Moja historia.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1 Ostatnio edytowany przez Stille (2014-01-25 13:30:34)

Temat: Moja historia....

Wlasciwie to jestem sama...Sama wciaz ze wszystkim, od dlugiego czasu...Sama...
Wyjechalam za granice 11 lat temu do niego, rozkochal mnie a ja nie zwracalam uwagi na wiele rzeczy...Milosc. Rozstal sie z zona. Winil ja, zostawil dziecko. A ja nie widzialam wielu rzeczy z zaslepienia.Obiecywal wycieczki, mowil o wspolnym zyciu, o starosci...Milosc? Zaczelam sprzatac za granica, on wciaz staral sie rozkrecac interesy. Wciaz nowe i nowe. Nasze pieniadze szly na te interesy i wciaz ich nie mielismy. Naklanialam go do kontaktow z synem. Mial wtedy 4 lata. Mowilam: Odpowiedz bylej zonie, kiedy pisala, ze ma problemy z dzieckiem i sobie nie radzi...Zlosc...Ale wciaz podejmowalam proby...Chcielismy miec dzieci. On mowil, ze zaadoptujemy jakies Chinskie dziecko. Smialismy sie z tego. Probowalismy dwa razy. Zaszlam w ciaze. Wzielismy slub. To bylo po tzrech latach. Musialam siebie pilnowac. Mam cukrzyce insulinozalezna od prawie 30 lat, astme, mialam nadcisnienie. przestalam sprzatac, zajelam sie domem, pomoca mezowi w papierach, dokumentach. Wsparciem. Kladl sie na podloge i nie mogl z niej podniesc, nie chodzil do pracy po kilka dni, wciaz zaczynal jakis nowy interes zycia...Bylam. Zawsze bylam. Glaskalam go po glowie, tulilam bo mnie prosil.Bo chcial. Bylam jak inni, ktorych od siebie odpychal-odchodzili... Zaczelam zauwazac, ze to co mowil o zonie, to nieprawda...Zle traktowal ludzi. Odsunal mnie od siostry. Z nia i jej mezem tez mial zle stosunki. Winil wszystkich o wszystko. Na poczatku kazdy byl nim zauroczony. Malomowny, madry, z lekkim usmiechem, lekko zagubiony. Wydawal sie taki dobry, pomocny. Chcial, zeby inni robili to co chcial, to co wymyslil w glowie. Dokladnie to, co chcial. Wymyslal rzeczy, slowa, fakty, ktore nie mialy miejsca. Potem bez zalu wyrzucal ludzi, mieszal ich z blotem...Bylam. Zajmowalam sie synkiem, domem, nim...Za malo, wciaz za malo...Lekarze moi, dziecka, zakupy, dom, ja, on, pomoc w jego papierach...To bylo moje zycie. Za malo. Robilam mu kanapki z liscikami...narzekal, ze cos mu z nich wystaje. Przestalam. Narzekal, ze przestalam. Zmienialismy mieszkania kilka razy, zawsze poklocil sie na koniec z wlascicielami. Zawsze! Bylam. Zaczelam zauwazac coraz wiecej a przede wszystkim to, ze jestem sama. Sama choc z nim. Zaczelam czytac o kobietach ktore kochaja za bardzo. Jestem DDA. Chcialam bardzo isc na terapie. Czytalam, czytalam, czytalam. Seks?! On byl najwazniejszy-moj maz! Pewnie dopiero po kilku latach doswiadczylam co to orgazm. Doswiadczylam, bo zaczelam walczyc o Siebie. O to co ja lubie, czego chce. Nie podobalo sie jemu. Slyszalam, juz nie robisz tego, tamtego....Pytalam a kiedy robilam doceniales to? Nie istnialo slowo dziekuje, przepraszam, prosze...Nie w jego jezyku. To wszystko sie nalezalo. Mowilam: Przytul mnie... Slyszalam: Nie jestem robotem, nie bedziesz mi mowic co mam robic...Wciaz zylam nadzieja...Na to co bylo, na chwile, dobre chwiel, ktore lapalam jak cenne okruszki... Inni widzieli, nie ja... Jego rodzina? Zimna, zamknieta. Czworka dzieci, kazde odeszlo z duzego domu na wsi. Zostali tam tylko rodzice. Rzadko utzrymuja ze soba kontakty a nawet bardzo rzadko...Kolejne mieszkanie, kolejna firma, kolejne dlugi, kolejni ludzie, ktorzy odeszli....Ja wciaz trwam. Mowie, ze kocham, przytulam, staram sie. Robie wszystko w domu. Nie mam czasu dla siebie. Zalatwilam przedszkole dla synka. Wozilam go 7 km w jedna strone, pozniej do biura pomoc mezowi,na poczte, po synka, zakupy, dom, w weekendy polska szkola dla synka. Wyjscia na plac zabaw, lekarze, dom, praca...Syn zaczal miec problemy, ja coraz bardziej sie balam, ze zainteresuja sie nasza rodzina. Bylismy wzywani na rozmowy, ze przeszkadza i sie nie slucha. Nic wielkiego ale sie balam, bo to takie panstwo ingerujace we wszystko. Wszystkiemu bylam winna ja! Bo ja nie umiem wychowac dziecka! Ustalenia, ze cos zrobimy, ustalenia meza, ze niedziela bedzie rodzinnym dniem byly wazne tylko tej konkretnej niedzieli. Pozniej zawsze bylo cos wazniejszego i ja bylam winna, ja.
