Przyjaciel mojego meza... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Przyjaciel mojego meza...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Przyjaciel mojego meza...

Nie potrafie go zaakceptowac... Znaja sie od kilkunastu lat, zawsze byli najlepszymi kumplami... Lecz gdy on sie pojawia, pojawia sie tez napiecie i klotnie miedzy nami... On nie potrafi zaproponowac herbaty kawy, gdy pojawia sie A, pojawia sie tez alkohol i problemy miedzy mna i moim mezem... On ma na niego jakis zly wplyw, a moze ja juz tak reaguje... Ostatni czas maja ze soba coraz mniejszy kontakt i przez to nasze malzenstwo jest bardziej harmonijne... Lecz wystarczy, gdy do siebie zadzwonia i wszystko sie zmienia... Moze rowniez z mojej strony... Bo ostatnio, gdy slysze jego imie, od razu zaczynaja trzesc mi sie rece...

Zaakceptowac to? Albo jest jakis sposob, aby "pomoc" zakonczyc lub przynajmniej zminimalizowac ich znajomosc? Co radzicie?

Pozdrawiam!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Przyjaciel mojego meza...

dlaczego tak ostro reagujesz na znajomego męża, rozumiem ze przeszkadza Ci alkohol ale czy jest coś jeszcze?

3

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Nie wiem... Nie mam nic przeciwko jego kolegom z pracy, ale A. dziala mi naprawde na nerwy... Moze dlatego, ze zabiera nam czas, ktorego i tak nie mamy dla siebie duzo... Wiem, ze nie moge mu zabraniac kontaktu z nim, ale chetnie bym go jakims delikatnym sposobem ograniczyla... Myslisz, ze nie jest to normalne?

4

Odp: Przyjaciel mojego meza...

nie wiem czemu go nie lubisz, podajesz za mało przykładów. Nie wiem dlaczego przecież to kolega lepiej niż miała to by być koleżanka:)
Czy miałaś jakieś kłótnie z tym "przyjacielem"
Jesteś zła że zabiera Wam cenny czas a czy Ty nie masz znajomych, którym poświęcasz również Wasz czas???
Jeszcze pytanie jak często oni się ze sobą spotykają

5 Ostatnio edytowany przez EBa2308 (2009-08-11 10:00:36)

Odp: Przyjaciel mojego meza...
yostynka napisał/a:

przecież to kolega lepiej niż miała to by być koleżanka:)

Z tym zgadzam sie z Toba w 100% :-)
Moze podam wiecej przykladow... Nie lubie go, bo:
- wysyla on C. linki z golymi babami
- mogliby razem siedziec godzinami przed kompem i chatowac
- gdy lezymy juz wieczorem w lozku, dzwonili ze soba (teraz juz baaaardzo rzadko) i "razem" ogladali film i go komentowali... ja lezalam z boku, jakbym byla nieobecna...
- kiedys, gdy zrobilam romantyczna kolacje, A. zadzwonil i zaczela sie ich 1,5 godzinna rozmowa, kolacje i moj nastroj szlag trafil...
- A. ma ciagle kontakt z byla dziewczyna C. i prawdopodonie przekazuje mu informacje, co u niej nowego (?)
- on ma po prostu zly wplyw na C....
-....

Wiem, ze w kilku przypadkach to C. powinien odpowiednio zareagowac (np. podczas kolacji nie powinien po rpstu odbierac, lub powiedziec, ze zadzwoni innym razem) lecz ja nie potrafie inaczej...

Teraz, gdy oboje maja mniej czasu (ze wzgledu na prace), spotykaja sie bardzo rzadko (4 razy w roku?) a i dlugo przez tel ze soba nie rozmawiali i chyba za bardzo ostatnio przyzwyczailam sie do tego "szczescia", bo teraz gdy tylko uslysze cos o A. nie mam ochoty na nic... Ahhh... Jakby to wszsystko zmienic??

6

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Ja na twoim miejscu bym go zaakceptowała, facetowi kumpel tez jest potrzebny, nie mozna trzymac go w klatce.

7

Odp: Przyjaciel mojego meza...
mariola napisał/a:

nie mozna trzymac go w klatce.

