekuje, że się facet nią zajmie. Niech idzie na jakiś kurs, poszuka znajomych w sieci, albo umówi się z ludźmi z pracy, jaki problem?!
Mussuko, piszesz o bardzo ważnych rzeczach I ciężko jest się z Tobą nie zgodzić. Nie czuję się jednak zaniedbywana przez swojego faceta. Może Cię to zdziwi, ale on uwielbia grać, a ja lubię patrzeć, jak on gra (czasami sama go proszę, żeby w coś zagrał, bo dla mnie to też jest rozrywka). Często też razem oglądamy programy w TV, filmy, rozmawiamy, śmiejemy się. Myślę, że w naszym przypadku to jest po prostu dobranie charakterów. Oboje jesteśmy samotnymi wilkami I miłośnikami gier. Dlatego ja widząc swojego chłopa przy komputerze nie czuję się odtrącona.
Oczywiscie, jesli obu stronom pasuje taki uklad, to nie ma w tym nic zlego. Gorzej jak tylko jednej pasuje a druga chce czlowieka obok siebie a nie automat. Ale mimo to upieram sie przy tym, ze z "wlasnego swiata" czasem trzeba wyjsc i wejsc do tego wspolnego. Bo inaczej o czym ludzie beda ze soba za rok, dwa czy dziesiec lat rozmawiali? Co beda o sobie tak naprawde wiedziec, jakie beda ich wspolne wspomnienia z najpiekniejszych lat razem? A no, przegralismy 5 lat w to i to i to i jeszce jedna super gre.:) Inni beda wspominac gdzie byli, co widzieli, co razem robili, jakie przygody mieli, kogo poznali itp. a gracze? Weszlismy w zeszlym roku z poziomu ktoregos tam na kolejny i teraz dobijamy jakiegos tam smoka czy innego wladce pierscieni.
Dobrze, ze wy potraficie sie oderwac i wejsc czasem do swiata rzeczywistego:) I to razem.
Smutne sa malzenstwa, gdzie kazdy ma swoja inna pasje i wspolny czas oboje spedzaja zajmujac sie tylko soba i swoim hobby.
Mój faceta akurat w gry nie gra, ale ma inne pasje. Ja uważam, że każdy powinien mieć czas tylko dla siebie bo to pozwala zachować higienę psychiczną i nie oszaleć. I mieć też czas na robienie różnych rzeczy wspólnie... Bycie w związku nie oznacza zostania bliźniakiem syjamskim partnera.
A kto powiedzial, ze wspolne wspominanie gier jest czyms gorszym niz wspominanie podrozy?
Zwlaszcza dla kogos, kto woli grac niz podrozowac?
Mój faceta akurat w gry nie gra, ale ma inne pasje. Ja uważam, że każdy powinien mieć czas tylko dla siebie bo to pozwala zachować higienę psychiczną i nie oszaleć. I mieć też czas na robienie różnych rzeczy wspólnie... Bycie w związku nie oznacza zostania bliźniakiem syjamskim partnera.
a ktos tu cos takiego sugerowal? caly czas piszemy o zachowaniu rownowagi.
A kto powiedzial, ze wspolne wspominanie gier jest czyms gorszym niz wspominanie podrozy?
Zwlaszcza dla kogos, kto woli grac niz podrozowac?
No rzeczywiscie jest co wspominac:)) Tu blysnelo, tam pierdyknelo, tu kogos ustrzelilem:)) A wszystko z odleglosci wersalki od monitora (albo klawiatury od twarzy). O ile podroze ponoc ksztalca o tyle nie slyszalam podobnego stwierdzenia o graniu - nalogowym.
W czasie podrozy masz doznania roznorakie: wrokowe, dotykowe, smakowe, zapachowe, odczuwasz wieloma zmyslami. Podczas gry chyba conajwyzej oczoplasu mozna dostac, odsiedzin na tylku i ew. ogluchnac jesli gra jest mocno akustyczna:) No tak, mozna wpasc tez w euforie jak sobie kogos ukatrupimy czy w denna rozpacz jesli to my stracimy kolejne zycie:)
Jak ja widze obrazek takiego wklejonego w sofe z joystickiem, konsola czy innym osrodkiem sterowania, gostka, ktory oczy ma jak jajka w hipnozie i transie wczepione do ekranu i zapomina jesc, pic, spac, oddychac i inne czynnosci fizjologiczne wykonywac, to mam wrazenie, ze na jakiegos cyborga z Marsa patrze. Pozniej wyjdzie toto z domu (przepraszam - palacu gier) takie biale jak plotno malarskie na swiat i jak kret oczy mruzy na sloncu, geby otworzyc do zywej istoty nie potrafi w jezyku ludzkim, miesnie w calkowitym zaniku i ogolnie wyglada jak obraz nedzy i rozpaczy a nie okaz zdrowia i mlodzienczej werwy.
