Hej. Może przedstawię sprawę od początku. Jesteśmy (byliśmy) z moim chłopakiem 2 lata. Od pewnego czasu, czyli kilku miesięcy kłóciliśmy się o błahostki a czasem nawet według mnie nie błahostki. Kłótnie zaczęły się od tego, że chce zrobić prawo jazdy na ciężarówki i wyjechać za granicę głównie namawiała go do tego jego matka kłóciliśmy się dość długo bo nie wyobrażałam sobie tego wszystkiego, założenia rodziny itd kiedy on będzie za granicą i będziemy się widzieć 2-3 razy do roku. Wspólnie niedawno postanowiliśmy, a nawet była to głównie jego myśl, że wyjedzie tylko na półtora roku i wróci do Polski i wtedy kupimy mieszkanie itd. Ok po chwili płakania zgodziłam się. Dalej kłóciliśmy się o błahostki mówił, że go to już męczy itd więc ogarnęłam się i zaczynałam to zmieniać najbardziej zmotywowało mnie to kiedy w sylwestra powiedział przy moich znajomych, że w tym roku chce się ze mną zaręczyć. W ten weekend był u mnie i wszystko było ok, nie kłóciliśmy się, był szczęśliwy. W poniedziałek rano też jeszcze wszystko było dobrze, zadzwonił pogadaliśmy, pośmialiśmy się tak jak zwykle, tego samego dnia 3 godziny później zadzwonił kolejny raz z wiadomością, że przemyślał sobie to wszystko i nie chce być już ze mną, ale mnie kocha. Że moja zmiana nie jest tak na zawsze tylko na kilka dni. Moje tłumaczenia, że właśnie zmieniam się już tak na zawsze, że nie będzie tych kłótni na nic się zdały co bym nie powiedziała wtedy słyszałam "nie" albo" podjąłem już decyzję". Od ostatniego telefonu przestał się odzywać nie pisze ani smsów ani nie dzwoni. Ja również tego nie robię bo mam nadzieję, że jednak wróci. Ciężko mi jest z tym wszystkim szczególnie, że dzień przed miał plany chciał ze mną spędzić życie, mówił, że zawsze będę miała jego i nigdy mnie nie zostawi, a nagle zrywa. Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie rozumiem tego w ogóle.
Boli mnie to, że przed sylwestrem powiedział do mojej koleżanki, że zależy mu na mnie i nie chce mnie stracić, a kiedy zrywał powiedział, że nie będzie mu mnie brakowało.
1 2014-01-08 12:12:34 Ostatnio edytowany przez justyna1610 (2014-01-08 12:14:52)
poczekaj nie odzywaj się niech ma czas na to by przemyśleć. pisalas że dużo się ostatnio kłócićie może to go przestraszyło i tak zrobił.
Staram się dać mu czas, nie piszę i nie dzwonię do niego już od 3 dni. Złudną nadzieję daje mi też to, że zawsze jak mówił, że z nami koniec to od razu mówił też, że przyjedzie po swoje rzeczy, tym razem tego nie powiedział. Z jednej strony mam nadzieję, a z drugiej boję się, że to naprawdę koniec. Cały czas przed oczami mam te dobre chwile, których było naprawdę dużo, on twierdzi, że więcej było złych. Byłam już nawet u psychologa ale chyba nic to nie dało. Nie potrafię sobie poradzić z tymi wszystkimi myślami, chciałabym żeby dało się tak wymazać z pamięci jakieś rzeczy i osoby i wtedy byłoby łatwiej...
miałam tak samo z moim chłopakiem i w sumie nie wiem jak go nazwać czy jest moim byłym czy jeszcze jest nim. Wszystko niby było ok ale później zaczął jeździć na tirach i trochę się pozmieniało szczególnie jego zachowanie. Teraz tez się kłocilismy czasami o takie głupoty, że to smieszne a czasami czułam, że po prostu ma dość takiego związku na odległość. nie odzywam się do niego od poniedziałku dzisiaj mu tylko napisałam, że rozwaliły mnie już totalnie jego słowa, które powiedział wtedy mi i nagle sobie przypomniał, że mnie kocha jednak ja mam dość jego zachowania i słow po których płacze.
Jeśli mogę coś Ci Justyna doradzić, to daj sobie czas wiem, że to głupie stwierdzenie, mnie zawsze wkurzało jak mi koleżanki mówiły nie martw się itd. ale wiem po sobie że on musi zrozumieć czego chce zmienić się a jeśli będzie ciągle taki to zwariujesz bo z tego co czytałam jeździ na tirach albo będzie jeździł wiec wiem po sobie jak to wygląda, kiedy go nie ma wariujesz żeby nic mu się nie stało żeby wrocił a kiedy wróci to wariujesz bo są kłotnie.
Też nie wiem teraz czy nadal jest moim chłopakiem czy już nie. Nie odzywa się do mnie właśnie od poniedziałku już, ja też mu nic nie pisałam, ale widzę sama po sobie, że z każdym dniem jest ze mną coraz to gorzej. Dzisiaj po przypomnieniu sobie miłych chwil i ogólnie całego jego zaczynała aż mną trząść w środku, płakałam i mną trzęsło. Wiem, że gdyby tylko chciał odezwał się i chciał spróbować dalej to bez wahania bym się zgodziła. Ludzie się zdradzają a niektórzy sobie wybaczają to i żyją dalej, a on nie potrafi wybaczyć kłótni, które swoją drogą już minęły.
Mam wrażenie, że on sobie nic przez ten czas nie przemyśli i nie wróci już do mnie, a ja go kocham bardzo mocno.
