jak poradzić sobie z tak trudną miłością? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » jak poradzić sobie z tak trudną miłością?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 5 ]

1

Temat: jak poradzić sobie z tak trudną miłością?

Obydwoje mamy po 19 lat.Byliśmy razem 2,5 roku,praktycznie całe liceum. Nie miałam wcześniej tak poważnego,długiego związku,On też nie. Mieliśmy za sobą raczej jakieś przelotne znajomości.Poczułam się więc wyjątkowa. Mówił, że nigdy nie miał tak poważnego związku, nigdy tak nie kochał,że nie wyobraża sobie życia beze mnie,nigdy tak w nikim się nie zakochał.Z pozoru wszystko było ok, chodziliśmy razem na imprezy,zwiedziliśmy nawet razem kawałek świata, zapoznawanie już z rodziną itd Głównie to on ciągnął mnie do swojej rodziny i do swoich przyjaciół. Jednak coś było nie tak.Mój facet raz, że nie potrzebował tak częstych spotkań jak ja. Ja mogłabym z nim spędzać każdą wolną chwilę.On natomiast miał zawsze tysiąc wymówek.Gdy nie widział mnie długo widać było, że się stęsknił i sam mi to mówił, ale na co dzień miał zawsze jakieś wymówki np:Że musi pobyć sam,że nie ma jak przyjechać,że w ostatniej chwili ktoś mu kazał coś zrobić,że umówił się z kolegami itd Gdy zapytałam,dlaczego tak jest,że ja chcę z nim spędzać jak najwięcej czasu,a jemu wystarcza tak mała ilość twierdził,że on potrzebuje dużo niezależności,przestrzeni i że za często się widzieć nie można,bo to niezdrowe i że możemy się sobą znudzić.Zastanawiałam się,jak osoba,która mnie kocha, może nie mieć ochoty mnie widzieć,tak bez powodu? On twierdził,że to dlatego,bo się kłóciliśmy,więc nie miał ochoty przyjeżdżać do mnie tylko po to, żeby znowu się pokłócić.Faktycznie czasem tak było,że była niefajna atmosfera i może lepiej wtedy się nie widzieć,ale czasami było wszystko okej, a on i tak nie miał ochoty przyjechać,bo np musiał pobyć sam. Strasznie unikał bliskości, nie umiał rozmawiać w 4 oczy.Ja zawsze chciałam omówić każdą kłótnię, bo według mnie jak się nie wyciągnie wniosków, to powtarza się te same błędy.A on zawsze mówił,że żeby już było normalnie,ale żebyśmy już o tym nie gadali,bo on nie umie,nie lubi poważnych rozmów, spraw.Wyznań w 4 oczy też raczej nie słyszałam, zdarzało się,ale wolał napisać w esemesie,byleby tylko nie stanąć twarzą w twarz.W ogóle będąc sam na sam ze mną po czasie widać było, że już chce wyjść, nie mogliśmy nawet jednego dnia spędzić sami, scenariusz wyglądał zazwyczaj tak, że ja się wkurzałam, że już musimy znowu wychodzić, pokłóciliśmy się, po czym i tak wychodziłam z nim do znajomych, gdzie on jakby nabierał życia, nagle tryskał energią, podchodził do mnie, stawał się miły, mówił, żebym już się nie gniewała,jak w ogóle inny człowiek.Dodam,że bardzo często i dużo chodziliśmy razem do znajomych,oddzielnie tez,ale czasami potrzebowałam go tylko dla siebie.Im ja więcej chciałam go widzieć, tym on mniej. Im ja więcej okazywałam mu uczucia, tym on mniej. Jak próbowałam mu coś tłumaczyć,co mi nie pasuje,żeby mi powiedział,co jemu nie pasuje, on nie chciał mówić.Często też na jakiekolwiek pytania dotyczące naszego związku reagował złością. Poza tym jakieś 7 razy w przeciągu związku przychodził nagle,zazwyczaj wtedy kiedy było wszystko ok i niczego się nie spodziewałam i mówił, że my to chyba raczej nie możemy być razem.Ja oczywiście zawsze reagowałam płaczem, tłumaczyłam.Po godzinie moich wypocin mówił :Kocham Cię za to, że tak się umiesz o mnie starać i walczyć do końca. Mam nadzieję, że teraz Ty mnie nie zostawisz za to, że ja chciałem zostawić Ciebie.To była dla mnie dla katorga.Zastanawiałam się, czy nie zmieni zdania do jutrzejszego dnia. Ja starałam się rozmawiać,raz się popłakał, że ma problem z bliskością i choć walczy z tym,to ciężko mu to przezwyciężyć.Byłam go wiecznie niepewna,więc zaczęłam się stawać nerwowa, kłótliwa, zazdrosna,starałam się kontrolować,chciałam podczytać w esemesach,czy może nie mówi komuś o uczuciach do mnie,bo po prostu nie wiedziałam co on czuje.Czułam się niedoceniana,niekochana,nieakceptowana. Zazwyczaj po takiej akcji z wątpliwościami stawał się czuły,starał się,mówił piękne słowa itd aż do kolejnego razu. Raz mnie zostawił, wrócił po 2 dniach.Mówił, że myślał, że potrzebna jest mu wolność, jednak już 2 dni beze mnie nie dają mu normalnie żyć. Nie muszę mówić, co przeżywałam. Po każdej kłótni opowiadał wszystko swoim znajomym i rodzinie najczęściej jaka to ja jestem zła,zazdrosna. Szkoda, ze nie mówił też o tym jak potrafię rzucić wszystko i jechać do niego, gdy on ma jakiś problem. To do mnie dzwonił płacząc mi w słuchawkę, gdy coś było w domu źle, to mi płakał w rękaw i ja go pocieszałam, płakałam z nim, bo nie mogłam patrzeć na jego łzy.To ja byłam przy nim w najgorszych chwilach. Natomiast uchodziłam za tą złą, bo kłóci się, krzyczy, zazdrosna o niego, podejrzliwa a on przecież nic nie robi.No właśnie NIC NIE ROBIŁ.Ja gadałam, on się nic nie odzywał, co doprowadzało mnie do szału.Na początku umiałam jeszcze mówić, co mi nie pasuje i sama pokazać mu, że też umiem się tak zachować jak on, co skutkowało, nie wiedział co mogę zrobić, czy nie odejdę przez jego zachowanie. Potem jednak widział już, że jestem w stanie