Zwykłe rozstanie.. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zwykłe rozstanie..

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1 Ostatnio edytowany przez szarykotek (2014-04-09 19:31:49)

Temat: Zwykłe rozstanie..

Hej wszystkim smile

Piszę ponieważ czytam to forum od dawna, przynosi mi niejednokrotnie ulgę ale odnajduję tu także wiele cennych, życiowych rad. Niestety kilka dni temu mój ponad roczny związek dobiegł końca. Tak jak wszyscy potrzebuję wsparcia...
Od początku nie była to łatwa relacja z racji, że ja należę do osób bardzo ciepłych i otwartych, a on wręcz przeciwnie - typ odludka, niewiele mówiącego o sobie i swoich uczuciach. Często kłóciliśmy się (o ile to można nazwać kłótnią a nie moimi monologami) o jego brak zaangażowania, inicjatywy, marazm, bardzo częste niezadowolenie...Dochodziło do tego, że on już mechanicznie robił pewne rzeczy, tylko po to żebym była szczęśliwa. Dla niego nie było w tym nic dziwnego, że nigdize nie wychodzimy, że leżymy przed telewizorem, że ja muszę przyjeżdżać do niego z drugiego końca miasta i nigdy nawet nie odprowadzi mnie na autobus mimo że jest już grubo po 23, że nie spyta potem nawet jak dojechałam, bo on już usnął i go to nie obchodzi. Oczywiście wyrzucałam mu to, ale nie przynosiło zbyt wielkich efektów - choć czasem się starał, raz na kilka miesięcy wymyślił jakieś wyjście albo rozrywkę pod tytułem kino, a ja skakałam pod sufit z radości, że w końcu on! Sama też starałam się ożywiać naszą relację, zabierałam go do znajomych, wyciągałam do ciekawych miejsc, pokazywałam nowe formy spędzania czasu...czego nigdy nawet nie skwitował miłym słowem. Raz myślałam że serce mi pęknie, kiedy ja od kilku dni przygotowywałam dla niego wyjście w pewne oryginalne miejsce, a on tylko skwitował to ze skwaszoną miną, że jest mu zimno i że śmierdzi. Ale i tak robiłam dobrą minę do złej gry i jeszcze jak idiotka obwiniałam siebie, że może faktycznie było zimno i śmierdziało, a mój pomysł był totalnie do bani. Zresztą wyjście do zoo, które też kiedyś wymyśliłam skomentował, że to dla dzieci, a poza tym śmierdzi (tak, wyjątkowo czuły na zapachy big_smile) i nie pójdzie. W końcu kiedy poszedł i bawił się świetnie, bo widziałam to po nim kiedy jak dziecko podniecał się zwierzakami, to i tak na koniec ostatecznie był niezadowolony bo za gorąco i drogie picie w sklepie ;/

Mimo tego jak bardzo się starałam być dla niego, zasługiwać na jego miłość (tak wiem, to debilne myślenie ;/), zdarzały się chwile, że wybuchałam. Ostatnio niestety coraz częściej. Wtedy zasypywałam go żalami, poczuciem krzywdy i wyrzutami, a on jeszcze bardziej zamykał się w sobie. Starałam się jak mogłam gryźć w język by go nie urazić, ale czasem nerwy mi puszczały, szczególnie kiedy jechałam dla niego w nocy przez pół miasta, a żeby on gdziekolwiek miał ruszyć dupę to było marudzenie. Często myślałam o rozstaniu, wiele osób mi mówiło, że w tym związku nie jestem szczęśliwa, a mimo to zawsze go tłumaczyłam i wybielałam. Owszem, były piękne chwile, kiedy mówił, że mnie kocha i przytulał, czasem nawet powiedział że ładnie wyglądam itp...jak w każdym związku. Teraz jednak mam wrażenie, że otrzymywałam ochłapy miłości.
Eh, wiem, że to nie jest wyznacznik związku ale nigdy nawet nie dostałam od niego głupiego kwiatka. Komplementy raz na ruski rok - starałam się go zasypywać nimi, żeby może też zaczął mnie doceniać - skutek zerowy. nie pojechaliśmy razem na wakacje, na jakąkolwiek wycieczkę. Nawet o tym żeby rpzepuszczał mnie w drzwiach musiałam mu przypominać (dodam, że jest to mężczyzna raczej bliżej trzydziestki a nie nastolatek...).

