Witam, Jestem z chłopakiem prawie rok. Od jakiegoś czasu często się kłócimy i to z mojego powodu. Spędzamy ze sobą dużo czasu, bardzo się kochamy, Problem jest w tym że się o wszystko wkurzam i obrażam. Gdy on chce iść z kolegami na piwo ja wpadam w złość i wychodzi z tego awantura..
Wiem że nie mogę go ograniczać ale to samo ze mnie wychodzi..
Jeżeli on coś powie co mi nie spasuje zaraz zaczynam drążyć temat i oczywiście wychodzi to samo.. Chcę żeby miedzy nami było wszystko ok. Nie wiem jak mam się zmienić a bardzo tego chcę.. Proszę was o jakieś porady i czy ktoś z was miał taki sam problem.? ;(:/ Przyznam że sama mnie już denerwuje moje zachowanie... ![]()
Nie wiem jak mam się zmienić a bardzo tego chcę..
Bardziej się kontrolować. Nie ma tu innej rady, niż uważać na każde słowo, które pada z Twoich ust. Zrób sobie taki trening i w każdej sytuacji, w której chcesz wybuchnąć, zatrzymaj się na chwilę i zastanów się, czy rzeczywiście jest powód, by się złościć i robić wyrzuty. Spróbuj postawić się na miejscu Twojego chłopaka - jak Ty czułabyś się, gdyby on tak postąpił wobec Ciebie i np. reagował złością na Twoją chęć wyjścia z koleżankami?
Znajdź sobie faceta, który nie będzie tolerował takich jazd.Po kilku (nastu) wieczorach w samotności humory same Ci miną.
Znajdź sobie faceta, który nie będzie tolerował takich jazd.Po kilku (nastu) wieczorach w samotności humory same Ci miną.
Dlaczego mam szukac innego faceta? Skoro kocham tego i wiem że chce być nim.. Po prostu chę porady jak sobie poradzić z tym.. Ale może faktycznie z tymi wieczorami w samotności masz racje.. Może to pomoże...:/
5 2014-03-10 17:52:40 Ostatnio edytowany przez Olinka (2014-03-10 21:22:32)
Mysza, tylko ta ''samotność'' musi być naturalnym skutkiem Twojego zachowania, a nie dobrowolną ''terapią'', tak żeby Ci się na twardym dysku zakodowało: odpały= kara.
Nie chce mi się rozpisywać ani odwoływać do psychologicznej terminologii, więc opisze łopatologicznie:
Nieuzasadnione odpały, czepianie się faceta o bzdury, to żaden parszywy charakter, tylko podświadoma chęć wyzwolenia w nim pewnych ''samczych'' reakcji. Ty w gruncie rzeczy oczekujesz i potrzebujesz konkretnej wulgaryzm.
Możesz sobie być teraz zakochana w obecnym chłopaku, ale docelowo potrzebujesz gościa z innym charakterem; bardziej ''ojcującego''.
Powiedz mi dlaczego sie wkurzasz, ze wychodzi z kumplami? Boisz sie, ze cos zrobi, ze cie zdradzi? Czy czujesz sie odrzucona bo on woli isc z kumplami zamiast siedziec z soba? To wazne.
Powiedz mi dlaczego sie wkurzasz, ze wychodzi z kumplami? Boisz sie, ze cos zrobi, ze cie zdradzi? Czy czujesz sie odrzucona bo on woli isc z kumplami zamiast siedziec z soba? To wazne.
Jeżeli chodzi o to czy czuje się odrzucona bo woli siedzieć z kumplami to nie.. Wiem że każdy chłopak potrzebuje posiedzieć w " męskim gronie " i potrzebuje trochę luzu.. Wkurzam się chyba dlatego że boję się że coś odpierdzieli tak jak tu napisałaś zdradzi.. Choć on zapewnia mnie że jestem dla niego najważniejsza i nie po to starał si e o mnie 2 lata żeby mnie zdradzić czy teraz zostawić ![]()
Ale ja wiem ze problem jest we mnie i nie wiem jak się go pozbyć, zmienić się..:/
8 2014-03-10 18:28:21 Ostatnio edytowany przez Damiann (2014-03-10 18:28:51)
@pitagoras Ja mam takich znajomych którzy nie akceptują wyjść dziewczyny proszę więc nie wygaduj takich bzdet. Właśnie osoby mocno zakochane często są po prostu bardziej zaborcze. To co jej proponujesz to toksyczny związek.
Zgadzam się z tobą (Damiann), mój chłopak nie zgadza się np. na to żebym spotykała się z innymi znajomymi(konkretnie z chłopakami) więc tego nie robię..
Mysle, ze musisz popracowac nad poczuciem wlasnej wartosci, kontrolujemy innych kiedy ono jest niskie, boimy sie ze ktos nas zdradzi,stajemy sie zaborczy i zazdrosni. Takie cos moze zniszczyc kazdy zwiazek. Byc moze wiaze sie to z twoim dziecinstwem,czy ktos cie obrazal, mowil ze jestes glupia, brzydka, do niczego sie nie nadajesz? Czy jestes z dysfunkcyjnego domu? Masz silnie rozwiniety mechanizm kontroli a to skads sie bierze, nad tym mozna pracowac, wlasnie poprzez dojscie do sedna sprawy skad sie to bierze.
