Trudno jest mi pisać, o własnym życiu.. ale może jakaś podpowiedź mi je uratuje.. pomoże mi... jestem na skraju załamania.. Ja mam 21 lat żona 24, mamy synka 1,5roku spotykaliśmy się przed małżeństwem, ale dzięki dziecku wzieliśmy ślub zamieszkaliśmy razem, wszystko układało się dobrze jak w bajce... mieszkamy w swoim mieszkaniu ja pracuję, żona się uczy, zawsze żone wspierałem, byłem na porodzie pomagałem we wszystkim, chcę by była szczęśliwa. Nagle zaczeła mówić że potrzebuje czasu bo boryka się ze sobą i żeby ją nie przytulać nie całować nic nie mówić, zaczołem się dopytywać.. co jest powodem odparła że nie jest pewna swoich uczuć, zaczołem drążyć temat była bardzo zła wkoncu powiedziała że rozmawia ze swoim eks bylym który jest w londynie który ma dziecko żone i którego kocha i który ją też kocha. Zrozumiałem że jestem balastem, nieś pię i ciągle chce mi się płakać jak dziecku... jestem żałosny....niewiem co robić.. niewiem jak z nią rozmawiąć, chce ją przytulić pocałować....... powiedzieć jak bardzo jest mi bliska.. jak bardzo ją kocham ale widze że ją to denerwuje odpycha mnie.. co mam zrobić, nie mogę czekać na to że sobie poukłada wszystko.. bo ja do tego casu zwariuje albo się powiesze.. jak można żyć ze swiadomośćią ze nie jest się kochanym a osoba z którą mieszkam dla której żyję od 3 lat nic do mnie nie czuje... może to koszmar i wkoncu się obudzę...co mam robić pomocy..
http://www.netkobiety.pl/t64497.html
Witaj,
Twoja sytuacja jest bardzo trudna i bardzo Ci współczuję. Nie ma chyba nic gorszego i nic bardziej nie boli niż nieodwzajemniona miłość, tym bardziej, jeśli chodzi o własną żonę.
Niestety trudno jest mi coś Ci doradzić, bo żadnego gotowego lekarstwa na taki stan rzeczy nie ma. Staraj się przede wszystkim nie zaogniać sytuacji. Jeśli stwierdziła, że potrzebuje czasu, aby sobie wszystko w głowie poukładać to może faktycznie tak jest. Może właśnie czas zagra tu na Twoją i Waszą korzyść. Musisz to jakoś przeczekać i mimo wszystko być dla niej oparciem. W tej sytuacji nie ma nic gorszego niż niepotrzebne wdawanie się w kłótnie, bo musisz pamiętać, że często nie da się cofnąć raz wypowiedzianych słów. Musicie oboje mieć również na uwadze dobro waszego dziecka. Co prawda ma dopiero 1,5 roku, ale nawet tak małe dziecko chłonie domową atmosferę i może się to w jakiś sposób odbić w przyszłości na jego rozwoju emocjonalnym.
Mam też do Ciebie wielką prośbę. Nie nazywaj siebie balastem. Nie jesteś żadnym balastem. Jesteś kochającym mężem troszczącym się o swoją rodzinę, której dobro stawiasz na pierwszym miejscu. To nie w Tobie jest problem, ale w Twojej żonie, która przeżywa, miejmy nadzieję, krótkotrwały kryzys.
Daj jej proszę trochę czasu. Nie podejmuj wiadomego tematu, a swoim zachowaniem pokazuj jak tylko możesz, że nadal, mimo wszystko zależy Ci na niej i na Waszej rodzinie. Trzymaj emocje na wodzy. Bądź silny.
Pozdrawiam
A.
mimo wszystko być dla niej oparciem.
Trudno o głupszą rade.
Kolejny naiwniak, który się nabiera na ''potrzebuje czasu'', ''musi przemyśleć''
Ona już ma wszystko przemyślane, niczego nie potrzebuje.Teraz sobie pogrywa żeby mężusia trzymać na dystans i zwodzić jak najdłużej, bo mężuś będzie sobie roił ze jej się odmieni i w związku z tym skakał kolo niej na dwóch łapkach.
Takim zachowaniem zapracujesz tylko na jej pogardę- i słusznie.
Szorstka uprzejmość i zajęcie się sobą to jedyna opcja.
Szorstka uprzejmość i zajęcie się sobą to jedyna opcja.
Tak postąpiłby gbur, a mówimy o człowieku, który kocha swoją żonę i zależy mu na rodzinie.