Ja mu co chwilę mówiłam, że przetrwamy to i będzie tylko coraz to lepiej a on mi wmawia, że wcale nie będzie lepiej bo teraz pewnie zmieniłam się tylko na 2 dni, ale sprawdzić tego nie chce.
a o co Wy się kłociliscie w ogóle ze sobą? o cos poważnego i po co w ogóle się kłociliście nie lepiej było jakoś się uspokoić kiedy zaczynaliście tą kłotnie?
Jakie miałaś stosunki z jego matką? Pisałaś, że nie podobało Ci się to, że chce jeździć ciężarówką za granicę do czego namawiała go jego matka. Może to ona miała wpływ na to co się stało ?
8 2014-01-08 22:00:32 Ostatnio edytowany przez justyna1610 (2014-01-08 22:05:10)
O jego wyjazd, że co chwile zmienia zdanie bo najpierw miało być po Polsce potem chciał za granicą, o to, że widzę, że jego matka go trochę wykorzystuje, czasem to nawet były błahe rzeczy, których naprawdę zaraz potem żałowałam i starałam się go jakoś udobruchać. Co do kończenia tych kłótni, starałam się uspokoić kiedy zaczynaliśmy, starałam się nawet ich już unikać. Tylko on nawet jeśli go po prostu spokojnym tonem o coś poprosiłam to uważał to już za foch z mojej strony i kłótnię, a ja tylko spokojnym tonem z nim rozmawiałam, tłumaczyłam mu coś lub go o coś prosiłam.
Nelia przez całe 2 lata wydawało mi się, że jego matka mnie lubi i to nawet bardzo. Ale od pewnego czasu jak ja mówiłam do mojego chłopaka "kotek" to ona chodziła po mieszkaniu i potem z ironią co chwile mówiła sama do siebie "kotek". To, że ona go przekonała do zerwania ze mną jest bardzo prawdopodobne bo bardzo się jej w większości rzeczy słuchał, a przebywa z nią na co dzień w domu więc ma duży wpływ na niego, tak samo jak naciskała go na wyjazd za granicę, kiedy on powiedział, że będzie jeździł w Polsce to ona się na to nie zgadzała.
Mam takie wrażenie, że to właśnie ona jest przyczyną nagłej zmiany twojego (ex)-chłopaka. Jaki chłopak kilka dni wcześniej mówiłby koleżance swojej dziewczyny, że zależy mu na niej, że planuje z nią wspólne życie, zaręczyny, ślub... Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji w moim życiu.
Nie rozumiem, też takiego zachowania przez dorosłego faceta! Żadnej odpowiedzialności za uczucia... W każdym związku są konflikty; mniejsze cy większe, ale są. Nie ucieka się od ich rozwiązania - przynajmniej takie jest moje zdania.
Może musiałabyś porozmawiać z tym chłopakiem, czy aby na pewno w 100% była to jego decyzja. Musiałabyś to zrobić delikatnie, bo może się zezłościć o podejrzenia związane z wpływem na jego przyszłość przez matkę.
Tłumaczyłam mu to nie raz na spokojnie, że w każdym związku są kłótnie nawet o błahostki, ale ludzie wspierają się nawzajem i obydwie strony chcą walczyć o związek, ale jak grochem o ścianę. Nie wiem już kompletnie co robić, cały czas jego ubrania i niektóre rzeczy są u mnie, do tej pory nic na ich temat nie napisał, zdjęcia z fb usunął dzisiaj, wszystkie nasze, bez wyjątku. Chyba jest mu lepiej beze mnie.
Co do rozmowy to on nie ma ochoty ze mną rozmawiać nie dzwoni, nie pisze. Próbowałam raz do niego zadzwonić nie odebrał a potem nawet nie oddzwonił.
Chciałabym, ale nie wiem jak Ci pomóc.
Nadal upieram się, że na jego zachowanie miała wpływ matka.
Dwa lata razem świadczy już o czymś. Dziwne jest dla mnie to, że tak po prostu, z dnia na dzień zerwał z Tobą kontakt, planując wcześniej przyszłość...
Skoro nie odbiera telefonów, nie odpisuje, daj mu przez jakiś czas spokój. Nie pisz i nie wydzwaniaj do niego. Pokaż, że dajesz radę bez niego, może przejrzy na oczy.
Sama też sobie nie potrafię pomóc. Może i to jest śmieszne ale mimo wszystko chciałabym żeby wrócił do mnie. Cały czas tylko myślę co teraz robi, czy choć trochę myśli o mnie, czy choć trochę tęskni. Nie potrafię sobie wyobrazić tego, że jakaś inna dziewczyna może go dotykać ![]()
też mam takie myśli co robi czy myśli o mnie dlaczego się nie odzywa czy jeszcze mu zależy na mnie czy już może kogos poznał. Właśnie nagorszą myslą jest myśl, że kogoś poznał dla samego siebie żeby zapomnieć o mnie żeby zrobić mi na złość albo tzw "klin klinem", że szybko znajdzie sobie inną a by zapomnieć o mnie też nie umiem sobie z tym poradzić. Dzisiaj się pokłóciliśmy a najgorsze sa weekendy kiedy siędzę sama i myśle że może poszedł na dysskotekę, że jakas panna się klei do niego, że go dotyka:/ nie umiem tez sobie z tym poradzić nie umiem mieć wyjebane i pomyśleć niech robi co chce:/
14 2014-01-09 17:32:44 Ostatnio edytowany przez justyna1610 (2014-01-09 17:44:24)
też mam takie myśli co robi czy myśli o mnie dlaczego się nie odzywa czy jeszcze mu zależy na mnie czy już może kogos poznał. Właśnie nagorszą myslą jest myśl, że kogoś poznał dla samego siebie żeby zapomnieć o mnie żeby zrobić mi na złość albo tzw "klin klinem", że szybko znajdzie sobie inną a by zapomnieć o mnie też nie umiem sobie z tym poradzić. Dzisiaj się pokłóciliśmy a najgorsze sa weekendy kiedy siędzę sama i myśle że może poszedł na dysskotekę, że jakas panna się klei do niego, że go dotyka:/ nie umiem tez sobie z tym poradzić nie umiem mieć wyjebane i pomyśleć niech robi co chce:/
Dokładnie mam takie same myśli jak Ty, tylko Twój chłopak z Tobą utrzymuje kontakt, rozmawiacie więc mu zależy jednak, a mój od zerwania w poniedziałek po południu nie odzywa się w ogóle, już miałam ochotę iść po niego do pracy i porozmawiać z nim jakoś, ale bałam się tego jego obcego spojrzenia, tego oschłego tonu i tego tekstu kiedy zawsze próbowałam go zatrzymać "puść mnie kobieto". Bałam się, że potraktuje mnie jak obcą osobę. Też nie potrafię mieć na to wszystko wyjebane i nie przejmować się tym co robi, tak samo jak nie potrafię zrozumieć dlaczego to wszystko robi. Cały czas biorę ziołowe tabletki na uspokojenie, ale i tak myślę o tym wszystkim w kółko.
