...Zastanawiałam się czy w ogóle się z kimś tym dzielić. Głupia sytuacja, czuję się z tym kiepsko i potrzebuję jakiejś konkretne opinii, rada też będzie pomocna.
Zacznę od początku.
Zatem...
Mniej więcej rok temu poznałam chłopaka na jednym z portali społecznościowych. Napisał do mnie jako pierwszy, zresztą całą tę znajomość on "podtrzymywał" co nie oznacza, że mnie nie zależało. Bardzo dobrze nam się rozmawiało, więc uznaliśmy, że miło byłoby się poznać i zacząć spędzać z sobą czas. Jednak do spotkania nie doszło, datę którą wyznaczyliśmy kolidowały moje problemy rodzinne, musiałam wrócić do rodzinnego miasta. On oczywiście to uszanował po czym nadeszły dni jego urlopu i wyjechał na obóz wokalny (dusza artysty). Kiedy dowiedziałam się o tym, byłam pewna, że po powrocie nie będzie już sam, jest zbyt przystojnym i zbyt dobrym człowiekiem żeby któraś tego nie doceniła. Spędził tam 10 dni, kontakt mieliśmy, ale już nie taki...ja nie chciałam mu zawracać sobą głowy, uznałam że jest tam po to żeby rozwijać swój głos i się dobrze bawić, a nie marnować czas na pisanie z jakoś laską, której na oczy nie widział. Wrócił. Po samych zdjęciach na fb widziałam, że filigranowa blondynka stała się kimś więcej niż tylko nowo poznaną osobą. Zapytałam wprost, czy coś się zmieniło, odpowiedział że nie, ale następnego dnia wystukał mi sprostowanie, że owszem poznał tam ekstra dziewczynę i chce z nią spróbować. Trochę mnie to ukuło, ale było to do przewidzenia. Oczywiście gratulacje z mojej strony były i życzenie szczęścia również. Kontakt się nam urwał na 3-4 miesiące, bo tyle udało im się z sobą wytrzymać. Wiadomo, jak facet zostanie sam to sobie wtedy przypomina "do kogo by się tu odezwać" -bynajmniej ja tak to widzę. Kontakt został wznowiony, stopniowo coraz bardziej, a że u mnie prywatnie też coś się działo to nie przechodziliśmy na inny grunt, tylko wirtualnie. Z czasem jednak nasza relacja zaczęła nabierać tempa, nie było dla nas tematów tabu, po setkach pytań, opowieściach doszliśmy do wniosku, ze mogłoby nam być bardzo dobrze razem w łóżku. Nakręcaliśmy się wzajemnie samymi rozmowami. Oboje mamy raczej spore wymagania względem potencjalnych partnerów, wiec stwierdziliśmy, ze spotkamy się, poznamy, a jeśli się sobie na żywo spodobamy to nie będziemy się wzbraniać przed łóżkiem, co z tego miałoby wyniknąć później? żadne z nas nie wiedziało. Chcieliśmy spotkać się dzień przed Wigilią,(pracowałam wówczas tylko nocną zmianą stąd ten brak czasu na spotkanie), ale oczywiście spieprzyłam, zmarł ojciec mojego przyjaciela i musiałam wyjechać z miasta wcześniej, nie wróciłam, wiadomo jak jest z pkp w okresie świątecznym. Wkurzył się na mnie, bo bardzo się nastawił, mimoto dostałam kolejną szansę. Chciał przyjechać do mnie w Sylwestra, nie zgodziłam się, zawsze miałam tysiące wymówek i chyba trochę się bałam... Odpuścił, ale rozmawialiśmy tej nocy dość sporo telefonicznie. Następnie pojawiła się opcja mojego wyjazdu z kraju, wiec z miejsca zaczęliśmy się luźniej traktować, już nie chciałam go spotkać przed wyjazdem, by nie mieć problemów z adaptacją w nowym miejscu. Wyjechałam. Nie było mnie jakiś miesiąc...on w tym czasie nie próżnował rzecz jasna, bawił się z dziewczynami, miał różne przygody, ale nic poważnego...o czym dosyć niedawno mi opowiadał. Po powrocie mieliśmy się spotkać, ale stchórzyłam, jak idiotka. Nie odebrałam tel, nie odpisałam. Dopiero po kilku dniach go przeprosiłam za to. Ze mną jest taki problem, ze jeśli ktoś przestaje być mi obojętny to się wzbraniam nogami i rękami, żeby się przypadkiem nie zaangażować i nie zostać zraniona. Odpisał, ze cieszy się że coś odpisałam wreszcie, że było mu przykro, ale jest ok. No i od nowa to samo...tylko teraz już naprawdę bardzo dużo rozmawialiśmy, od jakiegoś miesiąca mieliśmy z sobą kontakt rewelacyjny. Uwielbiałam z nim rozmawiać! Jego głos! Żarty! Teraz kiedy zrozumienie miedzy ludźmi jest deficytowe, bardzo się cieszyłam, ze miedzy nami gości. Poddałam się temu uczuciu, choć nie wiem jak je nazwać. Umówiliśmy się, że jak wrócę od rodziców (moja siostra miała ślub, więc nie było mnie dłuższy czas) spotkamy się i zaczniemy coś z tego sklejać. Oboje byliśmy pełni nadziei, że nam wyjdzie.