To wstep...reszte napisze pozniej. Jestem w rozsypce, bo....maz powiedzial, ze to koniec, ze jestem niezrownowazona emocjonalnie poniewaz...zadzwonilam do kobiety, z ktora ma romans? I ze nie ma do mnie szacunku, bo ta kobiete wmieszalam...Rozmowa z kobieta: Kim Pani jest? A kim Pani? ja jestem zona a maz wydal na smsy do Pani 100 zl. napisal 300 smsow. Kim jest Pani? Jestem przyjaciolka z liceum. Pomiedzy nami nic nie ma. Zaczelismy pisac na Facebooku. Ja mam szczesliwa rodzine, meza, dzieci. Ja sie w nic nie mieszam. Pisal mi takie smsy, ktore powinien pisac Pani, mowilam, zeby przestal! Czy Pani maz akceptuje to, ze wysyla Pani kilkadziesiat smsow do mezczyzny? To nie Pani sprawa? Czy tak rozumie Pani szczesliwe malzenstwo? Pozniej zyczylam jej jak najgorzej.... Ja jestem winna! Ja! On szukal...Napisal, ze pisze nawet z dwiema kobietami. Zero poczucia winy. Te dwie kobiety uswiadomily mu jaki jest nieszczesliwy...Dwie kobiety z ktorymi pisze od dwoch miesiecy...Straszy mnie, ze nie da mi pieniedzy, ze stracil do mnie szacunek, ze skrzywdzilam niewinna kobiete...
Rozsypuje sie...Chodze na psychoterapie...Jestem sama, sama, sama....
Cd historii....
Coraz wieksze dlugi, coraz wieksze pretensje do mnie, ze nie popieram zalozenia holdingu, coraz szersze plany, kilka samochodow, pracownicy, ktorzy byli zwalniani, bo cos tam...Zawsze z ich winy, problemy z wyplatami wynagrodzen na czas zawsze z winy pracownikow. Maz najlepiej wszystko robil sam! Wszyscy winni, nie on. Moja praca dla niego, bo bylam mu potzrebna. Teksty, ze jestem najwazniejsza i ze od teraz bedzie sie mnie sluchal. Teksty ze mi nie wierzy, na zmiane, z opowiesciami o wszystkim, zwierzeniami, telefonami wielokrotnie w ciagu dnia, rozmowami w nocy, w dzien...By znowu uslyszec....ze mi nie wierzy. Sluchanie, ze jestem nieracjonalna, ze mam myslec, ze nie umiem myslec racjonalnie. Na przemian z mowieniem, ze tylko ja umiem myslec racjonalnie i ze sie mnie bedzie sluchal... Mowienie, ze mam wiecej znajomych na Nk i ze on tez tak chce...Mam, bo mam az  ...okolo 70... zazdrosc o cos co bylo wyimaginowane, o jakiegos kolege ktory byl na poczatku naszego zwiazku, zazdrosc ze sie maluje do lekarza...A malowalam sie codziennie...Ale wtedy akurat to widzial!Pytanie sie: Kto dzwoni, co napisal? Siedzenie podczas rozmow na Skype z mama, z siostra, czytanie. Nie przeszkadzalo mi to. Nie chowalam i nie ukrywalam niczego. On zreszta tez. Mowil, odpisz temu, tamtemu, zobacz, kto dzwoni...?
Ogromne dlugi, jego przyjaciel odszedl, bo go od siebie odepchnal i na koniec podeptal... Bylam z nim! Zawsze bylam! Sluchalam, pocieszalam i mowilam swoje zdanie. Zdanie odmienne od jego zdania! Zle, bardzo zle! Zla reakcja i jego zlosc na moje odmienne zdanie. Powinnam mowic jak dobrze zrobil...Wszystko moja wina! Nie wspieram go!
Zalozyl firme w Polsce, bylam przeciwna. Zle, bardzo zle. Zadnego zysku, kilkadzeisiat tysiecy strat. On wszystko wie, wszystko wie jak zrobic....tylko ja! Ja mu przeszkadzam...
Zycie przede mna bylo podobne, praca i dlugi. Z poprezednia zona praca i dlugi.... ale niewazne, to ja, to moja wina, ze sie mu nie udaje! Probowalam znalezc prace, nawet mialam szanse ale prosby, ze jestem mu potzrebna, ze ma inne sprawy, ze sobie nie poradzi a dla mnie ta praca jest lepsza, bo mam slabe zdrowie...Zostalam...
Musielismy wybrac. Ja sie coraz bardziej balam o syna, maz nie chcial nic robic aby to zmienic. W firmie szlo zle, prezes mial gdzies jej prowadzenie. Zdecydowalismy, bardziej ja, ze wracam. Syn pojdzie do szkoly a ja zajme sie firma. Wynajelismy mieszkanie, bo z mojej winy nic nie mielismy i z mojej winy maz ma  dlugi alimentacyjne wobec pierwszego syna...
Wiec syn poszedl do szkoly, ja zajelam sie firma...Od sierpnia zeszlego roku. My w Polsce, maz tam. Teraz znowu bylam sama juz fizycznie. Telefony, rozmowy na skype, przyjazdy, wyjazdy ja tam, on tu...
