zakochałam się... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » zakochałam się...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 99 ]

1

Temat: zakochałam się...

Cześć, dawno mnie tu nie było tongue Potrzebuję pomocy/porady/słuchaczek do wyżalenia się tongue Nie mogę o tym mówić z nikim, kogo znam osobiście. Spróbuję przedstawić swoją sprawę w skrócie telegraficznym tongue

Miałam w życiu kilku chłopaków, w tym co najmniej jednego, którego kochałam... ale nie czułam do nich żadnego pociągu fizycznego. Właściwie to odrażała mnie sama myśl, że moglibyśmy coś robić. Kiedy przytulałam się z jednym z nich czułam się fatalnie. Dziewczyny też mi się nigdy nie podobały, więc wywnioskowałam, że najprawdopodobniej jestem aseksualna. Do niedawna tak uważałam. Aż się zakochałam od pierwszego wejrzenia. W innej dziewczynie. Pierwszy raz czuję coś do kogokolwiek. Gdy patrzę na jej piękną buziulkę mam ochotę ją przytulić. tongue

Mimo wszystko rozumiem, że ona najprawdopodobniej nie odwzajemni moich uczuć. Ale tak mocno się zakochałam, że nie wyobrażam sobie zostawienia jej całkiem. Bardzo chciałabym zostać jej przyjaciółką. Marzę o tym, żebyśmy kiedyś poszły razem do parku. Żebyśmy spędziły trochę czasu razem. A tak bardzo przyszłościowo, żebyśmy trzymały się razem (najlepiej) całe życie, żebym mogła jej pomóc w razie potrzeby, wspierać ją, pilnować, żeby jej partnerzy dobrze ją traktowali, w razie potrzeby doglądać jej dzieci... W skrócie, chciałabym być jej najlepszą przyjaciółką na świecie.

Jedynym problemem teraz jest to, że moja luba... nie ma zupełnie czasu. Nawet kilku minutek. Od czasu do czasu piszę do niej jakąś wiadomośc na facebooku, nic zbyt długiego, ona się pojawia kilka razy w tygodniu na dosłownie minutę, odpowiada i znika. Widzimy się tylko kilka razy w tygodniu na zajęciach, koleżanka często się na nie spóźnia (choć jest pilną uczennicą) i siada gdzieś sto kilometrów ode mnie. Nie sądzę, żeby specjalnie mnie unikała, bo jest miła, gdy już rozmawiamy, poza tym nie ma powodu do unikania mnie.

Hahah, i to miało być przedstawienie sprawy w skrócie tongue Co myślicie na ten temat?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: zakochałam się...

Ja mam taką myśl, że jesteś biseksualna. Jest gdzieś o tym wątek.

3

Odp: zakochałam się...

Ojjj.. Sądzę tak , że twoja ' luba ' jest zajęta ciągle.. Nie ma czasu bo ten czas wypełniają jej obowiązki , ale powinnas się cieszyć , że wgl odpisuje jak na te parę chwil wchodzi na fb bo równie dobrze mogła by tylko ja przeczytać. Myślę , że ten Brak czasu jest przez to , że ciągle jest zabiegana .. Może kiedys przyjdzie taki czas, że gdzieś razem wyjdziecię. smile

4

Odp: zakochałam się...

Dziękuję za odpowiedzi tongue Gary, możliwe, ale nieszczególnie mnie interesuje, jakiej jestem orientacji. Po prostu kocham ludzi, których kocham tongue Asiu, tak, cieszę się, że odpowiada, i jest na prawdę miła, nie odpowiada jakoś niechętnie smile Mam nadzieję, że kiedyś znajdzie dla mnie chwilkę.

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:

Dziękuję za odpowiedzi tongue Gary, możliwe, ale nieszczególnie mnie interesuje, jakiej jestem orientacji. Po prostu kocham ludzi, których kocham tongue Asiu, tak, cieszę się, że odpowiada, i jest na prawdę miła, nie odpowiada jakoś niechętnie smile Mam nadzieję, że kiedyś znajdzie dla mnie chwilkę.

A może zaproponujesz Twojej miłości spotkanie? Wyjście do kina, kawę. Uzasadniając to w następujący sposób: "Widzę, że jesteś taka zabiegana. Czasami człowiek potrzebuje jednak odpoczynku. Wybrałabyś się gdzieś razem ze mną?".

6

Odp: zakochałam się...
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
enkeli napisał/a:

Dziękuję za odpowiedzi tongue Gary, możliwe, ale nieszczególnie mnie interesuje, jakiej jestem orientacji. Po prostu kocham ludzi, których kocham tongue Asiu, tak, cieszę się, że odpowiada, i jest na prawdę miła, nie odpowiada jakoś niechętnie smile Mam nadzieję, że kiedyś znajdzie dla mnie chwilkę.

A może zaproponujesz Twojej miłości spotkanie? Wyjście do kina, kawę. Uzasadniając to w następujący sposób: "Widzę, że jesteś taka zabiegana. Czasami człowiek potrzebuje jednak odpoczynku. Wybrałabyś się gdzieś razem ze mną?".

Już próbowałam, w najbliższym czasie nie ma w ogóle czasu :< biedna, zabiegana dziewczyna. Pomyślałam, że przynajmniej mogłabym jej czasem jakieś małe prezenciki dawać, żeby było jej miło, ale nie mam zbyt dużo odpowiednich pomysłów tongue miś jest bardziej odpowiedni przy bliższych relacjach, domowej roboty ciasteczka czy coś już bardziej pasują, ale nie mam tu piekarnika, kupne słodycze... hmm... zależy jakie. Jakieś inne sugestie? tongue

7

Odp: zakochałam się...

myślę , że te ciasteczka będą ok smile Albo daj jej numer swojego tel i powiedz , że jak będzie miała czas to niech się odezwie i razem gdzieś się wybierzecie.. smile bo te prezenciki nie wiadomo w jaki sposób odbierze.

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
enkeli napisał/a:

Dziękuję za odpowiedzi tongue Gary, możliwe, ale nieszczególnie mnie interesuje, jakiej jestem orientacji. Po prostu kocham ludzi, których kocham tongue Asiu, tak, cieszę się, że odpowiada, i jest na prawdę miła, nie odpowiada jakoś niechętnie smile Mam nadzieję, że kiedyś znajdzie dla mnie chwilkę.

A może zaproponujesz Twojej miłości spotkanie? Wyjście do kina, kawę. Uzasadniając to w następujący sposób: "Widzę, że jesteś taka zabiegana. Czasami człowiek potrzebuje jednak odpoczynku. Wybrałabyś się gdzieś razem ze mną?".

Już próbowałam, w najbliższym czasie nie ma w ogóle czasu :< biedna, zabiegana dziewczyna. Pomyślałam, że przynajmniej mogłabym jej czasem jakieś małe prezenciki dawać, żeby było jej miło, ale nie mam zbyt dużo odpowiednich pomysłów tongue miś jest bardziej odpowiedni przy bliższych relacjach, domowej roboty ciasteczka czy coś już bardziej pasują, ale nie mam tu piekarnika, kupne słodycze... hmm... zależy jakie. Jakieś inne sugestie? tongue

Ozdobna karteczka z napisem: "Bardzo Cię lubię, polubisz i mnie?". Może tworzysz wiersze, piszesz opowiadania, malujesz? Jeżeli tak, fragment Twojej twórczości stanowiłby świetny prezent.

9 Ostatnio edytowany przez Eileen (2014-03-10 13:43:48)

Odp: zakochałam się...

Nie chcę torpedować pomysłów, ale... czy Wy się trochę nie rozpędzacie? ;p

Z tego, co zrozumiałam, to Enkeli z tą dziewczyną słabo się zna, dopiero chce się z nią zaprzyjaźnić i ta nie ma za bardzo czasu nawet na rozmowy. Nie obraźcie się, ale gdyby jakaś słabo mi znana dziewczyna zaczęła mi na uczelnię przynosić ciasteczka, wiersze, karteczki z wyznaniami sympatii, to cóż... prawdopodobnie uznałabym, że coś z nią nie tak. I nie mówię tu o orientacji.

Enkeli, pisałaś, że chcesz się z nią tylko zaprzyjaźnić, więc dąż do tego jak w przypadku każdej innej dziewczyny - nie ukochanej. Bo może wyjść niezręcznie i dziwnie, jak się zorientuje, że mimo że nie chcesz nic od niej poza przyjaźnią, tak naprawdę jesteś zakochana.

U mnie w rodzinnym mieście było całkiem sporo lesbijek w naszej "ekipie", zwłaszcza jak na tak niewielką miejscowość. Nikomu to nie przeszkadzało, świetne koleżanki, rozmawiałyśmy o perypetiach sercowych - i o tych z facetami, i z dziewczynami. Wszystko było idealnie, dopóki jedna z nich nie zakochała się w dziewczynie hetero. Nie była specjalnie nachalna, ale to jednak dawało się wyczuć i zaczęło się robić krępująco. Zwłaszcza dla obiektu westchnień, bo nawet dotąd niewinne gesty nabierały nowego znaczenia. Dlatego moja rada - jeśli Twoja wybranka jest hetero, to raczej odpuść prezenciki i inne takie na wstępie, bo nawet jeśli mają doprowadzić do przyjaźni, to mogą zostać niewłaściwie (albo właśnie właściwie) odebrane. Po prostu jak podryw.

10

Odp: zakochałam się...

Dziękuję za porady. Niestety nie nadaję się do żadnego powolnego zaprzyjaźniania. Bardzo bym chciała, ale to przerasta moje możliwości. Próbowałam jakoś subtelniej przekazać tej dziewczynie, że mi zależy na niej, ale to nic zupełnie nie zmienia w naszych relacjach i właściwie wydaje mi się, że mnie unika. Wiem, że powinnam to spokojnie przyjąć i cierpliwie czekać, ale to mnie rujnuje. Po każdych zajęciach z nią kończę z długotrwałą, głęboką depresją i rozpaczą i przez to nie radzę już sobie na studiach. Postanowiłam do niej napisać o tym wprost. Z jednej strony cieszę się, że to zrobiłam, bo to lepsze niż leżenie cały dzień na łóżku kompletnie sparaliżowana, bo nie mam pojęcia, co zrobić. Z drugiej strony boję się konsekwencji. Ale gorzej być nie może. A jeśli będzie to przynajmniej będę bardziej przekonana, że lepiej raz poczuć nóż na nadgarstku niż całe życie wić się z bólu.

Hah, piękny esej napisałam tongue

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:

Dziękuję za porady. Niestety nie nadaję się do żadnego powolnego zaprzyjaźniania. Bardzo bym chciała, ale to przerasta moje możliwości. Próbowałam jakoś subtelniej przekazać tej dziewczynie, że mi zależy na niej, ale to nic zupełnie nie zmienia w naszych relacjach i właściwie wydaje mi się, że mnie unika. Wiem, że powinnam to spokojnie przyjąć i cierpliwie czekać, ale to mnie rujnuje. Po każdych zajęciach z nią kończę z długotrwałą, głęboką depresją i rozpaczą i przez to nie radzę już sobie na studiach. Postanowiłam do niej napisać o tym wprost. Z jednej strony cieszę się, że to zrobiłam, bo to lepsze niż leżenie cały dzień na łóżku kompletnie sparaliżowana, bo nie mam pojęcia, co zrobić. Z drugiej strony boję się konsekwencji. Ale gorzej być nie może. A jeśli będzie to przynajmniej będę bardziej przekonana, że lepiej raz poczuć nóż na nadgarstku niż całe życie wić się z bólu.