Dla mnie jakiekolwiek zabranianie czegokolwiek to jest toksyczny związek. Każdy ma wolną wolę i nikt nie ma prawa ograniczać. Wychodzę z założenia,że każdy ma mózg i wie co robi. Także nie zgadzam się absolutnie z postem Damianna,że Pitagoras proponuje toksyczny związek.
Już widzę minę mojego chłopaka jak mu wydzielam znajomych albo jak on mi wydziela ![]()
Ale ja wiem ze problem jest we mnie i nie wiem jak się go pozbyć, zmienić się..:/
Rozwinę swoją wcześniejszą wypowiedź.Jakiś czas temu kręciłem z kobietą zachowującą się dokładnie tak jak opisujesz siebie.Ciągle miała jakieś nieuzasadnione fochy, odpały i żale o wszystko.Nie tylko do mnie, do wszystkich.Własna matka zniechęcała mnie do niej mówiąc, że jest skrajnie konfliktowa.W sporadycznych momentach normalności przepraszała za to co było i co dopiero będzie i mówiła mniej więcej to samo co Ty, że ona sama nie wie skąd się to bierze bla bla bla.Podszedłem do sprawy pragmatycznie i obłożyłem się makulaturą z zakresu psychologii.Już nie pamiętam fachowej terminologii, ale znalazłem opis tego zachowania idealnie pasujący do rzeczywistości- czytając ''typowe symptomy'' miałem wrażenie, że ktoś podsłuchał nasze spotkania i słowo w słowo spisał tyrady mojej (naonczas) Lubej.Nie zagłębiałem się w przyczyny, bo mnie to nie obchodzi,ogólnie to ma coś wspólnego z poczuciem bezpieczeństwa chyba... Ja szukałem metod radzenia sobie z tym.I jest tak, jak opisałem.Przy najmniejszym odpale konkretna, bardzo surowa zjeba bez negocjacji i dodatkowych wyjaśnień.Jeśli nie było natychmiastowej reakcji- papa i odezwij się jak będziesz chciała normalnie pogadać.Po kilku akcjach, spektakularnych fochach, szantażach emocjonalnych, włączając groźbę ''bo coś sobie zrobię'', panna zaczęła się zachowywać najzupełniej normalnie.
Związek z tego nie wyszedł, ale od kilku lat jesteśmy dobrymi kumplami.Ona mając faceta na stałe potrafi go wywalić z domu na kilka dni za to, że odstawił jogurt nie na ta półkę w lodówce co trzeba.A do mnie po dziś dzień odnosi się wzorowo.Ja do niej też.
Osoby postronne uważają to za fenomen i nie szczędzą dwuznacznych komentarzy.
myszaa.18 napisał/a:Ale ja wiem ze problem jest we mnie i nie wiem jak się go pozbyć, zmienić się..:/
Rozwinę swoją wcześniejszą wypowiedź.Jakiś czas temu kręciłem z kobietą zachowującą się dokładnie tak jak opisujesz siebie.Ciągle miała jakieś nieuzasadnione fochy, odpały i żale o wszystko.Nie tylko do mnie, do wszystkich.Własna matka zniechęcała mnie do niej mówiąc, że jest skrajnie konfliktowa.W sporadycznych momentach normalności przepraszała za to co było i co dopiero będzie i mówiła mniej więcej to samo co Ty, że ona sama nie wie skąd się to bierze bla bla bla.Podszedłem do sprawy pragmatycznie i obłożyłem się makulaturą z zakresu psychologii.Już nie pamiętam fachowej terminologii, ale znalazłem opis tego zachowania idealnie pasujący do rzeczywistości- czytając ''typowe symptomy'' miałem wrażenie, że ktoś podsłuchał nasze spotkania i słowo w słowo spisał tyrady mojej (naonczas) Lubej.Nie zagłębiałem się w przyczyny, bo mnie to nie obchodzi,ogólnie to ma coś wspólnego z poczuciem bezpieczeństwa chyba... Ja szukałem metod radzenia sobie z tym.I jest tak, jak opisałem.Przy najmniejszym odpale konkretna, bardzo surowa zjeba bez negocjacji i dodatkowych wyjaśnień.Jeśli nie było natychmiastowej reakcji- papa i odezwij się jak będziesz chciała normalnie pogadać.Po kilku akcjach, spektakularnych fochach, szantażach emocjonalnych, włączając groźbę ''bo coś sobie zrobię'', panna zaczęła się zachowywać najzupełniej normalnie.
Związek z tego nie wyszedł, ale od kilku lat jesteśmy dobrymi kumplami.Ona mając faceta na stałe potrafi go wywalić z domu na kilka dni za to, że odstawił jogurt nie na ta półkę w lodówce co trzeba.A do mnie po dziś dzień odnosi się wzorowo.Ja do niej też.
Osoby postronne uważają to za fenomen i nie szczędzą dwuznacznych komentarzy.