Poszedl na Skype do poradni psychologicznej, zeby sobie bardziej radzic z praca... Po kazdej rozmowie z psycholog, slyszalam psycholog to, psycholog tamto...Mowil jedno, po rozmowie z nia zmienial zdanie. Doszlo do tego, ze ma sie ode mnie odsunac, bo to ja jestem winna, ze sobie nie radzi. Lubil jakas ksiazke, po rozmowie z psycholog stwierdzal, ze to schematy. Psycholog wie w jakiej ja jestem terapii chociaz moja terapeutka zlapala sie za glowe, kiedy to uslyszala. Ja mam certyfikowana psychoterapeutke. On psycholog z ambicjami, ktora wszystko wie...
W listopadzie sms...."Nie chce z Toba kontaktu" tak po prostu...dwa tygodnie po tym jak tu byl, mowil, ze mnie kocha i pzredluzyl pobyt... Tak po prostu. Probowalam. Pisalam, mile rzeczy, ze sie martwie, ze nie wiem co sie stalo, ze pewnie jest mu ciezko... Jestem falszywa, psycholog mu mowi co bede robic, jestem manipulantka itd...
Brak zyczen na urodziny, brak zainteresowania synem. Fascynacja facebookiem. Tylko tam moglam do niego cokolwiek napisac, tylko tam mi odpowiadal. Usunal mnie z facebooka, pozmienial hasla do roznych kont, ukryl znajomych. Przyjechal na Swieta. Pozwalal sie dotykac, glaskal mnie po wlosach. Myslalam, ze tak bardzo sie zamknal, ze tak mu ciezko. Mnie bylo cholernie ale wciaz myslalam o nim...a on o mnie....?
Wiedzialam co lubi. Zawsze staralam sie zrobic mu przezent, ktory chcialby dostac. Sluchalam...i kupowalam cos co lubi, co go zaskakiwalo. Niestety nie mialo to znaczenia. Tym razem pewnie tez, chociaz przez chwile sie ucieszyl...
Wyjechal przed Sylwestrem...Mowil, ze spedzi go w samotnosci. Wzial karte telefoniczna z internetem. dziwilam sie, po co mu karta. Mowil, ze jak przyjezdza do Polski chce jej uzywac. Dziwilam sie, przeciez przyjezdzal do domu. Mogl ja wziac. Cos mna drgnelo...Mowil, ze moze mi wyslac zdjecie jak siedzi sam na Sylwestra. Mowilam, ze mu wierze....Staralam sie opowiadac co u nas, slyszalam, to Twoja sprawa, ja mam swoje! Zajmij sie swoim zyciem! Nie obchodzi mnie to!
Po Nowym Roku mialam dosc! Napisalam, ze to koniec, ze mam dosc braku rozmow, ciepla, czulosci. Braku kontaktu. Ze zostawil nas bez powodu...Napisal, ze nie bedzie sie o nic staral, ze widzi jaka jestem, ze te rozmowy z psycholog duzo mu daly, ze sie zmienia i to ja mam problem, nie on! Ze on ma uczucia i mysli a ja nie mysle, ze mam zmienic terapeutke, skoro moja mi nie udziela rad...
Przyjechal samochodem. Po Swietach oddalam samochod do naprawy. Przylecial po dwoch tygodniach po jego odbior. Pozwalal sie dotykac i mowil, ze on niczego nie jest pewien...
Wyjechal nastepnego dnia. Kontakty z jego strony tylko sluzbowe i w sposob sluzbowy. Pisalam smsy. Milego dnia kochanie, dobranoc Najdrozszy! Po jakims czasie od niego: Przestan pisac te smsy!
Przestalam...
Wczoraj sprawdzilam wydruk z tamtej karty. 300 smsow w czasie kiedy byl tu na Swieta i w styczniu do tego samego numeru...
Po to mu ta karta, po to mu facebook. Ta szczesliwa w malzenstwie kobieta i jeszcze inna. Bo napisal, ze pisal z dwoma, mu uswiadomily, ze mnie nie kocha, no i psycholog, ktora ma na wszystko rady! Dwa miesiace pisania daly mu wiecej niz zycie ze mna, niz doswiadczenie calego zycia i zwiazkow z roznymi osobami, z ludzmi...
Zloscil sie, kiedy radzilam sie siostry, zwierzalam. Zamiast rozmawiac ze mna, wybral obce osoby...To ja bylam winna. Namawialam go na terapie. Terapie bo ma traumatyczne doswiadczenia o ktorych wiem tylko ja. Nie ma terapii, sa rozmowy...Pytalam: Czy jak przyjedziesz mozemy pojsc na terapie malzenska? Slyszlam :Nie!
Zrozumialam, ze te w te dwa przyjazdy sluzylam za darmowa dziwke. Dawalam mu przyjemnosc a on byl blisko z kims innym....
Bylam szantazowana tym, ze jak zostawie firme zostawi mnie bez pieniedzy. Za to, ze mialam czelnosc napisac do tej kobiety, tez mnie tak szantazowal!
Napisal, ze to Koniec i tylko mu pokazalam jaka jestem: Falszywa i go nie rozumiem!

