Mam 32 lata i mama zwraca sie do mnie ''kochanie'', ''słoneczko''. Moja dziewczyna wkurza się o to, ale ja uwazam, ze to normalne. Też tak myślicie?
ja uwazam, ze to normalne.
Normalne.
Też zwracam się do mojego syna w różny, pieszczotliwy sposób (a on do mnie), ale faktem jest, że robię to tylko wtedy gdy jesteśmy sami. Nie mówię tak przy jego dziewczynie. Myślę, że i jego i ją by to krępowało.
Mnie wkurzają takie określenia. Zawsze mowie "mamo, nie jestem dzieckiem", a ona ze "ale zawsze moim" i taka gadka.
Myślę, że jeśli mówi tak przy dziewczynie lub znajomych to ostre przegięcie. Choć ogólnie dziwne mi się wydaje zwracanie "słoneczko" do dużego konia nie obraź się xD To takie niemęskie, a facet w pewnym wieku chce czuć się męski, a nie jak przedszkolak ![]()
Mnie wkurzają takie określenia.
Co kto lubi ![]()
Ja ze swoim synem od dawna mamy swój język tylko dla siebie.
Ale tak jak napisałam wcześniej - tylko gdy jesteśmy sami.
Uważam, że to wcale nie świadczy o tym, że matki traktują swoje dzieci, jak małe nieporadne istotki.
To wyraz tego, że kochają swoje dzieci i są im bardzo bliskie.
Są tacy, którzy chcieliby takie słowa usłyszec z ust matki.
Dokładnie. Lepiej usłyszeć od matki "słoneczko" niż "wpadko" czy inne epitety.
8 2014-04-28 00:41:03 Ostatnio edytowany przez Black_dragon (2014-04-28 00:46:53)
thepass- przegięcie w żadną stronę nie jest dobre xD
To bywa czasem niewygodne, dodam taką swoją historyjkę, mam na imię Diana, gdy byłam nastolatką, mama upodobałą sobie mówić do mnie "Dianula", co mi się nie podobało. Nie szło jej przetłumaczyć że to mi się nie podoba. Kiedyś znajomi usłyszeli pod oknem jak mnie nazywa. Miałąm przerąbane w szkole xD Nie dało się jej przetłumaczyć że tego nie chcę. Na szczęście gdzieś na pograniczu liceum/studiów jej się zapomniało chyba xD
Moja sąsiadka ciągle zwraca się przy wszystkich do swoich synów: Piotrusiu, Michałku, czy "skarbeńku". Każdy już się chyba do tego przyzwyczaił i chłopcy też. Mimo, że mają już prawie 30 lat.
Ja lubię ich posłuchac, bo są dla siebie tacy mili.
Czasem takie zdrobnienia są śmieszne, słysząc takich rodziców myślę, że mówiąc "Oleńka" albo "Damianek" mają na myśli swoje kilkuletnie wnuki a nie dorosłe dzieci.
To, że rodzic do kogoś mówi zdrobniale, nie czyni nikogo maminsynkiem, to czy ktoś dalej mentalnie trzyma się rąbka spódnicy mamusi widać najlepiej po jego zachowaniu.