Moze drastyczny to obraz, ale widzialam i w realu takich graczy.
Ale jak pisalam wczesniej - kazde nadmierne uzaleznienie od pasji, ktore prowadzi do izolacji w zwiazku nie jest dobrym zjawiskiem.
Nadmierne tak, ale jezeli obie osoby w zwiazku to pasjonuje to dlaczego nie?
Ty tego nie lubisz i ok, ale twoj sposob na zycie nie jest jedynym slusznym i ktos m o z e wolec grac.
O ile krzywdy tym innym nie czyni to wolnoc Tomku w swoim domku..
P.s. tez naleze do osob, ktore uwazaja, ze zdrowo jest miec hobby rozne od partnera. Robic w s z y s t k o razem to jakis horror ![]()
I owszem gry moga ksztalcic - wszelkiego rodzaju symulatory lotnicze to w zasadzie gry komputerowe
Wiele gier rozwija wyobraznie przestrzenna, logiczne myslenie, strategie, szybkosc reakcji, pamiec... ;P
Nadmierne tak, ale jezeli obie osoby w zwiazku to pasjonuje to dlaczego nie?
No to beda sobie graly, przeciez juz wczesniej pisalam o tym - oboje lubia to oboje graja.
Ty tego nie lubisz i ok, ale twoj sposob na zycie nie jest jedynym slusznym i ktos m o z e wolec grac.
O ile krzywdy tym innym nie czyni to wolnoc Tomku w swoim domku..
Nikogo nie przekonuje do jakiegos mojego stylu zycia. Chodzilo mi o rownowage w zyciu - swiat wirtualny i swiat realny. Swiat realny to nie musza byc zadne podroze (to byl przyklad), to moze byc wspolne gotowanie czy wyprowadzanie psa wieczorem. Dla mnie rzeczywiscie nie do pojecia jest przesiadywanie w jednej pozycji i klikanie furiacko w klawiature. Rownie dziewne wydawaloby mi sie np. lezenie calymi dniami na kanapie z ksiazkami i nie wysciubianie nosa poza drzwi. W koncu taki czlowiek zaczyna zyc w oderwaniu od rzeczywistosci.
P.s. tez naleze do osob, ktore uwazaja, ze zdrowo jest miec hobby rozne od partnera. Robic w s z y s t k o razem to jakis horror
Zfadzam sie, ale nie robic NICZEGO razem to drugi horror.
I owszem gry moga ksztalcic - wszelkiego rodzaju symulatory lotnicze to w zasadzie gry komputerowe
Ekhem..osobiscie nie wsiadlabym do samolotu, ktorego kapitan poznal tajniki pilotazu jedynie na symulatorze. Chcac nie chcac przychodzi czas na cwiczenia w powietu. Takim prawdziwym, z prawdzimymi burzami, turbulencjami, ptakami odlatujacymi na poludnie itp.
Podobnie nie poddalabym sie operacji chirurgowi, ktory wyuczyl sie zawodu jedynie z ksiazek i nigdy nawet zabie brzucha nie rozcial.
Czyli wracamy do swiata rzeczywistego, namacalnego.
Wiele gier rozwija wyobraznie przestrzenna, logiczne myslenie, strategie, szybkosc reakcji, pamiec... ;P
I co z tym bagazem talentow zrobisz, jak nie bedziesz miec kontaktu z ludzkim swiatem?