No i stało się, zostawił mnie. Powiedział, że już nie jest w stanie naprawiać naszej relacji, że mi ciągle coś nie pasuje i ciągle jest coś nie tak, że nie ma siły. Kocha mnie, ale nie potrafi już ze mną być - tak argumentował. Oczywiście zaczęłam mu nawijać, że jeśli ludzie się kochają to są w stanie walczyć o związek, próbować się zmieniać, pieprzyłam o akceptacji wad itp...Przepraszałam za to jaka byłam i płakałam. Jeszcze chwila i błagałabym żeby mnie nie zostawiał, wiem, żałosne. On też przepraszał i płakał, powiedział, że to jego wina, bo "on już taki jest" i nie może mnie unieszczęśliwiać.
Nie zrobił nic by o nas zawalczyć. Ja też już nie mam siły nic robić. Po kilku przepłakanych dniach zrozumiałam, że on już nie wróci. Tfu, zrozumiałam, że ja także nie chciałabym już wracać. tzn.no wszyscy wiemy co się dzieje kilka dni po rozstaniu...najchętniej by się człowiek w ramiona rzucił. Ale zrozumiałam, że mimo tego, że tak bardzo za nim szaleję to nie ma sensu. Przecież gdyby mnie kochał to nie poddałby się tak łatwo, ludzie którzy się kochają nie powinni być oddzielnie...
Jest mi tylko cholernie ciężko pozbierać się, wiadomo, wspomnienia, dużo czasu razem...dużo mojej energii także poświęciłam właściwie od początku na tę relację. Muszę się pogodzić z tym, że nie da się nikogo zmusić do kochania. I nie wierzę już w jego słowa, że kocha ale musi odejść bo ciągle jest coś nie tak między nami. Chyba jedynie się przywiązał.

Tym wpisem sama po prostu daje sobię wytchnienie i kopa. Będę czytać to w każdej chwili kiedy złapie mnie dół i postanowię do niego napisać. Wiem, że jestem świetną dziewczyną i znajdę kogoś, kto to doceni. I wiem, że nie muszę zasłużyć na niczyją miłość, bo pokochałam siebie i pogodziłam się z tym co się stało. Choć nadal przychodzą chwile, że uważam, iż to ja wszystko zniszczyłam swoim marudzeniem i wymaganiami wobec niego....ale chyba nie były to jednak wymagania z kosmosu.... Trzymajcie za mnie kciuki, abym ułożyła sobie w głowie wszystko na nowo, w końcu było to po prostu ot, zwykłe rozstanie...

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-09 19:44:12)

Odp: Zwykłe rozstanie..

Nie pasujecie do siebie. Jesteś od niego hm... jak tu niektórzy nauczyli mnie- "bardziej praktyczna życiowo".
Dlatego tak, prędzej kogoś nawet znajdziesz niż on, bo masz wieksze mozliwosci byciem taką otwartą. Tobie wiele rzeczy nie pasowało, a on nie chciał nic zmieniać bo to jego "styl zycia". Męczył się tymi Twoimi propozycjami widocznie, zmianami. Troche moze to podciągne pod brak akceptacji tego jakim jest. Dla kazdego co innego jest normalne i wymaganiami z kosmosu. On nie da rady zyc jak Ty. Ty nie dasz rady zyc jak on. Milosc to za malo.

Moze jest introwertykiem, Ty ekstrawertykiem (widze fajne podejscie np z tymi komplementami). Moze nawet jestes mądrzejsza. Szkoda tylko, że tak probowalas jego zmieniac, a nie doceniac sama siebie, bo rzeczywiscie tkwilas w braku szczęścia, a mimo to cierpisz bo to on zerwał.

3 Ostatnio edytowany przez szarykotek (2014-04-09 20:02:51)

Odp: Zwykłe rozstanie..

