Na wstępie proszę nie oceniajcie pochopnie... ja sama do niedawna oceniałam świat na zasadzie czarno-białej... ale to c przeżyłam przez ostatnie 5 miesięcy skutecznie mnie z tego wyleczyło i widzę że świat jest pełen odcieni szarości. Opiszę pokrótce sytuacje. mam 28lat, 3lata temu wyszłam za mąż. Wyszłam za mąż z wielkiej i szalonej miłości- zakochana byłam strasznie, podobnie jak mój 10lat starszy wtedy jeszcze facet. Ja jeszcze wtedy studentka, on niezależny i wolny (wcześniej zakończył 6cio letni związek).
Ślub był jak z bajki, weszłam w role żony- chciałam zakładać rodzinę!!!!!
Jednak szybko zaczęło się psuć- mąż nie chciał ze mną uprawiać seksu (zero zainteresowania z jego strony chociaż jestem bardzo atrakcyjną kobietą, pracowałam jako fotomodelka kiedyś). Próbowaliśmy chodzić do psychologów i seksuologów, ja tłumaczyłam sobie że to przez jego stresującą pracę i starałam się być wyrozumiała ale było to dla mnie okropne i poniżające, jak to, przecież go kocham wiec go pragne itd., potem weszłam na etap "to ze mną musi być coś nie tak", zjazd poczucia własnej wartości, obniżone nastroje itd.
W okół tego narosło wiele nieporozumień, napięć i kłótni. Potem zaczęły się gorsze rzeczy- okazało się ze mój mąż nie do końca był ze mna szczery w rożnych sprawach finansowych- do drzwi zaczął pukać komornik potem drugi i trzeci!!! okazało się że mąż nieźle nawywijał pare lat temu o czym nie poinfrmował mnie przed ślubem!!!! poczułam się strasznie oszukana. No ale postanowiłam mu wybaczyć wspierać, być przy nim. Wzielam studencki kredyt na splate części jego długu.
Potem skonczylam studia i otworzyłam wlasna firme na która wzielam spora pozyczke, mielismy w niej pracować razem. Tak jak na to patrze z perspektywy czasu to była ostatnia proba ratowania malzenstwa. ludzilam się ze może w końcu on się otworzy na seks ze mna ze ta fizyczność w końcu będzie, czułam się jak zbity pies. ale nic takiego nie nie wydarzyło. W końcu stało się to co się stało.....................................
Poznałam kogos, zakochałam się. Zakochałam się jak nigdy w życiu i weszłam w romans. ja mężatka on żonaty. I też starszy tym razem 15lat...ale to nie ważne. 3 miesiące naszego związku były najpiekniejszymy ale tez najtrudniejszymi dniami, tygodniami i miesiącami naszego zycia. Nie radziłam sobie z zżyciem w kłamstwie, kombinowaniu itd. On też. W końcu wszystko musiało się wydać- ja powiedziałam mezowi ze nie mogę być z nim dluzej, ze zakochałam się i ze musze odejść. i odeszłam. Mieszkam u rodzicow. Mój ukochany w domu miał pieklo. Ona dowiedziała się i zaczela po prostu szalec. W dodatku ona dowiedziała się kim jestem i nachodzi mnie, pisze smsy, dzwoni, była również u mnie w firmie i zdemlowala mi biuro (poniszczyla sprzety), uderzyla mnie. W tydzień po wyjściu na jaw naszego związku, on wyprowadzil się do swojego drugiego domu (na dzialce), w 3 tygodnie później wynajal już duzy dom, neutralny- nie związany z rodzina itd..zupełnie nowe miejsce. Wplacil kaucje za 3miesiace (25tys) i podpisal umowę na dwa lata.
Dom jest blisko "naszych rewirow" bo mój ukochany ma dwojke dzieci z którymi chce mieć kontakt.
Na dzień dzisiejszy mieszkamy osobno- ja u rodzicow on w nowym domu... on walczy o to żeby nie stracic kontaktu z dziecmi (zona miota się-od nienawiści i nastawianiu dzieci przeciwko ojcu do blagania). Staramy się znormalizować sytuacje. On powiedział zonie ze jest ze mna ona z reszta o tym wie. Ja zlozylam już pozew o rozwod.... obydwoje chcemy być szczęśliwi i zacząć nowe zycie na innych zasadach- w "starych" związkach brakowało nam szczerości i bliskości...rozmow. Odnaleźlismy to ze sobą.
Pisze bo ja również miotam się i stresuje.. trafiłam na cudownego faceta...który jednak nie radzi sobie do końca z ta sytuacja...a może po prostu radzi sobie madrze i dojrzale? mowi ze trzeba czasu na wszystko... ma wyrzuty sumienia wobec zony i dzieci, czuje ciezar odpowiedzialności za to co im zrobil, ja tez czuje ale mi jest latwiej bo nie mam dzieci a mój maz mnie już nie kocha bo nawet nie probowal walczyc o mnie (i dobrze).
Pisze zebyscie mi napisali jak to według Was wygląda?
2 2014-04-08 17:56:03 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-04-08 17:57:09)
Rozwaliliście razem dwójce dzieci rodzinę, więc czego oczekujesz?? Medalu za zasługi, że uwolniłaś biednego rycerzyka od wiedźmy?? Kibicuję jego żonie, żeby skutecznie umiliła/ułatwiła rycerzykowi kontakty z dziećmi...
PS Twoje małżeństwo to był niewypał, ale tak trudno było znaleźć kogoś bez zobowiązań??
Koszty sa ogromne...
I zdaje sobie sprawę z tego jak to wygląda z boku.
On jednak podjal swoja decyzje a ja swoja, wiem ze trzeba było najpierw się rozwieść a potem dopiero ukladac zycie na nowo ale czasem tak się nie da. Nasz "romans" stal się zapalnikiem do rozwodow, dodalo nam to sily i przekonania ze nie chcemy zyc tak jak zylismy.
Nikogo nie szukaliśmy!!! ja nie szukałam przygod i seksu mimo ze brakowało mi bliskości, tak się po prostu STAŁO.
Psychologiczna. Ja tam sie nie znam. Ale on do zony wróci.
Zobaczysz.
Cholera, assassin jesteś bardzo trafny. I Twoja odpowiedź jest bardzo obiektywna.
Ale co zrobić jeśli się kocha i wierzy ze teraz to jest TO?
Zostawiamy za sobą zgliszcza.
End_aluzja żona tez go zdradzila już kiedyś i zyli od tamtej pory w piekle, nie sadze żeby wrocil po tym wszystkim jak wywrocil do góry nogami cale zycie rodzinie i sobie
Ja myślę, że powoli jesteście w stanie to wszystko poukładać. O ile on jest zdecydowany, bo Ty jak rozumiem jesteś. Z drugiej strony jest gorzej, bo są dzieci i żona histeryczka.
