Witam!
Nie wiem czy dobrze robiąc pisząc tutaj, nigdy nie korzystałam z tego typu forum, ale chyba potrzebuję się " wygadać". Nie mam już siły, żeby dalej żyć, nic mi się nie układa i życie ciągle rzuca mi kłody pod nogi. Mimo, że mam dopiero 24 lata to w środku czuje się jak stu letnia babcia. Nigdy nie chciałam się użalać nad sobą i zawsze, gdy dostawałam kopa od życia to wstawałam, otrzepywałam się i szłam dalej ale chyba już nie mam siły. Moje życie od początku nie wyglądało kolorowo, jako mała dziewczynka słuchałam tylko kłótni rodziców- mój tata był alkoholikiem, a kiedy miałam 10 lat miał wypadek w pracy- wózek widłowy zgniótł mu klatkę piersiową i tata zmarł na miejscu. Zostałam sama z mamą i 5 - miesięcznym bratem. Ciągle słyszałam, że muszę być silna, muszę się opiekować rodziną. Kiedyś mama powiedziała mi w nerwach, że żyje tylko dla mojego brata i gdyby nie on to dawno by się zabiła. Jako dziecko wiele razy leżałam na łóżku w nocy i słuchalam czy mama oddycha, bo bałam się, że i ją stracę. Jako już bardziej dorosła osoba wyjechałam na studia do miasta oddalonego o 200 km od mojego domu. Wiedziałam,że muszę sobie radzić sama, było cholernie ciężko, ale jakoś życie toczyło się do przodu. Na czwartym roku studiów zaczęłam pracować,wtedy też poznałam chłopaka, w którym bardzo się zakochałam. Zamieszkaliśmy razem, pożyczyłam mu dosyć dużo pieniędzy, bo miał problemy finansowe. Niestety chłopak mnie zdradził i kasy oczywiście nie oddał. Próbowałam walczyć o pieniądze, ale na próżno. Oczywiście pozbierałam się dość szybko po rozstaniu. Chciałam wierzyć, ze to mnie nie złamie. Na piątym roku dostałam pracę jako kasjer, w jednej z "sieciówek". Niestety okazało się, że to nie do końca jest praca dla mnie, nie czuję się w tym najlepiej i dużo mnie to wszystko kosztuje. Często wracam do domu po pracy i płaczę w poduszkę. Na dodatek każdy facet, którego poznaję interesuje się mną przez pierwsze 3 dni, po czym wszystko mija. Jakiś czas temu poznałam w pracy chłopaka, wydawał się bardzo zainteresowany, pytał czy moglibyśmy się umówić. Zgodziłam się. Spotkanie miało odbyć się dzisiaj. Ale facet nie dość, że w ogóle " zapomniał" o tym, że się ze mną umówił to jeszcze widząc mnie dzisiaj w pracy nawet nie powiedział mi " cześć". To jest już któryś taki przypadek w moim życiu. Wszyscy tylko się mną bawią, zwodzą, a tak naprawdę mają mnie w nosie. Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale nie mam już siły, żeby żyć. Nic mi się nie układa, nie ma żadnych pozytywów mimo,że naprawdę staralam się ich szukać na każdym kroku.... Chciałabym po prostu, żeby mnie już tu nie było....