Witam
Nie dawno zerwał ze mną chłopak. Dobiło mnie to mimo, ze to były tylko 2 miesiące, aczkolwiek był to moj najdłuższy związek, a zakochana bylam w nim po uszy można stwierdzić, ze on tak samo we mnie, aż do tej pory. Nie wyjasnił mi powodu czemu ze mną zerwał, prosiłam go o wyjaśnienie, nie powiedział mi po prostu urwał ze mną kontakt co bylo moim błędem, bo prosiłam go o powrót, błagałam bezskutecznie lecz odpisu nie dostawałam, mija tydzień.
Przenieśmy sie w przeszłość.... by wyjaśnić czemu taki temat
Poznałam go na dyskotece to był 2013 rok w wakacje, pisaliśmy codziennie aż po kilku tygodniach, kiedy się spotkaliśmy zapytał o związek. Zgodziłam się głównie dlatego, iż jestem osobą mało asertywną. Przyjeżdżał do mnie, widać było ze mocno zauroczony chłopak, ale mnie dusił ten związek, okropnie się męczyłam, nie znałam go zbyt dobrze i ciągle, wypisywałam jakies wymówki lub ignorowałam go. W końcu wziełam się na odwagę i z nim zerwałam mówiąc ze znajdzie lepszą ode mnie. Po tym zdarzeniu kontakt urwał się na około 2 miesiące zero pisania, spotykania, zero kontaktu. Ja zdązylam za ten czas kogoś spotkać i w momencie kiedy to była z tamtej strony tylko zabawa zaczełam sie żalić koleżanką na ten temat i przez przypadek zajechałam na jego kontakt gdzieś w GG (przypominam ze nie rozmawialiśmy ze sobą przez 2 miesiące od tamtego momentu i potraktowania go z mojej strony nie zbyt dobrze) Zaczął mnie pocieszać mówiąc ze nie zasłużył na mnie, ze będzie dobrze, w skrócie chciał mnie pocieszyć. Dzięki temu zaczeliśmy na nowo ze sobą pisać tylko na poziomie kumpel - kumpela. Z czasem pisania przyjaciel - przyjaciółka, co mogłam z nim popisać na każdy temat. Po pisaniu ze sobą jakiś czas spotkałam go na dyskotece potańczyliśmy, pogadali, pośmiali się. Widziałam, że sie zmienił od tamtego czasu. Większa stanowczość i mocniejszy charakter. To było było fajne co mnie w nim zainteresowało, mimo że nie spodziewałam się tego. Pewnego dnia napisałam mu o swoich uczuciach powiedział ze ma mętlik z powodu tego co sie wcześniej stało. Dla mnie to oczywiście bylo jasne, bo pewnie tez tak bym miała jak bym byla na jego miejscu. Powiedzial, ze musimy na żywo porozmawiać. Spotkaliśmy się dokładnie widzialam. Patrzył na mnie jak kiedyś, że to uczucie przetrwało. Usiedliśmy i po rozmowie zapytał czy możemy jeszcze raz spróbować ( mimo tego przysłowia ''dwa razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi'') Ucieszyłam się, ze tak sie stało, spotykaliśmy się jak to para zakochańców. Czasem sie kłóciliśmy ale od razu później było dobrze, mówił ze mnie kocha mocno i ze nigdy mnie nie zostawi, byliśmy jedyni w swoim rodzaju, a ja nie widzialam bez niego życia. I nagle w jednym momencie wszystko sie rozwaliło. Zaczął pisac do mnie inaczej niż wcześnie, czasem i chamsko, czułam ze powoli zbliża sie do konca ale nie dopuszczałam tej myśli do siebie, wierzyłam że się wszystko jeszcze ułoży. Mijały dni w kórych sie do siebie nie odzywaliśmy, męczyło mnie takie coś czekałam az cos powie, ale nic. Pytac co sie dzieje, on odpisywał ''nie wiem''. Zaczełam się częsciej denerwować, bac sie najgorszego. Potem (to juz bylo ostatnie spotkanie) spotkałam go na umówionej wczesniej dyskotece, pamietam ze powiedzial ze mnie kocha ale widzialam ze zwrok mu ucieka w bok, czulam ze kłamie. Nastepnego dnia po nie przespanej nocy napisałam do niego, odpisywał znow tak mętnie, co mnie tylko bardzo zdenerwowało. W końcu pod w pływem emocji wykrzyknełam mu by nie był tchórzem i by szczerze mi odparł czy chce ze mną byc czy nie! odpowiedział ze juz nie wie co czuje, a po paru minutach później odparł ze miedzy nami koniec...
Pytałam, dlaczego? co ja złego zrobiłam? że go kocham! ze nie potrafie bez niego żyć! Odparł tylko bym zrozumiala ze to koniec! wiecej nie odpisał to były jego ostatnie słowa mimo ze jeszcze potem pisałam .. i błagałam o powrót.
Załamałam się, płakałam, wciąż miałam w myslach jego obietnice i słowa i to co teraz własnie zepsuł. Nie mogłam zrozumieć czemu? przeciez byl tak we mnie szaleńcze zakochany. No nie mogłam zrozumieć w sumie nie mogę zrozumieć aż do teraz? czemu tak?
Ciekawość nie dała za wygraną. Pewnego dnia jego kumpel mi napisał ze po rozmowie z nim nie dał rady przekonać go by do mnie wrócił dodał też ze poznał jakąś inną i ze sie mu spodobała w trakcie kiedy byl ze mną i ze to ją teraz ma w głowie zamiast mnie. To jest okropnie zabił mnie bronią którą mnie uratował tego dnia kiedy sie pierwsza odezwałam do niego przy pocieszaniu. Jego słowa ''nie zasługujesz na niego'' . Ten jego kumpel sie jeszcze do niego z zwrócił z tekstem ''czy ty wiesz jak ona sie czuje?'' odparł ''nie, nie obchodzi mnie to'' Całe 2 misiące po daremno. Możecie mi to jakoś wyjaśnić? Chodziło mu tylko o zemstę? Czemu mnie tak zranił? nczy bedzie załował? naprawdę go kochałam i nadal kocham.