Myślę, że warto się postarać, przetrwać ten najtrudniejszy okres. Powodzenia.
7 2014-04-08 18:04:56 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-04-08 18:09:41)
Koszty sa ogromne...
I zdaje sobie sprawę z tego jak to wygląda z boku.
On jednak podjal swoja decyzje a ja swoja, wiem ze trzeba było najpierw się rozwieść a potem dopiero ukladac zycie na nowo ale czasem tak się nie da. Nasz "romans" stal się zapalnikiem do rozwodow, dodalo nam to sily i przekonania ze nie chcemy zyc tak jak zylismy.Nikogo nie szukaliśmy!!! ja nie szukałam przygod i seksu mimo ze brakowało mi bliskości, tak się po prostu STAŁO.
Z Twojej strony "koszty" są symboliczne.
No więc w czym tkwi problem?? Są akcje będą i reakcje... Będziecie/jesteście razem. Czego więc oczekujesz, ale konkretnie? Jak uporać się z jego żoną, dziećmi, swoim sumieniem, czego?
Cholera, assassin jesteś bardzo trafny. I Twoja odpowiedź jest bardzo obiektywna.
Ale co zrobić jeśli się kocha i wierzy ze teraz to jest TO?
Zostawiamy za sobą zgliszcza.End_aluzja żona tez go zdradzila już kiedyś i zyli od tamtej pory w piekle, nie sadze żeby wrocil po tym wszystkim jak wywrocil do góry nogami cale zycie rodzinie i sobie
Że to jest TO to za przeproszeniem dopiero się dowiesz będąc u kresu życia nie teraz. Wcześniej przecież to też było to, bo gdyby nie było to nie wzięłabyś ślubu prawda??
Skąd wiesz, że żona zdradziła go?? Nie wiesz jak takie bajki o biednych rycerzykach się zawsze zaczynają?? Jeśli to jednak prawda to w jakimś tam stopniu gość jest rozgrzeszony...
Katariina dziekuje za odpowiedź, tez mysle ze czas czas czas i cierpliwość z mojej strony. Wiem ze dzieci sa dla niego najważniejsze i tez go kocham za to...bo gdyby rzucil wszystko i nie ogladajac się za siebie wpadl w moje ramiona to nie swiadczylo by o nim dobrze. A chcemy się traktować poważnie. No i szczerość to dla nas PODSTAWA bo to wszystko cośmy zgotowali naszym rodzinom to jest pieklo
i nie można tego powtórzyć.
Nie przesadzaj z wyrzutami sumienia. Też masz prawo do szczęścia, i Twój ukochany także, mimo że ma dzieci z niewłaściwą kobietą.
10 2014-04-08 18:12:44 Ostatnio edytowany przez psychologiczna (2014-04-08 18:14:47)
Dla mnie "problemem" teraz jest niepewność ![]()
Bo owszem- jesteśmy razem- widujemy się praktycznie codziennie, piszemy, on dzwoni..ale nie mieszkamy ze sobą ..
Ta cala sprawa toczy się miesiąc- to długo czy krótko?
ja do meza nie wroce, to nie zabawa w kotka i myszke, podjelam dojrzala decyzje. On również twierdzi ze choćby mial być sam do końca zycia do zony nie wroci, obydwoje uciekliśmy nie tyle do siebie co OD NICH- od zwiazkow w których nie można było cieszyc się tym ze swieci slonce i ze można kogos trzymać za reke.
Moja niepewność wynika z tego ze faktycznie moje "koszty" nie sa tak wysokie jak jego.. martwię się ze on nie wytrzyma długo tej sytuacji, ze może to okaze się dla niego zbyt ciężkie emocjonalnie. Przykro mi z powodu Jego dzieci (jedno dorosle drugie nastoletnie) dla których to jest trauma, ale z drugiej strony patrzyly na smutnego i niespełnionego ojca (nie tylko tak to sobie tlumacze...tak było).
Wiem ze dla Niego to był totalny wywrót, obydwoje wchodząc w malzenstwo marzyliśmy o wielopokoleniowych rodzinach, miało być "az do smierci" itd...
11 2014-04-08 18:13:15 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-04-08 18:19:11)
Nie przesadzaj z wyrzutami sumienia. Też masz prawo do szczęścia, i Twój ukochany także, mimo że ma dzieci z niewłaściwą kobietą.
Kiedyś była właściwą kobietą, nieprawdaż?? Z niewłaściwą by się nie ożenił. W każdym bądź razie jeśli zdrada tamtej to nie s-f to ja osobiście jestem w stanie zrozumieć, że po prostu od niej odejdzie.
W każdym bądź razie Autorko oby ta Wasza przyszłość była warta tego wszystkiego.
Pzdr
Katariina napisał/a:Nie przesadzaj z wyrzutami sumienia. Też masz prawo do szczęścia, i Twój ukochany także, mimo że ma dzieci z niewłaściwą kobietą.
Kiedyś była właściwą kobietą, nieprawdaż?? Z niewłaściwą by się nie ożenił. W każdym bądź razie jeśli zdrada tamtej to nie s-f to ja osobiście jestem w stanie zrozumieć, że po prostu od niej odejdzie.
On ja kochal, to jest jasne...chociaż ozenil się z nia jak zaszla w ciaze majac niecale 20lat.
Mysle ze nie umieli ze sobą rozmawiać,moze nie mieli na to czasu inne priorytety...poza tym on mowi ze zawsze marzyl o kobiecie takiej jak ja...a jestem zupełnie inna od Jego zony.
Jego zona jest piekna i zadbana kobieta wiec nie ma tu motywu ze bierze sobie "lepszy model", mimo ze młodszy.
Ona go zdradzila, znam fakty...miała związek i nie odeszla bo jej kochanek stchorzyl.
A chcemy się traktować poważnie. No i szczerość to dla nas PODSTAWA .
Gdyby przytoczone powyżej słowa miały odzwierciedlenie w rzeczywistości, nie doszło by do takiej sytuacji. W życiu jest wiele obcych dobrodziejstw, które pragniemy, a mimo to nie będziemy ich mieli nigdy. W tym wszystkim najbardziej skrzywdziliście dzieci, tak być nie powinno. Weszłaś w buciorach w cudze życie, ale nie martw się los się odwdzięczy.
psychologiczna napisał/a:A chcemy się traktować poważnie. No i szczerość to dla nas PODSTAWA .
Gdyby przytoczone powyżej słowa miały odzwierciedlenie w rzeczywistości, nie doszło by do takiej sytuacji. W życiu jest wiele obcych dobrodziejstw, które pragniemy, a mimo to nie będziemy ich mieli nigdy. W tym wszystkim najbardziej skrzywdziliście dzieci, tak być nie powinno. Weszłaś w buciorach w cudze życie, ale nie martw się los się odwdzięczy.