To taka moja historia... Zostalam z synem w wynajetym mieszkaniu, z ogromnym podatkiem za granica. Podatkiem, ktory maz namowil mnie, zebym wziela na siebie. Z brakiem pieniedzy, z 40tka na karku....Ale chce walczyc o nasze szczescie. Moje i Syna. Juz dosyc bylam ponizana. Mam problemy ze zdrowiem, rozregulowany organizm. Widze jakies swiatelko. Widze jak bardzo bylam manipulowana, jak wiele dawalam i jak malo dostawalam...lapalam okruszki...a zasluguje na cos wyjatkowego i Moj syn rowniez...
Wiem, ze teraz bedzie ciezko, bardzo...
Dalam tak wiele i juz tak malo mi zostalo i wiem, ze nigdy, przenigdy nie oddam Siebie! Nie warto...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moja historia....

No przecież Ty też go uświadomiłaś, ze jest nieszczęśliwy z żoną i Ty tez go "uratowałaś" przed strasznym małżeństwem... Przeczytaj swój post dokładnie. Sama widzsz jaki on jest i widziałas to od dawna, ale zdrowy rozsądek nie dochodził do głosu. Co masz zrobić? Spakowac się i odejść. Niech teraz one głaskają go po głowie i wspierają w nowych interesach.

Po co masz pisac więcej. Takich jak Twoja historii jest setki na tym forum. Jak nie odejdziesz to będziesz się tak bujać.

3

Odp: Moja historia....

Teo, przeczytaj do konca. Ja juz nie chce z nim byc. Ja wiem, ze pozwolilam mu na to wszystko. Wszystko to wiem... To bylo 11 lat i nie da sie tak po prostu nic nie czuc i jest nasz syn.

4

Odp: Moja historia....

Dopisałaś to, wcześniej tego nie było.

Cóż, prawnie zapewne da się wszystko rozwiązać, za granicą jest więcej cywilizacji jeśli chodzi o te sprawy.

5

Odp: Moja historia....

Tak...dopisalam. Mam dar pisania:)

6

Odp: Moja historia....

W pewnym momencie już nie mogłam czytać tego co piszesz. To straszne!!!.....może innym razem doczytam! Nie jesteś mu już do niczego potrzebna, no może tylko do przytulania.....ale to chore, popadasz w apatię, przygnębienie, jesteś jego służącą...wieź pomyśl o sobie! Proszę Cię weź się w garść !

7

Odp: Moja historia....
czasymira napisał/a:

W pewnym momencie już nie mogłam czytać tego co piszesz. To straszne!!!.....może innym razem doczytam! Nie jesteś mu już do niczego potrzebna, no może tylko do przytulania.....ale to chore, popadasz w apatię, przygnębienie, jesteś jego służącą...wieź pomyśl o sobie! Proszę Cię weź się w garść !

Jakbyś doczytała do końca to byś sie dowiedziała, że się wzięła...

8 Ostatnio edytowany przez Stille (2014-01-26 12:35:17)

Odp: Moja historia....

