Witam Drogich użytkowników. Z góry uprzedzam że się rozpisałem ...
Nie obijając w bawełnę moja sprawa wygląda następująco:
Rozstałem się z dziewczyną pól roku temu. Początki wiadomo smutne , ona nie próżnowała od razu znalazła sobie innego. Chciała bym został jej przyjacielem , więc powiedziałem by się ...
i tak czas płynął , aż pewnego dnia w pracy a zasadzie nocy
w grudniu doszedł mnie sygnał smsa. ... Ex o treści " Wiem że nie powinnam ale tęsknię" Odpisałem jej aha i ogólnie byłem zimny. 30 minut później zadzwoniła to jej powiedziałem , że ja już nie tęsknie to popłakała się i się rozłączyła.
Tak wyszło, że zaczęliśmy z sobą więcej pisać itp nawet o pikantnych sprawach, czuć było że chce bym jej wybaczył. Mieszkamy od siebie daleko teraz , więc umówiliśmy się na spotkanie ale parę dni przed odmówiła. Załatwiłem już wolne sobie więc postanowiłem jechać choćby na wycieczkę. Ma dziwnych rodziców więc nie dzwoniłem do domu tylko na telefon, byłą bardzo zdziwiona , nawet do mnie nie wyszła choć dosyć miło pogadaliśmy jednak powiedziała przykre sformułowanie "Teraz tak postępujesz jak wszystko jest pogrzebane"
Po tym jednak umówiła się ze mną na za 2 dni później(może z litości ?). Na poczatku było zimno ale po pól godzinie gdy widziałem, że chce zaczęliśmy się namiętnie całować i pękła wyżalając się że chce wrócić , ze popełniła błąd , obecnego nie kocha i jest z niego taka męska cipa . Pogadaliśmy szczerze i postanowiłem , ze dam jej szanse . Ona na to , że nie chce tamtego ranić więc powoli spróbuje by się odkochał i dopiero go zostawi. Wrodziliśmy do siebie 2 dni było dobrze , aż problemy znowu wróciły.
Zadzwoniła do mnie przybita wiedziałem ze coś jest nie tak... Powiedziała że nie wie co ma robić nie chce żyć z romansem, wolal by umrzeć i nie możemy być razem, ja jestem tu ona tam , nie wyprowadzi się do mnie nie zostawi matki (ojciec patos)... Jej chłopak jest dla niej dobry a ona chce tez być dla niego oparciem. Wybaczył jej tą małą zdradę ze mną, a to co sie stało to było chwilą zatracenia. Noto wiadomo wku.. się powiedziałem jej parę słów i ją olałem , ona na to że jesli chce to niech sobie odejdę i nie licze na to że sama do mnie wróci. Poprosiłem koleżankę by z nią pogadała szczerze od tak. Dowiedziałem się że ona czuje do mnie niby tylko sentyment jeszcze i nie podoła by do mnie wrócić.
Ostatnio znów pisujemy ze sobą , jest dobrze ale czuje się jakby traktowała mnie jako przyjaciela , choć chyba jest o mnie nawet zazdrosna bo gdy dodam jakieś zdjęcie z ładna koleżanka an fb to od razu o nią wypytuje od tak w miedzy temat, albo gdy powiem o coś w stylu mojej przyszłej dziewczyny od razu smutnieje i idzie sobie. ( myślę że to z zazdrości jeśli się nie mylę)? Nie chce ze mna się spotkać "bo ma do mnie słabość... "
Czesto mówi że nie wie co ma zrobić i jej serce musi zwyciężyć z rozumem ... ( nie powie o co chodzi)
Proszę o radę o co może jej tak na prawdę chodzić? Czy na prawdę jestem dla niej tylko sentymentem ? Jakiś pomysł co mam zrobić by jakoś się przede mną bardziej otworzyła?
Może mam odepchnąć ją i odejść ? Czy po prostu umilknąć nie wypisywać i czekać na jej krok ?
Ma swoja stronę gdzie pisze wiersze, jest tam jeden wiersz który napisała w tym okresie po spotkaniu kiedy się znów kłóciliśmy bo myślałem że sie mną zabawiła :
Mea Culpa...
Ciężko podnoszę?
Zapadłe już płuca.
Gdyby dano mi wybór,
Lecz chwile nie wrócą.
Bo byłeś aż metą,
Celem, wyzwaniem.
Dziś stoję w miejscu?
Gdyż ranisz?Kochanie...
Pytając o ten wiersz , do kogo on mówi że jako jedyny jej wiersz nie ma odbiorcy i to jest jej rachunek sumienia... Ale coś mi intuicja mówi że to do mnie , ale może to nadinterpretacja moja. hmm...