Dlaczego ja weszłam w buciorach??????
Tak, nie spławiłam go, dalam się poznac, zaprosić na kawe, a potem zakochać. To jest wchodzenie w butach?
I to teraz jest tak ze "ja jej zabrałam meza" Twoim zdaniem?
Do cholery spotkalo się dwoje nieszczęśliwych ludzi którzy nie mieli smialosci marzyc o tym ze jeszcze można czuc się kochanym akceptowanym i bezpiecznym w związku!!!
Gdzie tu buciory???
15 2014-04-08 18:22:29 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-04-08 18:23:51)
assassin napisał/a:Katariina napisał/a:Nie przesadzaj z wyrzutami sumienia. Też masz prawo do szczęścia, i Twój ukochany także, mimo że ma dzieci z niewłaściwą kobietą.
Kiedyś była właściwą kobietą, nieprawdaż?? Z niewłaściwą by się nie ożenił. W każdym bądź razie jeśli zdrada tamtej to nie s-f to ja osobiście jestem w stanie zrozumieć, że po prostu od niej odejdzie.
On ja kochal, to jest jasne...chociaż ozenil się z nia jak zaszla w ciaze majac niecale 20lat.
Mysle ze nie umieli ze sobą rozmawiać,moze nie mieli na to czasu inne priorytety...poza tym on mowi ze zawsze marzyl o kobiecie takiej jak ja...a jestem zupełnie inna od Jego zony.
Jego zona jest piekna i zadbana kobieta wiec nie ma tu motywu ze bierze sobie "lepszy model", mimo ze młodszy.
Ona go zdradzila, znam fakty...miała związek i nie odeszla bo jej kochanek stchorzyl.
Skoro tak to życzę Ci powodzenia, a tamta Pani ma to na co sobie zasłużyła. Jak mawiają "nosił wilk razy kilka..."
Dzieci bardzo małe nie są to jakoś to przetrawią. Byle temu gościowi r... nie zmiękła.
Pzdr
Dzieki!
Mysle ze jeśli mu rura zmięknie to znaczy ze to nie jest facet dla mnie.
Na prawde wierze ze można zacząć wszystko od nowa po takich przejściach, ale trzeba wiedzieć czego się chce.
Ja myślisz assassin ile to może potrwać? to sprzątanie po wybuchu? bomba wybuchla miesiąc temu, on 2 tygodnie mieszka już w tym domu wynajętym!
Dzieki!
Mysle ze jeśli mu rura zmięknie to znaczy ze to nie jest facet dla mnie.Na prawde wierze ze można zacząć wszystko od nowa po takich przejściach, ale trzeba wiedzieć czego się chce.
Ja myślisz assassin ile to może potrwać? to sprzątanie po wybuchu? bomba wybuchla miesiąc temu, on 2 tygodnie mieszka już w tym domu wynajętym!
Niestety, moim zdaniem dłuuugo bo z tego co piszesz jego jż nie odpuści tak łatwo. Szybko dama zapomniała jak na boki chodziła. Może się on spodziewać wojny przy rozwodzie, przy podziale majątku.
Ale jeśli to przebrniecie znaczy było warto, jeśli nie to tak jak napisałaś "znaczy ze to nie jest facet dla mnie."
Dzenaro napisał/a:psychologiczna napisał/a:A chcemy się traktować poważnie. No i szczerość to dla nas PODSTAWA .
Gdyby przytoczone powyżej słowa miały odzwierciedlenie w rzeczywistości, nie doszło by do takiej sytuacji. W życiu jest wiele obcych dobrodziejstw, które pragniemy, a mimo to nie będziemy ich mieli nigdy. W tym wszystkim najbardziej skrzywdziliście dzieci, tak być nie powinno. Weszłaś w buciorach w cudze życie, ale nie martw się los się odwdzięczy.
Dlaczego ja weszłam w buciorach??????
Tak, nie spławiłam go, dalam się poznac, zaprosić na kawe, a potem zakochać. To jest wchodzenie w butach?
I to teraz jest tak ze "ja jej zabrałam meza" Twoim zdaniem?Do cholery spotkalo się dwoje nieszczęśliwych ludzi którzy nie mieli smialosci marzyc o tym ze jeszcze można czuc się kochanym akceptowanym i bezpiecznym w związku!!!
Gdzie tu buciory???
Zacznijmy od tego, że jeżeli ktoś czuje się nieszczęśliwy w związku, a wszystkie inne możliwości, które mogły by poprawić ten stan zawiodły, koleją rzeczy się odchodzi, uporządkowuje dotychczasowe życie zarówno prawnie jak i społecznie, a dopiero pózniej układa się życie na nowo. Każda ingerencja w istniejącą rodzinę, niezależnie jak się w niej dzieje to włażenie w buciorach w cudze życie! To co się dziej w danej rodzinie dotyczy tylko i wyłącznie te osoby, które tą rodzinę tworzą i nikt nie powinien szukać, czy też dawać pocieszenie w takiej sytuacji. Gdyby to było przeprowadzone normalnie nie było by dziś żadnych problemów, a tak są i będą, a jest to zasługą .... a nie braku szczęścia w życiu.
19 2014-04-08 18:58:21 Ostatnio edytowany przez thepass (2014-04-08 18:58:52)
tak sie po prostu stało, nie planowalismy tego. dzieci.
potępiam.
Dzenaro zgadzam się z Toba w 100%
to była by sytuacja idealna. Ale takie rzadko się zdarzają. Niestety, żadne z nas nie miało sily/odwagi żeby zrobić to tak jak należy i teraz slono za to zapłacimy.
Co do potępienia- aha jasne...lepiej "ze względu na dobro dzieci" być do końca zycia nieszczęśliwym, fundować im pieklo w postaci klotni i cichych dni itp.. dzieci nie sa głupie- wszystko widza i slysza, a przede wszystkim czuja jeśli miedzy rodzicami nie jest ok.
a kto tak powiedział, że ze względu na dzieci? na pewno nie ja. jeśli widziałaś brak szans na "dogadanie" w obecnym zwiazku to NAJPIERW sie go konczy, dzieci przyzwyczaja do obecnego stanu, a pozniej mysli o sobie i romansiku.
a kto tak powiedział, że ze względu na dzieci? na pewno nie ja. jeśli widziałaś brak szans na "dogadanie" w obecnym zwiazku to NAJPIERW sie go konczy, dzieci przyzwyczaja do obecnego stanu, a pozniej mysli o sobie i romansiku.
to co Ty nazywasz romansikiem, ja nazywam uczuciem, które spowodowalo zmiane o 180 stopni w naszym zyciu. Zwykly romansik chyba nie wywoluje takich przewrotow i nie sklania do podejmowania takich decyzji(mentalnych, emocjonalnych, życiowych, rodzinnych)?
romans (język polski)
związek miłosny osób nie będących parą małżeńską
odbiegasz od sedna problemu. poklasków nie dostaniesz, nawet od ludzi którzy... robią tak samo.