Tak tylko ja się nie obrażam o jakiś jogurt no bo bez przesady.. Skoro chłopak się ze mną umawia a czasem mu coś wypadnie innego i to robi zamiast spotkać się ze mną..
Wiem też że problem leży we mnie a nie w nim choć nie zawsze.. I tak w ogóle ja się nie obrażam i nie wkurzam na wszystkich tylko na niego.. Szczerze to kiedyś tak nie miałąm tylko od pewnego momentu i nie wiem jak do tego wrócic:/
Opisałem Ci przypadek kwalifikujący się do leczenia psychiatrycznego.U Ciebie jest wersja ''light'', ale mechanizm zapewne ten sam:)
Konkluzja jest taka, że problem owszem leży w Tobie, ale pomóc może działanie zewnętrzne.No chyba, że chcesz się bawić w jakieś terapie.Nie wiem, może warto.
Mysle, ze musisz popracowac nad poczuciem wlasnej wartosci, kontrolujemy innych kiedy ono jest niskie, boimy sie ze ktos nas zdradzi,stajemy sie zaborczy i zazdrosni. Takie cos moze zniszczyc kazdy zwiazek. Byc moze wiaze sie to z twoim dziecinstwem,czy ktos cie obrazal, mowil ze jestes glupia, brzydka, do niczego sie nie nadajesz? Czy jestes z dysfunkcyjnego domu? Masz silnie rozwiniety mechanizm kontroli a to skads sie bierze, nad tym mozna pracowac, wlasnie poprzez dojscie do sedna sprawy skad sie to bierze.
Jeżeli chodzi o to to nie.. Nie mam niskiej samooceny o sobie. Nigdy nikt mi nie powiedział że jestem brzydka czy głupia. Ale nie umiem zrozumieć że nie zawsze z chłopakiem muszę spędzać czas.. Widzimy się codziennie i obrażam się kiedy on chce robić coś innego.. I wydaję mi się że problem leży w tym że jestem przyzwyczajona do tego.. A po drugie nie wiem czy to wszystko (związek) nie za szybko się potoczył.. Gdyż starał się o mnie 2 lata(w tym czasie się przyjaźniliśmy) i zawsze byłam pewna że nic z tego nie będzie i zawsze mu to powtarzałam.. A po jakimś czasie stwierdziłam że powinnam dać mu szanse i cieszę się że tak zrobiłam.. Jestem z nim szczęśliwa ale chce żeby on tez był, ale z moim zachowaniem (dziecinnym) nie wiem czy to ma sens bo nie chce go ranić..:/:/
Opisałem Ci przypadek kwalifikujący się do leczenia psychiatrycznego.U Ciebie jest wersja ''light'', ale mechanizm zapewne ten sam:)
Konkluzja jest taka, że problem owszem leży w Tobie, ale pomóc może działanie zewnętrzne.No chyba, że chcesz się bawić w jakieś terapie.Nie wiem, może warto.
Nie bawić się w jakieś terapie nie chce.. ale chyba sama sobie muszę dać trochę luzu.. I zastanowic się dokładnie tak jest..
Mysza, a Ty z ojcem to przypadkiem nie miałaś za mało kontaktu?
Mysza, a Ty z ojcem to przypadkiem nie miałaś za mało kontaktu?
Szczerze to nie rozmawialiśmy nigdy tak szczerze, i mało miałam kontaktów.. A gdy miałam 13 lat to zmarł... ale co sądzisz że to od tego??
pitagoras napisał/a:Mysza, a Ty z ojcem to przypadkiem nie miałaś za mało kontaktu?
Szczerze to nie rozmawialiśmy nigdy tak szczerze, i mało miałam kontaktów.. A gdy miałam 13 lat to zmarł... ale co sądzisz że to od tego??
A po co bym pytał..?
Jesteś psychologiczną kserówką wspomnianej przeze mnie kumpeli.Ona-poza opisywanymi shizami- też nie dopuszcza opcji, że facet może coś robić bez niej.Tam powodem był śladowy kontakt z ojcem, więc mniemam, że u Ciebie też.Napisałem Ci w pierwszym poście, że podświadomie szukasz w facecie kompensacji deficytu ojca.A jedną z ról ojca jest ''stawianie do pionu''.
Więc Ty swoim zachowaniem próbujesz wymusić takie zachowania.Bardziej się nie zagłębiam, bo to nie moja dziedzina, ale tyle zapamiętałem i jak widać -jako tako - się zgadza.Pomóc nie pomogłem, ale przynajmniej wiesz o co może chodzić.
myszaa.18 napisał/a:pitagoras napisał/a:Mysza, a Ty z ojcem to przypadkiem nie miałaś za mało kontaktu?
Szczerze to nie rozmawialiśmy nigdy tak szczerze, i mało miałam kontaktów.. A gdy miałam 13 lat to zmarł... ale co sądzisz że to od tego??
A po co bym pytał..?
