Cześć jestem w totalnej kropce.Nasze małżeństwo nigdy nie było sielanką.Jednak pomimo wielu kłótni trwaliśmy przy sobie i kochaliśmy się- mamy dwójkę małych jeszcze dzieci.Ponad rok temu mąż oświadczył mi że nie chce już być z mną i zmienił się bardzo jego stosunek do mnie. Stal się zimny, nieczuły i trzymał mnie na dystans. Dla otoczenie udawaliśmy że nic się nie dzieje tkwiliśmy w tym dalej. Spędzaliśmy razem czas ,wychodziliśmy z dziećmi nawet wyjeżdżaliśmy. Chciałam wierzyć że jeszcze nam się ułoży i zbliżymy się do siebie.Niestety ja już mam tego dosyć .Przez tą sytuację stałam się nerwowa i agresywna, odbija się to na dzieciach i atmosferze w domu.Podczas ostatniej kłótni wrócił temat rozwodu i powiedziłam mu żeby się wyprowadził.Czy powinnam go zatrzymać czy jego ew. wyprowadzka to dla nas ostatnia szansa?
może to jedyne rozwiązanie po co ty masz się męczyć i udawać że jest ok. jak twój mąż się wyprowadzi to może zrozumie co traci i co chce zostawić i jednak wrócić żeby zacząć jeszcze raz a może przyczyna jest inna może kogoś ma
Tez uważam,ze może takie roztanie pozwoli wam z boku na to wszystko spojrzeć.
Nic na sile,jesli on nie doceni Tego co ma, to musisz wziasc to na klate i postarać się ulozyc sobie zycie bez niego.
Wiem,ze ciężko będzie ale po co macie udawac,ze wszystko jest ok,jak Tak naprawdę nie możecie na siebie patrzeć.
Nie którzy maja szczęście i poznawaja na swojej drodze Tego jedynego a inne musza wiele pocierpieć by trafic na Tego właściwego :-/
Zaproponuj mu, pójście na terapie dla par, jeśli nie po to żeby się pogodzić to po to żeby się rozstać pokojowo.
Macie małe dzieci, więc twoim nadrzędnym celem powinno zachowanie pozytywnych relacji z mężem, nawet jak się rozstaniecie.
Ja bym go poprosiła o to, tłumacząc , że jeśli podtrzyma swoją decyzję o rozstaniu to to uszanujesz.
Wytłumacz mu, że w związku z tym , iż macie dzieci chciałabyś mieć poczucie, że zrobiłaś wszystko co możliwe ,żeby uratować rodzinę, zanim się poddasz.
Terapia nic nie da-jak nie ma miłości to nic na siłę. Moja córka ma 24 lat i już po rozwodzie 2 lata. Nie kochała go i psycholog nic nie wskórał, wysyłałam ich do poradni i co z tego jak ona go nie kochała i wprost to mówiła a on płakał, bo szkoda mi go było. Ale moje dziecko jest dla mnie najważniejsze i serce mi pękało jak na nią patrzyłam . jak on wracał z pracy to ona wychodziła z pokoju i siedziała w moim. Widziałam że się męczy i jest zamknięta w sobie on był okropnie zazdrosny, zaborczy, i psychicznie ją wykończał, niby się starał ale zaraz psuł wszystko.KŁAMAŁ, to zn wymyślał niestworzone rzeczy, to był koszmar. wygoniła go po 2 miesiącach po ślubie cywilny tylko mieli na szczęście. Wtedy stał się cud moja córka zakwitła i zaczęła normalnie cieszyć się życiem a była w ciąży i martwiłam sie o dziecko bo to ja dziś piszę to kropla w morzu ile ona nerwów miała.Rozwód dostała na 3ciej sprawie. Malutka urodziła SIĘ ZDROWA ale jest bardzo nerwowa i do roczku musieliśmy dawać jej meliskę. Więc naprawdę nie warto być z człowiekiem który nie kocha- a pani co będzie się ciągle poniżać,dogadzać i łudzić się? Proszę mi wierzyć -nie warto bo on nie zauważy pani starań, A co będzie za parę lat? Jeśli początki związku są złe to potem będzie jeszcze gorzej. Jest pani młoda I życie przed panią, Grunt to nie dać sobą pomiatać i mieć swój honor.
Dzięki dziewczyny.Moj maz z domu nie zamierza się wyprowadzać.Tydzien jakos zlatuje cieżko jest w weekendy.Dzisiaj coś we mnie pękło i powiedziałam mu żeby się zadeklarował w któras stronę.Ja tego stanu zawieszenia nie mogę dłużej znieść tym bardziej ze zależy mi na nim i chciałabym żebyśmy znowu byli normalna rodzina.A on nie wie -ile można nie wiedzieć rok, dwa.co ja mam z nim zrobić, mowię mu żebyśmy wszystko zaczęli od początku a on nie wie i nie wie.Do czego to doprowadzi