Hah, piękny esej napisałam tongue

Piękny esej, ale smutny. Myślę, że słusznie postanowiłaś. Serdecznie pozdrawiam!
Eileen masz rację, zagalopowałem się. I to dość poważnie.

12

Odp: zakochałam się...

Dzisiaj natknęłam się na tą koleżankę na facebooku, myślałam, że mnie wyśmieje albo coś, ale jednak napisała, żebym się tak nie przejmowała i że nic do mnie nie ma. Trochę mi wstyd, że czasem jakby uważam się za pępek świata i interpretuję wszystko jako jakiś wyraz niechęci do mnie. Ale 'miłe' koleżanki w dzieciństwie jednak zrobiły swoje.

Cieszę się, że sprawy póki co mają się dobrze smile I że moja miłość jest najwyraźniej na prawdę fajną dziewczyną.

13

Odp: zakochałam się...

Ciekawe, czy ktoś jeszcze czyta ten wątek tongue W każdym razie taki mały update: ostatnio postanowiłam tymczasowo przystopować i nawet nie rozglądam się za tą koleżanką na wspólnych wykładach. Mam nadzieję, że dzięki temu z czasem jakoś uspokoję się... bo jak na razie dość często mam jakieś takie intensywne uczucia, że boję się, że zwariuję. Czy to normalne w miłości/zauroczeniu? Chciałabym chociaż na tyle ochłonąć, żeby być w stanie na luzie porozmawiać z nią. Trochę ciężko by mi było w tej chwili.

Trochę martwię się o przyszłość, czuję się zagubiona. Nie wiem, co mam myśleć, czuć, co robić. Mam wrażenie, że tracę resztki swojej osobowości; zawsze miałam z tym problem, że jednego dnia mogłabym być grzecznym, wierzącym aniołkiem, następnego zgorzkniałym ateistą, ale zawsze trzymałam się jakichś norm moralnych. Zawsze miałam jakieś zasady, których bym w założeniu nigdy nie złamała. Przykładowo, nie rozumiałam nigdy, jak ktoś mógłby z kimś pójść do łózka bez zastanowienia, zawsze uważałam to za skrajną głupotę, zezwierzęcenie albo utratę moralności. Teraz czasami sama miałabym ochotę wśliznąć się do łóżka... dziewczynie, której właściwie nie znam. Nie zrobię tego chyba tylko dlatego, że jednak bardziej liczą się dla mnie jej uczucia. Nie chciałabym jej w żaden sposób krzywdzić ani sprawiać, żeby czuła się niekomfortowo.

Do tego dochodzi ten problem, że nadal nie interesuję się nikim innym w tym sensie. Szukałam na internecie jakichś materiałów stymulujących, że tak się wyrażę, np jakieś mangi yuri/yaoi czy coś, żądne z nich mi się nie podoba, nie podobają mi się też inne dziewczyny/chłopacy w prawdziwym świecie... znaczy podoba mi się wygląd niektórych (głównie chłopaków), ale na pewno nie chciałabym z nimi nic robić. W sumie to dobrze, bo jedna nieodwzajemniona miłość, czy co to tam jest, wystarczy.

Myślę, że byłoby mi trochę łatwiej, gdyby przyciągała mnie jedynie fizyczność tej dziewczyny. Ale tak się składa, że jej pasją jest coś, co uważam za szalenie piękne i romantyczne. Poza tym podoba mi się jej osobowość. Tak bym chciała w końcu być jej przyjaciółką, żeby móc z nią spędzać czas, być dla niej jakimś wsparciem, ale na drodze jest jak na moją wytrzymałość psychiczną dużo przeszkód.

Lepiej zakończę już ten monolog, napisałabym dużo więcej, ale nie chcę innych zanudzać tym dramatyzowaniem. Proszę o jakieś odpowiedzi, trochę lepiej się czuję, gdy z kimś rozmawiam o swoich problemach.

14

Odp: zakochałam się...

Droga autorko,  zrezygnuję tu z całej terminologii bo tak naprawdę w życiu (według mnie) nie ma znaczenia czy ktoś definiuje się jako homo, hetero, bi czy osoba aseksualna. Faktem jest natomiast, że się zauroczyłaś/zakochałaś smile Widzisz, zakochanie to taki stan, w którym ciągle myślimy o przedmiocie naszego uwielbienia. Idealizujemy ją/jego, marzymy o spędzaniu razem wolnych chwil. Nie dziwi mnie więc że nikt inny ci się nie podoba, bo po prostu na ten moment twoja luba jest całym światem. Żeby jakoś dojść w tym wszystkim do ładu musisz się sama do swoich uczuć zdystansować. Ogranicz kontakt dosyć mocno, zajmuj czymś umysł. Możliwe że dzięki temu twój mózg nie będzie tak "upiękniał" tej dziewczyny, zaczmiesz dostrzegać jej wady i zauroczenie naturalnie przeminie smile

15 Ostatnio edytowany przez enkeli (2014-03-13 23:39:17)

Odp: zakochałam się...
szakisz napisał/a:

Droga autorko,  zrezygnuję tu z całej terminologii bo tak naprawdę w życiu (według mnie) nie ma znaczenia czy ktoś definiuje się jako homo, hetero, bi czy osoba aseksualna. Faktem jest natomiast, że się zauroczyłaś/zakochałaś smile Widzisz, zakochanie to taki stan, w którym ciągle myślimy o przedmiocie naszego uwielbienia. Idealizujemy ją/jego, marzymy o spędzaniu razem wolnych chwil. Nie dziwi mnie więc że nikt inny ci się nie podoba, bo po prostu na ten moment twoja luba jest całym światem. Żeby jakoś dojść w tym wszystkim do ładu musisz się sama do swoich uczuć zdystansować. Ogranicz kontakt dosyć mocno, zajmuj czymś umysł. Możliwe że dzięki temu twój mózg nie będzie tak "upiękniał" tej dziewczyny, zaczmiesz dostrzegać jej wady i zauroczenie naturalnie przeminie smile

Ale nie wiem, czy chcę, żeby minęło. Co prawda kosztuje mnie dużo nerwów, ale znając siebie i tak znalazłabym powody do rozterki. To uczucie to taki wymagający nauczyciel, który ciągle stawia mi pytania. Kwestionuje prawidłowość moich dotychczasowych przekonań. Dzięki temu lepiej poznaję siebie i lepiej rozumiem innych. Być może tak już jest, że najpierw trzeba zburzyć jeden świat, by na jego miejscu powstał nowy, pełniejszy. Boję się tylko, że moje fundamenty są zbyt słabe, żeby znieść to burzenie. Nie jestem wytrzymała psychicznie. Ale wolałabym żyć i cierpieć dla jakiejś idei albo uczucia niż żyć jakimś wygodnym, ale pozbawionym pasji życiem.

Ale się ze mnie poetka zrobiła tongue Mam nadzieję, że to nie jest zbyt niezrozumiałe tongue

Ed: setny post tongue

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
szakisz napisał/a:

Droga autorko,  zrezygnuję tu z całej terminologii bo tak naprawdę w życiu (według mnie) nie ma znaczenia czy ktoś definiuje się jako homo, hetero, bi czy osoba aseksualna. Faktem jest natomiast, że się zauroczyłaś/zakochałaś smile Widzisz, zakochanie to taki stan, w którym ciągle myślimy o przedmiocie naszego uwielbienia. Idealizujemy ją/jego, marzymy o spędzaniu razem wolnych chwil. Nie dziwi mnie więc że nikt inny ci się nie podoba, bo po prostu na ten moment twoja luba jest całym światem. Żeby jakoś dojść w tym wszystkim do ładu musisz się sama do swoich uczuć zdystansować. Ogranicz kontakt dosyć mocno, zajmuj czymś umysł. Możliwe że dzięki temu twój mózg nie będzie tak "upiękniał" tej dziewczyny, zaczmiesz dostrzegać jej wady i zauroczenie naturalnie przeminie smile

Ale nie wiem, czy chcę, żeby minęło. Co prawda kosztuje mnie dużo nerwów, ale znając siebie i tak znalazłabym powody do rozterki. To uczucie to taki wymagający nauczyciel, który ciągle stawia mi pytania. Kwestionuje prawidłowość moich dotychczasowych przekonań. Dzięki temu lepiej poznaję siebie i lepiej rozumiem innych. Być może tak już jest, że najpierw trzeba zburzyć jeden świat, by na jego miejscu powstał nowy, pełniejszy. Boję się tylko, że moje fundamenty są zbyt słabe, żeby znieść to burzenie. Nie jestem wytrzymała psychicznie. Ale wolałabym żyć i cierpieć dla jakiejś idei albo uczucia niż żyć jakimś wygodnym, ale pozbawionym pasji życiem.

Ale się ze mnie poetka zrobiła tongue Mam nadzieję, że to nie jest zbyt niezrozumiałe tongue

Ed: setny post tongue

Czytam Twój wątek z uwagą i rozumiem myśli, jakie chciałaś zawrzeć w tym poście. Zastanawiam się, co mądrego Ci napisać/poradzić. Wspominałaś o pasji swej ukochanej. Może spróbujesz się do Twojej miłości zbliżyć właśnie przez ową pasję?

17

Odp: zakochałam się...
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Czytam Twój wątek z uwagą i rozumiem myśli, jakie chciałaś zawrzeć w tym poście. Zastanawiam się, co mądrego Ci napisać/poradzić. Wspominałaś o pasji swej ukochanej. Może spróbujesz się do Twojej miłości zbliżyć właśnie przez ową pasję?

Próbuję, ale na razie nic z tego nie wynikło. Ale jeszcze mam zamiar się starać. Mam taki plan, żeby przy następnej okazji porozmawiać z nią smile Tylko trochę się denerwuję, bo przy niej trudno mi zebrać myśli i powiedzieć coś ciekawego, więc postanowiłam, że zacznę od wypytywania jej, żeby to ona trochę więcej mówiła tongue No i też nie wiem, kiedy będzie ta następna okazja. Może w przyszłym tygodniu, może dużo później.

Zastanawiam się, jak ta koleżanka się czuje po tym, jak jej właściwie wyznałam miłość. Gdyby mi ktoś inny wyznał miłość, to sama bym się zbytnio nie przejęła, ale nie wiem, jak ona to odebrała. Nie chciałabym, żeby się przeze mnie czuła niezręcznie. Dlatego krępuję się teraz do niej podchodzić.

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Czytam Twój wątek z uwagą i rozumiem myśli, jakie chciałaś zawrzeć w tym poście. Zastanawiam się, co mądrego Ci napisać/poradzić. Wspominałaś o pasji swej ukochanej. Może spróbujesz się do Twojej miłości zbliżyć właśnie przez ową pasję?

Próbuję, ale na razie nic z tego nie wynikło. Ale jeszcze mam zamiar się starać. Mam taki plan, żeby przy następnej okazji porozmawiać z nią smile Tylko trochę się denerwuję, bo przy niej trudno mi zebrać myśli i powiedzieć coś ciekawego, więc postanowiłam, że zacznę od wypytywania jej, żeby to ona trochę więcej mówiła tongue No i też nie wiem, kiedy będzie ta następna okazja. Może w przyszłym tygodniu, może dużo później.

