Witam wszystkich,
Pracuję w firmie od pół roku - jest to moja druga praca na stanowisku helpdesk it (pozdrawiam kobiety informatyków
Firma nie jest duża, więc dział it to tylko ja (helpdesk) i mój szef (administrowanie systemami, projektami itd)
Na początku było ok, jednak od jakiegoś czasu mój szef zaczął się dziwnie zachowywać.
Z jednej strony ciągle dokłada mi nowe obowiązki z zakresu administracji systemów (chociaż stanowisko mam helpdesk i pensję bynajmniej nie jak administrator). Twierdzi, że powinnam być zachwycona, bo mogę się rozwijać i że każda z 400 osób, które składały papiery na moje stanowisko dałaby sobie rękę obciąć za takie możliwości (nie wiem, czy to ma być groźba, że łatwo mnie zastąpić?). Cóż, ja się czuję po prostu wykorzystywana do dodatkowej pracy, za którą nikt mi nie płaci. Nie wiem już, czy słusznie, czy to ze mną jest coś nie tak? Owszem, przy pracy helpdesk jest trochę wolnego czasu, kiedy nie ma zgłoszeń, ale wolę go wykorzystać na rozwój we własnym zakresie, niż wykonywać dodatkowe zadania dla firmy.
Druga rzecz, kilka tygodni temu szef położył mi na biurku swój służbowy telefon i powiedział, że mam odbierać, mówić mu, kto dzwoni i przekazywać go do telefonu. Oczywiście nie mam wyjścia, ale czuję się przy tym, jakby zrobił sobie ze mnie sekretarkę (nie żeby w byciu sekretarką było coś złego, ale nie to stanowisko mam w umowie o pracę). Ostatnio przyszedł do pracy, wypalił z tekstem "dzisiaj jest międzynarodowy dzień sekretarki, wszystkiego najlepszego" i rzucił mi na biurko swój telefon. Później taki sam tekst powiedział przy innym pracowniku, który przyszedł z jakąś sprawą - dzisiaj jest międzynarodowy dzień sekretarki, złóż życzenia - i wskazał na mnie. Może w jego mniemaniu to miał być żart, ale poczułam się okropnie. Może odgrywa się na mnie za to, że nie podchodzę dość entuzjastycznie do jego wspaniałomyślnej oferty "uczenia się"?
Jestem już zupełnie pogubiona. Jestem osobą spokojną, lubię rutynę, na pytanie "gdzie widzisz się w firmie za 2 lata" odpowiedziałabym bez wahania "chciałabym się nauczyć dobrze wykonywać moje obowiązki i stać się najlepszą osobą na swoim stanowisku". Nie mam parcia na karierę i pieniądze, wystarczy mi tyle, żeby się utrzymać i mieć na jakieś drobne przyjemności. Nie chcę awansować, nie lubię nowych wyzwań, bardzo lubię pracę na helpdesku, ale już do administracji systemami zupełnie nie mam predyspozycji. Mój szef twierdzi, że dzięki niemu będę mogła niedługo szukać pracy jako administrator (w firmie jest duża rotacja a i mój szef, z tego co opowiadał, ciągle zmienia pracę), tylko że ja wcale tego nie chcę. Czy to, że nie podzielam "parcia na karierę", które narzuca mi szef jest czymś złym? Czy naprawdę daje mi takie świetne możliwości rozwoju, czy po prostu mnie wykorzystuje jako pracownika?
Ostatnio chodzę do pracy z coraz większą niechęcią i stresem, co dzisiaj wymyśli mój szef, czy da mi jakieś nowe zadanie, którego nie będę umiała wykonać, czy poniży mnie jakimś chamskim tekstem. Nie wiem, czy powinnam zmienić nastawienie, czy zacząć szukać pracy w innej firmie?
(Dodam jeszcze, że z pierwszej pracy musiałam zrezygnować po 3 miesiącach, bo była na pół etatu, a znalazłam się w sytuacji, gdzie potrzebowałam pensji za cały etat, czego nie mogli mi zaoferować - sama praca była jak najbardziej w porządku)