Witam chciał bym się wygadać i jednocześnie prosić o radę.
Nie wiem od czego zacząć bo jest dużo do opowiadania.
Mam 26 lat i mam starszego brata o 7 lat. Od zawsze byliśmy nie równo traktowani. On był zawsze ten mądrzejszy, jego zdanie się zawszę liczyło a ja nigdy nie miałem nic do powiedzenia w domu. Brat ukończył studia w prywatnej szkolę i ma tytuł inż ja w tym roku bronię mgr w szkole państwowej i będę miał tytuł mgr inż. Inżyniera obroniłem na pięć z wyróżnieniem. Studia i praca są dla mnie najważniejsze. Mój brat parę lat temu oprócz tego że pracował na etacie to prowadził własną działalność gospodarczą i zarabiał ponad 5 tysięcy miesięcznie. Wtedy mimo że zarabiałem niecałe 2 tysiące nic od niego nie mogłem pożyczyć (np laptopa, aparatu) jak coś mi pożyczał to z wielką łaską. Rodzice mają dwa samochody jednego mu praktycznie dali na ponad rok, on nim urzędował, mimo że rodzice mi go kazali wziąć to brat miał do mnie pretensję i mi licznik spisywał. W końcu jak się odkuł kupił sobie własną gablotę a ja się cały czas płaszcze przed rodzicami żeby mi pożyczali auto mimo że z nimi na pół się składam na naprawy, opłaty itp. itd. Mój brat się "zakochał" w mężatce i przyczynił się do rozpadu małżeństwa i razem zamieszkali 3 km od domu rodzinnego w wynajętym mieszkaniu wraz z jej córką. Oprócz tego stracił pracę i jego firma padła. Stanął pod kreską i rodzice mu pożyczyli ponad 10 tysięcy żeby nie miał problemów a ja 2 tysiące. Znalazł pracę za 1600zł i tak sobie żyje ze swoją kobietą i jej córką. Ja w tym czasie stałem się kierownikiem jednego z działów w firmie i zarabiam ponad 3 tysiące. Odkładam pieniądze, studiuję i pracuję. Nie mam czasu pomagać rodzicom w domowym interesie.
To by było na tyle jeśli chodzi o historię. Temat jest taki moi rodzice wymyślili sobie na stare lata że będą się budować. Wiadomo że skończy się to tak że jeden z nas dostanie stary dom a drugi nowy. I w tym momencie doszło do tego że mój brat codziennie przyjeżdża do domu i pół dnia siedzi. Pomaga we wszystkim rodzicom cały czas gadają o tej budowie, brat jest brany do architekta. Raz jak się kłócili u architekta to brat wstał i wyszedł podobno a gościu się zapytał mojego ojca czy on się buduje czy jego syn. Wszyscy moi znajomi pytają się mnie czy brat się buduję, bo on szuka ekipy budowlanej.
W związku z tym ja zacząłem się burzyć ale to jedynie doprowadza do zaoszczędzenia konfliktu. Moi rodzice nie chcą mi pożyczać auta mimo że na nie płacę. Płacę też na życie 300zł miesięcznie mimo że prawie nie jem ich jedzenia bo kupuje sobie od ponad miesiąca wszystko sam bo jestem na diecie. Mój brat tu przesiaduje całymi dniami i nie płaci nic. Jedzie tylko na noc do domu. Matka się mnie czepie że z dziewczyną spię w jednym łóżku itp itd. Ogólnie o wszystko się czepiają.
Miałem też piękne święta wielkanocne brat przyjechał z dziewczyną i jej córką bo oni sobie oczywiście sami nie umieją nic ugotować i praktycznie co weekend tu są i mnie cała rodzina obudziła po śniadaniu wielkanocnym i mama mi tak powiedziała "zjedz szybko bo ja zaraz będę sprzątać". Normalnie zagotowałem się i miałem już po całych świętach.
Wczoraj doszło do eskalacji tego wszystkiego zacząłem ostre teksty bratowej walić, ona oczywiście mu to powtórzyła i on do mnie zadzwonił w nocy z ryjem.
Rodzice też o tym wiedzą że nie podoba mi się to jak on teraz i w dupę wchodzi z tą budową. Wszystko to widzą tylko nie oni i mi są wstanie wprost powiedzieć że "ty i tak nigdy nic nie robiłeś i on ją dostanie". Dzisiaj przyjeżdżam do domu o 19 bo specjalnie zostałem na nadgodzinach żeby tu nie siedzieć a mój brat kosi trawę którą ja zawszę kosiłem.
Nie wiem nie wytrzymuje już tego wszystkiego psychicznie. W pracy jestem kierownikiem mam pod sobą 30 osób i mimo tego jakoś umiem sobie z tym radzić. A tutaj mój brat owiną sobie tak pięknie rodziców w okół palca, oni tego nie widzą i jeszcze do mnie mają problemy.