15 2014-01-09 21:34:54 Ostatnio edytowany przez m-kasjaniuk (2014-01-09 21:37:35)
zajmij się czyms nie wiem pójdź z koleżankami do kina pogadaj z nimi pójdź na piwo nie wiem byle gdzie tylko nie siedź sama. ja siedziałam sama i miałam takie doły, że płakałam nie spałąm nocami itd. teraz jest lepiej w sumie może i nie lepiej wraz mysle co robi gdzie jest czy mnie nie zdradza boje się, że znajdzie inna ale nie mysle już tak non stop zaraz mam sesje teraz dużo nauki, że nie wiem w co ręcę włozyc i tak sobie po cichu myśle, że jeśli miałby być teraz taki dla mnie jak ostatnio, że bd płakać bd smutna to lepiej, że się nie odzywa przynajmniej mogę się spkojnie uczyć
Właśnie co do tych koleżanek to po 2 dniach rozmowy ze mną się trochę odwróciły i mają mnie dość kiedy prosiłam o spotkanie to nagle nie mają czasu. Jedynymi osobami, które mi teraz pomagają są moi rodzice i osoby tutaj na forum. Ja niestety jestem takim typem osoby, że jak jestem smutna, załamana to nie potrafię ani nawet nie mam najmniejszej ochoty nic robić, nie wiem jak będzie jak przyjdzie sesja.
Może postaram się z nim spotkać i porozmawiać na żywo, może jak mnie zobaczy to mu zmięknie serce...choć strasznie boję się tego spotkania, boję się tego, że usłyszę to czego bym nie chciała usłyszeć, czyli, że to naprawdę koniec.
17 2014-01-10 16:09:57 Ostatnio edytowany przez justyna1610 (2014-01-10 22:29:28)
Dziś zdecydowałam, że mimo wszystko chce o niego walczyć, wiem pewnie wyda się to głupim pomysłem, ale kocham go na tyle mocno, że chcę powalczyć o niego, macie może jakieś rady, co mogłabym zrobić żeby go nie odstraszyć a przyciągnąć do siebie, żeby stwierdził, że zrobił błąd i chciał do mnie wrócić?
Dzisiaj napisałam mu smsa, że chciałabym się spotkać i porozmawiać odpisał oschle, że dziś nie ma czasu, zapytałam o jutro, to odpisał, że po kursie może będzie miał chwilę czasu.
Przed chwilą sam napisał mi, że możemy się spotkać jutro po jego kursie, zapytał czy zabrać moje ubrania, nie wspomniał nic o tym, że mam zabrać jego, nie rozumiem tej sytuacji, zawsze jak się kłóciliśmy był tekst, że przywozi mi moje rzeczy i zabiera swoje i koniec kropka, a teraz się pyta czy wziąć a nie wspomina nic o swoich. Jakieś propozycje co to może oznaczać?
Niestety ale po spotkaniu jest tylko jeszcze większy płacz i doszła do tego ogromna złość, które wcześniej nie było.
Czekałam na niego pod parkiem podchodząc myślałam, że nie uśmiechnie się jak zwykle, zawsze kiedy mnie widział uśmiech było widać z daleka, w dniu spotkania starał się bardzo mocno nie uśmiechać ale jak już był blisko mnie to się uśmiechnął...czego nie rozumiem no ale ok. Przywitanie hmm dał buzi w policzek jak każdej koleżance na przywitanie...poprosiłam o buzi w usta to dał w usta. Usiedliśmy na ławce najpierw zapytałam go jak tam prawo jazdy itd jak mu idzie. Potem przeszliśmy do rozmowy niestety.
Przez całą rozmowę tłumaczyłam mu, że przez te ciche dni teraz zrozumiałam swoje błędy ( każdy mi mówi, że ja żadnych błędów nie popełniłam bo kłótnie są w każdym związku sama nie jestem do tego przekonana), że wcześniej ich nie rozumiałąm sama nie wiem czemu itd itd, jego odpowiedź? "ok no to fajnie, to teraz będziesz bogatsza o nowe doświadczenie do nowego związku".Powiedziałam mu, że go kocham i będę o niego walczyć bo skoro mówiłam mu, że nigdy go nie zostawię to się tego będę trzymać to powiedział mi, że mogę sobie walczyć i żyć nadzieją, a on już ze mną nie będzie nigdy. Próbowałam dalej pytałam go czemu tak zdecydował powiedział, że tylko dlatego, że męczyły go te kłótnie ostatnio, no to mu tłumaczę dalej, że to jest po prostu kryzys i skoro przetrwaliśmy razem tyle poważnych rzeczy to przetrwamy teraz i to, stwierdził, że nie widzi sensu bo za miesiąc znowu będą kłótnie, cały czas mu tłumaczę, że nie będzie już kłótni bo to wszystko zrozumiałam, a on dalej swoje. Zapytałam go czy mnie kocha, po chwili ciszy odpowiedział, że sam już nie wie, potem dalej mu mówiłam, że będzie wszystko ok itd. nic to niestety nie dało. Na koniec wstał ja go przytuliłam on tylko stał jak drzewo bez żadnych emocji, zapytałam go czy jest pewien, że nie będzie chciał nigdy to mnie wrócić powiedział, że nie wie. Potem znowu go prosiłam żeby dał nam szansę odpowiedział ze złością, że mnie już nie kocha...w tym momencie pękło mi serce nie mogłam nic powiedzieć, nie wiedziałam nawet co, po prostu po dłuższej chwili się odwróciłam i poszłam.