Mussuko, może Cię to zdziwi, ale jednym z najfajniejszych wspomnień jest dla mnie widok mojego faceta, który przez przypadek spotkał w grze mistrzów świata I grał z nimi przez jakiś czas, a nie każdy może dostąpić tego zaszczytu. Poza tym zamierzamy wybrać się wspólnie na kolejne mistrzostwa świata (wielka, trwająca przez kilka dni non-stop impreza w USA), jeśli rzecz jasna finanse pozwolą. Na imprezy związane z naszą ukochaną grą również jeździmy razem, czasami nawet do innego kraju. Więc nie jest tak, że nie ma co wspominać
. Choć myślę, że gdyby na moim miejscu była dziewczyna, która nie rozumie tej pasji, to byłoby jej bardzo ciężko.
Mussuko, może Cię to zdziwi, ale jednym z najfajniejszych wspomnień jest dla mnie widok mojego faceta, który przez przypadek spotkał w grze mistrzów świata I grał z nimi przez jakiś czas, a nie każdy może dostąpić tego zaszczytu. Poza tym zamierzamy wybrać się wspólnie na kolejne mistrzostwa świata (wielka, trwająca przez kilka dni non-stop impreza w USA), jeśli rzecz jasna finanse pozwolą. Na imprezy związane z naszą ukochaną grą również jeździmy razem, czasami nawet do innego kraju. Więc nie jest tak, że nie ma co wspominać
. Choć myślę, że gdyby na moim miejscu była dziewczyna, która nie rozumie tej pasji, to byłoby jej bardzo ciężko.
Moment - ale te wyjazdy sa realne? Z walizkami, sa,molotami, hotelami, zwiedzaniem, poznawaniem itp? Nie jedzieci dokads "wirtualnie" na ekranie. To jest wlasnie oderwanie sie na chwile od ekranu. A wyobraz sobie taka sytuacje - Twoj partner cos tam wygrywa, macie jechac do USA i w tym momencie on odpala ekran i pokazuje Ci lotnisko JFK i mowi - wyobraz sobie, ze tam jestesmy. Jakie wspomnienia pozostalyby z takiego "wyjazdu"?
Wam pasuja obojgu gry, to jest w porzadku, macie znajomych dzieki nim, poznajecie, zwiedzacie - to jest rownowaga. Ale mowa w watku jest o odrzuceniu drugiej osoby na rzecz wlasnej pasji - tu akurat gry ale rownie dobrze mogloby to byc wedkarstwo czy klejenie modeli w piwnicy.
Mam jedno pytanie - a co stanie sie z tymi grami kiedy w Waszej rodzinie pojawi sie potomstwo? Mysleliscie juz o tym?
Mussu, tak, wyjazdy są realne I mój chłop potrafi wytrzymać pare tygodni bez ulubionej gry I nie targa komputera ze sobą.
Co do potomstwa, to mój chłop zna moje zdanie I wie, że nie może się ze mną kłócić - dzieciaki NIE będą miały dostępu do komputera (zresztą podejrzewam, że sam nie pozwoli im go dotknąć I pomieszczenie z komputerami będzie zamknięte). Chcę, by nasze dzieciaki wychowywały się na świeżym powietrzu, a w domu bawiły się klockami Lego.
Mussuko, kazda przesada jest niedobra i nie ma znaczenia co to jest - wszystko moze sie stac obsesja - a gry nie sa jakims potworem z szafy - jezeli ktos ma tendwncje do uzalezniania sie to sobie znajdzie cos tak, czy inaczej
A zapewniam cie, ze bezpieczniej bys wyladowala z pilotem, ktory spedzal dluuugie godziny na symulatorze niz z pilotwm, ktory ma tylko 'realne' doswiadczenie
Astronauci sie ucza pilotowac rakiety na symulatorach i wsiadajac do takiej maja t y l k o wirtualne doswiadczenie a jednak daja rade ![]()
To samo piloci mysliwcow - spedzaja godziny na symulatorach, bo na symulatorach da sie zaprogramowac awarie, ataki, zle warunki atmosferyczne itp - dopiero tak przygotowanego pilota rzuca sie w przestrzen, nie odwrotnie.
Co do potomstwa, to mój chłop zna moje zdanie I wie, że nie może się ze mną kłócić - dzieciaki NIE będą miały dostępu do komputera (zresztą podejrzewam, że sam nie pozwoli im go dotknąć I pomieszczenie z komputerami będzie zamknięte). Chcę, by nasze dzieciaki wychowywały się na świeżym powietrzu, a w domu bawiły się klockami Lego.
