Witajcie, zarejestrowałem się głównie na tym forum aby zasięgnąć porady bo sam nie wiem co robić.
Ponad miesiąc temu poznałem dziewczynę, na pewnym forum, mogę dodać że oboje znaleźliśmy to czego prawdopodobnie oboje szukaliśmy długi okres czasu. Mieszkamy w jednym mieście. Ja mam 20 lat, uczę się, ona 17, też się uczy. Problem jest taki że nigdy przed nią z nikim się nie spotykałem. Po prostu nie czułem takiej potrzeby, albo chciałem właśnie poznać kogoś takiego jak Ona. Nasza znajomość wyglądała tak że pisaliśmy po kilka godzin przez fb, aby się chociaż trochę poznać, a po tygodniu zaproponowałem spotkanie. Przed tym wszystkim spytała się czy mam dziewczynę, na co ja odpowiedziałem, prawdą, czyli nigdy nie miałem. I pierwsze spotkanie przerosło moje oczekiwania, nie wiedziałem że dziewczyna może tak bardzo wykazać się zainteresowaniem. Wydawało mi się że jedynie idę spędzić miły wieczór z ładną, interesującą dziewczyną. A skończyło się na tym że 10 min wysłuchiwałem komplementy na swój temat u niej w domu, a gdy mnie odprowadzała już szliśmy trzymając się za ręce. Nie muszę mówić jaki to był szok dla mnie, osoby dla której najbliższy kontakt z płcią przeciwną to pocałunek koleżeński. Przez ten cały czas do teraz, gadamy praktycznie codziennie, spotykamy się 2-3 razy w tygodniu, choć wydaję mi się że moglibyśmy częściej, ale ona nie dość że się uczy to jeszcze pracuję. Niestety po pierwszym spotkaniu, już nie było tak łatwo dla mnie jak mi się wydawało. Stała się... normalna? Przez ten okres, nic nowego się nie wydarzyło, spędzaliśmy miło czas, trzymaliśmy się za ręce, parę razy udało mi się ją objąć, przytulić, tyle. A od ok. tygodnia czuję że coś się zmieniło, skończyło się trzymanie się za ręce, stała się niedostępna. Sama rozmowa, spędzanie czasu wygląda tak samo, ale jednak to nie to samo, co było na początku. Obawiam się najgorszego dla mnie, że chcę abym był jej przyjacielem/kolegą, albo sam robię z siebie taką osobę. Teraz zaczynam sobie uświadamiać że może mnie tak odbierać, w końcu praktycznie niczego nowego nie wniosłem w naszą znajomość. Spowodowała to zapewne moja osobowość: jestem typem introwertyka, osobą nieśmiałą w stosunku do kobiet, podobno mam bardzo niską samoocenę, i najgorsze jest to że mam problem z wyrażaniem uczuć, wolę je dusić w sobie, nie ujawniać nich, bo w końcu kogo to obchodzi co ja czuję. Wiem, że bardzo mi na niej zależy, w głębi siebie skaczę z radości że ją poznałem, chciałbym z nią spędzać jak najwięcej czasu, móc jej mówić najróżniejsze komplementy, pocałować ją w usta, ale nigdy żadnej z tej rzeczy nie zrobiłem/powiedziałem. Chcę to jakoś uratować, tylko nie wiem jak. Gdy się wczoraj widzieliśmy chciałem jej to powiedzieć, ale gdy ją zobaczyłem na własne oczy, moja cała pewność siebie uciekła i "odpłynąłem". I teraz w końcu moje pytanie: Co mogę zrobić? Czy takie wyznanie uczuć nie będzie dla niej szokiem? Nie mówię tutaj o wyznawaniu miłości, po prostu chcę jej naświetlić, co aktualnie myślę o niej, i jednocześnie powiedzieć o swoim uczuciowym problemie, bo mam obawy że źle mnie odbiera. Wiem gdzie pracuję, o której kończy, mogę do niej pojechać (nawet dzisiaj) i spróbować powiedzieć jej to w cztery oczy. Jeśli już pojadę to jej to powiem, bo jednak jest to prawie godzinna podróż w jedną stronę która może mnie zmotywować do zrealizowania celu. Czy może zrobić to pisemnie? Pisemnie na pewno lepiej to ubiorę w słowa bo wiem że takie wyznanie na żywo wywoła u mnie jąkanie. Albo czekać do kolejnego spotkania, które będzie w niedziele?