Jesteś psychologiczną kserówką wspomnianej przeze mnie kumpeli.Ona-poza opisywanymi shizami- też nie dopuszcza opcji, że facet może coś robić bez niej.Tam powodem był śladowy kontakt z ojcem, więc mniemam, że u Ciebie też.Napisałem Ci w pierwszym poście, że podświadomie szukasz w facecie kompensacji deficytu ojca.A jedną z ról ojca jest ''stawianie do pionu''.
Więc Ty swoim zachowaniem próbujesz wymusić takie zachowania.Bardziej się nie zagłębiam, bo to nie moja dziedzina, ale tyle zapamiętałem i jak widać -jako tako - się zgadza.Pomóc nie pomogłem, ale przynajmniej wiesz o co może chodzić.
No nie za bardzo sadzę że to może być przyczyną. Jakoś nigdy nie brakowało mi tych kontaktów. I nie szukam żadnych kompensacji deficytu ojca.. Wiele rzeczy mój chłopak robi beze mnie tak samo jak ja bez niego..
Po prostu od czasu do czasu kilka dni się kłócimy a potem jest ok.. Może po prostu potrzebuje jakiegoś kopa od niego za moje zachowanie jak to wcześniej wspomniałeś. Nie wiem może sama jakoś to rozwiąże i będzie dobrze.. ![]()
Może po prostu potrzebuje jakiegoś kopa od niego za moje zachowanie
cały czas o tym piszę
A konkretniej to potrzebujesz regularnych kopów.
myszaa.18 napisał/a:Może po prostu potrzebuje jakiegoś kopa od niego za moje zachowanie
cały czas o tym piszę
A konkretniej to potrzebujesz regularnych kopów.
no nie przesadzajmy aż taka zołza nie jestem
dzięki za pomoc
i rady ![]()
myszaa... poniekąd Pitagoras ma racje, ale ja bym się nie doszukiwała tutaj problemów z ojcem i jakiejś głębokiej "traumy z dzieciństwa", a najzwyczajniejszej w świecie chęci kontroli. Obrażasz się i strzelasz fochy, bo chcesz, żeby on robił to, co Ty chcesz, żeby był na każde Twoje zawołanie. Drążysz jakiś temat tylko po to, aby mieć pretekst do sfochowania się i kłótni tylko po to, aby on być może za Tobą biegał, przepraszam i poświęcał Ci 200 % uwagi. Potrzebujesz ciągłej uwagi i włącza Ci się "królewna". To, co opisał Pitagoras i reakcje jakie zastosował wobec swojej ówczesnej dziewczyny, to nic innego, jak nie pozwolenie sobie wejść na głowę. Ona sobie zakodowała, że z nim nic nie zrobi, więc zaprzestała szantaży emocjonalnych, bo zdała sobie sprawę, że nic na tym nie ugra. Więc, to nie jest ukryta chęć bycia "zj*baną" przez kogoś, a zwykłe postawienie granic. Ludzie, którzy manipulują mniej lub bardziej świadomie, robią to zawsze kiedy mają okazję i na tylu osobach na ilu się da. To taki charakter. To tak samo jak z dzieckiem histeryzującym w sklepie, bo chce zabawkę. Jeśli robią tak otrzyma to, co chce, będzie robił tak zawsze. I nie dlatego, że on czuje wewnętrzną potrzebę bycia ukaranym tylko dlatego, że taka jest jego metoda na zdobycie upragnionego fanta. Ty strzelając fochy i robiąc awantury też coś ugrywasz, przyznaj się. On musi coś potem robić, że czujesz się lepiej, jakoś Ci to wynagradza, dlatego to powtarzasz.
Ty chcesz, żeby był na każde Twoje zawołanie. Drążysz jakiś temat tylko po to, aby mieć pretekst do sfochowania się i kłótni tylko po to, aby on być może za Tobą biegał, przepraszam i poświęcał Ci 200 % uwagi.
Nie Teo, to jest ciągłe próbowanie na ile sobie może pozwolić.I paradoksalnie- jeżeli ''wygrywa'' i ten biedny chłopak za nią lata,przeprasza za urojone winy, to w niej rodzi tylko frustrację- że okazał się słaby, że nie jest prawdziwym facetem.W efekcie on wzbudza pogardę i coraz ordynarniejsze ''testy''.To jest proces powolny i subtelny, ale tak właśnie przebiega.
A ten typ kobiety właśnie tak ma, że w gruncie rzeczy nie chce aby facet takie zachowania tolerował.Porównanie do małego rozwrzeszczanego dziecka jest idealne- ono sobie popłacze chwile, ale w sumie się cieszy że jest ta mama, która coś zabierze, czegoś zabroni.Bo dzięki temu czuje się bezpiecznie, czuje, że jest ktoś ''ponad'' nim i czuwa.