Zastanawiam się, jak ta koleżanka się czuje po tym, jak jej właściwie wyznałam miłość. Gdyby mi ktoś inny wyznał miłość, to sama bym się zbytnio nie przejęła, ale nie wiem, jak ona to odebrała. Nie chciałabym, żeby się przeze mnie czuła niezręcznie. Dlatego krępuję się teraz do niej podchodzić.

Plan rozmowy ze swoją miłością, możesz przygotować wcześniej. Dopracować w szczegółach, przećwiczyć w domu, a później wcielić go w życie. Na razie nie pytaj, jak odebrała Twoje intymne wyznanie. Jeszcze na takie sprawy zbyt wcześnie. Istnieje taka możliwość, że nigdy nie nastąpi odpowiedni moment na wymianę zdań w tym aspekcie. Tym niemniej pomimo skrępowania powinnaś próbować działać. Życzę Ci powodzenia!

19

Odp: zakochałam się...
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
enkeli napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Czytam Twój wątek z uwagą i rozumiem myśli, jakie chciałaś zawrzeć w tym poście. Zastanawiam się, co mądrego Ci napisać/poradzić. Wspominałaś o pasji swej ukochanej. Może spróbujesz się do Twojej miłości zbliżyć właśnie przez ową pasję?

Próbuję, ale na razie nic z tego nie wynikło. Ale jeszcze mam zamiar się starać. Mam taki plan, żeby przy następnej okazji porozmawiać z nią smile Tylko trochę się denerwuję, bo przy niej trudno mi zebrać myśli i powiedzieć coś ciekawego, więc postanowiłam, że zacznę od wypytywania jej, żeby to ona trochę więcej mówiła tongue No i też nie wiem, kiedy będzie ta następna okazja. Może w przyszłym tygodniu, może dużo później.

Zastanawiam się, jak ta koleżanka się czuje po tym, jak jej właściwie wyznałam miłość. Gdyby mi ktoś inny wyznał miłość, to sama bym się zbytnio nie przejęła, ale nie wiem, jak ona to odebrała. Nie chciałabym, żeby się przeze mnie czuła niezręcznie. Dlatego krępuję się teraz do niej podchodzić.

Plan rozmowy ze swoją miłością, możesz przygotować wcześniej. Dopracować w szczegółach, przećwiczyć w domu, a później wcielić go w życie. Na razie nie pytaj, jak odebrała Twoje intymne wyznanie. Jeszcze na takie sprawy zbyt wcześnie. Istnieje taka możliwość, że nigdy nie nastąpi odpowiedni moment na wymianę zdań w tym aspekcie. Tym niemniej pomimo skrępowania powinnaś próbować działać. Życzę Ci powodzenia!

Dziękuję smile Do tej pory żaden z moich planów się nie ziścił, ale mam jakieś ogólne pytania w głowie smile

20

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:

Cześć, dawno mnie tu nie było tongue Potrzebuję pomocy/porady/słuchaczek do wyżalenia się tongue Nie mogę o tym mówić z nikim, kogo znam osobiście. Spróbuję przedstawić swoją sprawę w skrócie telegraficznym tongue

Miałam w życiu kilku chłopaków, w tym co najmniej jednego, którego kochałam... ale nie czułam do nich żadnego pociągu fizycznego. Właściwie to odrażała mnie sama myśl, że moglibyśmy coś robić. Kiedy przytulałam się z jednym z nich czułam się fatalnie. Dziewczyny też mi się nigdy nie podobały, więc wywnioskowałam, że najprawdopodobniej jestem aseksualna. Do niedawna tak uważałam. Aż się zakochałam od pierwszego wejrzenia. W innej dziewczynie. Pierwszy raz czuję coś do kogokolwiek. Gdy patrzę na jej piękną buziulkę mam ochotę ją przytulić. tongue

Mimo wszystko rozumiem, że ona najprawdopodobniej nie odwzajemni moich uczuć. Ale tak mocno się zakochałam, że nie wyobrażam sobie zostawienia jej całkiem. Bardzo chciałabym zostać jej przyjaciółką. Marzę o tym, żebyśmy kiedyś poszły razem do parku. Żebyśmy spędziły trochę czasu razem. A tak bardzo przyszłościowo, żebyśmy trzymały się razem (najlepiej) całe życie, żebym mogła jej pomóc w razie potrzeby, wspierać ją, pilnować, żeby jej partnerzy dobrze ją traktowali, w razie potrzeby doglądać jej dzieci... W skrócie, chciałabym być jej najlepszą przyjaciółką na świecie.

Jedynym problemem teraz jest to, że moja luba... nie ma zupełnie czasu. Nawet kilku minutek. Od czasu do czasu piszę do niej jakąś wiadomośc na facebooku, nic zbyt długiego, ona się pojawia kilka razy w tygodniu na dosłownie minutę, odpowiada i znika. Widzimy się tylko kilka razy w tygodniu na zajęciach, koleżanka często się na nie spóźnia (choć jest pilną uczennicą) i siada gdzieś sto kilometrów ode mnie. Nie sądzę, żeby specjalnie mnie unikała, bo jest miła, gdy już rozmawiamy, poza tym nie ma powodu do unikania mnie.

Hahah, i to miało być przedstawienie sprawy w skrócie tongue Co myślicie na ten temat?

Powiedz co by Ci to dało,nawet gdybyś ciągle była przy niej,skoro ona byłaby np ze swoim narzeczonym,a potem mężem. Taki układ by Ci pasował? No może Tobie tak, ale nie wiem czy tej drugiej stronie to by odpowiadało.Niestety musisz skierować wzrok na kogoś wolnego i o podobnych zapatrywaniach jak Twoje.Powodzenia.

21

Odp: zakochałam się...
natolinka napisał/a:

Powiedz co by Ci to dało,nawet gdybyś ciągle była przy niej,skoro ona byłaby np ze swoim narzeczonym,a potem mężem. Taki układ by Ci pasował? No może Tobie tak, ale nie wiem czy tej drugiej stronie to by odpowiadało.Niestety musisz skierować wzrok na kogoś wolnego i o podobnych zapatrywaniach jak Twoje.Powodzenia.

A co by mi to dało, gdybym skierowała wzrok na kogoś innego i o podobnych zapatrywaniach jak moje? Byłabym w związku, ale co z tego? Myślisz, że długo by przetrwał bez miłości? Otóż już byłam w tego typu związku. Od początku byliśmy jakby idealnie dopasowani, rozumieliśmy siebie jak nikt, zawsze się wspieraliśmy, mogliśmy sobie nawzajem powierzyć najskrytsze tajemnice. Praktycznie nie rozstawaliśmy się, obojgu nam zależało na tym, żeby możliwie jak najwięcej czasu spędzać ze sobą, razem jedliśmy, uczyliśmy się, nudziliśmy się, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Byliśmy na prawdę szczęśliwi ze sobą. Wiesz, czemu już nie jesteśmy z związku? Bo nie byłam w stanie się w nim romantycznie zakochać. Owszem, podobały mi się jego oczy, był całkiem atrakcyjny, ale nie podobał mi się w ten sposób. On wkrótce stwierdził, że jego potrzeby fizyczne są ważniejsze od tych wszystkich godzin, dni, tygodni spędzonych razem.

Napisałam o tym, żeby pokazać, że nawet pozornie idealny związek może błyskawicznie się rozpaść. Nie mogę liczyć na to, że ktoś mnie pokocha i zawsze będzie chciał ze mną być. Mogę za to sama kochać tak mocno i wytrwale, żeby stać się na całe życie aniołem stróżem ukochanej osoby. Chcę tak poprowadzić te swoje intensywne uczucia, żeby dały mi siłę, żebym w końcu zrealizowała swoje największe marzenie, o wiecznej, bezwarunkowej miłości.

Wracając bliżej ziemi, ciekawe, ile wytrzymam bez widzenia koleżanki tongue W tym tygodniu tylko raz się mijałyśmy, w kolejnym pewnie niewiele więcej jej zobaczę, a już okropnie tęsknię tongue Lepiej wrócę do nauki, te przemyślenia mi nie pomogą na egzaminie x_x

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
natolinka napisał/a:

Powiedz co by Ci to dało,nawet gdybyś ciągle była przy niej,skoro ona byłaby np ze swoim narzeczonym,a potem mężem. Taki układ by Ci pasował? No może Tobie tak, ale nie wiem czy tej drugiej stronie to by odpowiadało.Niestety musisz skierować wzrok na kogoś wolnego i o podobnych zapatrywaniach jak Twoje.Powodzenia.

A co by mi to dało, gdybym skierowała wzrok na kogoś innego i o podobnych zapatrywaniach jak moje? Byłabym w związku, ale co z tego? Myślisz, że długo by przetrwał bez miłości? Otóż już byłam w tego typu związku. Od początku byliśmy jakby idealnie dopasowani, rozumieliśmy siebie jak nikt, zawsze się wspieraliśmy, mogliśmy sobie nawzajem powierzyć najskrytsze tajemnice. Praktycznie nie rozstawaliśmy się, obojgu nam zależało na tym, żeby możliwie jak najwięcej czasu spędzać ze sobą, razem jedliśmy, uczyliśmy się, nudziliśmy się, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Byliśmy na prawdę szczęśliwi ze sobą. Wiesz, czemu już nie jesteśmy z związku? Bo nie byłam w stanie się w nim romantycznie zakochać. Owszem, podobały mi się jego oczy, był całkiem atrakcyjny, ale nie podobał mi się w ten sposób. On wkrótce stwierdził, że jego potrzeby fizyczne są ważniejsze od tych wszystkich godzin, dni, tygodni spędzonych razem.

Napisałam o tym, żeby pokazać, że nawet pozornie idealny związek może błyskawicznie się rozpaść. Nie mogę liczyć na to, że ktoś mnie pokocha i zawsze będzie chciał ze mną być. Mogę za to sama kochać tak mocno i wytrwale, żeby stać się na całe życie aniołem stróżem ukochanej osoby. Chcę tak poprowadzić te swoje intensywne uczucia, żeby dały mi siłę, żebym w końcu zrealizowała swoje największe marzenie, o wiecznej, bezwarunkowej miłości.

Wracając bliżej ziemi, ciekawe, ile wytrzymam bez widzenia koleżanki tongue W tym tygodniu tylko raz się mijałyśmy, w kolejnym pewnie niewiele więcej jej zobaczę, a już okropnie tęsknię tongue Lepiej wrócę do nauki, te przemyślenia mi nie pomogą na egzaminie x_x

Podziwiam Twoje ideały i marzenia. Miłość romantyczna, teraz ja się rozmarzyłem. Powodzenia na egzaminie, nie rozmyślaj na nim o swoich uczuciach.

23 Ostatnio edytowany przez enkeli (2014-03-16 00:37:42)

Odp: zakochałam się...
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Podziwiam Twoje ideały i marzenia. Miłość romantyczna, teraz ja się rozmarzyłem. Powodzenia na egzaminie, nie rozmyślaj na nim o swoich uczuciach.