To w porzadku, ale chodzilo mi o ten podzial czasu miedzy gry a rodzine. Bo przeciez chyba nie bedziesz calkowicie i samotnie oddelegowana do zajmowania sie dziecmi a Twoj partner zasiadzie do konsoli w tym czasie na pare godzin? Czy o tym dyskutowaliscie, ze jednak potomstwo = mniej czasu na gry? I jak on to przyjal?
Wszystkim kobietą mających problem z facetami którzy za dużo grają w gry polecam kupno Systemu MOVE do PS lub KINECT do XB i współnie spędzać czas jeśli go namówicie do gry
super zabawa dla całej rodziny i znajomych. z tymi co grają na PC online nie mam rady ciężki przypadek.
Mussu, my mamy bardzo partnerskie nastawienie do związku I dzielimy między sobą obowiązki, więc nie sądzę, by to był problem. Rozmawiałam z nim na ten temat, ale póki co nie planujemy dzieci, więc rodzicielstwo jest dla nas jeszcze w sferze abstrakcji. Od siebie dodam, że jeśli trzeba, mój partner nie ma problemów z oderwaniem się od komputera I jeśli wie, że ma coś do zrobienia to nawet nie zaczyna gry.
45 2014-05-09 14:06:55 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-05-09 14:09:46)
A zapewniam cie, ze bezpieczniej bys wyladowala z pilotem, ktory spedzal dluuugie godziny na symulatorze niz z pilotwm, ktory ma tylko 'realne' doswiadczenie
Astronauci sie ucza pilotowac rakiety na symulatorach i wsiadajac do takiej maja t y l k o wirtualne doswiadczenie a jednak daja radeTo samo piloci mysliwcow - spedzaja godziny na symulatorach, bo na symulatorach da sie zaprogramowac awarie, ataki, zle warunki atmosferyczne itp - dopiero tak przygotowanego pilota rzuca sie w przestrzen, nie odwrotnie.
Ok, ale sie go w koncu rzuca, zanim jeszcze wezmie ze soba pasazerow na poklad. Kierowania autem tez w zasadzie moznaby sie uczyc na symulatorach ale czy przewidzisz kazda reakcje na kazdy mozliwy splot okolicznosci na drodze? W symulatorze samolot dziala a jak przestanie, to pilot na spokojnie (jednak to inna atmosfera fotel w pokoju cwiczen a fotel pare tysiecy kilometrow w przestworzach) cos poprawi i leci dalej. A w realu? Przeciez jego praca uzalezniona jest tez od zachowania pasazerow, od personelu pokladowego, od obslugi naziemnej, radarow, kontroli lotow i wielu innych czynnikow, ktorych chyba wszystkich do symulatora nie da sie wprowadzic. Dlatego po teorii przychodzi czas jednak na praktyke. A w zyciu i tak wyjdzie co wyjdzie.
Astronauci to inna para kaloszy, ich nie da sie wycwiczyc w przestrzeni kosmicznej, no i oni lataja sami. No a czy daja rade to tez nie do konca jest potwierdzone.
Nie wiem jak to bedzie w przypadku promow kosmicznyych z pasazerami, czy wowczas wystarcza szkolenia wirtualne czy kapitanowie takich pojazdow beda musieli odbyc parenascie lotow z Lajka zanim wezma ludzi ze soba?
Wszystkim kobietą mających problem z facetami którzy za dużo grają w gry polecam kupno Systemu MOVE do PS lub KINECT do XB i współnie spędzać czas jeśli go namówicie do gry
super zabawa dla całej rodziny i znajomych. z tymi co grają na PC online nie mam rady ciężki przypadek.
Ok, ale co polecisz tym kobietom, ktore zamiast przysiasc sie obok i grac wolalyby wyjsc wieczorem ze swoim mezczyzna na lody do parku? Maja albo sie przyzwyczaic do samotnych wyjsc albo nauczyc grac (na sile jesli tego nie lubia) albo wymienic partnera?
Ja bym takiej kobiecie poradzila zmiane partnera ![]()
Przerabianie go na wlasna modłe ani zabranianie nie jest rozwiazaniem.
Ja bym takiej kobiecie poradzila zmiane partnera
Przerabianie go na wlasna modłe ani zabranianie nie jest rozwiazaniem.
ja tez, zwlaszcza, ze jak praktyka pokazuje, jest to czesto mission impossible.