myszaa... poniekąd Pitagoras ma racje, ale ja bym się nie doszukiwała tutaj problemów z ojcem i jakiejś głębokiej "traumy z dzieciństwa", a najzwyczajniejszej w świecie chęci kontroli. Obrażasz się i strzelasz fochy, bo chcesz, żeby on robił to, co Ty chcesz, żeby był na każde Twoje zawołanie. Drążysz jakiś temat tylko po to, aby mieć pretekst do sfochowania się i kłótni tylko po to, aby on być może za Tobą biegał, przepraszam i poświęcał Ci 200 % uwagi. Potrzebujesz ciągłej uwagi i włącza Ci się "królewna". To, co opisał Pitagoras i reakcje jakie zastosował wobec swojej ówczesnej dziewczyny, to nic innego, jak nie pozwolenie sobie wejść na głowę. Ona sobie zakodowała, że z nim nic nie zrobi, więc zaprzestała szantaży emocjonalnych, bo zdała sobie sprawę, że nic na tym nie ugra. Więc, to nie jest ukryta chęć bycia "zj*baną" przez kogoś, a zwykłe postawienie granic. Ludzie, którzy manipulują mniej lub bardziej świadomie, robią to zawsze kiedy mają okazję i na tylu osobach na ilu się da. To taki charakter. To tak samo jak z dzieckiem histeryzującym w sklepie, bo chce zabawkę. Jeśli robią tak otrzyma to, co chce, będzie robił tak zawsze. I nie dlatego, że on czuje wewnętrzną potrzebę bycia ukaranym tylko dlatego, że taka jest jego metoda na zdobycie upragnionego fanta. Ty strzelając fochy i robiąc awantury też coś ugrywasz, przyznaj się. On musi coś potem robić, że czujesz się lepiej, jakoś Ci to wynagradza, dlatego to powtarzasz.
Z twoją wypowiedzią zgadzam się w 80%. W większości masz rację. Ale chodzi o to że ja nie chce taka być i tak postępować ale nie wiem jak mam to zrobić.. Staram się bo nawet mój chłopak to zauważył ale za parę dni znowu się kłócimy ale już chyba wiadomo z czyjej winny:/ Nie wiem co mam zrobić.. Zastanawiałam się nad zerwaniem żeby go już nie ranić ale nie wiem czy to ma sens.. ;( Żeby od razu zrywać ??
Teo napisał/a:Ty chcesz, żeby był na każde Twoje zawołanie. Drążysz jakiś temat tylko po to, aby mieć pretekst do sfochowania się i kłótni tylko po to, aby on być może za Tobą biegał, przepraszam i poświęcał Ci 200 % uwagi.
Nie Teo, to jest ciągłe próbowanie na ile sobie może pozwolić.I paradoksalnie- jeżeli ''wygrywa'' i ten biedny chłopak za nią lata,przeprasza za urojone winy, to w niej rodzi tylko frustrację- że okazał się słaby, że nie jest prawdziwym facetem.W efekcie on wzbudza pogardę i coraz ordynarniejsze ''testy''.To jest proces powolny i subtelny, ale tak właśnie przebiega.
A ten typ kobiety właśnie tak ma, że w gruncie rzeczy nie chce aby facet takie zachowania tolerował.Porównanie do małego rozwrzeszczanego dziecka jest idealne- ono sobie popłacze chwile, ale w sumie się cieszy że jest ta mama, która coś zabierze, czegoś zabroni.Bo dzięki temu czuje się bezpiecznie, czuje, że jest ktoś ''ponad'' nim i czuwa.
Zacznijmy od tego że mój chłopak mnie nie przeprasza za to że JA się z nim kłóce i nie biega za mną. Poprostu idziemy do domu a na następny dzien pogadamy i jest ok. Ale co z tego. Na krótko jest ok ;(
jeszcze Cię nie przeprasza i nie biega za Tobą, bo
To jest proces powolny i subtelny
A Twoja chęć zerwania dla jego dobra pięknie wpisuje się w tę konwencję.Takie ''zerwania taktyczne''- też standard:)
''wykasuj mój numer tel''-ileż ja się tego nasłuchałem:)Bo wiesz jaki ma być planowany efekt- on jeszcze bardziej zmięknie, bo nie będzie się chciał narażać na kolejne ''zerwania'', a wtedy już całkiem możesz mu pluć w twarz; nie zareaguje;D
jeszcze Cię nie przeprasza i nie biega za Tobą, bo
pitagoras napisał/a:To jest proces powolny i subtelny
A Twoja chęć zerwania dla jego dobra pięknie wpisuje się w tę konwencję.Takie ''zerwania taktyczne''- też standard:)
''wykasuj mój numer tel''-ileż ja się tego nasłuchałem:)Bo wiesz jaki ma być planowany efekt- on jeszcze bardziej zmięknie, bo nie będzie się chciał narażać na kolejne ''zerwania'', a wtedy już całkiem możesz mu pluć w twarz; nie zareaguje;D
Nie mam zamiaru mu pluc w twarz ani zrywac z nim po to aby zmiekl. Upierasz sie przy tym zwiazku tokstycznym a to Nie tak. Ja Nie chce go ograniczac ani zabraniac mu czego kolwiek. Nigdy Nie kazalam wykasowac mu mojego numeru czy cos w tym stylu. To ze ja zerwalabym Nie oznacza se zerwiemy se soba kontakt zupelny. Moze cos by sie zmienilo i sprobowalibysmy jeszcze raz.... kiedys sie tylko przyjaznilismy wsumie 2 lata i rzadko sie klocilismy.. teraz jestesmy ze soba i bardzo sie koch amy. Chce tylko poprawic swoje zachowanie i tok myslenia. Bo mam idealnego faceta i Nie chce sie z nim klocic.. Tylko Nie wiem jak bp probowalam ale Nie wyhodzi mi to...