Dziękuję smile

Przed chwilą przejrzałam swoje starsze posty, między innymi te odnoszące się do poprzedniego chłopaka. W przypadku byłego chłopaka miałam wrażenie, że nie jestem wystarczająco dobra, żeby chciał ze mną zostać, uważałam wtedy, że zasługuje na 'najfajniejszą dziewczynę na świecie'. Jak teraz na to patrzę to był zupełnie przeciętnym chłopakiem, z zaletami i wadami. Wydaje mi się, że już tak bardzo nikogo nie idealizuję. Nie uważam, że mój obecny obiekt westchnień jest kimś wyjątkowo wspaniałym, chcę dla niej jak najlepiej dlatego, że ją kocham, nie dlatego, że sobie jakoś zasłużyła. Do tego jestem bardziej otwarta na znajomości z ludźmi, którzy nie pasują mi w 100%. Czyżbym zaczynała dojrzewać? tongue

Poza tym ostatnio tak wyszło, że moja matka się dowiedziała o tym moim zakochaniu. Była zaskoczona, ale nawyraźniej nie ma nic przeciwko. Porozmawiałyśmy i próbowała mi doradzić, co zrobić, przy czym nie skreślała możliwości mojego związku z tą dziewczyną. Jestem na prawdę mile zaskoczona, że moja matka potrafi być tak kochana i wspiera mnie nawet w takiej sprawie, ale podchodzę do tego z dystansem. Mojej matce nie można tak w pełni zaufać, mimo wszystko potrafi każdemu wyrządzić naumyślnie krzywdę.

W każdym razie postanowiłam napisać do tej dziewczyny, że musimy porozmawiać, choćby przez kilka minut, żeby wyjaśnić całą sytuację. Chciałabym w końcu ustalić, czy mogę o nią 'zabiegać' i np przysiadać się do niej, czy może czuje się niezręcznie i wolałaby, żebym odpuściła. Bez sensu byłoby ciągle kontynuować tą sytuację, gdzie żadna strona nie wie dokładnie, co drugiej siedzi w głowie. Mam nadzieję, że tym razem nie zostanę skrytykowana, że zachowuję się niedojrzale tongue

Ed: już jestem po rozmowie. Koleżanka przez całą rozmowę utrzymywała, że dziwi ją ta sytuacja, że nie widzi powodu do rozmowy, że dziwią ją moje starania o to, żeby z nią porozmawiać, bo przecież się nie znamy, i odmawia i chce to planowanie odłożyć.

24

Odp: zakochałam się...

Myślicie, że gdybym podcięła sobie żyły i krwią napisała jej list miłosny, w której wyjaśniłabym, że nie znamy się, bo sama na to nie pozwala, to czy by zobaczyła powód do rozmowy? Aaaaa, jestem taka wkurzona. Czemu dla niej kilka minut rozmowy to za dużo, żeby to poświęcić dla nieznajomej, której bardzo zależy? Chyba nikt z nas nie chciałby, żeby moja miłość się przeistoczyła w nienawiść. Aaaaaaa...

25

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:

Myślicie, że gdybym podcięła sobie żyły i krwią napisała jej list miłosny, w której wyjaśniłabym, że nie znamy się, bo sama na to nie pozwala, to czy by zobaczyła powód do rozmowy? Aaaaa, jestem taka wkurzona. Czemu dla niej kilka minut rozmowy to za dużo, żeby to poświęcić dla nieznajomej, której bardzo zależy? Chyba nikt z nas nie chciałby, żeby moja miłość się przeistoczyła w nienawiść. Aaaaaaa...

Tego ostatniego postu na prawdę się przeraziłem. Radziłbym Ci enkeli wizytę u specjalisty.

Odp: zakochałam się...

Cześć!
Okropnie potrzebuję mądrej porady.Zakochałam się.Wszystko byłoby o.k.ale ja zakochałam sie w przyjacielu mojego syna!!!!!  Ja 55,on 23.nie moge spać,nie mogę żyć.Męczę się już rok.Więcej nie wytrzymam!!! Czy mam prawo powiedzieć mu o tym? Na nic nie liczę, niczego nie oczekuję od niego.Zdaję sobie sprawe że dzieli nas przepaść.Mimo ,iż nie wyglądam na swój wiek i  nie zachowuję sie jak nadobna matrona,wiem że to mogłoby być dla niego szokiem.Wszyscy t.j. mój syn, ON i ja jesteśmy artystami i ten świat jest jakby troszkę inny.Żyjemy jakby w trochę innych realiach niż reszta .Ale mimo wszystko ta różnica wieku to przepaść.Oczywiście nie dla mnie. Myślę że dla niego.Pomocy!!!Chcę mu o tym powiedzieć,i boję się czy nie wyrządzę mu tym krzywdy.Nie moge mu nic ofiarować prócz przyjażni.Jestem mężatką w udanym 28- letnim związku.Mam 2 dzieci.Jestem osobą majętną.Pomóżcie !!!Nie chcę mu złamać życia.

27

Odp: zakochałam się...
szakisz napisał/a:
enkeli napisał/a:

Myślicie, że gdybym podcięła sobie żyły i krwią napisała jej list miłosny, w której wyjaśniłabym, że nie znamy się, bo sama na to nie pozwala, to czy by zobaczyła powód do rozmowy? Aaaaa, jestem taka wkurzona. Czemu dla niej kilka minut rozmowy to za dużo, żeby to poświęcić dla nieznajomej, której bardzo zależy? Chyba nikt z nas nie chciałby, żeby moja miłość się przeistoczyła w nienawiść. Aaaaaaa...

Tego ostatniego postu na prawdę się przeraziłem. Radziłbym Ci enkeli wizytę u specjalisty.

Hehehe, właściwie to napisałam to tylko dlatego, żeby dostać szybszą odpowiedź. Nie jest ze mną jeszcze aż tak źle, żeby robić takie numery tongue

Postanowiłam napisać do tej koleżanki i jej wytłumaczyć jakoś, że jeśli nadal będzie unikać rozmowy ze mną, to cały czas będziemy tylko nieznajomymi i sytuacja będzie ciągle wyglądać tak, że ja chcę po prostu nawiązać z kimś znajomośc, a ten ktoś się źle czuje, bo jakiś nieznajomy ciągle chce czegoś od niego. Nie chcę się poddawać, dopóki nie dostanę jakiegoś dobrego powodu do zrezygnowania ze znajomości. Nie uważam braku czasu za taki powód, więc chciałabym lepiej poznać tą koleżankę, żeby... no, myślę, że rozumiecie, to chyba naturalne tongue Tylko czemu ona tego nie widzi?

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
szakisz napisał/a:
enkeli napisał/a:

Myślicie, że gdybym podcięła sobie żyły i krwią napisała jej list miłosny, w której wyjaśniłabym, że nie znamy się, bo sama na to nie pozwala, to czy by zobaczyła powód do rozmowy? Aaaaa, jestem taka wkurzona. Czemu dla niej kilka minut rozmowy to za dużo, żeby to poświęcić dla nieznajomej, której bardzo zależy? Chyba nikt z nas nie chciałby, żeby moja miłość się przeistoczyła w nienawiść. Aaaaaaa...

Tego ostatniego postu na prawdę się przeraziłem. Radziłbym Ci enkeli wizytę u specjalisty.

Hehehe, właściwie to napisałam to tylko dlatego, żeby dostać szybszą odpowiedź. Nie jest ze mną jeszcze aż tak źle, żeby robić takie numery tongue

Postanowiłam napisać do tej koleżanki i jej wytłumaczyć jakoś, że jeśli nadal będzie unikać rozmowy ze mną, to cały czas będziemy tylko nieznajomymi i sytuacja będzie ciągle wyglądać tak, że ja chcę po prostu nawiązać z kimś znajomośc, a ten ktoś się źle czuje, bo jakiś nieznajomy ciągle chce czegoś od niego. Nie chcę się poddawać, dopóki nie dostanę jakiegoś dobrego powodu do zrezygnowania ze znajomości. Nie uważam braku czasu za taki powód, więc chciałabym lepiej poznać tą koleżankę, żeby... no, myślę, że rozumiecie, to chyba naturalne tongue Tylko czemu ona tego nie widzi?

Spróbuj do niej napisać, może Twoje słowa odniosą spodziewany efekt? Istnieje możliwość, że Twoja miłość nie zamierza/nie chce Cię lepiej poznać. Niestety musisz wziąć to pod uwagę. Wybacz za te pesymistyczne refleksje.

29

Odp: zakochałam się...
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Spróbuj do niej napisać, może Twoje słowa odniosą spodziewany efekt? Istnieje możliwość, że Twoja miłość nie zamierza/nie chce Cię lepiej poznać. Niestety musisz wziąć to pod uwagę. Wybacz za te pesymistyczne refleksje.

Ale czemu? Dla mnie to niezrozumiałe. Gdyby ktoś chciał mnie poznać i nie miałabym powodu, żeby go nie lubić, to chętnie bym z nim czasem porozmawiała. Naprawdę nie wiem, jak mogłoby to komuś przeszkadzać. Zawsze wydawało mi się, że ludzie lubią mieć więcej sojuszników. Chciałabym przynajmniej zrozumieć, o co dokładnie chodzi.

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Spróbuj do niej napisać, może Twoje słowa odniosą spodziewany efekt? Istnieje możliwość, że Twoja miłość nie zamierza/nie chce Cię lepiej poznać. Niestety musisz wziąć to pod uwagę. Wybacz za te pesymistyczne refleksje.

Ale czemu? Dla mnie to niezrozumiałe. Gdyby ktoś chciał mnie poznać i nie miałabym powodu, żeby go nie lubić, to chętnie bym z nim czasem porozmawiała. Naprawdę nie wiem, jak mogłoby to komuś przeszkadzać. Zawsze wydawało mi się, że ludzie lubią mieć więcej sojuszników. Chciałabym przynajmniej zrozumieć, o co dokładnie chodzi.

Enkeli rozumiem Cię. Tak, jak pisałem nie zaszkodzi spróbować. Czas pokaże, co stanie się dalej. Chciałbym, aby wszystko potoczyło się pozytywnie dla Ciebie.

31

Odp: zakochałam się...

Wiesz, Enkeli, miałam podobną sytuację, ale od strony tej dziewczyny. W liceum była dziewczyna, która zakochała się we mnie. Ja nawet zbytnio nie zwracałam na nią uwagi, nie obchodziła mnie. Miałam swoje grono znajomych, swoje zainteresowania, ludzi, z którymi je dzieliłam. Potem, poprzez naszą wspólną znajomą, się zapoznalyśmy. Wszystko było fajnie, dopóki ona mi nie wyznała swoich uczuć. Czułam się bardzo dziwnie, bo w 100% jestem hetero, uwielbiam mężczyzn wink na początku też jej unikałam, nawet nie patrzyłam jej w oczy, ale potem się zastanowiłam, co ja odwalam takiego? Czy nie lepiej z nią porozmawiać i wyjaśnić? Porozmawiałyśmy, powiedziałam jej jak to wygląda z mojej strony, przeprosiłam za zmarnowanie jej czasu. I tak jakoś sobie żyjemy, ona wyjechała z mojego miasta, mamy baaardzo rzadki kontakt. Ale wiem, że wyszła za mąż smile
Podejrzewam, że tamta dziewczyna po prostu poczuła się bardzo dziwnie. Wiesz, to tak jak by Tobie ktoś wyznał miłość, ktoś, kto kompletnie Cię nie interesuje, a potem nachalnie próbował zmusić Cię do spędzenia każdej chwili razem. Wiem, że Ty tak dosadnie tego nie robisz. Ale jednak dla tej dziewczyny to mógł być szok, Może się przestraszyła tego? nie wiem...
Strasznie jest mi przykro, że tak bardzo chcesz się poświęcić, że to wszystko tak się poukładało nieciekawie, że nie wyszło hmm mam tylko nadzieję, że tamta dziewczyna nie zrobi Ci żadnej krzywdy z tego powodu (nie mam tu na myśli krzywdy fizycznej, cielesnej).