Nie chodzi mi ani o poklask ani o wybielenie się w tej sytuacji, wiem wszystko- tak się nie robi, najpierw się cos konczy potem zaczyna, może to zabrzmi kuriozalnie w tej sytuacji ale nie jestem złą kobietą.
Pytam tylko ludzi którzy mają swoje doświadczenia i obserwacje o zdanie- po prostu chciała bym z nim już zamieszkać, żyć , zacząć budować i nie mogę opanować swojej niecierpliwości. Kocham go i tęsknie, ot co.
ja nie przyszedłem Ci pomóc, tylko zganić. takie osoby niech dostają pomoc od równie dobrych.
Dzenaro zgadzam się z Toba w 100%
to była by sytuacja idealna. Ale takie rzadko się zdarzają. Niestety, żadne z nas nie miało sily/odwagi żeby zrobić to tak jak należy i teraz slono za to zapłacimy.
Gubisz się kobieto, wpierw bulwersujesz się na stwierdzenie, że weszłaś w buciorach w cudze życie, a następnie przyznajesz rację, jakież to żenujące. Co do reszty, to niestety, ale nigdy w tym konkretnym przypadku nie będzie to sytuacja idealna, ponieważ są dzieci! Klarowne sytuacje zdarzają się często, jednak osoby, które potrafiły sensownie rozwiązać problem, nie odczuwają potrzeby dzielić się tym z innymi, bo niby po co. Piszesz, że nie mieliście siły/odwagi, jakież to infantylne tłumaczenie. O wiele więcej trudu zadaliście sobie, aby wasze romansidło nie wypłynęło za wcześnie na jaw. Skoro było wam tak zle w waszych związkach, czemu tkwiliście w tym, a nie odeszliście wcześniej zanim się poznaliście? Czyż by strach przed wizją stanięcia samemu na własnych nogach i asekuracyjnie czekaliście na siebie? A co będzie w przypadku, kiedy jednak któraś ze stron się wycofa, lub pozna lepszą partię?? Takie związki, w których jedno jest uzależnione od drugiego nie jest bezpieczny, ale cóż "co ma wisieć nie utonie"
Mysle Panowie, ze przesadzacie. Pewnie gdyby im bylo dobrze w malzenstwach to nie zwiazaliby sie tak latwo. Sytuacja ta pokazuje ze ich zwiazki sie wypalily i nie rokuja na poprawe.
psychologiczna trzymam kciuki aby Wam sie udalo, bo jesli jest inaczej niz to przedstawiasz to obawiam sie ze Twoj partner moze wrocic do zony. Nie rozumiem czemu zwleka z zamieszkaniem z Toba?
Wróci do zony. Ponieważ dzisiaj bardzo liczy sie z jej uczuciami i skupiony jest na krzywdzie która jej wyrządził. Mimo wszystko stara śie zredukować szkody dla niej. Dlatego nie mieszka z tobą. Choć by mógł przeciez.
Jesteś ostatnia na jego liście priorytetów i ważnych spraw. Ja załatwi te pozostałe to skupi sie na tobie. Więc jak dla mnie. Wróci do zony.
Za ważna ona jest dla niego. Jej stan. Reakcje. Potrzeby.
Dzieci to tylko pretekst.
Zobaczysz.
odbiegasz od sedna problemu. poklasków nie dostaniesz, nawet od ludzi którzy... robią tak samo.
Ja klaszczę.
Do znudzenia powtarzacie na forum frazesy, że najpierw się kończy jeden związek nim zacznie drugi, nie biorąc w ogóle pod uwagę, że sytuacje są różne.
Autorko, nie zwracaj uwagi na tych, którzy potępiają, skoncentruj się na porozumieniu z facetem. Nie mieszkacie razem, ale czy to jego decyzja, wspólna czy w ogóle o tym nie rozmawialiście? Na poukładanie spraw z żoną i dziećmi nie trzeba miesięcy, szczególnie że romans i tak się "sypnął", nie ma powodu żebyście wspólne życie długo odkładali. Ale może być też tak, że on ma jakieś powody do przeciągania obecnej sytuacji, inne niż rozważanie powrotu do żony. Jeśli Cię nie okłamał i nie zamierza do niej wrócić, ułożycie sobie życie.
Jeśli masz wątpliwości, porozmawiaj z nim ;]
sytuacja jest zawsze taka sama. jestes chory to sie lecz, albo cierp. jestes w zwiazku to go napraw lub go skoncz. koniec, kropka.
a ze inni moga miec odwrotne zdanie... ze tak powiem, nie moje towarzystwo.
thepass napisał/a:odbiegasz od sedna problemu. poklasków nie dostaniesz, nawet od ludzi którzy... robią tak samo.
Ja klaszczę.
Do znudzenia powtarzacie na forum frazesy, że najpierw się kończy jeden związek nim zacznie drugi, nie biorąc w ogóle pod uwagę, że sytuacje są różne.
Autorko, nie zwracaj uwagi na tych, którzy potępiają, skoncentruj się na porozumieniu z facetem. Nie mieszkacie razem, ale czy to jego decyzja, wspólna czy w ogóle o tym nie rozmawialiście? Na poukładanie spraw z żoną i dziećmi nie trzeba miesięcy, szczególnie że romans i tak się "sypnął", nie ma powodu żebyście wspólne życie długo odkładali. Ale może być też tak, że on ma jakieś powody do przeciągania obecnej sytuacji, inne niż rozważanie powrotu do żony. Jeśli Cię nie okłamał i nie zamierza do niej wrócić, ułożycie sobie życie.
Jeśli masz wątpliwości, porozmawiaj z nim ;]
Jakieś inne powody niż nie dOkladanie zmartwień żonie?? A niby jakie?
Romans sie sypnal. Wreszcie mogliby sie ten tego na wszystkich meblach w mieszkaniu. Ona mogłaby sie pobawić w żonke i poprac mu skarpetki a on przy niej czipsy zrec przy meczyku. I co? Są jakieś powody żeby to odkładać??!!! Przeciez MARZYLI o tym.
Jest jeden powód. Facet nie chce postawić kropki nad i. Zona cierpi. A on sobie uświadamia ze ja kocha. Ze tyle ich łączy. Ze...
Wróci. Do zony.
ja nie przyszedłem Ci pomóc, tylko zganić. takie osoby niech dostają pomoc od równie dobrych.
To może pora zrezygnować z forum? To taka luźna sugestia...
Autorko, ogólnie nie zachowaliście się w porządku, dzieci ucierpią, sytuacja będzie nerwowa, problemy będą się ciągnęły.