W związku, w małżeństwie czasami tak bywa, że jedna strona zbłądzi, zatraci się w sobie i przestanie dostrzegać i doceniać to, co jest dla niej najważniejsze. Czasami zatraci się tak bardzo, że nie ma już dla niej ratunku i wtedy należy pozwolić jej odejść. Ale najczęściej przejrzy na oczy, otrząśnie się i zrozumie, że to co ma jest lepsze od tego, co mieć by chciała, że to tylko mrzonki. Nie można w takie sytuacji odwracać się od tej osoby, nie można pokazać, że przestało nam zależeć, nie można zrobić niczego, co moglibyśmy sobie później zarzucać.
Pozdrawiam
A.
niezależnie od poziomu naszej miłości do tej drugiej osoby
zasługujemy - zwyczajnie i po ludzku na nasza godność, szacunek i traktowanie powaznie
w takiej sytuacji, jesli ona deklaruje miłośc do byłego - to niech do niego odejdzie
niech jedzie i zamieszka w pobliżu jego zony i dziecka. może nawet z nimi
ale nie jestes jej karta kredytową, wspóllokatorem i człowiekiem od zaspokajania jej potrzeb bytowych
]
czemu nie odchodzi?
bo jej tak wygodnie
niech wybiera
poczytaj wątek Monii... rok czekała, ąz mąż się zdecyduje, w końcu wyszedł
Zajmij się sobą.
Zajmij się dzieckiem.
Nie żebrze się o miłośc.
Żona odsunęła się od Ciebie, ba nawet powiedziała że jest ktoś trzeci.
Zdrada emocjonalna.
Czy tylko... przygotuj się, że nie koniecznie.
Wygląda na przygotowywaną akcję.
Masz dziecko, dla niego warto żyć, warto się poświęcać, warto dbać.
Zadbaj o nie.
Tak jak pisze Pitagoras, odsuń się, zajmij się sobą, swoimi zainteresowaniami.
Nie można kochać za dwoje.
Masz wpływ to tylko na swoją zmianę.
Pomyśl o dowodach.
Pamiętaj, że zdrada emocjonalna też jest powodem do rzeczenia winy.
Za niedługo żona może zagrać o całą pulę, łącznie z dzieckiem.
Przykro, smutno, ale nie masz teraz czasu na użalanie się nad sobą.
Za dużo możesz stracić.
Inna sprawa, to realność ich związku.
Być może facio chce mieć tylko "odskocznię" na czas wizyt w Polsce.
Rozwód + alimenty w UK drogo by kosztowały.
Stać go na taki "luksus" ?
Dziękuję wszystkim za rady być może dobre albo złe. Życie wszystko sprostuje..
Nie umiem być szorstki do kogoś kogo kocham, nie umiem zająć się sobą.. Najbardziej martwi mnie maluszek jak mało kto wyczuwa że coś jest nie tak, wczoraj nie dało się ułożyć skarba do łóżka cały czas był zdenerwowany..
Każda próba podjęcia rozmowy kończy się na nerwach ? przecież już ci mówiłam? pytam się ?ale co mówiłaś? ?wyjaśnij co jest nie tak żyjemy już 3 lata razem, kochamy się, dogadujemy, mam prawo wiedzieć co jest grane, mamy kochanego synka? ?potrzebuje czasu?. I tego nie jestem w stanie przetrawić, czasu na co? A co ja mam ze sobą zrobić?, czuje jak by ktoś wyjął duszę i przytwierdził ją obuchem? jak mam obok kłaść się spać, jeść, rozmawiać, bawić się z synkiem?. Ciągle czuje ucisk na klatce jak by mi ktoś zaciskał tlen.. nie wiem jak tkwić dalej w martwym punkcie.... nie rozumiem co się dzieje, po co było brać ślub mieszkać ze sobą?może to jakiś kryzys?a może to wszystko mi się śni...
Bądź sobą. Teraz jesteś w szoku, załamany.
Tracisz możliwość trzeźwego spojrzenia, zdecydowanego działania.
Jęsli czujesz że nie potrafisz zapanować nad emocjami, ze sytuacja wymyka Ci się z rąk - poszukaj pomocy psychologa.
Cóż Ci poradzić...wiesz to paradoksalne, ale w życie często kiedy przestaje nam na czymś zależeć, przestajemy zabiegać o to - to właśnie wtedy to otrzymujemy.
Każda próba podjęcia rozmowy kończy się na nerwach ? przecież już ci mówiłam? pytam się ?ale co mówiłaś?
Bo skoro wszystko jasne, to nie ma o czym gadać.
Tak jak napisał Secondo- nie zebrze się o miłość.Tym tylko ja od siebie odpychasz. Wzbudzasz pogardę.
Ona po Tobie skacze, ma Cie gdzieś; a Ty się płaszczysz przed nią?
Trochę godności. Z tym użalaniem się nad sobą tez dyskretniej.