Witam. Dosyć długo zastanawiałam się nad zasięgnięciem porady, postanowiłam więc zacząć od takiej formy. Prawie rok temu moja mama umarła na raka- szok, bo niespodziewanie tym bardziej, że nigdy wcześniej nie chorowała. Byłam z nią bardzo związana, poza tym to ja się nią zajmowałam w ostatnich miesiącach jej życia, więc mocno to przeżyłam i nadal przeżywam. Od tego czasu mam wrażenie, że wszystko idzie ku temu, żebym w końcu nie wytrzymała. Wkrótce po śmierci mamy straciłam pracę- reorganizacja, najmłodszy pracownik, padło na mnie. Później dowiedziałam się, że facet, z którym byłam prawie zaręczona (prawie, bo zaręczyny miały odbyć się w najbliższe święta) od kilku miesięcy spotyka się z inną kobietą. Wyjechałam więc do innego miasta w poszukiwaniu pracy i przyznam też, żeby nie spotkać na ulicy eks chłopaka z nową dziewczyną. Zamieszkałam z ciotką, niby niegroźną starszą panią. I to był mój błąd. Przez 3 miesiące, kiedy u niej mieszkałam nie mogłam nic zrobić, nie miałam żadnych praw, nie mogłam sobie nawet nic ugotować, bo ciągle były jakieś problemy- a to nie ma miejsca w lodówce, a to ona chce gotować, a to ja nie umiem gotować, więc po co w ogóle się wysilam?, nie miałam nawet własnego klucza, musiałam więc pilnie przestrzegać czasu jaki mi dawała na załatwienie spraw, bo nie dostałabym się do mieszkania- zamknięte na 4 spusty a ona śpi, albo udaje, ze śpi. I to wszystko w ciągu zaledwie 6 miesięcy. Wiem, brzmi jak z kiepskiej telenoweli i czasem czuję się jak jej bohaterka. W każdym razie w końcu nie wytrzymałam i wróciłam do domu- kompletnie zobojętniała na wszystko. Ledwie poczułam się lepiej w domu, zaczęłam odzyskiwać równowagę, znalazłam sobie nową pasję okazało się, że ciotka wymaga opieki. I oczywiście czyjej? Mojej rzecz jasna. I znowu- powrót do ciotki, zostawiłąm swoje prawie nowo ulożone życie, rzuciłam wszystko i przyjechałam pomóc jej chociaż pozałatwiać parę spraw. Rodzina ze wszystkich stron naciska, żebym się nią zajęła, bo sama zostać nie może (osoba niechodząca, wymagająca specjalistycznej opieki w dzień i w nocy). A ponieważ jeszcze nie znalazłam pracy traktuje się mnie jak rzecz, którą można przenosić z miejsca na miejsce. Gdy tylko chce zacząć myśleć o sobie, o tym, ze chcę jakoś sobie poskładać to moje nędzne życie i mówię, że nie mam ani siły, ani ochoty, ani nawet predyspozycji do opieki robi mi się awantury, wyzywa mnie się od bezdusznych, bo przecież to człowiek, bo przecież na domy opieki trzeba czekać, bo przecież ciotka nie chce żeby opiekował się nią ktoś inny. I ciągle są jakieś pretensje do mnie. Nikt nie zwraca uwagi na to, czego ja chcę, nikt nie pyta mnie o zdanie, nikt nie słucha tego co mówię, a ja chce zwyczajnie poukładać sobie jakoś życie, zacząć myśleć tylko o sobie, a nie o wszystkich w okół, bo wiem, że nikt inny o mnie nie zadba. I to mi się bardzo skutecznie uniemożliwia. W którymś momencie złapałam się na myśli, że dłużej nie jestem w stanie, zwyczajnie nie mam siły walczyć z całym światem i chciałabym się poddać i zaczęłam zazdrościć ludziom, którzy z takich czy innych powodów opuścili ten ziemski padół. Zaczełam nawet rozmyślać, jak ten padół spokojnie opuścić, ale powstrzymała mnie myśl, że jeszcze by mnie odratowali i byłoby jeszcze gorzej. Czego tutaj szukam? Kogoś kto podpowie mi, jak mam sobie z tym wszystkim poradzić i nie zwariować.
Być może przez to, że mieszkałaś u cioci wszyscy uważają, że powinnaś być jej wdzięczna i teraz pomagać. Czy mówiłaś o tym jak byłaś przez nią traktowana? To jasne, że ciocia potrzebuje pomocy, ale dlaczego tylko Ty masz pomagać? Pewnie jesteś osobą, która nie potrafi na głos wyrażać swoich potrzeb i uczuć. Mów jasno, że szukasz pracy i że nie będziesz w stanie na okrągło zajmować się ciocią. A czy nie myślisz o studiach?