Swoją drogą to moją ciotkę szlag trafiał jak slyszała wzmiankę na temat wędkarstwa ![]()
W zasadzie bardzo zdrowe hobby ![]()
Moj ś.p. sąsiad natomiast pół życia spędził przy swojej ukochanej warszawie ![]()
Gier wtedy jeszcze nie bylo, ale to nie znaczy, ze ludzie nie mieli swoich manii ![]()
Iceni napisał/a:Ja bym takiej kobiecie poradzila zmiane partnera
Przerabianie go na wlasna modłe ani zabranianie nie jest rozwiazaniem.ja tez, zwlaszcza, ze jak praktyka pokazuje, jest to czesto mission impossible.
Zepsuł się idz go wymień albo złóż reklamacje, wymieś na nowszy model.
Wszystkie porady kończą sie na tym że radzicie żeby zostawić chlopa i poszukać innego
Zdradza mnie zostaw go,
ogląda porno zostaw go
mało rozmawiamy to go olej
gra za dużo w gry znajdz innego
dziś nie wyrzucił śmieci ! O Boże ! rozwód
Chyba forum jest po to żeby jakoś doradzić zasugerować delikatnie coś podpowiedzieć.
Zaraz napiszecie to coś doradz, jak nie mam nic sensownego do napisania to nic nie pisze a nie sugeruje rozwód.:)
50 2014-05-09 14:42:17 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-05-09 14:46:54)
Swoją drogą to moją ciotkę szlag trafiał jak slyszała wzmiankę na temat wędkarstwa
W zasadzie bardzo zdrowe hobby
Moj ś.p. sąsiad natomiast pół życia spędził przy swojej ukochanej warszawie
Gier wtedy jeszcze nie bylo, ale to nie znaczy, ze ludzie nie mieli swoich manii
no wlasnie dlatego wspomnialam tez o innych, bardziej staroswieckich, ale tez upierdliwych w nadmiarze, pasjach. Moj wujek rowniez nalezal do wedkarzy od swiatku do piatku i od switu po rano wiec wiem jak to wygladalo;) Na szczescie dzieci nie mieli, a moze na nieszczescie? Wtedy mialby co innego do roboty albo by dzieciaki ze soba nad rzeke zabieral? No i ciocia nie siedzialby jak kolek sama w domu. I nie czyscilaby co drugi dzien kolejnego wiadra ploci klnac na czym swiat stoi:)
A zima wedke zamienial na swoj warsztat majsterkowicza - tyle, ze wtedy to ciocia sama go wysylala w kosmos czyli do piwnicy z calym tym srubkowym bajzlem:)
Maz mojej kolezanki wpadl w sidla zeglarstwa i tez kazde popoludnie a juz weekendy wiosenno-letnio-jesienne na mur spedzal przy albo na lodzi. I ona tez w koncu prawie go na zalew wyprowadzila.
Czyli pasja jak pasja byle z umiarem i ze zrozumieniem potrzeb innych ludzi.
Flinston, nikt nie doradza rozwodow ale tez nie ma co udawac, ze jest cacy jak nie jest. A po co meczyc sie z kims, z kim nie masz nic wspolnego, albo on nie ma czasu dla Ciebie? Podaj mi jeden dobry powod. Nie lepiej znalezc prawdziwego partnera dla siebie (nam odpowiadajacego) i bratnia dusze niz kisic sie w nieudanym zwiazku?
Leila01 napisał/a:Teo napisał/a:Tak, zacznij sobie sama czas poświęcać, wychodź ze znajomymi, czytaj książki, zajmuj się sobą.
Że co....?
A Ty byś się na to godziła, że Twoja połowica po 12h pracy zasiada przed komputerem, kiedy ma wolne czeka na to abyś tylko z domu wyszła, kiedy chcesz wspólnie spędzić czas to on jest zmęczony, traktuje Cie jak mebelek w domu, który można obejść?
Jeżeli mimo takiego traktowania uśmiechałabyś się to, gratuluje wyrozumiałości. Ja nie czuję się dobrze kiedy mój partner za priorytet obrał gry, komputer i tylko własne potrzeby.
Poza tym jak odpowiadasz na posty to czytaj je dokładnie.