Hmm... Szczerze mowiac, zamknelabym sie najchetniej w takiej klatce razem z nim ;-)

8

Odp: Przyjaciel mojego meza...

ok jestes zła bo drażni Cię zachowanie Twojego faceta ale ja myśle że powinnaś troche odpuscić
widzą się 4 razy w roku rzadziej do siebie dzwonią.
Naprawdę nie bądź zła, przeciez nie mają przed Tobą żadnych tajemnic,
Kochana poczytaj sobie o moim związku, to będziesz swojego faceta po stopach całować smile

9

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Rzeczywiscie, jesli z drugiej strony na to popatrze i porownam to, jak jest teraz z tym, jak bylo kiedys... Jest o wiele lepiej, choc ja wolalabym, zeby A. po prostu zniknal, rozpuscil sie... Szkoda, ze to niemozliwe... Bede sie starac, choc wiem, ze to duzo mi nie pomoze...
Wy nie macie podobnych problemow?

yostynka napisał/a:

Kochana poczytaj sobie o moim związku, to będziesz swojego faceta po stopach całować smile

Jostynka, zaciekawilas mnie.... Coz takiego dzieje sie u Ciebie?? Gdzie moge znalezc Twoj watek?
Pozdrawiam!

10

Odp: Przyjaciel mojego meza...

poczytaj " czy to ja jestem zła"

http://www.netkobiety.pl/t5604.html

Nie pisz posta pod postem / Delicious

11

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Pomoglo tylko na chwilke.... Teraz krece sie i wszystko wokol kontroluje.... Hmmmm.... Czy jest szansa, zeby mi to kiedys przeszlo? Lub zeby moj maz sie zmienil?? :-(

12

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Jesli beda chcieli sie w weekend spotkac... Powiem C., zeby pojechal sobie do niego sam... Nie zniose calego wieczoru w towarzystwie A...:-/

13

Odp: Przyjaciel mojego meza...
EBa2308 napisał/a:
mariola napisał/a:

nie mozna trzymac go w klatce.

Hmm... Szczerze mowiac, zamknelabym sie najchetniej w takiej klatce razem z nim ;-)

To zdanie to jest tak naprawdę kwintesencja obu wątków, które założyłaś...

EBa2308, wybacz szczerość, ale wydaje mi się, że to Ty stwarzasz problem, a nie Twój mąż. I lepiej, żebyś przestała zanim to się przerodzi w jakąś obsesję i zabierzesz mu resztki wolności, jaką ma (?) - w tym wolności wyboru, z jakim kumplem chce spędzać wieczory.
Czasami warto zastanowić się, co tak naprawdę kieruje naszym zachowaniem. Strach przed utratą drugiej osoby? Lęk przed zdradą? Chęć wejścia w bliską zażyłość, której nie zagrażałoby oddalenie się? To są motywy budujące związek, w którym można się prędzej udusić niż nawzajem uszczęśliwić. Niewiele kobiet zdobywa na się na odwagę przepracowania własnych zachowań, toku myślenia, czasami przerażone wizjami, które sobie tworzymy w głowie ("On nas zostawi", "On nas zdradzi") potrafimy zrobić piekło na ziemi i sobie i partnerom.
Jeżeli zazdrość/zaborczość, z którą nie czujesz się zbyt dobrze zaczyna dominować w wielu dziedzinach życia albo może być zagrożeniem dla Waszego małżeństwa, uważam, że powinnaś wybrać się do psychoterapeuty i przepracować ten problem. TWÓJ, nie męża - bo 1,5godzinna rozmowa to może być impuls do burzliwej kłótni po romantycznej kolacji, ale nie do sprawdzania, kontrolowania i zastanawiania się, jak by go odgrodzić od kolegi, z którym on najwidoczniej lubi rozmawiać...