Jest mi cholernie ciezko. On mnie straszy, ze dzwoniac skrzywdzilam niewinna kobiete i ze teraz moge nie liczyc na to, ze mi bedzie pomagal. ta niewinna kobieta pisala z nim 50 smsow dziennie, spotkali sie, kiedy wzial na Swieta syna do dziadkow. ta niewinna kobieta, ktora przez telefon mowila, ze jest szczesliwa w malzenstwie...A jego psycholog mowi, ze nie ma w tym nic zlego, ze widocznie tego brakowalo mu w malzenstwie. Tyle rozmow, mowil mi o wszystkim i nagle przestal...zaczal bywac tylko na fb, nie liczylo sie dla niego nasze zycie, syn...Rozmowy ze mna zamienil na rozmowy z nia...To boli, boli, bo ja myslalam, ze sie zamknal w sobie, ze przezywa, ze psycholog cos mu uswiadamia, co robil zle a ona go popychala w inna strone! On jest podatny na wiele rzeczy...Wiem dlaczego, to taki typ jednak boli mnie, bo wszyscy w okolo uznawali i uznaja mnie za dobra osobe, dobra zone. I tyle wnosilam do zwiazku. Wiem, ze z ta kobieta bedzie podobnie. Jego byla zona, cudowna osoba powiedziala mi ze on nie umie stawiac czola problemom. Tak jak jego rodzina. Kiedy jest problem, nie odbieraja telefonow, bez slowa koncza rozmowe...odsuwaja sie...Jest mi ciezko, cholernie ciezko. Bol miesza sie ze zloscia...
Napiszcie cos co myslicie...Rozmowa jest dla mnie bardzo wazna....

Jeszcze nasunelo mi sie...ze, ze swoim pierwszym synem sie rzadko kontaktowal. Mieszka ponad 300 km stad. Mial przyjechac na Swieta i nic nie mowil, ze pojedzie tam. Dopiero od kiedy napisal, ze nie chce ze mna kontaktu, to jakis czas potem wymyslil, ze chce byc z dwoma synami. Ze wezmie naszego i pojedzie do starszego. Dziwilam sie ale pomyslalam, ze cos sie zmienia, ze chce odbudowac relacje ze starszym. Teraz widze, ze to manipulacja, ze tak sobie wymyslil, zeby spotakac sie z nia! Dzieci byly i sa dla niego na jednym z ostatnich miejsc.  Zawsze najwazniejszy byl on. Z naszym synem kontaktuje sie jak mu wygodnie, nie odpisuje na jego smsy, na skype. Dzwoni raz na dwa tygodnie i urywa rozmowe, kiedy syn sie pyta, kiedy do nas przyjedzie.  Jakie ja mialam klapki...Mamy cudownego syna. Obydwoch synow ma cudownych. To zasluga nas, matek. Starszy ma madra, kochajaca mame i nasz tez ma... mnie....

9 Ostatnio edytowany przez Czarna Kotka (2014-01-26 12:47:19)

Odp: Moja historia....

Stile, bardzo Ci współczuję.
Byłaś w typowym toksycznym związku z narcyzem. Który w dodatku chyba trafił na złego psychologa (albo przedstawia mu kompletnie inny obraz rzeczywistości).
Twój żal jest jak najbardziej naturalny, duzo poświęciłaś, przejdź ten etap, przebolej, spróbuj nie wracać. Bo nie doczekasz się "sprawiedliwości", nie od niego.
Poczytaj "Moje dwie głowy" Mai Hirsh, historia podobna do Twojej.

i na koniec:
jeśli jeszcze raz Ci powie że
"A jego psycholog mowi, ze nie ma w tym nic zlego, ze widocznie tego brakowalo mu w malzenstwie."
to pokaż mu ten skecz:
http://www.youtube.com/watch?v=TL8S2iUQ-7g

10 Ostatnio edytowany przez czasymira (2014-01-26 12:57:35)

Odp: Moja historia....

Z tego co przeczytałam, to jesteś mu bardzo oddana. Skądś to znam. Jestem sobie teraz taką kurą, co gra na kurniku z innymi graczami, czasem tez nimi z nimi gadam. Na fb też jestem, też oglądam posty. Przypuszczam , że twój facet szuka takiego natchnienia do pracy. Gdy go szuka, często potrzeba do tego ludzi, którzy wygenerują to natchnienie. Przypuszczam, że ta kobieta, z którą On pisze, gdzieś wyzwala w nim tę energię, może zwyczajnie plotkują sobie, wspominają dawne czasy, rozmawiają o polityce, dzieciach, życiu...może Ona ma jakieś kontakty, może jest mu w stanie załatwić jakiś klientów...nie wiadomo o co tam chodzi..w każdym razie..z tego co piszesz On ma jeszcze syna, może dowiaduję się w ten sposób , co u niego słychać, co z jego matką...dziwi Cie to, że mógłby się takimi rzeczami martwić...Ty jesteś mu bezgranicznie oddana, ale wiem też, jak taka symbioza męczy faceta..np. Mój miał do mnie pretensje, że w Empiku za nim chodzę, sam sobie chciał  łazić...na osiedlu , jak stali jego kolesie z pracy gdzieś, a ja szłam koło niego, to też...czemu tak idę krok w krok za nim....śmiać mi się teraz chce z tego wszystkiego.