Autorka nie ma jeszcze znajomych ponieważ nie mieszka w kraju, także ze znajomymi nie wyjdzie.No to, to. Partner nie jest od rozrywki, a jak się nie dogadujemy, to trzeba się rozstać. Oczywiście, że bym nie tolerowała 12 godzinnych maratonów tylko wystawiła go za drzwi, bo po co mi takie coś na głowie?
A skoro Autorka nie ma jeszcze znajomych, to niech sobie ich znajdzie. Zapewne tu tkwi problem - jej się nudzi i oczekuje, że się facet nią zajmie. Niech idzie na jakiś kurs, poszuka znajomych w sieci, albo umówi się z ludźmi z pracy, jaki problem?!
Tak od razu rozstać się bo pojawił się problem w komunikacji?
Gratuluję podejścia do życia.
Doczytaj się, że problemem nie jest, że facet powinien "być rozrywką", a to, że faceta w ogóle nie ma w świecie realnym.
Nie ma rozmowy, nie ma partnerstwa.
Moim zdaniem tylko uczciwa rozmowa i chęci partnera mogą coś wskórać.
Będzie pewnie tak, że dla niego to problem naciągany.
I tutaj po wyczerpaniu argumentów trzeba byłoby się głęboko zastanowić.
52 2014-05-10 00:56:59 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-05-10 01:57:21)
A kto powiedzial, ze wspolne wspominanie gier jest czyms gorszym niz wspominanie podrozy?
Zwlaszcza dla kogos, kto woli grac niz podrozowac?
Jak tam lubię zarówno grać jak i podróżować; jedno nie wyklucza drugiego. Nie ma co tak od razu szufladkować i popadać w skrajności - jak niektóre tu osoby. O.. i czytać czy oglądać też lubię, na spacer do parku, no jasne... góry, nawet lepiej, przyrodę, zwierzęta... jest tego na prawdę sporo, ale na grach się wychowałem i muszę od czasu do czasu sobie zagrać w moje ulubione - kwestia jakiegoś kompromisu i organizacji własnego czasu - niestety niektórym przychodzi to trudno, albo po prostu nie mają nic lepszego do roboty niż osaczanie drugiej osoby. Oczywiście, jak ktoś woli grać niż podróżować, czy cokolwiek innego, to w sumie też OK.
I abstrahując od symulatorów i pilotów, sporo gier nie ma odzwierciedlenia w świecie rzeczywistym, bo to zupełnie inne światy. Więc jest to swego rodzaju podróż do innego świata, która wciąga podobnie jak książki czy filmy, które pozwalają wcielić się w głównego bohatera.
Leila01 dziekuje za wyrozumienie.
Bralam juz pod uwage fakt, ze nie mam znajomych i dlatego wiecznie czekam na jego zainteresowanie. Teraz mam znajomych, ale nie wypada mi do nich isc codziennie o godzienie 8 wieczor, zeby on mogl sobie pograc. Ok, raz na jakis czas, mozna. Jednak, ktora dziewczyna znioslaby to, ze facet wychodzi o 6 rano z domu wraca na 21, czasami pozniej i ledwo przyjdzie zje obiad a potem idzie do ubikacji, gdzie gra nawet czasem po 40 min. Probowalam nie prosic, albo zachowywac sie jak on. Kiedy tak zrobilam, on zaczal mi zwracac uwage, zebym nie grala, bo sam nie gral. Zadzialalo to tylko w jeden wieczor. Potem bylo mu obojetne, ze gram, bo i on to robil. Jak chcialabym z nim spedzic czas? Porozmawiac. Poprzytulac sie. Pomarzyc wspolnie. Wyjsc na spacer. Wyjsc razem po zakupy, do kina, parku, gdziekolwiek. On, twierdzi, ze my nie mamy o czym rozmawiac. Jezeli jest jakis problem i jest koniecznosc rozmowy to sie wkurza. Probowalam juz z nim tego, zeby nie gral przynajmniej przez godzine po powrocie z pracy. Bylo fajnie, po jakims czasie zapomnial o tym. W ciagu tygodnia ma 1 dzien (czasem wiecej) kiedy umawiamy sie, ze on gra na konsoli a ja siedze dluzej na necie, albo robie cos innego. Wydaje sie, ze jednak mu za malo. Pojde jednak sladem waszych wypowiedzi i porozmawiam z nim, o tym, ze wydaje mi sie, iz chce uciec w ten sposob ode mnie (dziwne, bo zamierza mi sie oswiadczyc za pare dni) i to ze nie bedziemy miec zadnych wspolnych wspomnien, bo on spedzi zycie na graniu a ja na innych rzeczach kompletnie nie zwiaznych z nim.
