Witam
NIe mogę sobie poradzić ....
Zostalam oskarżona o kradzież pieniedzy , nawet nie wiem ile zginelo mojemu narzeczonemu , mówi że około 100zł .
Ja nie wzielam tych pieniedzy, nigdy nikomu nie zabrałam nawet złotówki. Mieszkamy razem juz ponad 4 lata, to juz drugi raz kiedy wina spadła na mnie. Za pierwszym razem wyjasnilo sie wszystko. Teraz niestety nie. Jego mama i on twierdzi ze rano byly, a popoludniu kiedy ja pojechalam do pracy zorientowal sie ze brakuje mu pieniedzy.
Płakałam, tłumaczyłam, krzyczałam , że to nie ja.... Nikt mi nie wierzy....
Najgorsze w tym wszystkim jest to , że moj syn 3.5 letni powiedział tacie ze mama zabrała.
Nie wiem skad mu sie to wzielo do glowy. Ja wczoraj nawet tego portfela nie mialam w rekach, nawet go nie widzialam, bo on zawsze schowany jest w szafie.
To nie pierwsze jak syn kłamie, nie raz byl zlapany na klamstwie, ale teraz nikomu do glowy nie przychodzi ze on mogl klamac.
Nie moge ich w zaden sposob przekonac ze to nie ja...
Co zrobic? Jak przekonac narzeczonego ze jestem niewinna...
W jego oczach jestem złodziejką...
Mówilam zeby przeanalizowal czy ich przypadkiem nie wydal... on zdecydowanie twierdzi ze ich nie wydal, rano byly a po moim wyjezdzie zginely... Tylko ze to nie ja...
Nie moge sie pogodzic z tym, nie moge zrozumiec, nie potrafie sobie z tym poradzic...