11

Odp: Moja historia....

Dziekuje Czarna Kotka, nie pokaze mu skeczu. Nie kontaktuje sie z nim. Przestalam. Nie chcial. Wczoraj chcial wzbudzic we mnie poczucie winy, piszac ze prawie nie zginal pod jakims budynkiem, ktory sie zawalil. On, ktory pisze mi: Nie obchodzi mnie, nie moja sprawa, zajmij sie swoim zyciem! Zawsze mial podwojne komunikaty. Normy ktore wymyslal dla mnie, dla innych -nie istnialy dla niego.
Przyklad rozmowy¨, kiedy jeszcze dzwonil, jakies 1,5 mies. temu:
Czesc Slonce...i dalej co sie mu wydarzylo....pozniej sprawy firmowe...Kidedy ja sie odezwalam, ze sprawami co u nas, u mnie i u syna- ZLOSC! Nie dzwoni, zeby rozmawiac o sprawach prywatnych....tak to bylo!

Psycholog mowi, ze co 7 lat ludzie powinni sie rozstawac. I ze jest to udowodnione naukowo! Kiedy mi to powiedzial, zlapalam sie za glowe. Mowie, to fakt, ze ludzie co 7 lat przechodza w zwiazku kryzys ale gdyby sie rozstawali, to ile by zwiazkow kazdy mial w swoim zyciu.
Ten film na YouTube nic by nie dal, on przyswaja to co chce. Ten film uznalby tylko za probe manipulacji. Ja wierze w szczerosc i prawde. I jestem dumna z jednej rzeczy, ze nie blagalam. Mowilam zeby sie zastanowil, zebysmy razem pracowali nad zwiazkiem ale nie mowilam, ze bez niego zycie nie ma sensu, nie upodlilam samej siebie. Wylalam morze lez ale nie dalam mu satysfakcji choc wiel razy slyszalam jaka jestem niezaradna. Wiele razy po tym, kiedy to ja zalatwialam wszystkie sprawy zwiazane z dzieckiem, z domem. Sprawy zwiazane z firma, z pisaniem maili...W obcym kraju, z obcym jezykiem smile

12 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-01-26 13:09:23)

Odp: Moja historia....
Stille napisał/a:

Jest mi cholernie ciezko. On mnie straszy, ze dzwoniac skrzywdzilam niewinna kobiete i ze teraz moge nie liczyc na to, ze mi bedzie pomagal. ta niewinna kobieta pisala z nim 50 smsow dziennie, spotkali sie, kiedy wzial na Swieta syna do dziadkow. ta niewinna kobieta, ktora przez telefon mowila, ze jest szczesliwa w malzenstwie...A jego psycholog mowi, ze nie ma w tym nic zlego, ze widocznie tego brakowalo mu w malzenstwie. Tyle rozmow, mowil mi o wszystkim i nagle przestal...zaczal bywac tylko na fb, nie liczylo sie dla niego nasze zycie, syn...Rozmowy ze mna zamienil na rozmowy z nia...To boli, boli, bo ja myslalam, ze sie zamknal w sobie, ze przezywa, ze psycholog cos mu uswiadamia, co robil zle a ona go popychala w inna strone! On jest podatny na wiele rzeczy...Wiem dlaczego, to taki typ jednak boli mnie, bo wszyscy w okolo uznawali i uznaja mnie za dobra osobe, dobra zone. I tyle wnosilam do zwiazku. Wiem, ze z ta kobieta bedzie podobnie. Jego byla zona, cudowna osoba powiedziala mi ze on nie umie stawiac czola problemom. Tak jak jego rodzina. Kiedy jest problem, nie odbieraja telefonow, bez slowa koncza rozmowe...odsuwaja sie...Jest mi ciezko, cholernie ciezko. Bol miesza sie ze zloscia...
Napiszcie cos co myslicie...Rozmowa jest dla mnie bardzo wazna....

