Witam.
Chciałem przeprowadzić coś w stylu mini ankiety.
Czy zrezygnowaliście z długoletniego związku z powodu rutyny, zaniedbania, itp. Nie mówię tu o przemocy, zdradzie, czy innych skrajnościach. Np. rzadsze wyjścia (1-2 razy w miesiącu), rzadki seks (raz na tydzień), itp.
Głównie chodzi o to czy były to decyzje podjęte bez osób trzecich, a przede wszystkim osób którymi zostawiający partner mógł się zauroczyć.
Pytam, bo z tego co czytałem/słyszałem, np. w małżeństwach ludzie po prostu trwają, jeżeli nie ma tego kogoś. Nie chcą przewracać sobie życia do góry nogami, skoro nie ma po co i tak sobie razem żyją jak dobrzy przyjaciele, ale gdzieś zanikła funkcja partnerstwa z czego nie zdają sobie sprawy. Bo wydaje mi się, że zawsze związek się kończy dopiero gdy pojawi się ktoś trzeci. Wykluczając te w których jedna z osób chciała wyjechać, czy inną rzecz zrobić która jakby z urzędu powoduje rozstanie.
Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi. Jak coś to dopytajcie.
Rutyna to jest naturalna kolej rzeczy. Nie sądzę żeby rutyna była przyczyną zaniku partnerstwa, te dwie rzeczy się nie wykluczają moim zdaniem. No wiesz trzeba się z tym liczyć że im dłużej jesteś z kimś w związku tym bardziej ta rutyna jest większa ale to jest kwestia przyzwyczajenia
Czyli twierdzisz, że raczej z powodu tzw. rutyny związkowej ludzie się nie decydują na rozstanie?
Myslę że zawsze trzeba czegoś więcej aby się rozstać, nie koniecznie tej trzeciej osoby ale to nigdy nie jest tylko rutyna czy znudzenie sobą. Bo właśnie przy znudzeniu dochodzi brak seksu, brak wzajemnej troski, wzajemnego wspierania się itd.
W moim przypadku tej trzeciej osoby nie było - były różne problemy, była choroba, było wypalenie się i obojętność wzajemna. Nic z tego nie nazwałabym skrajnością.
U mojej kuzynki (w trakcie rozwodu) - podobnie mnóstwo problemów, ocierających się także o chorobę ale jakiś specjalnych skrajności też nie ma, ani trzeciej osoby
U przyjaciółki jednej - rozwód pierwszy bez osoby trzeciej tak po prostu z wypalenia i braku uczuć (jedyny rozwód o jakim wiem podjęty za obupólną zgodą i bezproblemów nadal są na przyjacieskiej stopie) drugi to raczej już skrajność bo z psychopatą.
Hmm nie wiem czy pasuje to do Twojej ankiety ale myślę że praprzyczyną rozwodów czy rozstań nawet jak pojawia się ta trzecia osoba to i tak jest brak miłości między dwojgiem ludzi..
wybierz sie do zoo, obserwuj malpy, gibony, albo inne nadrzewne, jak popatrzysz dluzej, zobaczysz jeden okrelony schemat, malpy nie puszczaja jednej galezi nie majac pewnosci co do tej drugiej
mysle ze o ile nie ma przemocy, alkoholu czy innych uzywek w tle to da sie wszystko przepracowac, zwiazek zadko bywa na tym samym poziomie uczuc na wieki, to raczej zawirowania
Ja odeszłam dwa razy bez wpływu osób trzecich.
Z pierwszym po prostu się rozpadło bo byliśmy młodzi, drugi był psychopatą.