Hymn...chciałam napisać to na kafeterii, ale uznali mimoją odpowiedź za spam, może nie dotyczy ona szczegółowo tego tematu, ale przedstawie to ze strony nastolatki, wpierw opisując moją historię, mam nadzieję, że choć trochę pomogę:
Mam 16 lat, mój tata zrezygnował z istnienia w tej rzeczywistości sposób, poprzez odcięcie od tlenu narządów, które bez niego nie mogą funkcjonować..., tak w ten " najpopularniejszy" sposób, gdy miałam 8 lat , o tym jak naprawdę zmarł dowiedziałam się od niezabardzo lubiącym chodzić z trzeźwo myślącym umysłem- dziadka, gdy byłam w 5/6 klasie. Przed tym był w szpitalu psychiatrycznym, jak byłam mała myślałam, że leczy padaczkę i dla tego jest w szpitalu;) (choroby dostał po pobiciu/napadzie, gdy jechał rowerem do pracy, trzeba mu było założyć siatkę platynową, założyli mu ją bodajrze w Krk., ponadto jego twarz była tak zmasakrowana, że jako 4 letnia dziewczynka bałam się i mama musiała zakrywać twarz taty kartką... Później stracił przez chorobę pracę, jakiś czas przed trafieniem do szpitala.., chorba się nasiliła...pozdro dla ludzi, którzy napadają innych;))))) mam dp was ogromny szacuneczek;)) Jak się dowiedziałam od dziadka sam się do niego zgłosił.... Ale w sumie teraz nwm., bo stosunkowo nie dawno, borok temu dowiedziałam się, że miał wcześniej próbę samobujczą... W ten dzień co miał tą próbę, mówiono mi że to padaczka, ymn... Jednak ten dzień był tajemniczy, gdyż była kłótnia tata wybiegł poleciałam za nim... Rzucone klucze mi wręczył... I coś powiedział nie pamiętałam, co ale wiem że się gapiłam poleciałam na łóżko i płakałam,...ryczałam, nie pamiętałam co mi powiedział, ale pamiętam, że czułam i wiedziałam, że coś się stamie, ale te słowa nie były dla mnie zabardzo zrozumiane...wspomnienie się urywa nwm, co się później, stało do czasu kiedy mama powiedziała że tata zemdlał z powodu padaczki... Nwm, czy wyparłam te słowa, ale mama powiedziała, że tato powiedział" córeczko nie masz już tatusia", powiedziałam to podobno u psychologa, do którego poszłam z mamą, nwm czy byłam po próbie, czy po śmierci taty, ale chya 2 razy u pani i raz u pana z rodzeństwem, ale pani stwierdziła, że mi nic nie jest, a do pana chodziła poźniej mama. Mój tato miał również podejrzaną schizofrenię... Nie wiem od kiedy nie pamiętałam tych słów, tak jak nie wiem, kiedy dokładnie dowiedzialłam się, że nie żyje (wujek mi powiedział, pamiętam tylko, że podeszłam do okna zaczęłam, rozmyślać,płakać, nic więcej nie pamiętam). A co do pytań, które ogólnie wydają mi się absurdalne, czy to wpływa na psychikę, czy się zapomina, czy mniej boli.... To tak: napoczątku wiadomo jest najgorzej, mo gę po krótce powiedzieć jak było na początku, a to była masakra, teraz może jest trochę lepiej, na pozór rewelacja, moi znajomi, gdybym powiedziała im tą hisorię pewnie pomyśleliby, że to wymyśliłam, chcę zwrócić na siebie uwagę, załkiem prawdopodobne, ogólnie byłam aspołeczną osobą, zmagałam się z nadwagą, wracała nikła, wracała, ale od czasu gimnazjum utrzymuję wagę ( kiedy się stresuję, próbuję pić wodę)jak przygniata mnie smutek słucham piosenek, oczywiście smutnych;) prubuję sie gibać w rytm muzyki później już sobie tańczę, piszę w pamiętniku, wymy$lam sobie, że komuś opowiadam o problemach, a później stają się one tak mało realne, że okłamuje się, że to fikcja...Jest czasem tak, że znowu staję się bardziej aspołeczna, myśli i rozważania są coraz częstrze... Np zauważyłam, że co roku w jesień jeśli gdzieś chodzę to przestaję na ok. 3 miesiące, mniej wychodzę, jestem częściej zmęczona, mniej rozmawiam z osobami z klasy, a później coś odwalam, żeby naturalnie wejść w rozmowy z innymi, nie opowiadam o co chodzi, gdyż robiłam to w dość specyfczny sposób, a nie chcę, żeby ktoś się natknął i miał jakiekolwiek przypuszczenia, wracajac z podobną intensywnością jest ciężej wiosne... No i w lato i zimę też się zdarza, ale w lato nie rezygnuje z aktywnie apołecznego życia, w końcu to lato, nie.... Jest dużo wolnego czasu, a w zimę świę, i te moje wewnętrzne wspomnienia dawnych świąt i melancholia, ale wiadomo rodzinki się nie martwi;), zresztą u rodziny raczej się nie uaspołeczniałam,( nwm jak tosie piszea )raczej np. U braci ciotecznych było w jak najwięcej udawać, że to nie miało miejsca, teraz się śmiej, później będziesz płakać! Jak wrócisz od nich będzie wszystko po staremu, yamto to fikcja, sen.... zapomnij, że coś się stało organizuj tak czas, aby nie mieć czasu na uświadomienie sobie, że jest inaczej, że mama mówi że zab ja boli, gdy zauważysz, że placze.... Nie tego na teraz