Wróciłam. Umówiliśmy się na to spotkanie już dawno, wybrałam miejsce, Barometr, koncert jazzowy. Przyjechała do mnie koleżanka z kuzynem. Razem wybraliśmy się na miasto, zgarnęliśmy po drodze jeszcze kogoś. Nie wiem jakim cudem się to stało...byłam przekonana, że tel mam przy sobie, mam go w kieszeni sukienki,po prawej stronie....dlaczego ja nie sprawdziłam tego wcześniej
Po dotarciu zauważyłam jego brak...mimo to weszłam na sale, panicznie się rozglądając...nie znalazłam go
musieliśmy się minąć. Jak tylko dostałam komórkę i zobaczyłam ilość połączeń i wiadomości, czułam, że coś złego się szykuje. Nie myliłam się, nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień. Powiedział, że stracił do mnie szacunek, nie chce mieć takich osób wśród znajomych i że mogę robić co chcę, ale jego nastawienia już teraz nie zmienię. Powiedział, że jeszcze nikt, nigdy nie zawiódł go w taki sposób jak ja. I że najgorsze w tym jest to, że nawet mnie nie spotkał, gadaliśmy tylko przez jebane smsy, fb, czy rozmowę telefoniczną.
Boli mnie to strasznie, bo naprawdę chciałam tego wieczoru być z nim, powoli stawał się dla mnie kimś ważnym. Nie było to celowe działanie, nie chciałam go zranić.
Nie wiem jak mam dalej się zachować...jak myślicie? powinnam dać mu spokój, czy starać się to jakoś mu wyjaśnić. Macie może jakiś pomysł?
Jeżeli poważnie Ci na nim zależy to warto jakoś jeszcze próbować .. Napisz, przeproś, ubłagaj jeśli dało by rade to pojedź do niego .. (bo nie dziwie się chłopakowi) Może jak byś stanęła w progu jego drzwi to by zmiękł ..
A jeśli nie jesteś pewna, boisz się.. to lepiej daj sobie spokój, nie nakręcaj go i siebie a potem ma dostać znowu jakąś wymówkę..
(jeśli wybaczy) ..Zastanów się ..
Pozdrawiam
> Ze mną jest taki problem, ze jeśli ktoś przestaje być mi obojętny to się wzbraniam nogami i rękami, żeby się przypadkiem nie zaangażować i nie zostać zraniona.
Myślisz że z takim nastawieniem jak wyżej stworzysz sensowny związek?
Jak dla mnie Twoja podświadomość zrobiła Ci figielka bo się bardzo bałaś tego spotkania
więc aby Tobie pomóc, zapomniała o telefonie.
Zdobyłam jego adres jakiś cudem. Moim pierwszym planem było złożenie mu wizyty, ale doszłam do wniosku, ze może mu się to nie spodobać. Napisałam do niego list, wprawdzie już kilka dni temu...Nie po to by pokazać w nim skruchę, czy użalać się nad sobą,(wiadoma sprawa, że na facetów zadziałałoby to odwrotnie) tylko wyjść z propozycją spotkania. Wyznaczyłam w nim datę, godz i miejsce, w jego mieście rzecz jasna, by nie musiał się fatygować. Pisanie wszelkich wiadomości za pomocą środków elektronicznych sobie odpuściłam, dzięki czemu mój list być może go zaskoczy. W sumie nie wiem jak faceci reagują na listy, ale ja byłabym nim milo zaskoczona ![]()
prekvapenie
Masz zupełną rację.
Gorzej jak list do czasu spotkania i wyznaczonej przez Ciebie daty nie dojdzie .. ;]
...Zastanawiałam się czy w ogóle się z kimś tym dzielić. Głupia sytuacja, czuję się z tym kiepsko i potrzebuję jakiejś konkretne opinii, rada też będzie pomocna.
Zacznę od początku.
Zatem...