wszystko mu wybaczyć, a ja reagowałam na jego zachowania tylko złością i wybuchami płaczu.Nie spodziewał się po mnie niczego był już wszystkiego pewien. Sam mi kiedyś powiedział, że wie, że jak ten związek się skończy kiedyś to to on będzie osobą kończącą. Bardzo liczyli się dla niego koledzy.Na imprezie np upił się, w dodatku zostawił mnie na jakieś 2 godziny przy stole nie patrząc nawet czy żyje, powiedział,że mam 5 minut na zrozumienie, że to moja wina, bo inaczej jest koniec naszego związku. Po tym się popłakał, że znowu robię mu awanturę, a jego koledzy przyszli do mnie mówiąc, że on znowu przeze mnie płacze. Na koniec imprezy wylądował jeszcze na pogotowiu, ale to już inna historia, i ja oczywiście byłam tam z nim, a koledzy, pojechali do domu nie pytając go nawet czy ma jak wrócić do domu i jak się czuje.Potem już często szafował słowem rozstanie. Kiedyś się go nie bałam, potem natychmiastowo milkłam słysząc to słowo a wtedy miałam wrażenie, że on nade mną góruje, napawa się moim płaszczeniem i strachem.Jednego dnia potrafił być miły, mówić piękne słówka, przytulać się, patrzył na każdą moją minę, czy nie jestem zła ,na drugi był dziwny, zimny,olewając. Jednego dnia miał ogromną ochotę na seks, drugiego nawet jak byliśmy razem sami w domu w łóżku potrafił się odwrócić i zasnąć. Potem mnie za to przepraszał, że ma nadzieję, że go przez to nie zostawię, ale czasem tak ma taką blokadę i nie zawsze chce. Ja przez to czułam się nieatrakcyjna, bo myślałam czasem, że nie pociągam własnego faceta jednocześnie znajdując na komputerze nagie zdjęcia dziewczyn, filmy.A ja sama robiłam co mogłam, pół liceum za mną biegało, a ja byłam zapatrzona tylko w niego. Mogłam czasem przyjść naga, a jego zupełnie by to nie ruszyło. Był bardzo ambiwalentny. Każdy wyraz jego mniejszego entuzjazmu wywoływał we mnie strach, złośc, robiłam klotnie, bo od razu myslalam, ze pewnie znowu mysli, zeby odejsc, poprzednie sytuacje, wywolywaly juz u mnie skojarzenia, niemile doswiadczenia i obawialam sie kolejnych.Wiec zadawalam mu mnostwo pytan, czy jest zly, czy cos nie mysli zle, czy cos sie stalo, na co reagowal zloscia.Ja jeszcze gorzej tym zdołowana, bo nadal nie wiedzialam o co chodzi i czemu tak szorstko mnie traktuje, sprawdzalam np w jego telefonie, czy komus nie mowil jaki jest powod. Nie powinnam, ale bylam wiecznie go niepewna. On reagowal na to zloscia, a kazdy widzial tylko to, ze sprawdzam mu telefon, nie widzial nikt przyczyny tego. Poza tym na poczatku zwiazku odkrylam jak pisal z pewna dziewczyna nie po kolezensku i od tamtej pory, mialam dziwne podejrzenia. W końcu zerwał ze mną, mówiąc, że to ja jestem zazdrosna, zaborcza, kłótliwa, zwalił całą winę na mnie, a poza tym on musi się bawić, chce być niezależny, to za wcześnie, za poważnie, jest za młody, ja już chciałam mieszkać z nim itd, dla niego to za dużo, nie umie być tak z jedną do końca życia itd.Strasznie się obwiniałam po tym rozstaniu, widziałam tylko swoje wady, chciałam mu pokazać się z innej strony. Nigdy nie mogłam zrozumieć kobiet, biegających za facetami, a teraz sama się tak zachowywałam.Widząc jak irracjonalnie się zachowuje robiłam to dalej.Wysłałam mu nawet prezent na święta, dzwoniłam po alkoholu gadając głupoty, wysyłałam esemesy, prosząc o szansę.Twierdził, że mnie kocha, ale niestety nie może ze mną być i tyle. Olewał to, wychodziłam z siebie i nic. Poza tym prawie 3 lata spędzałam czas z jego znajomymi, którzy w końcu stali się moimi przyjaciółmi.Nie muszę mówić, że wraz z utratą chłopaka mam ograniczony kontakt z ludźmi, z którymi kiedyś spędzałam czas na co dzień. Po rozstaniu najpierw było dużo złości, niemiłych słów, ale potem obwiniania się, przepraszania, proszenia, nadziei , w końcu się spotkaliśmy, jakieś 3 razy na imprezach, na każdym z takich spotkań lądowaliśmy w łóżku, on pytał czy kogoś mam, jak wychodziłam rozmawiać przez telefon pytał z kim, czy to jakiś facet, żebym mu pokazała.Mieliśmy po tym poważną rozmowę. Twierdził, że gdyby nie uczucie to nie lądowalibysmy w lozku, bo on by nie mogl tak bez uczucia, ale ze byc nie moze ze mna narazie, bo jest zbyt niedojrzały, nie potrafi mi dać tego co ja chce, nie potrafi jeszcze tak poważnie się zaangażować, że chciałabym,żeby ktoś mnie tak pokochał,jak on ,ale niestety teraz nie może nic mi dać. Że jak to to, to i tak się znajdziemy, że on teraz nie umie nic zrobić z tym. Że to nie jest tak, że jak nie pokazuje, że tego nie przeżywa to tak musi być, bo też go to boli.Że nie umie być ani ze mną, ani z żadną inną, bo póki co nie nadaje się do związku.Codziennie ze sobą piszemy, rozmawiamy, dzwonimy do siebie, pomagamy sobie.To mnie wykańcza,a jednoczesnie nie umiem tego skonczyc. Nie umialam tego skonczyc ja bylismy razem, nie umiem i teraz.jak z nim bylam godzilam sie na wszystko ,aby tylko byl.Choć z wybuchami ostrej złości, bo czasem już nie wytrzymywałam a teraz jak go nie ma czuje się jeszcze gorzej. Co o tym myslicie? Czy osoba ktora kocha pozwala, zeby druga tak cierpiala bez niego? Widzial jak mnie to boli Jak się staram widzial nieraz moj płacz.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: jak poradzić sobie z tak trudną miłością?