nie ma....chwila oderwania od rzeczywistości.... zgaduję, że jeździliśmy tam( mam młodsze rodzeństwo) aby mama nwm mogła popłakać dłuzej, mam tak samo w sumie nie lubie myć oczu przy kimś, wole udawać, że nie, co ty sobie myślisz nie zraniłeś mnie, mnie coś boli? Ty żartujesz. Wszystko gra, no zobacz tylko, ten tekst jest mało emocjonalny, a bardziej teoretyczny, rzeczowy... A jak mnie znasz w prawie każdej sytuacji nadal jestem miła, pomocna, uważasz mnie za optymistkę, no najwyżej realistkę, albo z czasem z mała domieszką pesymizmu, o zobacz dobrze się uczę;), nie no szczęściara do tego, czasem bardzo infantylna,( gdy wcześniej troszkę sobie smutałam)jednak nadal często jestem nieśmiała, czasem bałam się do kogoś podejść, a co jeśli teraz przeszkodzę im w rozmowie, hymn.... A teraz, czy by nie chcieli, abym sobie poszła... Tak to w te dni staję się troszkę aspołeczna, nie chcę przekazywać dalej mojego nasyroju;p, jestem miła, nie lubię ranić, bo nwm, w jakim stanie psychicznym znajduje się dana osoba, a jak czuję, że coś się dzieje, nwm jak pomóc, pocieszyć to się zadręczam i , że to jest chorę powinnam wiedzieć, a czuje się bezradna, tak bardzo chcę pomóc, a boje się, że zrobię coś nie tak, jestem zezłoszczona słyszą, że ktoś się zabił, a przy tym mu współczuję, moje emocję się mieszają, jestem zła na ludzi, którzy spowodowali, jego myśli oraz na jego samego czemu, ich słuchał, dlaczego sobie nie poradził, zdrugiej strony prubóję zrozumieć, ale obwiniam za egoizm, ale czy jak ja obwiniam teraz mojego tatę t o sama jestem egoistyczna?.... Mam mieszane do tego uczucia, które się bombarduja, przecież wiem, że bardzo bolała go głowa, jak cierpiał....ale przecież chciałabym mieć, tatę, mojego tatusia znowu, żeby mnie przytulił, powiedział coś do mnie wyraził swoje zdanie, znowu pokazał jak piękny jest ten świat i dlaczego warto czasem zwolnić, znać nazwy różnych ptaków, kwiatów, drzew, powiedzieć co się czuje w kupionym barszczu;p zjeść cipsy na obiad, to już chyba była choroba... Nie mam tego i i tych woelu rzeczy a pytania: Dlaczego się nie domyśliłaś co się dzieje? Jesteś winna! Czy Cię wogóle kochał? Dlaczego was zostawił jeśli odpowiedź brzmi tak? Nawet tata Cię nie kochał, który powinien uczyć miłości. Dlaczego nie domyśliłaś się po ostatniej rozmowie telefonicznej? Czy wogóle miałam się tego dowiedzieć? Nie umiem matematyki za bardzo, Ty ją tak lubiłeś, jestem beznadzieja.... Dlaczego mnie, nas opóściłeś? Wiesz wogóle jak to boli, ile czasu jestem uryczna? Jak bardzo boję się podejmować decyzji? Jak tęsknie? Ile godzin, a może miesięcy miesięcy przepłakałam? Jak często Cię wspominam? Jak często się obwiniam? Dlaczego tato? Wróć.... Jak często się boję kogoś zranić? Jak często obawiam się, że kogoś stracę? Dlaczego nie kochałeś mnie wystarczająco, żeby zostać? Czy tęsknisz za mną? Czy kiedyś Cię jeszcze tam zobaczę? Czy kiedy już mnie tu nie będzie trafię do Ciebie? Czy się mnie nie będziesz wstydził? Czy się mnie nie wyprzesz? Czy będziesz zadowolony z tego kim jestem? Tak często nie jestem za dobrą córką, ani siostrą, stwarzam mnóstwo problemów, często ranię, mówiłeś żebym się opiekowała mamąi ( imię rodzeñstwa), a czy nie byłoby lepiej, aby narodziło się inne dziecko, które mama poroniła, może chłopak, byłby wyższy i silniejszy... a może ogólnie lepszy, aja sobie słabo radzę, ukrywam płacz, ale nie zawsze mi to wychodzi... Nie wiem jak wygląda " poprawna" rodzina, czasem czuję dyskomfort gdy widzę dwójkę rodziców kolegi/koleżanki, przyglądam się i czasem nie lubię dlatego przebywać w czyimś domu... I tęsknie za tobą okropnie.....dlaczego nie wrócisz? Nie powiesz już dobrze.... Tylko we śnie mam zakrzywiony obraz... Żeby nikt z mojej rodziny tego nie przeglądał.... Nawet nie chce tego czytać od nowa, boję się, że mama zaraz tu wejdzie, a ja usmarkana;p, miało mi to trochę też pomóc, ale nwm, czy co kolwiek pomogło i nie według mnie ból nie przechodzi, tylko nawraca. Uczymy się choć trochę okiełznać łzy i samemu w samotności nawilżyć, oczy by łzy nie wypłynęły w najmniej oczekiwanym momencie...mogłabym pisać dalej, ale teraz nawet nwm czy ktoś doczyta to do końca... C. S.
A i teraz do tego forum chciałam dodać, że boję się, że ktoś, ze znajomych się dowie i powie innym, i ich spojrzeń, wzroku pełnego litości, że będą mnie traktować z litością, ja nawet rzadko wspominam, że nie żyje... I zawsze jak o tym komuś mówiłam(tylko, że nie żyje) to dowiadywałam się, że ta osoba o tym nie wie, nawet koleżanki z podstawówki, którym mowiłam to dopiero w gimnazjum.