;(
Nie mam zamiaru mu pluc w twarz
...przenośnia...:)
Poza tym młoda jesteś, wyrobisz się ![]()
myszaa, ale wiesz, te głodne kawałki, że "Ty chcesz się zmienić, ale nie możesz" to możesz sobie wciskać chłopakowi, a nie mi
Jeżeli jest faktycznie coś, co przeszkadza, to naprawdę nie trzeba wielkiego trudu i filozofii, żeby się choć ograniczyć, wiem sama po sobie, a takie gadanie byle gadać, to zagłuszanie własnego poczucia winy, bo to, co robimy wcale nie jest dla nas takie złe.
Zajmij się sobą, własnym życiem, przyjaciółmi, nie osaczaj go i olej i zobaczysz co będzie. A jak się nie chce z nim kłócić to się nie kłóć, proste ![]()
myszaa.18 napisał/a:Nie mam zamiaru mu pluc w twarz
...przenośnia...:)
Poza tym młoda jesteś, wyrobisz się
Wiem że to była przenośnia, dlatego to napisałam. Aż taka głupia nie jestem... No mam już 18 lat więc w sumie młoda:D
myszaa, ale wiesz, te głodne kawałki, że "Ty chcesz się zmienić, ale nie możesz" to możesz sobie wciskać chłopakowi, a nie mi
![]()
Jeżeli jest faktycznie coś, co przeszkadza, to naprawdę nie trzeba wielkiego trudu i filozofii, żeby się choć ograniczyć, wiem sama po sobie, a takie gadanie byle gadać, to zagłuszanie własnego poczucia winy, bo to, co robimy wcale nie jest dla nas takie złe.
Zajmij się sobą, własnym życiem, przyjaciółmi, nie osaczaj go i olej i zobaczysz co będzie. A jak się nie chce z nim kłócić to się nie kłóć, proste
No jakoś chłopakowi tego nie wciskam, po prostu zauważyłam to moje zachowanie i chcę coś z tym zrobić... A jemu akurat nie mówię że nie dam rady się zmienić ![]()
Cześć. Nie przeczytałam całego wątku, bo długawy, ale odpowiem, bo sama zmagam się z podobnym problemem
Mam cudownego faceta, ale z boku to wygląda chyba tak, że zakładam mu jakąś smycz. Gdy się połapałam, że tak to działa podjęłam kilka kroków, dzięki którym żyje mi się lepiej:
1. Pogadałam z chłopakiem, że mam taki problem, że zrobię co się da żeby to zminimalizować, ale żeby miał świadomość, że nie robię mu scen ze złośliwości czy dla rozrywki, ale po prostu mam taki kłopot. Mówisz, że jesteście generalnie udanym związkiem, więc Twój facet też powinien to zrozumieć, zależy mu na Tobie przecież ![]()
2. Przy etapie "zaraz go o to ochrzanię" (albo niestety po awanturze) zastanawiam się, co poradziłabym koleżance, gdyby miała taki kłopot. Najczęściej powiedziałabym jej, że to nic wielkiego i powinna dać mu spokój, to mnie uspakaja.
3. Zabrałam się za siebie. Ten problem ma fundamenty w nas samych, dlatego zaczęłam pracować nad tym, żeby poczuć się lepiej we własnej skórze i we własnym towarzystwie (za pomocą tego forum, aktywniejszego życia towarzyskiego i mądrych książek).
Czasami dalej bywa źle, ale już to nie jest to co działo się przed podjęciem tych kroków. Wiem, że może być źle, ale godze się na to. Mój chłopak sam niedawno zauważył, że jest lepiej i lepiej czuje się w naszym związku. Niedawno nie chciał go puścić na kilka godzin do kolegi, a teraz puszczam go na cały weekend i jestem dużo spokojniejsza ![]()
Dasz radę, skoro widzisz problem to już połowa sukcesu. Trzymam kciuki ![]()
34 2014-03-11 19:20:24 Ostatnio edytowany przez myszaa.18 (2014-03-11 19:22:04)
Cześć. Nie przeczytałam całego wątku, bo długawy, ale odpowiem, bo sama zmagam się z podobnym problemem
Mam cudownego faceta, ale z boku to wygląda chyba tak, że zakładam mu jakąś smycz. Gdy się połapałam, że tak to działa podjęłam kilka kroków, dzięki którym żyje mi się lepiej:
1. Pogadałam z chłopakiem, że mam taki problem, że zrobię co się da żeby to zminimalizować, ale żeby miał świadomość, że nie robię mu scen ze złośliwości czy dla rozrywki, ale po prostu mam taki kłopot. Mówisz, że jesteście generalnie udanym związkiem, więc Twój facet też powinien to zrozumieć, zależy mu na Tobie przecież
2. Przy etapie "zaraz go o to ochrzanię" (albo niestety po awanturze) zastanawiam się, co poradziłabym koleżance, gdyby miała taki kłopot. Najczęściej powiedziałabym jej, że to nic wielkiego i powinna dać mu spokój, to mnie uspakaja.