14

Odp: Przyjaciel mojego meza...

wiesz co ja bym zrobiła? spróbowała się zaprzyjaźnić z tym facetem? nie być jego wrogiem, a żoną jego przyjaciela?
Daj mu się polubić i nie bądź nastawiona do niego na anty, zobaczysz, ze to ułatwi całej waszej trójcie sprawę:)

yvette, czytałam wiele Twoich postów już i naprawdę jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy i rad choć nie zawsze zadzam się z Twoim zdaniem:)

15

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Minelo troche czasu, kiedy pisalam po raz ostatni... I probowalam to zmienic, ale nie potrafie!! Nie potrafie i koniec!! Ostatnio w rozmowie mowilam mezowi, ze juz do mnie nie pisze, nie dzwoni... A on na to, ze w pracy nie ma no to czasu, po czym okazuje sie, ze dla NIEGO ma czas, pisze do niego i dzwoni... Dlaczego?? Ponawiam pytanie: co zrobic, aby oni sie nie kontaktowali lub jak mam go zaakceptowac???? Nie daje sobie juz z tym rady...

16

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Yvette - z jednej strony masz rację a jednak.. ja potrafię zrozumieć autorkę wątku. A dlaczego? Bo mój chłopak również ma takiego "przyjaciela".
Kiedyś sama się z nim przyjaźniłam, między innymi dzięki niemu poznałam mojego chłopaka. Bardzo go zawsze lubiłam, rozmowy z nim są ciekawe, fajnie się z nim imprezuje ale moje spojrzenie na niego zmieniło się od kiedy zaczął być ze swoją (już byłą) dziewczyną. Już kiedyś o jej sytuacji pisałam - ogólnie po niecałych 3 miesiącach związku trzepnęli sobie dziecko. On - S., przyjaciel mojego chłopaka, z ciąży i dziecka niewiele sobie robił. Nie zmieniał swojego trybu życia, balował ile się da. Ja, ponieważ uważam, że w gronie znajomych tym bardziej należy być szczerym, wprost mówiłam mu co o takim zachowaniu myślę. Zwłaszcza gdy doszło do tego, że niemalże na moich oczach zdradził swoją dziewczynę - wtedy już matkę jego 4 miesięcznego dziecka.
W zasadzie mój stosunek do niego zmienił się o 180 stopni. Ale w pewnym momencie zaczęło się dziać niedobrze - bo ja przeciw S. i siłą rzeczy w swego rodzaju komitywie z jego dziewczyną stanęłyśmy się nagle drużyną - a S. z moim chłopakiem drugą - oczywiście przeciwną. W krótkim czasie dochodziło do tego, że S., człowiek o niesamowitym darze przekonywania ludzi na moich oczach transformował mojego chłopaka w swojego klona. Ręce mi opadały. To wtedy zaczęło się nie wracanie na noce - bo mój chłopak balował w domu S. (całodobowej balangowni od kiedy jego dziewczyna się wyprowadziła), ciche dni, kłótnie jakieś i ogólnie toksyczna atmosfera.

Wiem, że to mój chłopak jest tu winny - że tak łatwo dał się komuś przekabacić ale niestety są tacy ludzie, którzy potrafią łatwiej niż inni robić ci kaszę z mózgu - i S. jest jednym z nich. Używał mojego chłopaka jako swego rodzaju potwierdzenia swoich własnych życiowych wyborów - faceci mają robić na co mają ochotę a głupie baby tylko marudzą i się czepiają (a powinny siedzieć w domu cicho i czekać).

Kończąc temat - jakkolwiek banalnie nie brzmi "on ma na niego zły wpływ" czasem faktycznie tak jest - w mniejszym bądź większym stopniu. A dowodem na to może być fakt, że kiedy pogodziliśmy się po ostrej kłótni z moim chłopakiem to ja powiedziałam mu, że odcinam się od S., jego dziewczyny i ich sytuacji (w którą wtedy byłam dość mocno zamieszana - jako świadek w sprawie o alimenty, jako jej przyjaciółka, która doradzała prawników etc.) ponieważ to pompuje do mojego życia tak absurdalną ilość toksycznej energii, że po prostu muszę. I, że liczę na to, iż on zrobi to samo. Od kiedy odcięliśmy się od nich ani razu nie było sytuacji, że mój chłopak nie wrócił na noc. Wreszcie zaczęło być spokojnie, normalnie...

Czasem warto takiego wampira energetycznego wyciąć ze swojego życia. Tylko, że autorka wątku musiałaby przekonać do tego swojego męża - a nie sama na siłę próbować z jego kumplem walczyć. Bo to do niczego dobrego nie doprowadzi a wręcz przeciwnie - bo jeśli stanie się otwarcie jego wrogiem może także stać się wrogiem swojego męża... a to już kiepska sytuacja.