32

Odp: zakochałam się...
JA_skółka napisał/a:

Wiesz, Enkeli, miałam podobną sytuację, ale od strony tej dziewczyny. W liceum była dziewczyna, która zakochała się we mnie. Ja nawet zbytnio nie zwracałam na nią uwagi, nie obchodziła mnie. Miałam swoje grono znajomych, swoje zainteresowania, ludzi, z którymi je dzieliłam. Potem, poprzez naszą wspólną znajomą, się zapoznalyśmy. Wszystko było fajnie, dopóki ona mi nie wyznała swoich uczuć. Czułam się bardzo dziwnie, bo w 100% jestem hetero, uwielbiam mężczyzn wink na początku też jej unikałam, nawet nie patrzyłam jej w oczy, ale potem się zastanowiłam, co ja odwalam takiego? Czy nie lepiej z nią porozmawiać i wyjaśnić? Porozmawiałyśmy, powiedziałam jej jak to wygląda z mojej strony, przeprosiłam za zmarnowanie jej czasu. I tak jakoś sobie żyjemy, ona wyjechała z mojego miasta, mamy baaardzo rzadki kontakt. Ale wiem, że wyszła za mąż smile
Podejrzewam, że tamta dziewczyna po prostu poczuła się bardzo dziwnie. Wiesz, to tak jak by Tobie ktoś wyznał miłość, ktoś, kto kompletnie Cię nie interesuje, a potem nachalnie próbował zmusić Cię do spędzenia każdej chwili razem. Wiem, że Ty tak dosadnie tego nie robisz. Ale jednak dla tej dziewczyny to mógł być szok, Może się przestraszyła tego? nie wiem...
Strasznie jest mi przykro, że tak bardzo chcesz się poświęcić, że to wszystko tak się poukładało nieciekawie, że nie wyszło hmm mam tylko nadzieję, że tamta dziewczyna nie zrobi Ci żadnej krzywdy z tego powodu (nie mam tu na myśli krzywdy fizycznej, cielesnej).

Dziękuję za odpowiedź, dobrze usłyszeć coś od kogoś, kto był w tego typu sytuacji smile Właśnie bardzo bym chciała, żeby moja koleżanka nie czuła się tak nieswojo. Chciałabym jej wyjaśnić, że naprawdę nie ma czemu się krępować, bo mi zależy przede wszystkim na koleżeństwie, przyjaźni, moje uczucia zmieniają tylko to, że będę bardziej zaangażowana i jej nie zostawię tak o, bez powodu. Jest mi przykro, że nie chce poświęcić kilku minut na rozmowę w cztery oczy, bo myślę, że obydwie skorzystałybyśmy na tym. Tym bardziej nie chcę pozostawić tej sytuacji w obecnym stanie, bo nie chcę, żeby potem czuła jakiś niesmak.

Teraz zostało mi tylko czekanie na odpowiedź. Próbowałam jej w dość skompresowany sposób przedstawić sprawę, że zależy mi na rozmowie, bo chciałabym, żebyśmy się przekonały, czy jakakolwiek znajomośc ma sens. Jeśli znowu będzie próbować się wymigać od rozmowy, to się z nią pożegnam i przestanę o nią zabiegać, bo o ile jednostronna miłość jest możliwa, to jednostronna znajomość niestety nie.

33

Odp: zakochałam się...

No to w sumie już masz jakiś plan działania, fajnie, że rozważasz obie opcje: gdy odmówi oraz gdy się zgodzi. Masz łeb na karku! smile
ja się czułam przy niej nieswojo, ale powiem Ci, że głównie ze względu na nią. Na to, że nic do niej nie czułam i nie wiedziałam jak ją traktować, by nie robiła sobie nadziei. Z resztą tak samo bym się czuła wobec kolegi, który by się we mnie zakochał.
Ale też nie ma co skreślać swoich szans, bo ktoś jest homo/hetero/bi. Moja przyjaciółka miała narzeczonego, zaplanowany ślub, wspólne mieszkanie, fajny związek. Wyjechała na krótki urlop za granicę, poznała tam kobietę i zakochała się. Po powrocie rzuciła wszystko tutaj, narzeczonemu od razu o wszystkim powiedziała i pojechała na stałe tam, do swojej miłości. To było w zeszłym roku, a niedługo się wprowadzają do wspólnego mieszkania. Nawet poznałam Jej wybrankę wink i tworzą genialną parę! I kto by się spodziewał? tongue

34

Odp: zakochałam się...
JA_skółka napisał/a:

No to w sumie już masz jakiś plan działania, fajnie, że rozważasz obie opcje: gdy odmówi oraz gdy się zgodzi. Masz łeb na karku! smile
ja się czułam przy niej nieswojo, ale powiem Ci, że głównie ze względu na nią. Na to, że nic do niej nie czułam i nie wiedziałam jak ją traktować, by nie robiła sobie nadziei. Z resztą tak samo bym się czuła wobec kolegi, który by się we mnie zakochał.
Ale też nie ma co skreślać swoich szans, bo ktoś jest homo/hetero/bi. Moja przyjaciółka miała narzeczonego, zaplanowany ślub, wspólne mieszkanie, fajny związek. Wyjechała na krótki urlop za granicę, poznała tam kobietę i zakochała się. Po powrocie rzuciła wszystko tutaj, narzeczonemu od razu o wszystkim powiedziała i pojechała na stałe tam, do swojej miłości. To było w zeszłym roku, a niedługo się wprowadzają do wspólnego mieszkania. Nawet poznałam Jej wybrankę wink i tworzą genialną parę! I kto by się spodziewał? tongue

Ojej, aż współczuję narzeczonemu tongue Ale dobrze, że przynajmniej od razu mu powiedziała, byłoby dużo gorzej, gdyby narzeczonego trzymała dla pozorów...

Ciekawa jestem, czy moja koleżanka też ma podobne dylematy, czy może zupełnie jej nie obchodzę. Widzisz, to naprawdę miłe z Twojej strony (i ze strony innych) że próbujecie mnie jakoś podnieść na duchu, ale na razie jakakolwiek znajomość stoi pod znakiem zapytania. Nie chcę teraz myśleć o tym, bo moje przypuszczenia nigdy się nie sprawdzają w tej sprawie i tylko bym się zawiodła. Na wszelki wypadek uznałam za najbardziej prawdopodobny ten najgorszy wariant, żeby móc się z nim pogodzić, jeśli się sprawdzi, albo może ucieszyć, jeśli będzie lepiej.

A propos oczekiwania najgorszego: czy według Was lepiej być pesymistą, ogólnie czuć się niezbyt dobrze, ale czasem być mile zaskoczonym, czy lepiej być optymistą, cieszyć się z samych możliwości, ale bardzo cierpieć przez rozczarowania?

35

Odp: zakochałam się...

też mu współczułam, ale myślę, że bardziej by go skrzywdziła, gdyby z nim została. Ona by tęskniła, a on by był oszukiwany. Teraz ma inną kobietę, ona też jest bardzo zakochana, więc na dobre im wyszło wink
Nie wiem jakim typem człowieka jest Twoja znajoma, czy jest wrażliwą, fajną dziewczyną, czy zapatrzoną w siebie lalą, czy jeszcze inaczej? I kompletnie nie mam pojęcia co Ci doradzić, chyba to, co robisz jest najlepszą opcją, bo stawiasz na szczerość i chcesz wiedzieć konkretnie na czym stoisz. Po prostu sama wiesz najlepiej co zrobić, jak działać smile
Uważam, że lepiej być realistą wink ale podchodzić pesymistycznie, bo przynajmniej nie będzie rozczarowania, a częściej miłe zaskoczenie. Sama jestem niepoprawną optymistką i trochę naiwnie wierzę w ludzi.

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
JA_skółka napisał/a:

No to w sumie już masz jakiś plan działania, fajnie, że rozważasz obie opcje: gdy odmówi oraz gdy się zgodzi. Masz łeb na karku! smile
ja się czułam przy niej nieswojo, ale powiem Ci, że głównie ze względu na nią. Na to, że nic do niej nie czułam i nie wiedziałam jak ją traktować, by nie robiła sobie nadziei. Z resztą tak samo bym się czuła wobec kolegi, który by się we mnie zakochał.
Ale też nie ma co skreślać swoich szans, bo ktoś jest homo/hetero/bi. Moja przyjaciółka miała narzeczonego, zaplanowany ślub, wspólne mieszkanie, fajny związek. Wyjechała na krótki urlop za granicę, poznała tam kobietę i zakochała się. Po powrocie rzuciła wszystko tutaj, narzeczonemu od razu o wszystkim powiedziała i pojechała na stałe tam, do swojej miłości. To było w zeszłym roku, a niedługo się wprowadzają do wspólnego mieszkania. Nawet poznałam Jej wybrankę wink i tworzą genialną parę! I kto by się spodziewał? tongue

Ojej, aż współczuję narzeczonemu tongue Ale dobrze, że przynajmniej od razu mu powiedziała, byłoby dużo gorzej, gdyby narzeczonego trzymała dla pozorów...

Ciekawa jestem, czy moja koleżanka też ma podobne dylematy, czy może zupełnie jej nie obchodzę. Widzisz, to naprawdę miłe z Twojej strony (i ze strony innych) że próbujecie mnie jakoś podnieść na duchu, ale na razie jakakolwiek znajomość stoi pod znakiem zapytania. Nie chcę teraz myśleć o tym, bo moje przypuszczenia nigdy się nie sprawdzają w tej sprawie i tylko bym się zawiodła. Na wszelki wypadek uznałam za najbardziej prawdopodobny ten najgorszy wariant, żeby móc się z nim pogodzić, jeśli się sprawdzi, albo może ucieszyć, jeśli będzie lepiej.

A propos oczekiwania najgorszego: czy według Was lepiej być pesymistą, ogólnie czuć się niezbyt dobrze, ale czasem być mile zaskoczonym, czy lepiej być optymistą, cieszyć się z samych możliwości, ale bardzo cierpieć przez rozczarowania?

U mnie wygrywa pierwsza opcja. Niestety moją wadą jest zbytni pesymizm.

37 Ostatnio edytowany przez enkeli (2014-03-18 21:18:01)

Odp: zakochałam się...

Hmm... koleżanka nawet nie przeczytała moich wiadomości, choć ją raz widziałam na fb, do tego najprawdopodobniej zawaliłam poprawkę jednego przedmiotu, a warunek będzie drogo kosztował... ale jakoś się tym nie przejmuję, jakby do mnie to nie docierało. Chociaż to lepsze niż ciągłe płakanie. Przynajmniej normalnie funkcjonuję. Z drugiej strony jakby brakuje mi tego czegoś w środku. Taka troszkę pusta jakby jestem.