3. Zabrałam się za siebie. Ten problem ma fundamenty w nas samych, dlatego zaczęłam pracować nad tym, żeby poczuć się lepiej we własnej skórze i we własnym towarzystwie (za pomocą tego forum, aktywniejszego życia towarzyskiego i mądrych książek).Czasami dalej bywa źle, ale już to nie jest to co działo się przed podjęciem tych kroków. Wiem, że może być źle, ale godze się na to. Mój chłopak sam niedawno zauważył, że jest lepiej i lepiej czuje się w naszym związku. Niedawno nie chciał go puścić na kilka godzin do kolegi, a teraz puszczam go na cały weekend i jestem dużo spokojniejsza :)Dasz radę, skoro widzisz problem to już połowa sukcesu. Trzymam kciuki
Dzięki wielkie za radę :* właśnie potrzebowałam rady od kogoś kto miał podobny problem.. ;P
Polecam sie
jakbys miala jakies pytania to wal smialo
Polecam sie
jakbys miala jakies pytania to wal smialo
Po ile ci przeszło takie obrażanie się?;P
Nie rprzeszło w stu procentach, cały czas tak miewam, ale po pierwsze: on jest na to już przygotowany, więc też nie czuje takiego chaosu. A po drugie w 70%-ach zapala mi się w głowie lampka "aha, teraz zaczynasz niepotrzebnie się czepiać. Idź do kuchni, przystopuj, poczytaj mądrą książkę albo porób zumbę, żeby się wyżyć. Byle nie na nim".
Polecam Ci przeprowadzenie małej analizy, gdy jest po wszystkim (nawet jeżeli czujesz się winna). Poczekaj, aż opadnie kurz, siądź do Warda albo weź zeszyt i postaraj się zapisać wszystkie negatywne myśli na jego temat, które przewaliły Ci się wtedy po głowie. Gdy skończysz, postaram się napisać ich przeciwieństwo, ale tak, żeby było prawdziwe. Np. "On nigdy mnie nie słucha" nie przekładaj na "On zawsze mnie słucha" (chyba że to prawda ;P), ale np. na "Słucha mnie, gd mówię do niego spokojnie, jest kochany i dąży do kontaktu ze mną". Sama wiesz, co będzie prawdziwe, ważne żeby to nie byłoby dyktowane ciągle emocjami z awantury ![]()
Nie rprzeszło w stu procentach, cały czas tak miewam, ale po pierwsze: on jest na to już przygotowany, więc też nie czuje takiego chaosu. A po drugie w 70%-ach zapala mi się w głowie lampka "aha, teraz zaczynasz niepotrzebnie się czepiać. Idź do kuchni, przystopuj, poczytaj mądrą książkę albo porób zumbę, żeby się wyżyć. Byle nie na nim".
Polecam Ci przeprowadzenie małej analizy, gdy jest po wszystkim (nawet jeżeli czujesz się winna). Poczekaj, aż opadnie kurz, siądź do Warda albo weź zeszyt i postaraj się zapisać wszystkie negatywne myśli na jego temat, które przewaliły Ci się wtedy po głowie. Gdy skończysz, postaram się napisać ich przeciwieństwo, ale tak, żeby było prawdziwe. Np. "On nigdy mnie nie słucha" nie przekładaj na "On zawsze mnie słucha" (chyba że to prawda ;P), ale np. na "Słucha mnie, gd mówię do niego spokojnie, jest kochany i dąży do kontaktu ze mną". Sama wiesz, co będzie prawdziwe, ważne żeby to nie byłoby dyktowane ciągle emocjami z awantury
a denerwujesz się np gdy on idzie z kolegami na piwo i widzicie sie do piero wieczorem? myślisz o nim?
ewa118 napisał/a:Nie rprzeszło w stu procentach, cały czas tak miewam, ale po pierwsze: on jest na to już przygotowany, więc też nie czuje takiego chaosu. A po drugie w 70%-ach zapala mi się w głowie lampka "aha, teraz zaczynasz niepotrzebnie się czepiać. Idź do kuchni, przystopuj, poczytaj mądrą książkę albo porób zumbę, żeby się wyżyć. Byle nie na nim".
Polecam Ci przeprowadzenie małej analizy, gdy jest po wszystkim (nawet jeżeli czujesz się winna). Poczekaj, aż opadnie kurz, siądź do Warda albo weź zeszyt i postaraj się zapisać wszystkie negatywne myśli na jego temat, które przewaliły Ci się wtedy po głowie. Gdy skończysz, postaram się napisać ich przeciwieństwo, ale tak, żeby było prawdziwe. Np. "On nigdy mnie nie słucha" nie przekładaj na "On zawsze mnie słucha" (chyba że to prawda ;P), ale np. na "Słucha mnie, gd mówię do niego spokojnie, jest kochany i dąży do kontaktu ze mną". Sama wiesz, co będzie prawdziwe, ważne żeby to nie byłoby dyktowane ciągle emocjami z awantury
a denerwujesz się np gdy on idzie z kolegami na piwo i widzicie sie do piero wieczorem? myślisz o nim?
