Jestem w trakcie pisania pozwu o rozwód. Mąż nie mieszka ze mną i z dwójką dzieci (córka i syn) już od 4 miesiecy. Odszedł niby niespodziewanie(pewnego dnie nie wrócił z pracy) jednak jego zachowanie wskazywało na to ze wiele rzeczy jest nei takie jak powinno i od dłuższego czasu liczyłam się, że tak się w końcu stanie. Obecnie mąż jest z kochanką, którą obsypuje prezentami, zaprasza na wyjazdy do lukususowych hoteli.
Przyjezdza do dzieci raz w tygodniu, alimanty póki co płaci.
Niby jestem i tak w dobrej sytuacji.
Jednak boli... bo ze mną i z dziećmi nigdy nie chciał... nidgy nie pamietał nawet o moich urodzinach, wogóle traktował nas jak zło konieczne...i wiecznie był niezadowolony i nic go nie cieszyło....
a teraz...
jest szczesliwy.... wesoły...
"zakochany"
zarabia duze pieniadze...
a nasze małzeństwo... było zdominowane przez jego problemy, jego rodziny.. oprócz własnych dzieci wychowywalismy tez dziecko jego ojca z drugiego małzeństwa (ojceic został pozbawiony praw a matka zmarła) nie bylismy biedni ale ledwo wiązaliśmy koniec z końcem...
Na pozieszenie usłyszałam, że zawsze mógł na mnie liczyć..ale tego problemu niei mogłam z nim rozwiazac bo sie zakochał....
że zasługuje na kogos lepszego i że ma nadzieje , że bede jeszcze szczęsliwa.. i ze on wie że ma trudny charakter i nie mam tego wszystkiego brac do siebie...
Staram się pracować nad soba i przezyć to wszystko godnie dla siebie i dla dzieci ale jak już poukładam sobie wszystko.. to zdarzy się cos albo dojdą do mnie informacje jak to "mój jeszcze mąż" ze swoją kolezanką sie bawią i jacy sa szczęsliwi.
Cięzko mi że moje 15-letnie małżeństwo się rozpadło, dzieci cierpią a on planuje kolejne wypady i wyjazdy.
Wiem , ze musze szybko staną na nogi, szkoda czasu na rozmyslanie i rozpamietywnie.. tymbardziej ze ostanie 2 lata małażeństwa to koszmar. Mąż furiował i wyzywał sie psychicznie na mnie i na dzieciach i juz sama miałam dosyć.
Jendnak zawsze obiecywał poprawę a nawet terapię i się łamałam. I rzeczywiście chwilami było całkiem dobrze, Teraz sie okazuje że nie wytrzymywał podwójnego zycia i jak twierdzi dlatego taki był.
Wiem, kim jest kochanka. Jednak nigdy jej nie widziałam. To jest kolezanka z pracy(rozwódka z dzieckiem)
Prędzej czy póżniej wiem ze sie spotkamy i obawiam się tego co będę czuła, tych wszystkich emocji.
Czeka mnie teraz trudny czas. Ponaglam meża do załatwiania jak najszybciej wszystkich spraw formalnych, majątkowych.
Na szczeście na razie nie kłocimy się choć poczatki były trudniejsze.. potem mąż stonował z powodu strachu przed rozwodem z orzeczeniem o winie.
z mężem rozmawiam rzeczowo i spokojnie. Tylko na tematy dzieci lub organizacyjne. We mnie jednak wszystko się gotuje i czasem mam ochote mu przyłożyć....
To wszystko boli a we mnie wszystko wewnątrz rozszarpane...
Jestem zła .....okazło się, żę to kochanka zabraniała mu z nami jeżdzić na wakacje, sopedzac z nami urlopy a on teraz wynagradza jej stracony z nami czas, to że tyle musiała przez niego przejść bo z pracy wracał do mnei i dzieci...i jej było przykro.
W świeta napisał mi smsa, że ma nadzieję że bedę w życiu jeszcze szczęsliwa, że zasługuje na więcej niż on mi mógł dać....
Nienawidzę go. Wiem , że nie chcę jego powrotu. Najchętniej bym go już nei oglądała.
Upokarza mnei ta cała sytuacja dodatkowo, bo mój mąz się z tym wszystkim odnosi i już traktuje pania kochankę jak zonę.... a nadal jakby nie spojrzeć jest moim mężem.
Czas podobno leczy rany i jest dobry na wszystko ale bardzo wolno czasem płynie..nie chce tego czasu stracić ale jestem już potwornie zmęczona psychicznie.