Tyle rzeczy co zrobiłam dla niego szukałam mu pracy przez dobry rok, sprzatałam w pokoju, jak był chory dbałam o niego jak o małe dziecko, niczego mu nie brakowało, wspierałam go w każdej rzeczy, byłam dla niego bardzo dobra i rozstaje się ze mną przez kłótnie, przez rzecz którą można naprawić i już się naprawiała, rozumiem gdybym go zdradziła tak jak jego była...nie pomyślałabym, że tak ze mną postąpi. Czy to naprawdę moja wina? Czy to ja jestem taka zła?
Poczułam się jak jakiś potwór kiedy powiedział mojej koleżance, że on psychicznie nie wytrzymuje tych kłótni, próbował mi wmówić, że te kłótnie są od roku, ale tak naprawdę są tylko od 2-3 miesięcy, w czasie tych kłótni to on głównie mówił mi przykre rzeczy nie ja jemu, ja starałam mu się coś wytłumaczyć żeby zrozumiał o co mi chodzi.
Justynko pierwsze co to Ci mocno współczuję bo wiem jaki to bol porzucenie przez osobę ktora się kocha i starało się dla niej jak najlepiej. Ja myślę ze to nie kłótnie są powodem, jak już wyżej koleżanka napisała kluczem może być jego matka, albo chłopak chce po prostu wolności co mi podpada pod chec zrobienia prawka na auta ciężarowe i praca jako kierowca.
Zeby samemu czuć się w porządku robi z Ciebie winna. Życzę Ci zeby on się jednak opamietal i poczuł kogo traci bo taka troskliwa dziewczyna to skarb.
No niestety ból jest ogromny, może i to nie był mój pierwszy chłopak ale na pewno był pierwszym dla którego robiłam naprawdę wszystko, nie miał mu kto pomóc wnosić worki z węglem do piwnicy to ja mu pomagałam, we wszystkim mu pomagałam i boli to, że patrzy na ten związek przez pryzmat kłótni, które były od kilku miesięcy, a nie potrafi dostrzec ile ja dla niego zrobiłam, ile razy ja mu dawałam szansę, przebaczałam, kiedyś mnie nawet zapytał czemu tak wszystko mu wybaczam to powiedziałam mu, że to jest właśnie miłość kiedy drugiemu człowiekowi przebacza się nawet bardzo okropne rzeczy i daje szanse. Boli też to, że jak go zapytałam czy według niego w tym związku nie było pięknych chwil to mi powiedział, że było może kilka...a było ich naprawdę całe mnóstwo. Też coraz bardziej dochodzę do wniosku, że tak naprawdę to nie te kłótnie były powodem, bo tego się nie da uniknąć, teraz jestem prawie pewna, że powodem jest jego matka po prostu.
Chciałabym żeby po pewnym czasie się opamiętał, żeby poczuł taką tęsknotę jak ja teraz czuje, żeby zaczęło mu mnie brakować tak jak mnie teraz brakuje jego.
On chyba nie widzi we mnie już tej troskliwej dziewczyny, teraz mam wrażenie, że widzi we mnie jakiegoś potwora i to też jest przykre niestety.
Justyna napiszę Ci tylko tak: nie daj sobie wmówić, że to Twoja wina, że gdyby nie kłótnie to bylibyście razem. Bo, przepraszam bardzo, ale sama to się ze sobą nie kłóciłaś prawda? on nie stał wtedy spokojnie i nie czekał, aż skończysz....Do kłótni potrzeba przynajmniej dwojga....
Uważam, że powód jest inny. Nie wiem, czy chodzi o matkę, czy znalazł kogoś nowego, czy mu się po prostu znudziło...ale na pewno powodem nie są kłótnie, zwłaszcza, że Ty zadeklarowałaś chęć poprawy, na którą Ci nie dał szansy...swoją drogą, jakby chciał coś naprawić musiałby również zrobić coś ze sobą, .....
Wiem, że czujesz się okropnie i prawdopodobnie nic co tu napiszemy Ci nie pomoże ale wiesz co? To dobrze, musisz przejść żałobę. A pamięć o tym jak Cię potraktował w końcu nie pozwoli Ci na to aby marnować szanse przez kogoś, kto na to nie zasługuje.
Dużo siły Ci życzę!
P.S. znajdź jedną życzliwą osobę, która w tym czasie będzie przy Tobie, wyciągnie na kawę do kina czy przytuli gdy będziesz się wypłakiwać. To naprawdę pomaga.
Trzymaj się
No nie stał spokojnie i nie czekał aż skończę, on sam mi wiele przykrych rzeczy powiedział w czasie kłótni, nawet ja mu nigdy takich rzeczy nie potrafiłam powiedzieć.
Zadeklarowałam chęć poprawy, ta poprawa już nawet była i sam widział, że się poprawiło.