Jeszcze nasunelo mi sie...ze, ze swoim pierwszym synem sie rzadko kontaktowal. Mieszka ponad 300 km stad. Mial przyjechac na Swieta i nic nie mowil, ze pojedzie tam. Dopiero od kiedy napisal, ze nie chce ze mna kontaktu, to jakis czas potem wymyslil, ze chce byc z dwoma synami. Ze wezmie naszego i pojedzie do starszego. Dziwilam sie ale pomyslalam, ze cos sie zmienia, ze chce odbudowac relacje ze starszym. Teraz widze, ze to manipulacja, ze tak sobie wymyslil, zeby spotakac sie z nia! Dzieci byly i sa dla niego na jednym z ostatnich miejsc.  Zawsze najwazniejszy byl on. Z naszym synem kontaktuje sie jak mu wygodnie, nie odpisuje na jego smsy, na skype. Dzwoni raz na dwa tygodnie i urywa rozmowe, kiedy syn sie pyta, kiedy do nas przyjedzie.  Jakie ja mialam klapki...Mamy cudownego syna. Obydwoch synow ma cudownych. To zasluga nas, matek. Starszy ma madra, kochajaca mame i nasz tez ma... mnie....

Niby piszesz, że jesteś świadoma tego jak tobą manipulował, że zdecydowałaś się zacząć życie od początku a przejmujesz się, że on cię straszy, co mówi i myśli o tobie.

Psycholog powinna ci powiedzieć, że musisz się odciąć. To co on myśli, jak się czuje, co mówi jest zupełnie nie ważne. Nie jest wiarygodny, to facet który manipuluje, gra na emocjach.
Nie gadaj z nim, nie odpisuj na smsy, rób swoje po woli i konsekwentnie zmierzaj do celu. Rozwód, alimenty, prowadzenie firmy, uregulowania prawne za granicą - ten podatek. To są twoje cele na dziś.
Ten facet się już zupełnie nie liczy. Nie ma go.
Wszystko co ci napisze zbieraj skrupulatnie, bo będziesz mogła to wykorzystać w sądzie przeciwko niemu. Nie informuj go o swoich planach i zamiarach. Jego już nie ma w twoim życiu. Od teraz jesteś wolna, niezależna i budujesz własne szczęście swoje i syna smile

13

Odp: Moja historia....
czasymira napisał/a:

Z tego co przeczytałam, to jesteś mu bardzo oddana. Skądś to znam. Jestem sobie teraz taką kurą, co gra na kurniku z innymi graczami, czasem tez nimi z nimi gadam. Na fb też jestem, też oglądam posty. Przypuszczam , że twój facet szuka takiego natchnienia do pracy. Gdy go szuka, często potrzeba do tego ludzi, którzy wygenerują to natchnienie. Przypuszczam, że ta kobieta, z którą On pisze, gdzieś wyzwala w nim tę energię, może zwyczajnie plotkują sobie, wspominają dawne czasy, rozmawiają o polityce, dzieciach, życiu...może Ona ma jakieś kontakty, może jest mu w stanie załatwić jakiś klientów...nie wiadomo o co tam chodzi..w każdym razie..z tego co piszesz On ma jeszcze syna, może dowiaduję się w ten sposób , co u niego słychać, co z jego matką...dziwi Cie to, że mógłby się takimi rzeczami martwić...Ty jesteś mu bezgranicznie oddana, ale wiem też, jak taka symbioza męczy faceta..np. Mój miał do mnie pretensje, że w Empiku za nim chodzę, sam sobie chciał  łazić...na osiedlu , jak stali jego kolesie z pracy gdzieś, a ja szłam koło niego, to też...czemu tak idę krok w krok za nim....śmiać mi się teraz chce z tego wszystkiego.

Nie jest tak Czasymira. Ja go wypychalam z kims na piwo, ale on nie mial z kim. Dopoki nie odepchnal przyjaciela, to czasem rzadko z nim wychodzil. Ja nie bylam z nim w kolko, nie dzwonilam. Znajomi sie dziwili, ze wszedzie bylam sama albo z synkiem. On nie chcial z nami byc. Mial cos wazniejszego. Rzadko bylismy gdzies razem, chociaz ja docenialam te chwile...

A ta kobieta, nie jest tak. Ona mi powiedziala, ze mowi jej takie rzeczy jakie powinien mowic mi, czyli osobiste. Ona nie ma kontaktow. Zyje w malym miasteczku. Moj maz zostawial ludzi, kiedy pojawialy sie problemy, bo on ich nie potrafi rozwiazywac. Mowilam mu, kazdy ma wady, porozmawiaj z tym albo z tamtym, ustalcie cos. Nie chcial. Wolal wszystko konczyc. Te "niby wady" byly absurdalne a on z nich robil cos co przesadza. On ja znalazl, bo szuka ludzi ktorzy beda go glaskac calkowicie beda po jego stronie i nie powiedza mu nic na przeciw! I tak jest na poczatku! Widzialam to zawsze, w kazdej jego relacji. Zawsze! Pozniej ludzie sie zaczynali bac jego gniewu i zlosci, zaczynali sie bac wypowiadac wlasne zdanie, wiec odchodzili albo on ich wyrzucal obarczajac wina.