No i co do tych egzaminów nie mam za bardzo nic sobie do zarzucenia, bo zrobiłam, co mogłam, ale w sprawie tej koleżanki... myślę, że źle to wszystko rozegrałam. Jestem trochę zła na siebie. Powinnam być bardziej cierpliwa i tak się nie spieszyć. Ale cóż, są inne piękne rzeczy na tym świecie, inne powody do życia.

Ed: brakuje mi jej. Trochę jakbym komuś oddała serce, ten ktoś sobie poszedł, a wraz sercem zabrał wszystkie uczucia... Czemu tak tu pusto... Kiedy wyrośnie mi kolejne serce?

38

Odp: zakochałam się...

Bardzo dobrze Cię rozumiem, bardzo. Jak przeczytałam Twój pierwszy post, to jakby słowa wyjęte z moich myśli, też pragnę, żeby osoba, którą kocham była szczęśliwa. Może receptą jest czas, pozwól żeby sprawy potoczyły się własnym torem, czekaj, ale otwarta i pogodzona z każdą ewentualnością, różnie może być, może ona musi to sobie wszystko poukładać, przemyśleć. Nie trać nadziei! Czasami to jest najlepsze rozwiązanie. Doceniam czas i wiadomo- przeklinam, że życie ucieka tak szybko. Nie wyrzucaj sobie, że się pośpieszyłaś, ja kiedyś też szybko wyznałam uczucia, ale facetowi, i z perspektywy czasu wiem, że to było najlepsze co mogłam zrobić, jakoś trochę pocierpiałam, popłakałam, pomarzyłam, że się jednak odezwie, zadzwoni i przeszło jak ręką odjął. Dobrze zrobiłaś, choć ja się nie odważę i nie wyznam jej swoich uczuć, chyba właśnie pozostał uraz po tych wcześniejszych doświadczeniach, nic jej nie powiem, będę czekać, może kiedyś, czekać, cierpieć i marzyć. Również odczuwam ogromną, ogromną pustkę, że te wszystkie emocje nie mogą się zmaterializować, że nie mogę czerpać z jej osobowości. Cieszę się, że normalnie funkcjonujesz, ja też się staram, ale wiadomo codziennie o niej myślę i nie jest to proste. Głowa do góry.

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:

Hmm... koleżanka nawet nie przeczytała moich wiadomości, choć ją raz widziałam na fb, do tego najprawdopodobniej zawaliłam poprawkę jednego przedmiotu, a warunek będzie drogo kosztował... ale jakoś się tym nie przejmuję, jakby do mnie to nie docierało. Chociaż to lepsze niż ciągłe płakanie. Przynajmniej normalnie funkcjonuję. Z drugiej strony jakby brakuje mi tego czegoś w środku. Taka troszkę pusta jakby jestem.

No i co do tych egzaminów nie mam za bardzo nic sobie do zarzucenia, bo zrobiłam, co mogłam, ale w sprawie tej koleżanki... myślę, że źle to wszystko rozegrałam. Jestem trochę zła na siebie. Powinnam być bardziej cierpliwa i tak się nie spieszyć. Ale cóż, są inne piękne rzeczy na tym świecie, inne powody do życia.

Ed: brakuje mi jej. Trochę jakbym komuś oddała serce, ten ktoś sobie poszedł, a wraz sercem zabrał wszystkie uczucia... Czemu tak tu pusto... Kiedy wyrośnie mi kolejne serce?

Enkeli piszesz najprawdopodobniej zawaliłam. A może zaliczyłaś, musisz być dobrej myśli. Przykro mi z powodu takiego obrotu spraw z Twą miłością. Twoje serduszko jest na miejscu, czekając na odwzajemnione uczucie.

40

Odp: zakochałam się...
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Enkeli piszesz najprawdopodobniej zawaliłam. A może zaliczyłaś, musisz być dobrej myśli. Przykro mi z powodu takiego obrotu spraw z Twą miłością. Twoje serduszko jest na miejscu, czekając na odwzajemnione uczucie.

Faktycznie jest teraz na miejscu, ale wolałabym, żeby go nie było. Nie chcę znowu całymi dniami beczeć. To tak boli. Czuję, żę nic się jej nie równe. Kiedy w końcu przestanę ją tak kochać. To mnie zabija. Czemu moi rodzice o mnie dbają, gdyby tylko nie byli tacy, mogłabym sobie po prostu odejść. Nie chcę ciągle tak cierpieć, mam dosyć. Niech szybciej to wszystko minie. Co zrobić, żeby jakoś to wszystko naprawić? Jakoś zapomnieć?

Aa, przepraszam, że piszę takie głupoty, ale jest mi tak okropnie źle. Nie mogę się pozbierać. Nie mam już nawet nadziei. Może ktoś coś doradzi?

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Enkeli piszesz najprawdopodobniej zawaliłam. A może zaliczyłaś, musisz być dobrej myśli. Przykro mi z powodu takiego obrotu spraw z Twą miłością. Twoje serduszko jest na miejscu, czekając na odwzajemnione uczucie.

Faktycznie jest teraz na miejscu, ale wolałabym, żeby go nie było. Nie chcę znowu całymi dniami beczeć. To tak boli. Czuję, żę nic się jej nie równe. Kiedy w końcu przestanę ją tak kochać. To mnie zabija. Czemu moi rodzice o mnie dbają, gdyby tylko nie byli tacy, mogłabym sobie po prostu odejść. Nie chcę ciągle tak cierpieć, mam dosyć. Niech szybciej to wszystko minie. Co zrobić, żeby jakoś to wszystko naprawić? Jakoś zapomnieć?

Aa, przepraszam, że piszę takie głupoty, ale jest mi tak okropnie źle. Nie mogę się pozbierać. Nie mam już nawet nadziei. Może ktoś coś doradzi?

Enkeli myślę, że powinnaś spróbować zapomnieć. Sytuacja przytłacza Cię emocjonalnie. Na pewno posiadasz jakieś pasje/zainteresowania. Może, aby odsunąć ciężkie myśli uciekniesz w nie? Wierzę, że się pozbierasz i z całego serca Ci tego życzę.

42

Odp: zakochałam się...

Enkeli, ja nie jestem najlepsza w pocieszaniu, więc po prostu ten etap ominę. Wybacz, to nie ze złej woli. (:

A bardziej do rzeczy - nie dziw jej się, że reaguje entuzjastycznie na to. Przecież jesteście już w takim wieku, że przyjaźń nie jest kwestią decyzji (piaskownica, pięciolatki i "cześć, zaprzyjaźnijmy się, pożycz łopatkę), tylko po prostu relacją, która może z czasem się pojawić. Wiesz, gdyby słabo mi znana dziewczyna wyznała mi miłość, to nie żywiłabym do niej negatywnych uczuć, ale też nie chciałabym się z nią nagle zaprzyjaźnić. Bo dlaczego? Nie chcę, żeby ten post miał jakiś nieprzyjemny wydźwięk na temat tego, co robisz, po prostu wydaje mi się, że nie chcesz zrozumieć tej koleżanki. Dziwisz się, że dlaczego ona nie chce porozmawiać, skoro przecież Ty chcesz, dlaczego nie chce się zaprzyjaźnić, a przecież Ty chcesz. A dlaczego ona ma chcieć? Napisałaś, że sojuszników nigdy za wiele, ale to chyba tak nie działa. No chyba że ktoś za punkt honoru postawił sobie zdobyć jak najwięcej przyjaciół. Ona ma jakieś tam swoje życie i to, że ktoś nagle gwałtownie chce do niego wkroczyć, nie musi wpływać na jej decyzje.

43 Ostatnio edytowany przez enkeli (2014-03-19 18:47:36)

Odp: zakochałam się...
Eileen napisał/a:

Enkeli, ja nie jestem najlepsza w pocieszaniu, więc po prostu ten etap ominę. Wybacz, to nie ze złej woli. (:

A bardziej do rzeczy - nie dziw jej się, że reaguje entuzjastycznie na to. Przecież jesteście już w takim wieku, że przyjaźń nie jest kwestią decyzji (piaskownica, pięciolatki i "cześć, zaprzyjaźnijmy się, pożycz łopatkę), tylko po prostu relacją, która może z czasem się pojawić. Wiesz, gdyby słabo mi znana dziewczyna wyznała mi miłość, to nie żywiłabym do niej negatywnych uczuć, ale też nie chciałabym się z nią nagle zaprzyjaźnić. Bo dlaczego? Nie chcę, żeby ten post miał jakiś nieprzyjemny wydźwięk na temat tego, co robisz, po prostu wydaje mi się, że nie chcesz zrozumieć tej koleżanki. Dziwisz się, że dlaczego ona nie chce porozmawiać, skoro przecież Ty chcesz, dlaczego nie chce się zaprzyjaźnić, a przecież Ty chcesz. A dlaczego ona ma chcieć? Napisałaś, że sojuszników nigdy za wiele, ale to chyba tak nie działa. No chyba że ktoś za punkt honoru postawił sobie zdobyć jak najwięcej przyjaciół. Ona ma jakieś tam swoje życie i to, że ktoś nagle gwałtownie chce do niego wkroczyć, nie musi wpływać na jej decyzje.

Rozumiem to. Na początku próbowałam tak normalnie, po prostu rozmawiałam z nią, co studiuje itp. Nie mówiłam jej, że chcę się z nią zaprzyjaźnić. Dopiero później postanowiłam tak zrobić, bo okazało się, że takie normalne nawiązywanie znajomości nie jest w tym wypadku możliwe. Widzimy się maksymalnie 3 razy w tygodniu, przy czym ona się często spóźnia i prawie nigdy nie siadamy nigdzie w pobliżu siebie. Nie mam okazji z nią normalnie porozmawiać. Dlatego z desperacji zaczęłam się bardziej narzucać. Zgadzam się, że to było infantylne, ale tonący brzytwy się chwyta. Nie mniej jednak już zrozumiałam, że w ten sposób niczego nie osiągnę i postanowiłam, że już jej więcej nie będę zawracać głowy. To nie ma sensu.

Ed: Jak się tak zastanowiłam to to może jednak ma sens. Jednak wolałabym czasem zamienić kilka słów niż wcale. Tylko nie wiem, co zrobić, żeby to wszystko jakoś odkręcić, zacząć od nowa sad Na pewno nie ucieszy mojej koleżanki kolejna zmiana zachowania, ani kolejna długa wiadomość o tym, co ja tam chcę.

44

Odp: zakochałam się...

Ciąg dalszy nastąpił tongue Otóż w piątek rano zaraz po zajęciach podeszłam do koleżanki i ją przeprosiłam za zachowania. Ona odpowiedziała miłym tonem, że nie mam za co, coś w tym stylu. Miałam w planach zagadać ją, ale nogi się pode mną uginały i trochę jakby się zaczęłam trząść więc zwiałam tongue Nie wiem, co się ze mną dzieje, do tej pory byłam wobec wszystkich zupełnie obojętna (i nadal jestem), a teraz na sam widok tej dziewczyny się rumienię itp. No i nie mogę przestać o niej myśleć. Jak tylko się obudziłam, pierwsza myśl była o niej. Jak robię coś ciekawego, widzę coś pięknego, to chciałabym się z nią tym podzielić. Do tego mam w sobie mnóstwo energii, myślałam o spożytkowaniu jej w jakiejś pracy (żebym przy okazji zarobiła na jakieś upominki może). Czasami aż mi się kręci w głowie z emocji. Przy niej, kiedy zamieniam z nią choć te kilka słów czuję się taka żywa, zupełnie nie jak ktoś, kto żyje bo żyje i sam dokładnie nie wie, po co. Czy to jest normalne?