To co mi wszyscy tutaj napisaliście mi naprawdę bardzo pomogło, moi znajomi niestety nagle nie mają na nic czasu, nagle się uczą całe dnie, więc nie mam gdzie z kim wyjść, jedyne co to idę do pokoju rodziców (oni też mi teraz bardzo pomagają) bo wtedy odciągam się trochę od tego komputera i nie patrzę co chwile czy on jest czy go nie ma i nie zamartwiam się tym czemu nie pisze.
Teraz cały czas staram się pamiętać co mi powiedział na tym spotkaniu i jak się zachowywał, to pomaga mi w zniechęceniu się do niego.
Ludzie podejmując takie decyzję, często kierują się silnymi emocjami, mówią słowa i robią coś z czego do końca nie umieją sobie zdać sprawy, tak może być w Twoim wypadku, ponieważ Twój partner co innego mówi Tobie co innego innym, na całe szczęście na temat związku wypowiada się pozytywnie. Świadczyć to może o tym, że być może jest problem, który ma problem rozwiązać. Kłótnie, drobne sprzeczki są elementem każdego związku. To w końcu dwójka ludzi, z których każdy może mieć prawo, żeby coś powiedzieć. Prawo do niezadowolenia.
Czy to nie jest tak, że bycie kierowcą było jego marzeniem? Częścią jego i tego do czego dążył? W związkach często tak bywa, że praca czy marzenia mogą ?kolidować? z pewnym standardem powszechnie przyjętym. Wyrażając swoje niezadowolenie, mogłaś pokazać mu jak bardzo go kochasz, chcesz mieć przy sobie, jak Ci zależy na związku z nim, ale również pewne ograniczenie.
Powinnaś się zapytać siebie, czy potrafiła byś tak żyć, od mc do mc. Czekając, pracując, wychowując dzieci? Czy takie życie z nim by Cię satysfakcjonowało? Jeśli tak, to to zaakceptować.
Popełniłaś błąd, nie dając mu chwili oddechu, przemyślenia czegoś. Zabieganie o drugą osobę jest czymś normalnym. Ale również można o nią zabiegać milcząc i myśląc o niej. Co ona zrobi będzie świadczyło o niej, o sile uczucia. Czasem jest tak że partnerzy nie doceniają i niewiedzą jakie szczęscie mają przez monotonię codziennych dni. Ludzie łatwo przyzwyczajają się do dobrego i gdy to tracą zaczynają dostrzegać dobro, którego wczesniej im nie brakowało, którego nie widzieli.
Miłość to nie tylko sprzątanie i fizyczne dbanie o drugą osobę. To również akceptacja, rozmowa, chęć zrozumienia.
Nie jesteś potworem, złą kobietą. Nie masz powodu, żeby obwiniać się o cokolwiek. Kochasz, starasz się zmienić coś na lepsze. Czy ta druga osoba to dostrzega? Czy dostrzega miłość, zaangażowanie, czy tylko egoistycznie myśli o sobie i swoich założonych celach, uczuciach.
Ludzie podejmując takie decyzję, często kierują się silnymi emocjami, mówią słowa i robią coś z czego do końca nie umieją sobie zdać sprawy, tak może być w Twoim wypadku, ponieważ Twój partner co innego mówi Tobie co innego innym, na całe szczęście na temat związku wypowiada się pozytywnie. Świadczyć to może o tym, że być może jest problem, który ma problem rozwiązać. Kłótnie, drobne sprzeczki są elementem każdego związku. To w końcu dwójka ludzi, z których każdy może mieć prawo, żeby coś powiedzieć. Prawo do niezadowolenia.
Czy to nie jest tak, że bycie kierowcą było jego marzeniem? Częścią jego i tego do czego dążył? W związkach często tak bywa, że praca czy marzenia mogą ?kolidować? z pewnym standardem powszechnie przyjętym. Wyrażając swoje niezadowolenie, mogłaś pokazać mu jak bardzo go kochasz, chcesz mieć przy sobie, jak Ci zależy na związku z nim, ale również pewne ograniczenie.
Powinnaś się zapytać siebie, czy potrafiła byś tak żyć, od mc do mc. Czekając, pracując, wychowując dzieci? Czy takie życie z nim by Cię satysfakcjonowało? Jeśli tak, to to zaakceptować.
Popełniłaś błąd, nie dając mu chwili oddechu, przemyślenia czegoś. Zabieganie o drugą osobę jest czymś normalnym. Ale również można o nią zabiegać milcząc i myśląc o niej. Co ona zrobi będzie świadczyło o niej, o sile uczucia. Czasem jest tak że partnerzy nie doceniają i niewiedzą jakie szczęscie mają przez monotonię codziennych dni. Ludzie łatwo przyzwyczajają się do dobrego i gdy to tracą zaczynają dostrzegać dobro, którego wczesniej im nie brakowało, którego nie widzieli.
Miłość to nie tylko sprzątanie i fizyczne dbanie o drugą osobę. To również akceptacja, rozmowa, chęć zrozumienia.
Nie jesteś potworem, złą kobietą. Nie masz powodu, żeby obwiniać się o cokolwiek. Kochasz, starasz się zmienić coś na lepsze. Czy ta druga osoba to dostrzega? Czy dostrzega miłość, zaangażowanie, czy tylko egoistycznie myśli o sobie i swoich założonych celach, uczuciach.