Naprawdę widzisz problem w tym,żeby poszedł z kolegami na piwo i WIECZOREM się Tobą spotkał?
Czatujesz po nocach z obcymi facetami opisując siebie ,bez żadnego skrepowania ,ani zahamowania ,oczywiście ukywając to przed swoim facetem, a jemu takie trzaski urządzasz swoim despotyzmem o byle pierdołe
Sama na siebie wpadaj w złość co ty wyrabiasz dziewczyno
W domu tez ci wszyscy tak z drogi zawsze schodzili na każde twoje skrzywienie? zejdź na ziemie i zacznij się zachowywać lojalnie i nie toksycznie
myszaa.18 napisał/a:ewa118 napisał/a:Nie rprzeszło w stu procentach, cały czas tak miewam, ale po pierwsze: on jest na to już przygotowany, więc też nie czuje takiego chaosu. A po drugie w 70%-ach zapala mi się w głowie lampka "aha, teraz zaczynasz niepotrzebnie się czepiać. Idź do kuchni, przystopuj, poczytaj mądrą książkę albo porób zumbę, żeby się wyżyć. Byle nie na nim".
Polecam Ci przeprowadzenie małej analizy, gdy jest po wszystkim (nawet jeżeli czujesz się winna). Poczekaj, aż opadnie kurz, siądź do Warda albo weź zeszyt i postaraj się zapisać wszystkie negatywne myśli na jego temat, które przewaliły Ci się wtedy po głowie. Gdy skończysz, postaram się napisać ich przeciwieństwo, ale tak, żeby było prawdziwe. Np. "On nigdy mnie nie słucha" nie przekładaj na "On zawsze mnie słucha" (chyba że to prawda ;P), ale np. na "Słucha mnie, gd mówię do niego spokojnie, jest kochany i dąży do kontaktu ze mną". Sama wiesz, co będzie prawdziwe, ważne żeby to nie byłoby dyktowane ciągle emocjami z awantury
a denerwujesz się np gdy on idzie z kolegami na piwo i widzicie sie do piero wieczorem? myślisz o nim?
Naprawdę widzisz problem w tym,żeby poszedł z kolegami na piwo i WIECZOREM się Tobą spotkał?
Znaczy nie chodzi o to że ja widzę problem w tym że on idzie na to piwo.. Tylko on idzie i widzimy się dopiero na drugi dzień i w ten czas gdy on idzie na to piwo czyli od wieczora do nocy ja myślę czy się nie upije i czegoś nie odwali.. Po prostu się martwię..
Czatujesz po nocach z obcymi facetami opisując siebie ,bez żadnego skrepowania ,ani zahamowania ,oczywiście ukywając to przed swoim facetem, a jemu takie trzaski urządzasz swoim despotyzmem o byle pierdołe
Sama na siebie wpadaj w złość co ty wyrabiasz dziewczyno
W domu tez ci wszyscy tak z drogi zawsze schodzili na każde twoje skrzywienie? zejdź na ziemie i zacznij się zachowywać lojalnie i nie toksycznie
Nikt mi nie z chodzi z drogi na żadne moje skinienie bo nie jestem jakąś księżniczka.. I nie czatuje po no cach bo to był tylko raz z nudów... I nie opisuje się nie wiadomo jak, po prostu opisałam się w sensie czym się zajmuje i w opisie( to tylko wzrost i kolor oczu) więc to jest takie opisywanie się bez żadnego skrępowania... I nie ukrywam tego przed moim facetem bo o tym wie... Bo mu sama powiedziałam.
43 2014-03-12 16:45:48 Ostatnio edytowany przez ewa118 (2014-03-12 16:48:59)
Odpisujac na Twoje pytanie. Owszem, denerwuje sie (ze moze go ktos napadnie, on chodzi na wieczorne spacery). Tylko ze powtarzam sobie, ze nie mam podstaw do stresu. Wiem, ze problem jest we mnie, pracuje nad nim i dlatego obojgu jest nam latwiej.
Pojutrze jedzie na caly weekend do kolegi na drugi koniec kraju. Jestem spokojna, chociaz moge sie stresowac w tym czasie. Bede nad tym wtedy pracowac ![]()
Ale odpowiedz mi, dal Ci kiedys powod do tego strachu?
Odpisujac na Twoje pytanie. Owszem, denerwuje sie (ze moze go ktos napadnie, on chodzi na wieczorne spacery). Tylko ze powtarzam sobie, ze nie mam podstaw do stresu. Wiem, ze problem jest we mnie, pracuje nad nim i dlatego obojgu jest nam latwiej.
Pojutrze jedzie na caly weekend do kolegi na drugi koniec kraju. Jestem spokojna, chociaz moge sie stresowac w tym czasie. Bede nad tym wtedy pracowac
Ale odpowiedz mi, dal Ci kiedys powod do tego strachu?
narazie wszystkie pytania, dzięki wielkie za pomoc ;*