"Moje dziecko nie je owoców i warzyw."
"Kubuś grymasi, muszę mu proponować kilka różnych dań, zanim się na coś zdecyduje."
"Córka jest niejadkiem, biegam za nią po całym domu z posiłkiem i wciskam po trochu w trakcie zabawy."
"Mój synek nie zje obiadu, jeśli nie puszczę mu bajki."
"Julcia pije tylko napój firmy X, wiem, że jest niezdrowy, ale co mam zrobić, jak ona nie chce pić nic innego?"
I tak dalej
A jak jest/było u Was? Co sądzicie o "metodzie" z tytułu wątku? Warto, Waszym zdaniem, przegłodzić dziecko, by się nauczyło, że zjadamy to, co jest, bez grymaszenia, a niechęć do danego produktu to objaw, że się "w tyłku przewróciło"? Czy lepiej jednak zaproponować inne danie lub zająć dziecko zabawą, by każdego dnia zjadło 5 regularnych posiłków, obojętnie jakim kosztem? A tak w ogóle dlaczego dziecko wybrzydza/odmawia jedzenia? Tu, na forum, spotkałam się z zarzutem w stosunku do jednej z mam, że "nie dała dziecku dobrego przykładu, bo sama nie je warzyw". Czy zgadzacie się z teorią, że to my, rodzice, kształtujemy kulinarny gust i nawyki dziecka? A może raczej nasze pociechy od maleńkości mają "swoje smaki"?
Zapraszam do dyskusji ![]()