Hej! Postanowiłam zalogować się na tym forum, ponieważ uzbierało mi się ostatnio trochę problemów?Przypuszczam, że wyjdzie z tego chaotyczny post, ale jeśli nie przeleję swoich myśli na ?papier?, to chyba w końcu wybuchnę płaczem.
Ze swoim chłopakiem, w sumie w naszym wieku bliżej trzydziestki niż dwudziestki, wypada już chyba mówić ?partnerem?
mieszkamy prawie 4 lata. Nasz związek przeżywał lepsze i gorsze chwile, ale ostatnio to już jest lekkie przegięcie. Nie wiem, od czego by tu zacząć, więc może wymienię mocne i słabe strony tego związku:
-przez pierwsze może 2 lata wychodziliśmy do ludzi, poznawałam jego znajomych, miasto- przeprowadziłam się dla niego ponad 300km dalej
-spędzaliśmy wspólnie czas- dłuuugie rozmowy o wszystkim i o niczym, spacery non stop pełne rozmów, wieczorki lub weekendy przy winku lub piwku
-mogłam na nim polegać, cały niemalże związek pomagał mi finansowo, doradzał mi, pomagał w formie doradzania, abym mogła znaleźć dobrą pracę
-w jego domu zaznałam takich rzeczy, których nie miałam w domu rodzinnym- rzeczy, które innym ludziom wydają się normalne, ale ja tego nie miałam, ponieważ mam ojca alkoholika, który jest też tyranem i despotą
-z nim poznałam co to prawdziwy, dobry seks, z nim miałam 1. raz orgazm, mimo że nie byłam już nastolatką
-kiedy znalazłam pracę, kupił mi samochód, abym nie musiała tłuc się autobusami.
Złe strony dotyczą tego, co dzieje się ostatnio..:
-zero jakiegokolwiek wychodzenia, na wszystko żałuje kasy, nigdy nie byliśmy w kinie, bo jak sam twierdzi film można obejrzeć w domu, a on nie będzie płacił bez sensu 4zł za parking; kiedy w zeszłą sobotę zaproponowałam, abyśmy poszli zjeść w drodze wyjątku do restauracji odparł, że jak chcę to mogę sobie zamówić jedzenie, ale musieliśmy pójść do Biedronki i on nakupował sobie gotowców- jakiejś biedronkowej garmażerki i chwalił się jeszcze, że ja zapłaciłam za swój obiad 20zł, a on wydał tak mało
-nie mam totalnie ochoty z nim gadać, wolę siedzieć na kompie, czytać jakieś fora itp. niż z nim porozmawiać, bo nasze rozmowy stały się jakieś takie sztuczne, w końcu i tak kończy się tym, że on powie: I tak nie zrozumiesz, nie masz takiej inteligencji jak ja?. I zacznie mnie obrażać
-dziś dobił mnie totalnie- zapytałam, czy mógłby podrzucić mojego PIT-a do urzędu, ponieważ US jest czynny akurat w godzinach mojej pracy, a potrzebuję gotówki.. odpowiedział, że on nie będzie już dla mnie nic robił? Ma wielki problem, bo jak mówi: jak ja cię np. odbierałem z dworca, to było wszystko dobrze, a ty masz mnie podwieźć to nie?Tylko, że prawda jest taka, że 1 jedyny raz mu odmówiłam podwózki do kolegi, kiedy się ze mną pokłócił i powiedział: Proszę mnie zawieźć do X i zadzwonię ci, kiedy masz mnie odebrać-to chyba oczywiste, że mu odmówiłam
-nasz seks to ostatnio totalna klapa, a mój facet już mnie chyba nie podnieca.
Niestety, rozpędziłam się i jeszcze mogłabym te wady wymieniać i wymieniać. Wiem, że mi nie pomożecie jedną złotą radą. Zapewne większość osób czytających skwituje to słowami: Nikt cię przy nim nie trzyma na siłę. Jak ci źle to od niego odejdź. Ja sama powoli dojrzewam do tej decyzji. Wiem, że chłopak ma problemy alkoholowe i % są u niego na 1. miejscu. Nie widzę dla siebie przyszłości przy nim, ale boję się radykalnych kroków.
Myślicie, że 28-letnia dziewczyna ma szansę jeszcze sobie ułożyć życie? Wiem, że są i osoby po 50-ce, które sobie życie układają, tylko że ja jestem strasznie niecierpliwa. Z jednej strony chciałabym się zakochać, ale z drugiej, boję się, że nikomu się nie spodobam, albo znowu będę musiała metodą prób i błędów sparzać się na kolejnych kandydatach. I jeszcze, czego się boję, to kwestia mieszkania. Ostatnio w pracy nie najlepiej się dzieje i na razie będę zarabiać 1500zł, a mam jeszcze na utrzymaniu samochód. Szukałam ostatnio pokoju w naszej mieścinie, ale nie było aktualnych ogłoszeń, wszystkie ogłoszenia stare, albo oferty za wynajem za 1000zł ![]()
Jeśli ktoś zechciałby wesprzeć jakimś dobrym słowem, to będę wdzięczna. Przechodzę obecnie trudny czas, niecałe 2 tygodnie temu zmarła moja mama, nie mam komu się pożalić, ani siły nosić dłużej bólu w swoim sercu. Pozdrawiam!