Dziękuję za odpowiedź i dobre słowo. Jest dużo racji w tym co napisałeś. Pomogło mi to też zrozumieć męski punkt widzenia, bo nieukrywam, że głównie dotychczas rozmawiałam na ten temat z kobietami. Niedopasowanie, odmienne oczekiwania...
Introwertykiem jest na pewno, przy tym warto w tym miejscu dodać, że przez ostatnie pół roku miał dużo problemów zawodowych. Starałam się go wspierać i przez jakieś pierwsze 8 miesięcy naszego związku nie naciskałam często na wyjścia czy rozrywki. Żyłam jego sprawami, pomagałam mu jak mogłam, choć sama też miałam wiele problemów (tutaj pojawia się żal, że nie interesował się nimi...). Ale potem kiedy minął gorszy czas w jego życiu, kiedy w końcu zaczęło mu się układać i to nawet lepiej niż mógłby przypuszczać, wcale nie doznał ulgi, choć ciągle powtarzał "jak się ta sprawa ułoży to będziemy robić to i to, pojedziemy tu i tam, będziemy tacy szczęśliwi". Czekałam na to, w końcu obiecywał, a nic się nie zmieniło. Było po staremu a nawet gorzej. Tak naprawdę to chyba ja pierwsza zaczęłam myśleć o rozstaniu, ale nie chciałam się poddawać. I on podjął decyzję za mnie, a ja po prostu cierpie...choc mysle, ze jemu tez nie jest summa summarum latwo.

4

Odp: Zwykłe rozstanie..

Wiesz, nie znam jego punktu widzenia, ale tak naprawde liczylaś na coś co mogło się nigdy nie wydarzyć. Obiecywał dla spokoju,bo tego spokoju introwertykowi najbardziej trzeba. Poza tym wydajesz sie wartosciowa, więc ja tylko tłumaczyłbym to niedopasowaniem i tyle.

5

Odp: Zwykłe rozstanie..
thepass napisał/a:

Nie pasujecie do siebie. Jesteś od niego hm... jak tu niektórzy nauczyli mnie- "bardziej praktyczna życiowo".
Dlatego tak, prędzej kogoś nawet znajdziesz niż on, bo masz wieksze mozliwosci byciem taką otwartą. Tobie wiele rzeczy nie pasowało, a on nie chciał nic zmieniać bo to jego "styl zycia". Męczył się tymi Twoimi propozycjami widocznie, zmianami. Troche moze to podciągne pod brak akceptacji tego jakim jest. Dla kazdego co innego jest normalne i wymaganiami z kosmosu. On nie da rady zyc jak Ty. Ty nie dasz rady zyc jak on. Milosc to za malo.

Moze jest introwertykiem, Ty ekstrawertykiem (widze fajne podejscie np z tymi komplementami). Moze nawet jestes mądrzejsza. Szkoda tylko, że tak probowalas jego zmieniac, a nie doceniac sama siebie, bo rzeczywiscie tkwilas w braku szczęścia, a mimo to cierpisz bo to on zerwał.

Zgadzam się z powyższym, więc dlatego cytuję smile I ja też wierzę, że uczucie (miłość, fascynacja, zauroczenie, chemia  - jak zwał tak zwał) to czasem za mało, żeby prowadzić stabilną relację satysfakcjonującą dla obu stron.

Szarykotek - czas leczy rany i w Twoim przypadku ten banał się sprawdzi. Czasami przeciwieństwa naprawdę mocno sie przyciągają, ale niestety rzadko udaje im się zgodnie funkcjonować na dłuższą metę.

Tak więc standardowo - ciesz się życiem, pielęgnuj swoje zainteresowania, spotykaj się z przyjaciółmi i pewnego dnia pojawi się ktoś, kto doceni Ciebie i to co oferujesz. I będziesz mądrzejsza o wnioski, jakie wyciągniesz z  tego związku i rozstania, co mam nadzieję pozwoli Ci dokonać lepszych wyborów w przyszłości.

6

Odp: Zwykłe rozstanie..