Ale jeśli mocno się zaprzecie i będziecie się starać, to macie szansę na udaną relację. Powodzenia.
Dla Ciebie brawo za to, że odeszłaś od męża i wyprowadziłaś się. Nie wszystkie panie mają tyle odwagi.. i niestety wolą żyć w kłamstwie.
Niestety jej romansowy partner nie jest gotowy przyjąć taki dar jak ona...
a forum jest tylko od pomagania, czy wyrażania własnej opinii na dany temat - niekoniecznie pozytywnej? no właśnie.
Nie chodzi mi ani o poklask ani o wybielenie się w tej sytuacji, wiem wszystko- tak się nie robi, najpierw się cos konczy potem zaczyna, może to zabrzmi kuriozalnie w tej sytuacji ale nie jestem złą kobietą.
Pytam tylko ludzi którzy mają swoje doświadczenia i obserwacje o zdanie- po prostu chciała bym z nim już zamieszkać, żyć , zacząć budować i nie mogę opanować swojej niecierpliwości. Kocham go i tęsknie, ot co.
Wróżką nie jestem, nie napiszę, jaką decyzję on podejmie. Znam za to kilka przypadków podobnych do Twojego. Niektórzy wrócili do żony; niektórzy zostawili żony, tworząc udany związek z kochanką. Ci drudzy potrzebowali jednak trochę czasu na utwierdzenie się w decyzji i przez jakiś czas mieszkali sami.
Chcesz z nim zamieszkać? Rozumiem.
Nie możesz opanować niecierpliwości? Nie rozumiem. Desperacja nie jest dobrym pomysłem.
co Ty facet wpłacił 25 tys PLN kaucji, i podpisał umowe na 2 lata !
Od razu widac że dobrze trafiłaś.
Zainwestował w 2 lata życia w innym domu niż zona.
Widać pod Twoim wpływem i całkiem prawdopodobne, że te dwa lata spędzi tam właśnie z TOBĄ !
Poza tym firma jest na Ciebie nie na męża, więc nie będzie problemów z podziałem i spławieniem faceta.
Teraz w końcu masz seks i pieniądze !
Czego by jeszcze chcieć ? ![]()
a forum jest tylko od pomagania, czy wyrażania własnej opinii na dany temat - niekoniecznie pozytywnej? no właśnie.
''ja nie przyszedłem Ci pomóc, tylko zganić. takie osoby niech dostają pomoc od równie dobrych.''
A co Autorce przyjdzie z takiej opinii? Serio, bo nie wiem.
38 2014-04-08 23:37:52 Ostatnio edytowany przez Leeahlee (2014-04-08 23:55:50)
Ja tam nieśmiało wtrącę że zgadzam się z Dzenaro, thepass i na pewno w jakimś stopniu z End_aluzja, ktokolwiek by nie próbował wmówić autorce że jest inaczej.
Na cudzym nieszczęściu swojego szczęścia nie zbudujecie; Twój kochanek podjął decyzję, mimo że wiedział o romansach żony postanowił z nią dalej być - To była DOROSŁA decyzja za którą powinien wziąć odpowiedzialność. A on zachował się jak pięciolatek, który przestał ją kochać, bo Ty pokazałaś mu kolorowego lizaka, a wcześniej miał tylko takiego jednokolorowego, więc nie myśląc o tym że każda akcja = reakcja, wesoło potupał kochać Ciebie. Skoro postanowił zostać przy żonie - uznał że jest gotowy walczyć o ten związek, to powinien z nią nad tym pracować i/lub namawiać ją do wspólnej pracy nad nowym początkiem, a nie siedzieć na tyłku i czekać aż przyjdzie kochanica, i go "uwolni", a on zrezygnowany stwierdzi że próbował. Skoro wiedział że nie da rady jej wybaczyć i będą żyli jak pies z kotem na samym początku mógł ładnie powiedzieć "papa" i się rozwieźć. Wolał tego nie zrobić, ale wtedy powinien też odpuścić sobie Ciebie.
Co do Twojego związku to wydajesz się być jedną z tych nieporadnych kobiet. Skoro było Ci tak źle w tym związku. Twój mąż przestał kochać, nie chciał z Tobą uprawiać seksu, to dlaczego nie zostawiłaś go wcześniej? Targał Tobą strach przed byciem samotną? Potrzebowałaś innego żeby podjąć "dorosłą decyzję", bo wcześniej wychodziłaś z założenia; "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu"? - byłaś po prostu wygodna? Wygląda na to że wcale nie podjęłaś decyzji. zostałaś do niej w pewnym stopniu przymuszona, ponownie akcja = reakcja, mąż się dowiedział = musiałaś odejść. Gdybyś wcześniej naprawdę tak walczyła o ten związek, nie zaczęłabyś tak łatwo romansu.
Obojgu było na rękę to że trafiliście na siebie. Nie neguję że to była miłość, chociaż bardziej za uroczenie, które było tłem dla innych problemów które was łączyły i rozładowania fizycznego napięcia. Oboje powinniście zakończyć swoje sprawy i ewentualnie wtedy wdać się w ten romans skoro czuliście że się zakochujecie i że to jest taka wielka miłość. Naturalną sprawą jest to że skoro naważyliście sobie piwa, musieliście je wypić, ale w ten sposób zraniliście najbardziej innych - egoistyczne. Ty wyciągnęłaś z tego wnioski - wiesz że to jest złe i że na pewno nie chcesz wracać do męża. Ale nie jestem pewna co do Twojego kochanka to już miesiąc, gdyby mu naprawdę tak bardzo zależało mieszkalibyście już razem, a on najwidoczniej nie jest gotowy, może nie chce wrócić do żony, ale dla niego to chyba nie jest TO.
A chcemy się traktować poważnie. No i szczerość to dla nas PODSTAWA .
Skoro wcześniej nie potrafiliście traktować poważnie siebie i poniekąd wciąż nie potraficie, to jak chcecie traktować poważnie innych(Ty jego, on Ciebie)? no i jak chcecie być szczerzy skoro wcześnie nie potrafiliście być tacy nie tylko w stosunku do innych, ale też do samych siebie?
Wątpię żeby wam to wyszło teraz tak że pstrykacie i już. Przed wami - obojgiem, długa droga. Musicie się wiele nauczyć i jednak trochę czasu wam to zajmie. Nie wiem czy ten związek wam wypali - dobrze by było gdybyście pobyli sami, przemyśleli pewne sprawy i nauczyli się pewnych rzeczy, dopiero później pomyśleli o poważnym związku. Ale jeżeli czujecie się gotowi to wasza decyzja, jest tutaj wiele niewiadomych, wiele rzeczy musicie ustalić lub przedyskutować, wiele wyprostować.
To co się stało już się nie odstanie, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, możecie jedynie wyciągnąć wnioski oboje. Ja tam życzę wam powodzenia, bo jakby nie patrzeć jesteście siebie warci i nie mówię tego ani w złym sensie, ani w dobrym.