14 Ostatnio edytowany przez Stille (2014-01-26 13:22:05)

Odp: Moja historia....

Joga, wlasnie tak robie. Nie odpisuje, nie szukam kontaktu, przepisuje smsy, zbieram dowody. Pisze tutaj poniewaz szukam wsparcia i pisze poniewaz jest mi ciezko. Jednak mysle racjonalnie, pomimo wszystko.
Niestety z firma nie jest tak. Ja ja prowadze jako wspolnik ale nie dostaje za to wynagrodzenia. On przysyla mi pieniadze na zycie i oplaty. Z reszta wypowiedzielismy biuro i nie wiem co bedzie dalej, w kwietniu. Ja wierze, ze bedzie dobrze! Musi byc i ze sobie poradze!

15

Odp: Moja historia....
Stille napisał/a:

Joga, wlasnie tak robie. Nie odpisuje, nie szukam kontaktu, przepisuje smsy, zbieram dowody. Pisze tutaj poniewaz szukam wsparcia i pisze poniewaz jest mi ciezko. Jednak mysle racjonalnie, pomimo wszystko.
Niestety z firma nie jest tak. Ja ja prowadze jako wspolnik ale nie dostaje za to wynagrodzenia. On przysyla mi pieniadze na zycie i oplaty. Z reszta wypowiedzielismy biuro i nie wiem co bedzie dalej, w kwietniu. Ja wierze, ze bedzie dobrze! Musi byc i ze sobie poradze!

Co znaczy "przepisuje smsy"? Mogą być dowodem ale chyba w formie pierwotnej jako oryginały.

No to teraz male kroki do przodu i planowanie przyszłości. Po pierwsze praca, po drugie rozwód, po trzecie szczęśliwe życie smile

16

Odp: Moja historia....

niestety mam taki telefon, w ktorym niedawno odkrylam, ze po przekroczeniu pewnej liczby smsow kasuja sie same. Nie wiem czy mozna jakos je ozyskac? zostaly tylko te od 1 stycznia....

Odp: Moja historia....

Stille dotrwałam do końca. Kilka razy prawie się łezka zakręciła, bo przypomniałam sobie jak to u mnie podobnie wyglądało małżeństwo i jak 11 lat byłam sama w tłumie. Też zostałam sama z synkiem. Też mój prawie ex chodził do taaaaakiej miłej terapeutki, która roz..... nie tylko naszą rodzinę;
Ale nic to.
Ważne że widzisz światełko i że wreszcie zrozumiałaś co w życiu najważniejsze. Bywa trudno. Mnie też zostawił z długami. Bywało że na chleb nie miałam. Ale są w życiu ludzie którzy szanują i cenią wartości takie jak miłość, dobroć , wrażliwość. Masz tego całe pokłady w sobie. Na pewno znajdziesz kogoś kto to doceni i tego Ci życzę.

18 Ostatnio edytowany przez Stille (2014-01-26 23:13:09)

Odp: Moja historia....

Bialy. kwiat paproci. Dziekuje za slowa pokrzepienia smile A  mozesz troszke przyblizyc swoja historie. Ile czasu Ci zajelo wygrzebanie sie z tego koszmarnego zwiazku i jak to bylo u Ciebie? Jestesmy w podobnym wieku:)

Ja sie rozsypuje...straszy mnie. Przyslal smsy, ze slowa jakie powiedzialam do tej kobiety zszokowaly go? Co ona mu naopowiadala? powiedzialam jej, ze jej nie wierze i ze to nie jest normalne, ze bedac w szczesliwym zwiazku jak mi powiedziala, pisze z kims po kilkadziesiat smsow dziennie. Zyczylam jej najgorszego i zapytalam czy maz nie ma nic przeciwko temu? To wszystko! On mnie straszy, ze mam lepiej skladac o alimenty bo on nie bedzie placil na kogos takiego jak ja. Nic nie odpisuje! Ale to tak boli, boli! Boli, ze nie tylko pisali, boli, ze tak ulozyl przyjazd na Swieta, ze pojechal sie z nia spotkac 300 km, ze klamal! Ja tylko bylam zraniona kobieta, zona, ktora ma prawo wiedziec! Kto tu jest skrzywdzony do diabla? Co mam robic, sama sie gubie....

19

Odp: Moja historia....

Może wróć do matki, do rodziny, siostry....może wyjedź jako opiekunka gdzieś. Wiem że łatwo powiedzieć, ale jak się trochę odseparujesz, może sobie to wszystko jakoś ułożysz w głowie.

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024