Bardzo mądrze to wszystko napisałeś w niektórych przypadkach masz rację. Co do jego marzenia to bycie kierowcą nie było jego marzeniem, już na pierwszym spotkaniu powiedział mi, że według niego jest to praca dla samotnej osoby i cały czas trzymał się tego aż do niedawna. Rozmawialiśmy na ten temat wiele razy i za każdym razem jego zdanie było inne. Najpierw twierdził, że nie mam się czym martwić bo jeśli już to będzie jeździł tylko w Polsce, a jeśli będzie musiał wyjechać to wyjedzie ze mną ok zgodziłam się na to. Potem kolejny raz rozmawialiśmy na ten temat bo jego zdanie zmieniło się, kiedy jego matka powiedziała mu, że jak ma jeździć po Polsce to ona mu nie da pieniędzy na to prawo jazdy. Twierdził, że musi wyjechać itd tego już nie rozumiałam i tłumaczyłam mu zawsze na spokojnie, że nie założymy w te sposób rodziny, którą chciał założyć ze mną. W ostatniej rozmowie na ten temat powiedział mi, że wyjedzie tylko na półtora roku i wróci, zgodziłam się na to. Przemyślałam wtedy to wszystko bardzo dokładnie i uważałam, że damy radę i przetrwamy to i zaakceptowałam to wszystko.
Akceptowałam go w całości, jego hobby, w które nawet mnie wkręcił, akceptowałam wszystko co było z nim związane. Kiedy chciałąm z nim porozmawiać poważnie na jakiś temat to kończyło się to tym, że się na mnie obrażał i padały naprawdę nie miłe teksty. Z mojej strony było zrozumienie, niestety z jego nie, Ostatnio decyzje podejmował tylko z matką i chłopakiem jego siostry ja zostałam o tym informowana na koniec bez żadnego pytania co o tym sądzę itd. nie obchodziło go to czy na coś się zgadzam czy nie, nawet nie interesowało go moje zdanie na ten temat.
Nie rozumiał tego, że ostatnio jestem poddenerwowana dlatego, że moja mama była w szpitalu, dlatego, że boję się, że w tak młodym wieku stracę matkę, twierdził, że to wymyśliłam, a sam wcześniej jak płakałam z tego powodu przytulał mnie i mówił, że zawsze przy mnie będzie i nigdy mnie nie zostawi.
To dla niego zawsze chciałam jak najlepiej, oddałabym mu wszystko żeby tylko jemu było dobrze.
25 2014-01-13 16:27:13 Ostatnio edytowany przez rockwoman7 (2014-01-13 16:29:19)
wiesz, jak tak piszesz, to reakcja Twojego faceta bardzo przypomina reakcje mojego faceta, w sumie już byłego faceta. Zerwał ze mną w czwartek. Też głównie chodziło mu o zmianę, o kłótnie, czepianie się z mojej strony, tylko tak na dobrą sprawę, sądzę, że jak i w moim i Twoim wypadku, te czepialstwo, czy kłótnie mają jakieś podłoże, u mnie było tak, że moj facet, dawał mi czasmi powody do tego czepialstwa i wkurzania się na niego. Ale tez kwestia tego, że faktycznie w niektórych momentach przeginałam co zdaje sobie z tego sprawę. Najpierw napisał mi w smsach, że to już nie ma sensu, że on nie potrzebuje takiego związku, jesli ja ciągle się czepiam, że robię tak a nie inaczej, do tego doszły też teksty, że już nic do mnie nie ma, nie czuje. Ja wiem, że dalej wciąż w nim coś tkwi, bo zbyt emocjonalnie podchodził na spotkaniu do wszystkiego, znakomicie przygotował się do roli, tak na dobrą sprawę skoro powiedzial w smsach, że to juz koniec, to po kiego jeszcze chcial się spotkać? I oczywiscie na spotkaniu, zachowywal się jak bezczelny smarkacz, świetnie przygotowal się do swojej roli i udalo mu sie. Nawet uwierzylam mu na poczatku w to, że faktycznie nic nie czuje, a wiem, ze to tylko czysta złość na mnie, za to jaka byłam. Uczucia nie giną na pstryk, wspolne chwile tym bardziej. Koniec z powodu takich drobnych sprzeczek i klotni, powinno się wyjasniac a nie konczyc znajomosc i przekreslac wszystko co sie dalo do tej pory zbudować. I też przytulałam go na siłę na spotkaniu, nie chcial mnie przytulac, nie chcial mnie nawet dotknać, wszystko wymuszalam, ale czulam jak mu serce biło, to też jest stres przyjsc i powiedziec te bzdury, żeby mieć swoj ukochany spokoj. Zatrzymywalam go chyba kilka razy, wracal do mieszkania by pogadac, choc uwazal, ze to i tak nie ma sensu. Jak zażądałam by powiedzial w koncu, ze nic do mnie nie czuje i naciskalam strasznie, to wrzasnal, ze tak, że nie czuje. Emocje, po prostu. w złości człowiek wiele rzeczy głupich gada, skoro Twoj facet dokonca nie wie czy Cie nie kocha, to daj mu czas, nie pisz do niego, nie atakuj, nie pros o spotkania. Moj tez przyniosl mi koszulke moją, swojej nie zabrał, nie wiem czy zapomniał czy nie, ale sądzę, że to byl pretekst jakikolwiek do tego by znow mnie zobaczyc, by naładować akumulator na najblizsze dni. Zawsze bylo tak, ze ja pisalam długie teksty do niego, ze jest tak, ze zalezy mi i inne rzeczy, a teraz nic nie pisze, co pewnie go dziwi. Wciaz mam dobry kontakt z jego kumplem wiec mniej wiecej wiem, co sie dzieje, choc to nigdy nie jest rzetelne źródlo informacji. Jak kocha to wróci, jesli cokolwiek w nim siedzi to nie pozwoli sobie na stratę Ciebie, ja też tak myślę i pocieszam się, że któregoś pięknego dnia, zobaczę od niego jakąkolwiek wiadomość, a moje milczenie bedzie jakkolwiek wynagrodzone.