Macie może jakieś pomysły, jak mogłabym poznać osobę, z którą nie mogę rozmawiać? Czy mogłabym jej w jakiś sposób umilać życie bez wprawiania jej w zakłopotanie?

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:

Ciąg dalszy nastąpił tongue Otóż w piątek rano zaraz po zajęciach podeszłam do koleżanki i ją przeprosiłam za zachowania. Ona odpowiedziała miłym tonem, że nie mam za co, coś w tym stylu. Miałam w planach zagadać ją, ale nogi się pode mną uginały i trochę jakby się zaczęłam trząść więc zwiałam tongue Nie wiem, co się ze mną dzieje, do tej pory byłam wobec wszystkich zupełnie obojętna (i nadal jestem), a teraz na sam widok tej dziewczyny się rumienię itp. No i nie mogę przestać o niej myśleć. Jak tylko się obudziłam, pierwsza myśl była o niej. Jak robię coś ciekawego, widzę coś pięknego, to chciałabym się z nią tym podzielić. Do tego mam w sobie mnóstwo energii, myślałam o spożytkowaniu jej w jakiejś pracy (żebym przy okazji zarobiła na jakieś upominki może). Czasami aż mi się kręci w głowie z emocji. Przy niej, kiedy zamieniam z nią choć te kilka słów czuję się taka żywa, zupełnie nie jak ktoś, kto żyje bo żyje i sam dokładnie nie wie, po co. Czy to jest normalne?

Macie może jakieś pomysły, jak mogłabym poznać osobę, z którą nie mogę rozmawiać? Czy mogłabym jej w jakiś sposób umilać życie bez wprawiania jej w zakłopotanie?

Enkeli po prostu jesteś zakochana. Poznanie osoby bez rozmowy? Mym skromnym zdaniem rozmowa jest niezbędnym warunkiem poznania. Może wcielisz w czyn umilanie jej życia poprzez uśmiech?

46

Odp: zakochałam się...
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Enkeli po prostu jesteś zakochana. Poznanie osoby bez rozmowy? Mym skromnym zdaniem rozmowa jest niezbędnym warunkiem poznania. Może wcielisz w czyn umilanie jej życia poprzez uśmiech?

Myślałam o tym, ale bym musiała się uśmiechać do niej w odpowiedni sposób, bo uśmiechy można różne interpretować tongue Żeby uśmiechać się do niej odpowiednio, musiałabym najpierw zapanować nad mimiką twarzy i nad długością wgapiania się w jej twarz, a dla mnie to jest nie lada wyczyn tongue
Myślałam o poznaniu jej pośrednio poprzez relacje jej koleżanek, tylko nie wiem jak zrobić, żeby wypadało tongue

47

Odp: zakochałam się...

Spróbuj się wbić w ich grono - wspólne imprezy, babskie wieczory przy winku, zakupy i te inne kobiece bzdetki wink

48

Odp: zakochałam się...
JA_skółka napisał/a:

Spróbuj się wbić w ich grono - wspólne imprezy, babskie wieczory przy winku, zakupy i te inne kobiece bzdetki wink

Ona nie ma takiego kręgu przyjaciółek, nie rozmawia dużo z innymi, poza tym najprawdopodobniej nie ma czasu na takie babskie spotkania. Jest raczej typem kujonki, studiuje dwa kierunki, uczy się w domu sama, do tego uczy się gry na instrumencie.

49

Odp: zakochałam się...

A Ty masz taką ekipę? Może razem z Twoimi koleżankami ją wciągnijcie do siebie? smile jeśli jest typem kujonicy, może poproś ją o pomoc z jakimś zadaniem, przedmiotem? Może jak będziecie musieli przygotowywać sprawozdania w grupach, spróbuj się do niej podłączyć wink

50 Ostatnio edytowany przez enkeli (2014-03-23 14:08:39)

Odp: zakochałam się...
JA_skółka napisał/a:

A Ty masz taką ekipę? Może razem z Twoimi koleżankami ją wciągnijcie do siebie? smile jeśli jest typem kujonicy, może poproś ją o pomoc z jakimś zadaniem, przedmiotem? Może jak będziecie musieli przygotowywać sprawozdania w grupach, spróbuj się do niej podłączyć wink

Nie, nie mam takich dobrych koleżanek. Razem mamy tylko 3 wykłady w tygodniu i nie ma za bardzo w czym pomagać. Do tej pory zagadywałam pytając, co dokładnie było zadane, ale szybko załapała, o co mi chodzi, i do swojej ostatniej odpowiedzi dołączyła "to już pewnie doskonale pamiętasz" tongue Poza tym napisała mi, że się niezręcznie czuje, kiedy się tak staram o rozmowę, kiedy tak zabiegam, bo się przecież nie znamy.

Kiedy jestem przy niej i mogę z nią rozmawiać jestem chyba najszczęśliwsza na świecie, ale kiedy długo nie mam z nią kontaktu ból jest nie do zniesienia tym bardziej, że nigdy nie będziemy razem. Co zrobić, żeby jakoś usunąć albo załagodzić tą bolesną część?

Hmm, teraz trochę żałuję, że próbowałam wprost ją poznać, gdyby mnie nie znała wcale, pewnie by nie zauważyła, gdybym zaczęła za nią wszędzie chodzić tongue

51

Odp: zakochałam się...

Niestety, napisała Ci, że niezręcznie się czuje, kiedy tak się o nią starasz, więc chyba tego nie chce. Może ostatnią opcją w takim razie będzie spróbować wprost? Zapytaj, czy możecie się zakumplować, ale bez erotycznych podtekstów.

52

Odp: zakochałam się...
JA_skółka napisał/a:

Niestety, napisała Ci, że niezręcznie się czuje, kiedy tak się o nią starasz, więc chyba tego nie chce. Może ostatnią opcją w takim razie będzie spróbować wprost? Zapytaj, czy możecie się zakumplować, ale bez erotycznych podtekstów.

Według niej to dziecinne takie umawianie się.

Już mi się skończyły te wszystkie pokłady energii i to życie, które dostałam przy ostatnim spotkaniu. Czuję się teraz jak zombie. Próbuję się czymś zająć, szukam muzyki, filmów, czytam, maluję, ćwiczę, tańczę, uczę się... Ale ciągle jest mi jej brak. Tak bym chciała teraz pójść do niej, gdziekolwiek jest, chociaż ją zobaczyć i sobie pójść, albo posiedzieć chwilkę w jej otoczeniu. Jestem taka martwa i pusta w środku że chyba sama na siebie ściągnę teraz depresję, już wolę czuć cierpienie niż nic wcale, skoro nie mogę być szczęśliwa. Co mogę jeszcze zrobić?

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Enkeli po prostu jesteś zakochana. Poznanie osoby bez rozmowy? Mym skromnym zdaniem rozmowa jest niezbędnym warunkiem poznania. Może wcielisz w czyn umilanie jej życia poprzez uśmiech?

Myślałam o tym, ale bym musiała się uśmiechać do niej w odpowiedni sposób, bo uśmiechy można różne interpretować tongue Żeby uśmiechać się do niej odpowiednio, musiałabym najpierw zapanować nad mimiką twarzy i nad długością wgapiania się w jej twarz, a dla mnie to jest nie lada wyczyn tongue
Myślałam o poznaniu jej pośrednio poprzez relacje jej koleżanek, tylko nie wiem jak zrobić, żeby wypadało tongue

Enkeli poznanie pośrednie jest obarczone dużą dawką subiektywizmu. Naprawdę współczuję Ci z całego serca, po przeczytaniu Twojego ostatniego postu. Chciałbym  Tobie przekazać dużo pozytywnej energii, choć sam posiadam jej niewiele. Wiem jedno, nie możesz doprowadzić siebie do depresji. Zdaję sobie sprawę, iż tak łatwo przychodzi pisanie takich słów, a wykonanie jest znacznie trudniejsze.

54

Odp: zakochałam się...
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:
enkeli napisał/a:
Wielbiciel Lidiji Bacic napisał/a:

Enkeli po prostu jesteś zakochana. Poznanie osoby bez rozmowy? Mym skromnym zdaniem rozmowa jest niezbędnym warunkiem poznania. Może wcielisz w czyn umilanie jej życia poprzez uśmiech?

Myślałam o tym, ale bym musiała się uśmiechać do niej w odpowiedni sposób, bo uśmiechy można różne interpretować tongue Żeby uśmiechać się do niej odpowiednio, musiałabym najpierw zapanować nad mimiką twarzy i nad długością wgapiania się w jej twarz, a dla mnie to jest nie lada wyczyn tongue
Myślałam o poznaniu jej pośrednio poprzez relacje jej koleżanek, tylko nie wiem jak zrobić, żeby wypadało tongue

Enkeli poznanie pośrednie jest obarczone dużą dawką subiektywizmu. Naprawdę współczuję Ci z całego serca, po przeczytaniu Twojego ostatniego postu. Chciałbym  Tobie przekazać dużo pozytywnej energii, choć sam posiadam jej niewiele. Wiem jedno, nie możesz doprowadzić siebie do depresji. Zdaję sobie sprawę, iż tak łatwo przychodzi pisanie takich słów, a wykonanie jest znacznie trudniejsze.

Dziękuję za wsparcie smile Nie wiem, co robić. Najlepiej przeczekam te złe dni aż znajdzie się jakieś rozwiązanie. Może nigdy nie spełnią się te moje marzenia, ale mogę udawać, że mam jakieś resztki nadziei. Może coś dobrego z tego wyniknie. Nie wiem, trochę skomplikowana ta sytuacja dla mnie.

55

Odp: zakochałam się...

Byłam w podobnej sytuacji, chociaż delikatnie się różniło. Kiedyś zauroczyłam się pewnym chłopakiem (myślałam, że to miłość, ale...) dążyłam do nawiązania z nim kontaktu i wyszło mi. Oczywiście byłam traktowana jak kumpela, jednak całą znajomość przecierpiałam, w szczególności gdy słyszałam o jego rosterkach miłosnych i skokach w bok. Sk*****l jak nie wiem. Opamiętałam się dosyć późno. Dopiero kiedy swoje błędy chciał zasłonić mną (chociaż było wiadome co i jak), zerwałam znajomość. Byłam zdrowsza bez tego drania. Do tej pory żałuję, że spróbowałam "przyjaźni", kiedy to zupełnie nie pasowaliśmy do siebie. Drugi raz miałam podobnie. Zaintrygował mnie pewien chłopak na imprezie, pomimo że wrażenie sprawił dość odpychające. Stwierdziłam jednak, że pouczona poprzednim doświadczeniem oleję to. Tak jakoś dociągnęłam kilka miesięcy, aż tutaj znów nawinęła się okazja i poznałam go z innej strony. Pierwsze liczyłam na "coś więcej", ale przez pewne okoliczności (był w związku) szybko ugruntowała się silna, koleżeńska znajomość. Może nie aż taka co kryje się dla mnie pod słowem przyjaźń, ale było to coś innego (w sumie dzięki akceptacji jego dziewczyny - równa babka swoją drogą). Relacja bardzo fajna, cieszyła mnie do czasu kiedy nie zaczęło być źle, ale wciąż była gdzieś ta nutka porządania i zazdrości. Dużo brałam do siebie i jakoś z nim wiązało się bardzo moje samopoczucie (czyli przez to jak wyglądały, spotkania, rozmowy, czy kontakt). Akurat w drugim przypadku chłopak ze zwoją dziewczyną pojechał za granicę z jakiś rok temu i siłą rzeczy się wszystko poluzowało. Trzeci raz raczej nie mam zamiaru powielać tego błędu. Relacja wywodząca się od zauroczenia jakkolwiek się nie potoczy zawsze jest ciężka i gryzie.