Mniej więcej rok temu poznałam chłopaka na jednym z portali społecznościowych. Napisał do mnie jako pierwszy, zresztą całą tę znajomość on "podtrzymywał" co nie oznacza, że mnie nie zależało. Bardzo dobrze nam się rozmawiało, więc uznaliśmy, że miło byłoby się poznać i zacząć spędzać z sobą czas. Jednak do spotkania nie doszło, datę którą wyznaczyliśmy kolidowały moje problemy rodzinne, musiałam wrócić do rodzinnego miasta. On oczywiście to uszanował po czym nadeszły dni jego urlopu i wyjechał na obóz wokalny (dusza artysty). Kiedy dowiedziałam się o tym, byłam pewna, że po powrocie nie będzie już sam, jest zbyt przystojnym i zbyt dobrym człowiekiem żeby któraś tego nie doceniła. Spędził tam 10 dni, kontakt mieliśmy, ale już nie taki...ja nie chciałam mu zawracać sobą głowy, uznałam że jest tam po to żeby rozwijać swój głos i się dobrze bawić, a nie marnować czas na pisanie z jakoś laską, której na oczy nie widział. Wrócił. Po samych zdjęciach na fb widziałam, że filigranowa blondynka stała się kimś więcej niż tylko nowo poznaną osobą. Zapytałam wprost, czy coś się zmieniło, odpowiedział że nie, ale następnego dnia wystukał mi sprostowanie, że owszem poznał tam ekstra dziewczynę i chce z nią spróbować. Trochę mnie to ukuło, ale było to do przewidzenia. Oczywiście gratulacje z mojej strony były i życzenie szczęścia również. Kontakt się nam urwał na 3-4 miesiące, bo tyle udało im się z sobą wytrzymać. Wiadomo, jak facet zostanie sam to sobie wtedy przypomina "do kogo by się tu odezwać" -bynajmniej ja tak to widzę. Kontakt został wznowiony, stopniowo coraz bardziej, a że u mnie prywatnie też coś się działo to nie przechodziliśmy na inny grunt, tylko wirtualnie. Z czasem jednak nasza relacja zaczęła nabierać tempa, nie było dla nas tematów tabu, po setkach pytań, opowieściach doszliśmy do wniosku, ze mogłoby nam być bardzo dobrze razem w łóżku. Nakręcaliśmy się wzajemnie samymi rozmowami. Oboje mamy raczej spore wymagania względem potencjalnych partnerów, wiec stwierdziliśmy, ze spotkamy się, poznamy, a jeśli się sobie na żywo spodobamy to nie będziemy się wzbraniać przed łóżkiem, co z tego miałoby wyniknąć później? żadne z nas nie wiedziało. Chcieliśmy spotkać się dzień przed Wigilią,(pracowałam wówczas tylko nocną zmianą stąd ten brak czasu na spotkanie), ale oczywiście spieprzyłam, zmarł ojciec mojego przyjaciela i musiałam wyjechać z miasta wcześniej, nie wróciłam, wiadomo jak jest z pkp w okresie świątecznym. Wkurzył się na mnie, bo bardzo się nastawił, mimoto dostałam kolejną szansę. Chciał przyjechać do mnie w Sylwestra, nie zgodziłam się, zawsze miałam tysiące wymówek i chyba trochę się bałam... Odpuścił, ale rozmawialiśmy tej nocy dość sporo telefonicznie. Następnie pojawiła się opcja mojego wyjazdu z kraju, wiec z miejsca zaczęliśmy się luźniej traktować, już nie chciałam go spotkać przed wyjazdem, by nie mieć problemów z adaptacją w nowym miejscu. Wyjechałam. Nie było mnie jakiś miesiąc...on w tym czasie nie próżnował rzecz jasna, bawił się z dziewczynami, miał różne przygody, ale nic poważnego...o czym dosyć niedawno mi opowiadał. Po powrocie mieliśmy się spotkać, ale stchórzyłam, jak idiotka. Nie odebrałam tel, nie odpisałam. Dopiero po kilku dniach go przeprosiłam za to. Ze mną jest taki problem, ze jeśli ktoś przestaje być mi obojętny to się wzbraniam nogami i rękami, żeby się przypadkiem nie zaangażować i nie zostać zraniona. Odpisał, ze cieszy się że coś odpisałam wreszcie, że było mu przykro, ale jest ok. No i od nowa to samo...tylko teraz już naprawdę bardzo dużo rozmawialiśmy, od jakiegoś miesiąca mieliśmy z sobą kontakt rewelacyjny. Uwielbiałam z nim rozmawiać! Jego głos! Żarty! Teraz kiedy zrozumienie miedzy ludźmi jest deficytowe, bardzo się cieszyłam, ze miedzy nami gości. Poddałam się temu uczuciu, choć nie wiem jak je nazwać. Umówiliśmy się, że jak wrócę od rodziców (moja siostra miała ślub, więc nie było mnie dłuższy czas) spotkamy się i zaczniemy coś z tego sklejać. Oboje byliśmy pełni nadziei, że nam wyjdzie.