Mój poprzedni chłopak był uzależniony do gier. A konkretnie od jednej gry online. Na początku znajomości próbował mnie wkręcić, więc pomyślałam, że to będzie całkiem niezły sposób, żeby sobie spędzić czas w inny sposób. Gra mi się spodobała, wkręciłam się bardzo. Po jakimś czasie dla niego gra stała się sprawą pierwszorzędną. Ja grałam, ale jakbym dostała sygnał, żeby gdzieś wyjść, rzucić to w cholere, żeby zrobić coś ciekawego, to od razu bym zostawiła komputer. Jednak on uważał inaczej. Skończyło się to tak, że grał dosłownie całymi dniami, wieczorami dosłownie był uziemiony, bo miał 'przymus' gry( 4 razy w tygodniu po 4h!). A co ja robiłam? Grałam razem z nim, żeby spędzać 'razem' czas. Zmarnowałam w ten sposób prawie 3 lata.
Jedyny plus taki, że dzięki tej grze poznałam aktualnego chłopaka, z którym znaleźliśmy kompromis. Spędzamy czas realnie, wirtualnie od czasu do czasu dla rozrywki.
Jeśli bardzo ci przeszkadza jego granie, a twoje prośby nic na niego nie działają to radziłabym się nad tym poważnie zastanowić. U mnie przez to zniknęły wszystkie uczucia, dochodziło do tego, że musiałam się upominać a głupie przytulenie, co też nie zawsze otrzymywałam "bo gram, nie przeszkadzaj". Nie warto się męczyć naprawdę. Gry mogą być fajnym dodatkiem jeśli obie strony są tym zainteresowane i nie przesadzają, ale jeśli stoją na pierwszym miejscu to warto naprawdę pomyśleć nad przyszłością z taką osobą.
Witam,
to ja coś dodam od siebie z punktu widzenia nałogowego gracza. Nigdy gry mnie nie interesowały tak tylko czasami zagrałem z ciekawości ale bez entuzjazmu i nie rozumiałem ludzi którzy grają namiętnie w różne gry, ale i mnie trafiło za namową kilku kolegów zagrałem sobie w grę online world of tanks i wciągnęła mnie bez reszty, że doszło do tego że każdą wolną chwilę spędzałem na graniu nawet jak na urlop pojechałem z rodziną to zabrałem komputer aby sobie wieczorami pograć, i tak czas mijał dokładnie rok, a ja przez moje granie nie dostrzegłem że moje małżeństwo się sypie. Moja żona przez cały czas zwracał mi uwagę abym tyle nie grał albo przestał w to grać, a do mnie nic już nie docierało choć miałem chwile że czasem obiecałem że nie będę grał a po 2 tyg i tak wróciłem do tego, działało to jak owoc zakazany, dochodziło nawet do tego że nawet po imprezie mocno zakrapianej w nocy musiałem jeszcze odpalić kompa i zagrać sobie, i muszę to nazwać po imieniu uzależniłem się od grania i nawet nie chciałem tego dostrzec, pomimo że otoczenie moje zwracało mi na to uwagę.Kilka nocy zawaliłem na graniu, ale przyszedł ten moment opamiętania jak po nocnej grze rano wstałem do pracy i wsiadałem do samochodu a tu okazało się że dziś jest święto, masakra. Od tego czasu przestałem grać ale moje relację z żoną bardzo się popsuły że stanęliśmy przed decyzją rozwodu ze strony żony, na dzień dzisiejszy jest lepiej w naszych relacjach ponieważ zmieniłem się i pracuję na sobą aby poprawić swoje podejście do rodziny i naszego związku choć wiele czasu jeszcze potrzeba aby odbudować to co się utraciło. Wiec ku przestrodze granie w wielu przypadkach niesie ze sobą to ryzyko przekroczenia cienkiej bariery miedzy zabawą a uzależnieniem.