Catwoman napisał/a:Jak sądzicie: z czego wynika to, że tak ciężko zastosować się ludziom w Polsce do zasad współżycia społecznego, które wprowadziłyby większy komfort ?
Przypuszczam, że wciąż mamy w sobie mentalność będącą pozostałością po czasach komuny, czyli że jak coś jest wspólne, nawet społecznie użyteczne, to my możemy, a nie musimy. Mamy też bardzo silną potrzebę podkreślenia wolności jednostki - jeśli ktoś mi coś każe, to ja mu pokażę, że przecież i tak mogę po swojemu. Brakuje u nas jeszcze wypracowanych wzorców, przekonania, że to wszystko nie jest za karę ani tym bardziej przeciwko czemuś, a służy nadrzędnemu celowi.
Ja sama staram się nikomu nie utrudniać życia, czyli segreguję śmieci, samochód parkuję w sposób, który innym też pozwala zaparkować tuż obok, wózek sklepowy odprowadzam na swoje miejsce, nie chodzę po ścieżkach rowerowych, nie niszczę trwaników, śmieci wrzucam wyłącznie do kosza. Tego samego uczę i oczekuję od mojego dziecka. To nie może być tak, że ktoś sprząta psie odchody, bo ktoś inny patrzy, ale wystarczy, że mamy poczucie, że jesteśmy sami, to już nie chce nam się schylić. To wszystko - i to odczucie społecznego dobra, i odpowiedzialność, i pewien zespół zachowań - trzeba mieć po prostu w sobie.
Za to nie ukrywam, że przeciwko bzdurnym przepisom zdarza mi się buntować. Każą mi segregować śmieci, ale u nas wciąż stoją tylko dwa kontenery - na plastik i papier. A co z metalem, szkłem czy produktami wielomateriałowymi? Przecież już na pierwszy rzut oka widać, że to jest tylko jedna, wielka ściema, kontenery stanęły, bo musiały, bo ktoś kogoś do tego zobowiązał, ale tak naprawdę służby odpowiedzialne za cały proces mają to w głębokim poważaniu. I owszem, wkładam ten papier i ten plastik tam, gdzie trzeba, ale jednocześnie wiem, że robię to przede wszystkim z własnego poczucia odpowiedzialności.
Teraz w planach jest wprowadzenie obowiązku wożenia w samochodach alkomatów - a ja się pytam po co, skoro wsiadając za kierownicę NIGDY nie mam wątpliwości co do stanu mojej trzeźwości?