To ja mam podobnie. Mój obraża sie nawet za to ze chce wyjść z Nim na spacer. Nie jestem szczęśliwa kiedy nie ma go obok. Zawsze spędzałam z nim weekendy, a ten woli spędzić sam....
Potrafi nie odpisywać mi przez caly wieczór, aż do następnego dnia bo pije z kolegami.
Ale nie umim go zostawić, za ciężko mi bez niego.... wiem, że nie wytrzymałabym bez niego, chociaż na prawdę źle mnie traktuje czasem.
1. Ma problem, że jestem zazdrosna, chociaż to jego wina bo sam pisal do innej bedąc ze mną czy ona nie chce z nim być.
2. Kiedy płacze, a on akurat jest wkurwiony to ma na to wyjebane i olewa mnie.
3. Woli gadać ze znajomymi niż ze mną.
4. Ciężko wyjść mu ze mną na spacer.
5. Komentuje wszystko co zrobie. Mówi o naszych problemach znajomym.
A pomysleć, że jeszcze rok temu potrafił chodzić ze mną na spacery o długości kilku km. Mówił, że tęskni i wgl. Teraz nawet czasem muszę buziaka na przywitanie dziadować.
No i znów zaczęłam sie dołować....

7

Odp: Zwykłe rozstanie..

Po co siedzieć z kimś kto jest nudziarzem i jeszcze wampirem energetycznym. Facet powinien zadbać o kobietę, a nie odwrotnie, że ona skacze za nim cały czas. Później co, kobieta w domu obiadki, nad dzieciakami,a  facet tv i piwo, błagam Was, ogarnijcie kobiety, jest wielu facetów, którzy skakać będą za Wami big_smile

8

Odp: Zwykłe rozstanie..

a ja Zyczliwy jak zwykle sie z Toba nie zgodze. Zadbać to powinni oboje o siebie.

9 Ostatnio edytowany przez szarykotek (2014-04-10 15:34:08)

Odp: Zwykłe rozstanie..
Zyczliwy napisał/a:

Po co siedzieć z kimś kto jest nudziarzem i jeszcze wampirem energetycznym. Facet powinien zadbać o kobietę, a nie odwrotnie, że ona skacze za nim cały czas. Później co, kobieta w domu obiadki, nad dzieciakami,a  facet tv i piwo, błagam Was, ogarnijcie kobiety, jest wielu facetów, którzy skakać będą za Wami big_smile

Też zawsze tak myślałam. Popóki naprawde nie zaczęło mi zależeć na kimś. Wtedy chciałam żeby role dzieliły się po połowie, sprawiało mi radość kiedy mogłam mu pomóc czy sprawić przyjemność. Tylko w naszym przypadku faktycznie to ja dawałam z siebie więcej (co zresztą prowadziło później do niezrozumiałych dla niego pretensji z mojej strony). Na koniec przyznał, że rzeczywiście nie umiałby mnie chyba uszczęśliwić, a że chce dla mnie jak najlepiej, to i jego dołuje ów fakt. Także ten big_smile Chyba głównym czynnikiem jest wspominane tu wcześniej niedopasowanie.. Na pewno mogę się zgodzić z tym, że jest wampirem energetycznym....

OpopopxD - tutaj problem nie jest jednak do końca podobny... Myślę, że Twojemu chłopakowi niestety przestało na Tobie zależeć, a przynajmniej nie zależy mu tak jak wcześniej. Może nawet swoim zachowaniem prowokuje żebyś go zostawiła? Pomyśl sama, czy jesteś szczesliwa z nim czy to strach przed byciem samą? Wierz mi, wytrzymałabyś bez niego. Często człowiekowi na początku się wydaje, że nie dałby sobie rady itp. Mój (były) facet starał się być dla mnie dobry (z róznym skutkiem) i zawsze myślałam, że umre bez niego. Nie umieram. Radzę sobie i mam nadzieje, że któregoś dnia będę umiała o nim pomyśleć bez ściskania w żołądku smile Szkoda życia.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zwykłe rozstanie..

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024