Wróciłam. Umówiliśmy się na to spotkanie już dawno, wybrałam miejsce, Barometr, koncert jazzowy. Przyjechała do mnie koleżanka z kuzynem. Razem wybraliśmy się na miasto, zgarnęliśmy po drodze jeszcze kogoś. Nie wiem jakim cudem się to stało...byłam przekonana, że tel mam przy sobie, mam go w kieszeni sukienki,po prawej stronie....dlaczego ja nie sprawdziłam tego wcześniejPo dotarciu zauważyłam jego brak...mimo to weszłam na sale, panicznie się rozglądając...nie znalazłam go
musieliśmy się minąć. Jak tylko dostałam komórkę i zobaczyłam ilość połączeń i wiadomości, czułam, że coś złego się szykuje. Nie myliłam się, nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień. Powiedział, że stracił do mnie szacunek, nie chce mieć takich osób wśród znajomych i że mogę robić co chcę, ale jego nastawienia już teraz nie zmienię. Powiedział, że jeszcze nikt, nigdy nie zawiódł go w taki sposób jak ja. I że najgorsze w tym jest to, że nawet mnie nie spotkał, gadaliśmy tylko przez jebane smsy, fb, czy rozmowę telefoniczną.
Boli mnie to strasznie, bo naprawdę chciałam tego wieczoru być z nim, powoli stawał się dla mnie kimś ważnym. Nie było to celowe działanie, nie chciałam go zranić.
Nie wiem jak mam dalej się zachować...jak myślicie? powinnam dać mu spokój, czy starać się to jakoś mu wyjaśnić. Macie może jakiś pomysł?
Podziwiam go i tak że na tyle był cierpliwy. Ja już połowę czasu wcześniej bym się wycofał.
Zachowujesz się jak mała dziewczynka która sama nie wie czego chce. Zakładam że masz naście lat.
7 2014-05-22 20:15:18 Ostatnio edytowany przez faustttyna (2014-05-22 20:17:56)
Nie....doszedłby na pewno
datę wybrałam dość odległą, po to by mu opadły emocje, ale...nie wysłałam go. Leży sobie jeszcze na półce. Zależy mi na nim, dlatego się zastanawiam czy mam mu sobą namieszać ponownie, czy odpuścić i dać mu spokój. Faceci szybko zapominają, więc już i tak pewnie ma to gdzieś.
chwytajzycie - też mu to mówiłam, jednak myślę że trochę powierzchownie podszedłeś do tematu. Ja wiem, ze czytając taką historie można ją różnie interpretować, jednak z perspektywy tego naszego roku nie do końca wyglądało to na moją winę...po prostu zbieg pewnych wydarzeń, sytuacji i do spotkania nie dochodziło.
Aaa...no i oczywiście co do wieku, jak na 24 lata myślę, że mogłoby mi się więcej dojrzałości przydać. ![]()
Faustyna pierwsze pytanie jakie mi przychodzi do głowy gdy czytam Twoją opowieść to: O CO CHODZI? Coś dziewnego przebija z tej opowieści. Może znasz taką grę psychologiczną:TAK..ALE.. polega ona po krótce na tym, że kiedy komuś coś proponujesz mówi ona zawsze 'tak' a potem zawsze kontynuuje 'ale'...i tu następuje ciąg argumentów, przeszków, watpliwosci. i Twoja opowieść o chłopaku z sieci tak wygląda, gdy jest TAK to zawsze z ALE- przeszkody, przeciwności, wątpliwości, niejasnosci, złośliwości losu. Życie tak nie wygląda nagminnie, czasem coś sie nie udaje , jest pod górkę, wypadek losowy, przeważnie jednak to my prowokujemy te przeszkody, wywołujemy je z lasu, nawet nieswiadomie,ale my. Z boku wygląda to tak, że po prostu komplikujesz sobie życie. Powodów może być MILION. Nie miałabyś ochoty trochę tego życia uprościc- chcesz sie spotkać, zrób to ,nie uda sie, trudno,ale po co tak odwlekać, przedłużać, kombinować. Jakies listy niewysłane, spotkania zapomniane, przeszkody nie do obalenia? To są zachowania manipulacyjne, żaden mądry, dojrzały, nawet bardzo młody człowiek nie będzie sie bawił w kotka i myszkę - i to tylko dobrze o nim świadczy. Postaraj się uprosić trochę swoje życie, nie szukaj menadrów tam gdzie jest zwykły chaos.