Przepraszam, że tak długo, ale musiałam to wszystko z siebie wyrzucić.

3

Odp: jak poradzić sobie z tak trudną miłością?

Witaj:) byłam w podobnej sytuacji, dlatego mniej więcej wiem co czujesz. Oboje jestescie młodzi, zagubieni. Ale pamiętaj,że związek tworzą 2 osoby a nie tylko jedna. Wiem, że takie jego zachowanie dość mocno Cię boli i jeszcze pewnie będzie boleć. Ale chłopak wyrażnie jest niedorzały. Wiedz,że słowa to tylko słowa i te jego piękne słowka raz na jakiś czas nie zawsze muszą byc prawdą. I faceci niestety również bawią się w dziwne gierki. Ale musisz też zacząc myslec o sobie- o tym czego Ty chcesz i jakich sytuacjach Ty czujesz się szczęsliwa. Ty wyrażnie potrzebujesz więcej uwagi ,bliskosci , spotkań. On nie może Ci tego teraz dać- ale jak nie teraz to kiedy? Nie daj sobą manipulować, bo nigdy nie bedziesz szczęsliwa w tym związku. Moze facet potrzebuję teraz mocnego kopa w dupę by się ogarnął i choc trochę zmienił swoje zachowanie wobec Ciebie? I najlepiej nie wchodz z nim w relacje łózkowe gdy nie jestescie razem, bo to też dobrze nie wrózy. Skoro kocha to dlaczego tak rani? Miałam podobną sytuację. Widzisz, on widzi że cierpisz ale nadal Cię rani. Myślę, że powinnaś mu dać narazie czas, urwać nagle kontakt i może wkoncu coś się w nim poruszy i moze doceni. A jeśli nie no to cóz- widocznie nie był Ciebie wart i wtedy będziesz musiała spróbować ochłodzić swe uczucia do niego i zapomnieć.

4

Odp: jak poradzić sobie z tak trudną miłością?

Trudna miłość to jest dwóch gejów z hemoroidami, a nie problemy z rozstaniem...

Posty [ 5 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » jak poradzić sobie z tak trudną miłością?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024