wiesz, jak tak piszesz, to reakcja Twojego faceta bardzo przypomina reakcje mojego faceta, w sumie już byłego faceta. Zerwał ze mną w czwartek. Też głównie chodziło mu o zmianę, o kłótnie, czepianie się z mojej strony, tylko tak na dobrą sprawę, sądzę, że jak i w moim i Twoim wypadku, te czepialstwo, czy kłótnie mają jakieś podłoże, u mnie było tak, że moj facet, dawał mi czasmi powody do tego czepialstwa i wkurzania się na niego. Ale tez kwestia tego, że faktycznie w niektórych momentach przeginałam co zdaje sobie z tego sprawę. Najpierw napisał mi w smsach, że to już nie ma sensu, że on nie potrzebuje takiego związku, jesli ja ciągle się czepiam, że robię tak a nie inaczej, do tego doszły też teksty, że już nic do mnie nie ma, nie czuje. Ja wiem, że dalej wciąż w nim coś tkwi, bo zbyt emocjonalnie podchodził na spotkaniu do wszystkiego, znakomicie przygotował się do roli, tak na dobrą sprawę skoro powiedzial w smsach, że to juz koniec, to po kiego jeszcze chcial się spotkać? I oczywiscie na spotkaniu, zachowywal się jak bezczelny smarkacz, świetnie przygotowal się do swojej roli i udalo mu sie. Nawet uwierzylam mu na poczatku w to, że faktycznie nic nie czuje, a wiem, ze to tylko czysta złość na mnie, za to jaka byłam. Uczucia nie giną na pstryk, wspolne chwile tym bardziej. Koniec z powodu takich drobnych sprzeczek i klotni, powinno się wyjasniac a nie konczyc znajomosc i przekreslac wszystko co sie dalo do tej pory zbudować. I też przytulałam go na siłę na spotkaniu, nie chcial mnie przytulac, nie chcial mnie nawet dotknać, wszystko wymuszalam, ale czulam jak mu serce biło, to też jest stres przyjsc i powiedziec te bzdury, żeby mieć swoj ukochany spokoj. Zatrzymywalam go chyba kilka razy, wracal do mieszkania by pogadac, choc uwazal, ze to i tak nie ma sensu. Jak zażądałam by powiedzial w koncu, ze nic do mnie nie czuje i naciskalam strasznie, to wrzasnal, ze tak, że nie czuje. Emocje, po prostu. w złości człowiek wiele rzeczy głupich gada, skoro Twoj facet dokonca nie wie czy Cie nie kocha, to daj mu czas, nie pisz do niego, nie atakuj, nie pros o spotkania. Moj tez przyniosl mi koszulke moją, swojej nie zabrał, nie wiem czy zapomniał czy nie, ale sądzę, że to byl pretekst jakikolwiek do tego by znow mnie zobaczyc, by naładować akumulator na najblizsze dni. Zawsze bylo tak, ze ja pisalam długie teksty do niego, ze jest tak, ze zalezy mi i inne rzeczy, a teraz nic nie pisze, co pewnie go dziwi. Wciaz mam dobry kontakt z jego kumplem wiec mniej wiecej wiem, co sie dzieje, choc to nigdy nie jest rzetelne źródlo informacji. Jak kocha to wróci, jesli cokolwiek w nim siedzi to nie pozwoli sobie na stratę Ciebie, ja też tak myślę i pocieszam się, że któregoś pięknego dnia, zobaczę od niego jakąkolwiek wiadomość, a moje milczenie bedzie jakkolwiek wynagrodzone.
Też mi się wydaje, że to czepialstwo ma swoje podłoże bo on często zmieniał zdanie na dany temat i to tak bez powodu. A poza tym nie czepiałam się go o aż tak błahe rzeczy jak on twierdzi, powiedział mi, że najbardziej wkurzyło go to, że przyczepiłam się że musiał iśc i swojej mamie otworzyć bramę, a ja się nie przyczepiłam tylko jak ona zadzwoniła do niego żeby jej otworzył to delikatnie zapytałam czy jego mama nie ma klucza do bramy i czemu skoro mieszkają coś koło 20 lat tam to nie dorobi sobie tego klucza, to było tylko pytanie nie kłótnia, on mi odpowiedział już nie delikatnie, że o co mi znowu chodzi itd i że się znowu czepiam. Nie czepiałam się go o jego skarpetki porozrzucane, o bałagan w pokoju, o kubek z kawą który stał 2 tygodnie, nigdy o takie bzdety się go nie czepiałam po prostu sprzątałam je za niego bez żadnego słowa.
On stwierdził, że mnie nigdy nic nie można powiedzieć i że on nie może mieć swojego zdania. Tutaj ja nie mogłam mieć swojego zdania bo jego zdanie na dany temat zawsze wysłuchałam a jeśli ja miałam coś do powiedzenia na jakiś temat to już było to czepianie się według niego. Zrobił mi tym wszystkim taki mętlik w głowie, że mam wrażenie, że faktycznie czepiałam się go o bzdety itd, że nie dałam mu powiedzieć swojego zdania. Jak tylko mówiłam mu, że każdy ma prawo do własnego zdania i należy je wysłuchać i przemyśleć to on mi wmawiał, że wcale tak nie uważam, jak mu mówiłam, że nie będziemy się już kłócić to on mi wmawiał, że będziemy. On wie wszystko najlepiej.
Mój dobrze wie, że jego mnóstwo ubrań i rzeczy jest u mnie a mimo to nadal się o nie nie upomina. Spakowałam je i zaniosłam do piwnicy bo patrząc na nie miałam tylko łzy w oczach.