Życzę Wam szczęścia, ale taką przebudowę życia to parę lat powinno się robić, a nie trzy miesiące. Przecież Ty go nawet nie znasz, nie miała szans wystygnąć Wasza fascynacja... Obyście oboje pomyłki nie zaliczyli.
40 2014-04-09 00:02:48 Ostatnio edytowany przez Leeahlee (2014-04-09 00:04:44)
Życzę Wam szczęścia, ale taką przebudowę życia to parę lat powinno się robić, a nie trzy miesiące. Przecież Ty go nawet nie znasz, nie miała szans wystygnąć Wasza fascynacja... Obyście oboje pomyłki nie zaliczyli.
Ja tam myślę że to nie jest przebudowa spowodowana powodem "och jestem tak szalenie zakochana, nie mogę bez niego żyć", tylko "romans to adrenalina, będzie ciekawie, mam młodą lalę/faceta z którym mogę zaszaleć. Jak nie wyjdzie to i tak nie mam nic do stracenia, mój związek to fikcja - nie chcę mi się walczyć."
Nie chcieli zostać sami, więc było im to na rękę, a że jest jakieś tam uczucie, fascynacja, to mają wytłumaczenie dla siebie "to jedyna taka życiowa miłość", nawet jeżeli to nie jest tak wielkie i nie wyjdzie, będą żyli dewizą "przynajmniej nie żałuję że spróbowałem/spróbowałam"
psychologiczna
ja Ci powiem czego Ty się tak naprawdę boisz, po prostu mu nie ufasz bo wasz związek jest od samych fundamentów zbudowany na kłamstwie. Wiesz, ze okłamał żonę, może i Ciebie... . Boisz się tego, ze Ty się zaangażowałaś, rozwaliłaś swoje małżeństwo, a on się Tobą tylko pobawił stad ten wątek...żeby Ci inni powiedzieli że będziecie żyli długo i szczęśliwie.
Jeśli to prawdziwe uczucie to przetrwa wszystko, nawet jakbyście i rok mieli mieszkać osobno...
42 2014-04-09 07:13:37 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-04-09 07:14:18)
podobno szczęścia nie zbuduje się na cudzym nieszczęściu... coś w tym jest, ale może wam się uda... tego wam życzę ... tylko nie rozumiem dlaczego nie mieszkacie jeszcze razem, czyżby się zastanawiał i nie był pewny tego wszystkiego?
Ja nie rozumiem tego tępienia Autorki wątku. Jasne, że zdrada jest obrzydliwa, ale przecież Autorka odeszła od męża, by ułożyć sobie życie z kimś innym. Uważam, że postąpiła słusznie.
Ja nie rozumiem tego tępienia Autorki wątku. Jasne, że zdrada jest obrzydliwa, ale przecież Autorka odeszła od męża, by ułożyć sobie życie z kimś innym. Uważam, że postąpiła słusznie.
Oczywiście !
Przecież przyznała się mężowi, ze go zdradza i wyprowadziła się z domu.
Postępuje słusznie.
Znalazła sobie kogoś z kim chce ułożyć sobie życie, jest dobry w seksie i ma pieniądze to mówi o tym mężowi i się wyprowadza.
Słusznie.
Psychologiczna. Ja tam sie nie znam. Ale on do zony wróci.
Zobaczysz.
Ja tez jestem tego zdania ze wroci do zony.
Zamieszkał juz sam dlaczego nie z toba - przecież tak sie kochacie .
A moze to Zona wyrzuciła go z domu ale on przedstawił ci wersje ze sam sie wyniósł.
Pamiętaj wiesz tylko to co on ci mówi.Ale jaka jest prawda ? Znasz wersje zony ?
Moze jego zdrada była odwetem na żonie za jej zdradę,
Życzę ci jak najlepiej.Dobrze ze odeszlas od meza ale wydaje mi sie ze twoj nowy jeszcze długo bedzie sie tak miotał.
A ja myślę, że facet jest wyrachowany i cwany, mieszka teraz sam, bo zapewne gdyby doszło do rozwodu a mieszkałaby z kochanką to żona na pewno uzyska rozwód z jego winy i oprócz alimentów na dzieci dostanie też alimenty na siebie. Nie łudziłabym się, że on ma jakieś wyrzuty sumienia, czy też dobro dzieci leży mu na sercu. Zwykły egoista.
Moja droga psychologiczna, nie ważne jak ci się teraz ułoży z twoim kochankiem, ja życzę ci żebyś kiedyś w przyszłości była po stronie żony twojego kochanka, żebyś zobaczyła jaką plejadę uczuć jej zgotowałaś, i abyś wiedziała jak to jest zostać z dwójką dzieci.
48 2014-04-09 09:53:43 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2014-04-09 09:54:17)
Moja droga psychologiczna, nie ważne jak ci się teraz ułoży z twoim kochankiem, ja życzę ci żebyś kiedyś w przyszłości była po stronie żony twojego kochanka, żebyś zobaczyła jaką plejadę uczuć jej zgotowałaś, i abyś wiedziała jak to jest zostać z dwójką dzieci.
O taaaak, zawsze się jakaś zdradzona skrzywdzona odezwie.
To najlepiej męża przypiąć kajdankami do kaloryfera, żeby nie szukał rozrywek?
Myślę, że wielu osobom w tym wątku brakuje dystansu i oceniają przez pryzmat swoich/bliskich doświadczeń.
49 2014-04-09 09:58:41 Ostatnio edytowany przez bullet (2014-04-09 10:19:08)
Z opowieści autorki wynika, ze jego małżeństwo przechodzi kryzys.
Pomyślmy: po zdradzie żony miał tyle powodów by uzyskać rozwód z orzekaniem o jej winie, że gdyby na prawdę chciał to dawno by to skończył. Rozwiódł się ? A skąd pewność, że on zony wcześniej nie zdradził ? Z tego przeczytałem żona nie chce kończyć małżeństwa, więc coś jest nie halo w tym co kochanek autorce opowiada.
OT:
Ileż było takich wątków, że kochanek:
-mówił, ze ostatecznie skończył z żoną,
-wyprowadził się,
-.... bierze rozwód już teraz bo kocha autorkę,
...
pobzyka, pozbyka .... autorkę
...
ilez razy można było przeczytać, ze on nie może dostać rozwodu bo "ta wstrętna jędza" nie chce go dać
Następnie opowieści różniły się tylko epitetami pod adresem kochanków i sposobem rozstania.
Ja tam myślę że to nie jest przebudowa spowodowana powodem "och jestem tak szalenie zakochana, nie mogę bez niego żyć", tylko "romans to adrenalina, będzie ciekawie, mam młodą lalę/faceta z którym mogę zaszaleć. ..
celne, ma 15 lat młodszą "lalę", była fotomodelkę. Łał.