17 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2009-09-30 12:11:29)

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Tak na 1 rzut oka też mi coś ten kumpel toksycznie wygląda wink Pamiętacie film "Telemaniak"? Jim Carrey w roli nadgorliwego przyjaciela był wręcz przerażający smile

Może i autorka wątku przesadza w niektórych kwestiach ale zrobiłem sobie małą waloryzację zarzutów i wyszło mi, że o ile linki z gołymi babkami są do przejścia, bo my faceci to duże dzieci i lubimy sobie popatrzeć ale już prawie kilkugodzinne gadki przez telefon lub czatowanie to chyba lekka przesada.

Za uroczystą kolację też by mnie szlag trafił. Sorki, przygotowuję dla mojej kobiety coś specjalnego - robię to przez kilka godzin. Siadamy, jest romantycznie, dzwoni psiapsółka i co? Zabiera mi 2 godziny. Czar pryska, klimat w cholerę i mam się cieszyć? Eee, no dajcie spokój. To nawet mnie faceta psucie nastroju by wnerwiło wink

Albo leżę z moją kobietą w łóżku a ona przy mnie przez telefon filmy sobie opowiada? - hehe, trochę nie halo ;P

Nie mogę napisać, że kolega A robi to świadomie i świadomie zabiera C od Ciebie. Ale jestem w stanie zrozumieć Twoje zniecierpliwienie. I nie ma to nic wspólnego z zaborczością (wręcz nawet trochę się dziwię wyrozumiałości Pań tutaj dla tego typu zachowań tych panów - naprawdę wciąż uczę się czegoś nowego o damskiej psychice smile )

A tak na zakończenie, to zachowania tych gości to mi trochę zachowaniami psiapsiółek podchodzą. O ile taką relację między kobietami jeszcze jestem w stanie zrozumieć to w tym przypadku naprawdę jako facet jestem lekko zadziwiony.

Też mam kumpli, też sobie jakiś czas poświęcamy ale to co pisze autorka jakoś mi "niemęsko" wygląda wink

Pennylane: wampir energetyczy - dobrze powiedziane smile

18

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Ciesze sie, ze ktos mnie rozumie... Pennylane, u mnie jest w pewnym sensie odrobine podobnie... A., kolega mojego meza, zyje z dziewczyna, ktora jest WINNA temu, ze zaszla w ciaze (jakby sama sie do tego przyczynila), ktorej w ogole nie kocha i z ktora przed rokiem wzial slub, bo przeciez tak czy tak bedzie musial z nia byc do konca zycia ze wzgledu na dziecko...
Poza tym zawsze tam, gdzie A, tam alkohol... Gdy dojdzie miedzy mna i K. do chocby najmniejszej sprzeczki, on od razu dzwoni lub pisze do A. i sie umawiaja... Kiedys, gdy sie umowilismy, ze odbiore K. od niego, zastalam ich obu w stanie "wysoko nietrzezwym", a K. byl w stosunku do mnie bardzo wulgarny, mowil mi rzeczy typu: po co tu przyjechalas, nie chce cie teraz widziec, itp. Oczywiscie niby pozniej tego nie pamietal, ale to nie jest zadne usprawiedliwienie...
Myslalam, ze po naszej ostatniej klotni o niego wszystko sie zmieni, ale oni dalej ze soba pisza lub dzwonia. Teraz juz nie wiem, czy to ma jakis wplyw na K., ale jak ja tylko widze, ze ze soba rozmawiali, to nie mam juz ochoty na nic, rece mi sie tylko trzesa i mam dosc zycia z K... Jak to zmienic???

19

Odp: Przyjaciel mojego meza...

Wczoraj oswiadczyl mi, ze po pracy pojedzie do kolegi, cos mu pomoc przy komputerze... A za mna chodzi caly dzien mysl, czy aby on na pewno mowi prawde... Czy tym kolega nie jest wlasnie A.... :-( Mialabym ochote go sprawdzic, czy nie klamie, ale chyba nie warto...:-(

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Przyjaciel mojego meza...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024