56

Odp: zakochałam się...
PomorzankaZ napisał/a:

Byłam w podobnej sytuacji, chociaż delikatnie się różniło. Kiedyś zauroczyłam się pewnym chłopakiem (myślałam, że to miłość, ale...) dążyłam do nawiązania z nim kontaktu i wyszło mi. Oczywiście byłam traktowana jak kumpela, jednak całą znajomość przecierpiałam, w szczególności gdy słyszałam o jego rosterkach miłosnych i skokach w bok. Sk*****l jak nie wiem. Opamiętałam się dosyć późno. Dopiero kiedy swoje błędy chciał zasłonić mną (chociaż było wiadome co i jak), zerwałam znajomość. Byłam zdrowsza bez tego drania. Do tej pory żałuję, że spróbowałam "przyjaźni", kiedy to zupełnie nie pasowaliśmy do siebie. Drugi raz miałam podobnie. Zaintrygował mnie pewien chłopak na imprezie, pomimo że wrażenie sprawił dość odpychające. Stwierdziłam jednak, że pouczona poprzednim doświadczeniem oleję to. Tak jakoś dociągnęłam kilka miesięcy, aż tutaj znów nawinęła się okazja i poznałam go z innej strony. Pierwsze liczyłam na "coś więcej", ale przez pewne okoliczności (był w związku) szybko ugruntowała się silna, koleżeńska znajomość. Może nie aż taka co kryje się dla mnie pod słowem przyjaźń, ale było to coś innego (w sumie dzięki akceptacji jego dziewczyny - równa babka swoją drogą). Relacja bardzo fajna, cieszyła mnie do czasu kiedy nie zaczęło być źle, ale wciąż była gdzieś ta nutka porządania i zazdrości. Dużo brałam do siebie i jakoś z nim wiązało się bardzo moje samopoczucie (czyli przez to jak wyglądały, spotkania, rozmowy, czy kontakt). Akurat w drugim przypadku chłopak ze zwoją dziewczyną pojechał za granicę z jakiś rok temu i siłą rzeczy się wszystko poluzowało. Trzeci raz raczej nie mam zamiaru powielać tego błędu. Relacja wywodząca się od zauroczenia jakkolwiek się nie potoczy zawsze jest ciężka i gryzie.

Przepraszam, ale nie widzę, w jaki sposób nasze sytuacje są podobne. Moim problemem nie jest to, że moja koleżanka nie chce być ze mną w związku, tylko to, że nie mogę przy niej być. Nie chcę od niej niczego, tylko żeby pozwoliła mi z nią czasem porozmawiać i spędzić trochę czasu. Do tej pory nie dała mi żadnego powodu do myślenia, że jest złym człowiekiem.

57

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
JA_skółka napisał/a:

Niestety, napisała Ci, że niezręcznie się czuje, kiedy tak się o nią starasz, więc chyba tego nie chce. Może ostatnią opcją w takim razie będzie spróbować wprost? Zapytaj, czy możecie się zakumplować, ale bez erotycznych podtekstów.

Według niej to dziecinne takie umawianie się.

Już mi się skończyły te wszystkie pokłady energii i to życie, które dostałam przy ostatnim spotkaniu. Czuję się teraz jak zombie. Próbuję się czymś zająć, szukam muzyki, filmów, czytam, maluję, ćwiczę, tańczę, uczę się... Ale ciągle jest mi jej brak. Tak bym chciała teraz pójść do niej, gdziekolwiek jest, chociaż ją zobaczyć i sobie pójść, albo posiedzieć chwilkę w jej otoczeniu. Jestem taka martwa i pusta w środku że chyba sama na siebie ściągnę teraz depresję, już wolę czuć cierpienie niż nic wcale, skoro nie mogę być szczęśliwa. Co mogę jeszcze zrobić?

Jak mniemam jesteś lesbijką, tak?

58

Odp: zakochałam się...
Remi napisał/a:
enkeli napisał/a:
JA_skółka napisał/a:

Niestety, napisała Ci, że niezręcznie się czuje, kiedy tak się o nią starasz, więc chyba tego nie chce. Może ostatnią opcją w takim razie będzie spróbować wprost? Zapytaj, czy możecie się zakumplować, ale bez erotycznych podtekstów.

Według niej to dziecinne takie umawianie się.

Już mi się skończyły te wszystkie pokłady energii i to życie, które dostałam przy ostatnim spotkaniu. Czuję się teraz jak zombie. Próbuję się czymś zająć, szukam muzyki, filmów, czytam, maluję, ćwiczę, tańczę, uczę się... Ale ciągle jest mi jej brak. Tak bym chciała teraz pójść do niej, gdziekolwiek jest, chociaż ją zobaczyć i sobie pójść, albo posiedzieć chwilkę w jej otoczeniu. Jestem taka martwa i pusta w środku że chyba sama na siebie ściągnę teraz depresję, już wolę czuć cierpienie niż nic wcale, skoro nie mogę być szczęśliwa. Co mogę jeszcze zrobić?

Jak mniemam jesteś lesbijką, tak?

Nie wiem, tylko ona w całym życiu mi się podobała w ten sposób.

59

Odp: zakochałam się...

Pięknie piszesz o tym, co czujesz, jestem pod wrażeniem. Jesteś lesbijką facetem czy kobietą?

60

Odp: zakochałam się...
Remi napisał/a:

Pięknie piszesz o tym, co czujesz, jestem pod wrażeniem. Jesteś lesbijką facetem czy kobietą?

Słucham? O co Ci chodzi?

61

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
Remi napisał/a:

Pięknie piszesz o tym, co czujesz, jestem pod wrażeniem. Jesteś lesbijką facetem czy kobietą?

Słucham? O co Ci chodzi?

Odnoszę wrażenie, że kochasz inaczej, tylko piszesz o bólu, stracie, tak myślą kobiety kochające jak kobiety, a nie lesbijki -faceci... Dlatego zapytałem. Wybacz, jeśli uraziłem.

62

Odp: zakochałam się...
Remi napisał/a:
enkeli napisał/a:
Remi napisał/a:

Pięknie piszesz o tym, co czujesz, jestem pod wrażeniem. Jesteś lesbijką facetem czy kobietą?

Słucham? O co Ci chodzi?

Odnoszę wrażenie, że kochasz inaczej, tylko piszesz o bólu, stracie, tak myślą kobiety kochające jak kobiety, a nie lesbijki -faceci... Dlatego zapytałem. Wybacz, jeśli uraziłem.

Nie, serio nie rozumiem, o co Ci chodzi. Lesbijki-faceci? A lesbijka to nie jest przypadkiem z samej definicji kobieta, której podobają się tylko kobiety?

63

Odp: zakochałam się...
enkeli napisał/a:
Remi napisał/a:
enkeli napisał/a:

Słucham? O co Ci chodzi?

Odnoszę wrażenie, że kochasz inaczej, tylko piszesz o bólu, stracie, tak myślą kobiety kochające jak kobiety, a nie lesbijki -faceci... Dlatego zapytałem. Wybacz, jeśli uraziłem.

Nie, serio nie rozumiem, o co Ci chodzi. Lesbijki-faceci? A lesbijka to nie jest przypadkiem z samej definicji kobieta, której podobają się tylko kobiety?

To chora osoba, ot co...Jak geje, czy pedofile, których taka a nie inna natura....

64 Ostatnio edytowany przez Wielbiciel Lidiji Bacic (2014-03-24 16:59:28)

Odp: zakochałam się...
Remi napisał/a:
enkeli napisał/a:
Remi napisał/a:

Odnoszę wrażenie, że kochasz inaczej, tylko piszesz o bólu, stracie, tak myślą kobiety kochające jak kobiety, a nie lesbijki -faceci... Dlatego zapytałem. Wybacz, jeśli uraziłem.

Nie, serio nie rozumiem, o co Ci chodzi. Lesbijki-faceci? A lesbijka to nie jest przypadkiem z samej definicji kobieta, której podobają się tylko kobiety?

To chora osoba, ot co...Jak geje, czy pedofile, których taka a nie inna natura....

Remi teraz ja przepraszam, ale bycie lesbijką/homoseksualistą nie jest żadną chorobą. Enkeli ja, też nie bardzo rozumiem o co chodzi Remiemu.

65

Odp: zakochałam się...

Nie wiem, czy o coś takiego chodziło, ale geje zazwyczaj dzielą się na pasywnych, aktywnych, ewentualnie uniwersalnych - tylko z tym mi się skojarzyły posty Remiego, może lesbijki też mają tego typu preferencje, chociaż ciężej by je było zaznaczyć podczas seksu. No i oczywiście nie uważam tego za chorobę.

Enkeli, może odnoszę mylne wrażenie, ale... nie wytrzymałabym z Tobą nawet 5 minut. Nie chcę Cię urazić, tylko żebyś spróbowała spojrzeć na to z boku. Chcesz na siłę uszczęśliwić tę dziewczynę. Jak czytam Twoje wszystkie posty, to wydajesz się osobą, która niesamowicie osacza swój obiekt zainteresowania. Co rusz przyznajesz, że prawie jej nie znasz, a co robisz? Wypytujesz co chwilę o zadania domowe, piszesz do niej na FB, zagadujesz, zastanawiasz się nad upominkami dla niej, a nawet - co całkiem mnie powaliło - stwierdziłaś, że gdybyś w ogóle jej nie znała, to mogłabyś za nią wszędzie chodzić.

To wygląda jak prześladowanie, a nie próby zaprzyjaźnienia się. Nie wiem, co Ci doradzić, w każdym razie odpuść trochę, sama zauważyłaś, że zacina ucinać te rozmowy o zadania domowe. Jeszcze trochę i ona naprawdę może zacząć Cię unikać.

Dobrych rad na osiągnięcie Twojego celu nie mam - rzeczywiście dużo łatwiej by było, gdybyś nie poinformowała jej o swojej sympatii, tak sądzę. Zastanów się tylko, czy jeśli nawet Ci się uda, to czy przyjaźń Ci wystarczy? Pomyśl, ona kiedyś znajdzie chłopaka, nie będziesz pierwszą osobą w jej życiu, a z tego, co piszesz, wynika, że możesz być dość zaborcza czy domagająca się sporo uwagi i czasu. Prawdopodobnie zawsze Ci będzie za mało, w końcu ta przyjaźń to coś, co postawiłaś sobie za "cel ewentualnie możliwy do osiągnięcia", a tak naprawdę pragniesz czegoś innego.

Posty [ 1 do 65 z 99 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » zakochałam się...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024