Gdyby jego małżeństwo było fikcją to przecież szybciutko chciałby się z tą piękną "lalą" móc pokazywać.
A on ? Nie garnie się do tego.
Moja droga psychologiczna, nie ważne jak ci się teraz ułoży z twoim kochankiem, ja życzę ci żebyś kiedyś w przyszłości była po stronie żony twojego kochanka, żebyś zobaczyła jaką plejadę uczuć jej zgotowałaś, i abyś wiedziała jak to jest zostać z dwójką dzieci.
Anija już tak nie demonizuj tego samotnego zostawania z dwójka dzieci, jedno dorosłe drugie nastoletnie no faktycznie tragedia. Zresztą kto wie, może będą wolaly z ojcem mieszkać
Moim zdaniem anija 75 ma racje.
Facet egoista, cwaniak i w kryzysie wieku sredniego...
chcial pociupciac, znalazla sie mloda, naiwna pupcia to zabawil sie.
Sprawa sie rypla, zona sie dowidziala i wykurzyla go z nerwow z chalupy...
teraz mu sie oczy otwieraja co za bzdure zrobil,
zaluje swojej bezmyslnosci i w niedlugim czasie zacznie starania w kierunku ratowania swojego malzenstwa ![]()
Psychologiczna, nie wspolczuje Ci, za glupote trzeba placic.
Psychologiczna. Pierwszy mąż 10 lat starszy, teraz facet 15 lat starszy. Wtedy też byłaś szaleńczo zakochana! Co się dzieje? To chyba nie jest przypadek.
Ja nie rozumiem tego tępienia Autorki wątku. Jasne, że zdrada jest obrzydliwa, ale przecież Autorka odeszła od męża, by ułożyć sobie życie z kimś innym. Uważam, że postąpiła słusznie.
Zgadzam się z tym. Jasne, sama zdrada - źle, ale podoba mi się, jak autorka po niej się zachowuje. Konkretnie. Odchodzi, rezygnuje z małżeństwa niezależnie od tego, jak postąpi kochanek, bo przecież ma wątpliwości co do tego.
Dziwi mnie trochę jego postępowanie - rzeczywiście trochę tak, jakby sobie zostawiał furtkę. Tak nagle zaczął przejmować się żoną, dziećmi? Przecież skoro już wszyscy o romansie wiedzą, to wspólne zamieszkanie tego nie zmieni. Jeśli chodzi o komfort dzieci przy ewentualnych odwiedzinach, to przecież nie muszą spotykać się od początku z autorką, nie wiem, może gdzieś je zabrać, cokolwiek, ale może o to mu chodzi? Jego dzieci go tam odwiedzają?
Wydaje mi się ze u dziewcząt atakujących autorkę wzięły emocje własnych doświadczeń. Niestety prawda jest taka, ze miłość często nie jest dożywotnia i ludzie się rozchodzą..
Panie w swoich "atakach" pomijacie istotny fakt, że facet się wyprowadził i wynajął długoterminowo dom, co znaczy że nie zamierza wracać do żony wkrótce, czy nawet za rok..
Nie wiem czy im się uda, bo tego nikt nie wie.. ważne że chcą spróbować i tego są pewni..
Nie każdy facet odchodzący od żony to wyrachowany skqrwiel, czasami to ta druga strona nie pozwoli ze sobą wytrzymać!!
Nie każdy facet odchodzący od żony to wyrachowany skqrwiel, czasami to ta druga strona nie pozwoli ze sobą wytrzymać!!
no pewnie, same aniołki pokrzywdzone przez zony !
Bez przesady. Jak facet jest facetem to potrafi małżeństwo tak poprowadzić, ze obie strony będą zadowolone.
Jak z niego popychadło albo "leżakowiec" z puszką piwa to potem się nagle budzi, że zona taka zła.
56 2014-04-09 10:57:05 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2014-04-09 11:03:29)
Pisze zebyscie mi napisali jak to według Was wygląda?
jak to wyglada ?
dla mnie to wyglada nastepujaco :
rzucasz sie na gleboka wode,znacie sie tak krotko, ze mozna powiedziec, tu rzadza na razie hormony.Zauroczenie, pozadanie, to wszystko piekna sprawa jest, ale nie znacie jeszcze zycia ze soba. BYCIA. Takiego prawdziwego , wiesz, ze wstawaniem rano i z rachunkami, bolem brzucha i takie tam :-))
Po trzech miesiacach kazde zakochanie wyglada jak milosc. Ale do milosci daleko.
Final moze byc rozny: od prawdziwego, trwalego zwiazku poczynajac, na porazce konczac
dodam: Milosc nie musi byc latwa tylko prawdziwa i kazdy ma prawo do bledu
takata napisał/a:Nie każdy facet odchodzący od żony to wyrachowany skqrwiel, czasami to ta druga strona nie pozwoli ze sobą wytrzymać!!
no pewnie, same aniołki pokrzywdzone przez zony !
Bez przesady. Jak facet jest facetem to potrafi małżeństwo tak poprowadzić, ze obie strony będą zadowolone.
Jak z niego popychadło albo "leżakowiec" z puszką piwa to potem się nagle budzi, że zona taka zła.
Bez przesady. Nie tylko od faceta zależy wygląd małżeństwa. To, że zdradził jego wina, okej. To, że żona go zdradziła wcześniej, też jego wina?
Secondo1 napisał/a:takata napisał/a:Nie każdy facet odchodzący od żony to wyrachowany skqrwiel, czasami to ta druga strona nie pozwoli ze sobą wytrzymać!!
no pewnie, same aniołki pokrzywdzone przez zony !
Bez przesady. Jak facet jest facetem to potrafi małżeństwo tak poprowadzić, ze obie strony będą zadowolone.
Jak z niego popychadło albo "leżakowiec" z puszką piwa to potem się nagle budzi, że zona taka zła.Bez przesady. Nie tylko od faceta zależy wygląd małżeństwa. To, że zdradził jego wina, okej. To, że żona go zdradziła wcześniej, też jego wina?
Dokładnie.
Oraz należałoby zauważyć, z tego co tu autorka napisała, że tamta kobieta została z misiem, bo kochaś się na nią wypiął, a nie dlatego że chciała rodzinę ratować, więc decyzję o odbudowie, tak jak ktoś tu wspomniał można między bajki włożyć. Misio stał się wygodnym kołem ratunkowym/bezpieczną przystanią. Więc to misia żona niejako zwolniła go z obowiązku wierności...
Secondo1 napisał/a:takata napisał/a:Nie każdy facet odchodzący od żony to wyrachowany skqrwiel, czasami to ta druga strona nie pozwoli ze sobą wytrzymać!!
no pewnie, same aniołki pokrzywdzone przez zony !
Bez przesady. Jak facet jest facetem to potrafi małżeństwo tak poprowadzić, ze obie strony będą zadowolone.
Jak z niego popychadło albo "leżakowiec" z puszką piwa to potem się nagle budzi, że zona taka zła.Bez przesady. Nie tylko od faceta zależy wygląd małżeństwa. To, że zdradził jego wina, okej. To, że żona go zdradziła wcześniej, też jego wina?
jeżeli jej wybaczył został z nią to czego się jej teraz czepia ??
Najpierw niby wybacza, błaga żeby została z nim, a potem jak złapała haczyk to "teraz Ci dopiero pokaże".
Dlaczego przedtem od niej nie odszedł ?
Niby tak się "poświęcił" dla dzieci ?
Już to widzę.
Zestarzał się, żona mu spowszedniała to może ją potraktować jak niepotrzebny mebel.
Usprawiedliwienie już sobie uknuł wcześniej.
Wydaje mi się ze u dziewcząt atakujących autorkę wzięły emocje własnych doświadczeń. Niestety prawda jest taka, ze miłość często nie jest dożywotnia i ludzie się rozchodzą..
Panie w swoich "atakach" pomijacie istotny fakt, że facet się wyprowadził i wynajął długoterminowo dom, co znaczy że nie zamierza wracać do żony wkrótce, czy nawet za rok..
Nie wiem czy im się uda, bo tego nikt nie wie.. ważne że chcą spróbować i tego są pewni..
Nie każdy facet odchodzący od żony to wyrachowany skqrwiel, czasami to ta druga strona nie pozwoli ze sobą wytrzymać!!
Nie mam zadnych doswiadczen z kochankami, sama tez nigdy nie zdradzilam...
wlasnie dlatego mam prawo wyrazic opinie o takim kurestwie,
nie jest to zaden atak
a trzezwe spojrzenie na sprawe, czego brakuje takim ,,dziewczetom" jak autorka i inne wspierajace lajdactwo.
Psychologiczna ciagnela romans 3 miesiace w tajemnicy, nie zakonczyla jednego i zaczela drugi
jak to ladnie upiekszacie, tylko dupczyla sie na dwa fronty.
A ze kochas wziol mieszkanie?
Moze zona go wyrzucila, przeciez troche to trwalo, poczytajcie sobie co autorka pisala o reakcji zony na zdrade i co sie pozniej dzialo...
facet nie mogl wytrzymac z zona :d akurat!!!... 20 lat wytrzymal, a teraz nagle biedak musial uciec jak sie pojawila cichodajka i sprawa sie wydala... BZDURA!!!
Pozatym w te detaliczne informacje ktore rzekomo kochas jej przekazuje w sprawie oplaty za dom, terminow i sytuacji malzenskiej to juz calkowicie nie wierze...
nie jestem takie naiwne ,,dziewcze" ![]()
Pozatym w te detaliczne informacje ktore rzekomo kochas jej przekazuje w sprawie oplaty za dom, terminow i sytuacji malzenskiej to juz calkowicie nie wierze...
Tak, to się rzuca w oczy. Mnie tez to zaciekawiło. On jej opowiada, ona wierzy, we wszystko. Ale to normalne przy motylach.
Kaucja 25 tys. Ma gest.
Doonna napisał/a:Pozatym w te detaliczne informacje ktore rzekomo kochas jej przekazuje w sprawie oplaty za dom, terminow i sytuacji malzenskiej to juz calkowicie nie wierze...
Tak, to się rzuca w oczy. Mnie tez to zaciekawiło. On jej opowiada, ona wierzy, we wszystko. Ale to normalne przy motylach.
Kaucja 25 tys. Ma gest.
Tak sam dla siebie wynajął pałac prezydencki bo autorka przecież tam nie mieszka ;p
Eileen napisał/a:Secondo1 napisał/a:no pewnie, same aniołki pokrzywdzone przez zony !
Bez przesady. Jak facet jest facetem to potrafi małżeństwo tak poprowadzić, ze obie strony będą zadowolone.
Jak z niego popychadło albo "leżakowiec" z puszką piwa to potem się nagle budzi, że zona taka zła.Bez przesady. Nie tylko od faceta zależy wygląd małżeństwa. To, że zdradził jego wina, okej. To, że żona go zdradziła wcześniej, też jego wina?
jeżeli jej wybaczył został z nią to czego się jej teraz czepia ??
Najpierw niby wybacza, błaga żeby została z nim, a potem jak złapała haczyk to "teraz Ci dopiero pokaże".
Dlaczego przedtem od niej nie odszedł ?
Niby tak się "poświęcił" dla dzieci ?
Już to widzę.
Czytamy ten sam wątek? Gdzie było o błaganiu, bo jakoś mi umknęło? Żona została, bo kochaś ją puścił kantem...
Cynicznahipo napisał/a:Ja nie rozumiem tego tępienia Autorki wątku. Jasne, że zdrada jest obrzydliwa, ale przecież Autorka odeszła od męża, by ułożyć sobie życie z kimś innym. Uważam, że postąpiła słusznie.
Oczywiście !
Przecież przyznała się mężowi, ze go zdradza i wyprowadziła się z domu.
Postępuje słusznie.
Znalazła sobie kogoś z kim chce ułożyć sobie życie, jest dobry w seksie i ma pieniądze to mówi o tym mężowi i się wyprowadza.
Słusznie.
Sluszniej bylloby powiedziec "przestalam cie kochac, wszystko się we mnie wypalilo, poznalam kogos innego, zakochalam się w nimm, ale od ciebie nie odejde, bo jestes moim mezem. Moze nawet uda mi się udawac orgazmy".
Secondo1 napisał/a:Eileen napisał/a:Bez przesady. Nie tylko od faceta zależy wygląd małżeństwa. To, że zdradził jego wina, okej. To, że żona go zdradziła wcześniej, też jego wina?
jeżeli jej wybaczył został z nią to czego się jej teraz czepia ??
Najpierw niby wybacza, błaga żeby została z nim, a potem jak złapała haczyk to "teraz Ci dopiero pokaże".
Dlaczego przedtem od niej nie odszedł ?
Niby tak się "poświęcił" dla dzieci ?
Już to widzę.Czytamy ten sam wątek? Gdzie było o błaganiu, bo jakoś mi umknęło? Żona została, bo kochaś ją puścił kantem...
a znasz takiego faceta który został z żoną bo ją ubłagał ?
a już kochanka, który by sie przyznał ze na kolanach błagał żonę żeby go nie opuszczała ?
Same, ofiary losu co to zostały bidule z niedobrą żoną, bo ona błagała albo kochanek ja kopnął w d..., a ten uczciwy bidula został z zoną bo biedna, bo dzieci. Niby taki odpowiedzialny
Wersja dla kochanki, jest zawsze taka sama.