Witajcie,
ja mam podobną sytuację jak wy. Rozstałam się z chłopakiem byliśmy 2 lata ze sobą wszystko zaczęło się psuć kiedy zaczął jeździł na tirach częste kłotnie już o byle co. Czasami nie wytrzymywałam już jego zachowania jego oschłości do mnie. Nie wiedziałam o co chodzi prosiłam tłumaczyłam żeby się zmienił, że mnie rani a on wraz to samo. Ostatnio przegiął nie odzywałam się tydzień nie odpisywałam mu i wtedy jaki on dobry jak mnie prosił żebym się odezwała jak przepraszał jak się odezwałam to znowu 2 dni dobrze i znowu kłotnia, że nie chce już tak dłużej, że zadko się widujemy, że nie chce do niego dzwonić itd. Tak faktycznie teraz nie chce dzwonic do niego bo mnie rozwalają już jego teksty i mu powiedziałam, że do puki się nie zmieni to i ja nie będę dzwonić.I on już takie rzeczy mi mówi, że mnie rozwala i nie wiem co robic:/ dzisiaj powiedział, że nie zależy mu na takim związku, że już na pewno 1 nie będzie się odzywał a ja głupia wszystko robiłam dla niego siedziałąm nocami kiedy sam był w tirze i czekał na załadunek, modliłam się o niego martwiłam codziennie pytałam jak się czuje bo miał wypadek i teraz takie rzeczy mi mówi:/. Czasami to myslę ze on chce cała wine zrzucić na mnie żeby mieć czyste sumienie, że to moja wina a on święty:/ co ja mam robic? pomózcie prosze
Wiem, że może nie powinnam i to głupi pomysł, ale chciałabym go odzyskać, nie chce mi się wierzyć w to, że w 3 godziny podjął decyzje, że już nie chce być itd. Co zrobić żeby jednak coś zrozumiał, przemyślał i zatęsknił i chciał wrócić? Czy uważacie, że jest w ogóle szansa, że coś jednak zrozumie i wróci?
Justyna, zajrzyj na pocztę dostalas ode mnie maila
))
No cóż to chyba faktycznie koniec. Nie cały miesiąc nic się nie odzywał do mnie, kompletnie nic, ja do niego również. Nie upominał się o swoje ubrania więc myślałam, że może jednak coś przemyśli i zatęskni za mną i będzie chciał wrócić. Dziś w rocznicę naszego związku napisał mi wiadomość "Hej. W sobotę podjechałbym po swoje rzeczy i przywiózłbym Ci Twoje, ok?". Przez ten czas zrozumiałam, że nie byłam z nim z przyzwyczajenia tylko dlatego, że go kocham i chce nadal walczyć bo wiem, że jednak warto. Nadal mi na nim zależy i nie potrafię tak jak on przekreślić tych 2 lat tylko z powodu kilku ostatnich kłótni, nie uważam żebym była dla niego zła bo i wspierałam go w trudnych sytuacjach, cieszyłam się z nim z sukcesów jego, dawałam mu dużo czułości i miłości, akceptowałam go w całości, niestety on twierdzi, że więcej było złych chwil niż dobrych, tak jakby kompletnie nie pamiętał ile razem przeszliśmy dobrego. Czy naprawdę da się tak odkochać z dnia na dzień? Jednego dnia pytać o rozmiar pierścionka a na drugi dzień zerwać? Nie było wcześniej jakichkolwiek dziwnych zachowań z jego strony które wskazywałyby na to, że nie kochał już od dawna. Nie rozumiem tego wszystkiego, czuję się strasznie.
Napisze tylko tyle można
miesiąc to mało Ty teraz czujesz,że go kochasz że jest taki wspaniały... Za dwa miesiące też będziesz coś czuć ale będzie już inaczej,łatwiej i na pewne sprawy będziesz patrzeć inaczej...
Nic teraz nie rób oddaj rzeczy i tyle,płaczem i blaganiem nic nie zyskasz a jedynie możesz pózniej się sama z tym źle czuć...
Jeżeli się ocknie i zrozumiał co stracił to sam przyjdzie...ale nie czekaj żyj!!!
Że jest aż tak wspaniały to nie uważam, ale po prostu przez ostatni czas czułam się tak jakby się trochę zagubił był dla mnie nie miły, mówił słowa które kiedyś by mu przez gardło nie przeszły, ale mimo wszystko wiem, że tam gdzieś w środku jest ten chłopak który był jeszcze kilka miesięcy temu. Płacz i błaganie było tylko na początku stycznia kiedy zadzwonił i oznajmił mi swoją decyzję. Nie wiem po co on przy tym płakał skoro cały czas jest teraz taki szczęśliwy. Może i miesiąc to mało ale przez ten miesiąc przemyślałam sobie dużo rzeczy które działy się u Nas ostatnio. Często było tak, że zarzucał mi, że czegoś nie może zrobić kiedy ja mu mówiłam, że może i nigdy nawet nie dawałam mu znaku, że nie może czegoś zrobić to on dalej non stop mi wmawiał, że nieprawda bo ja mu nie pozwalam...
Kiedy troszkę się pokłóciliśmy o to, że przestaliśmy się widywać w tygodniu chociaż na tą głupią herbatę czy kawę po jego pracy to twierdził, że on nie ma czasu bo wiecznie musi zrobić coś w domu i że ja pewnie myślę, że on leży do góry tyłkiem i nic w domu nie robi kiedy mu mówiłam, że wcale tak nie uważam, że po prostu chce chociaż od czasu do czasu się z nim w tygodniu zobaczyć to on znowu, że nie bo ja tak właśnie uważam. A potem stwierdził, że nie może mieć swojego zdania, ale chyba ja lepiej wiem co ja uważam?
Nie wiem już czy to ze mną jest coś nie tak? Ja jestem jakaś dziwna? Mam taki mętlik w głowie, dlatego tutaj piszę bo może Wy jako osoby patrzące na to z boku mi coś podpowiecie. Sama po prostu nadal nie wiem co złego zrobiłam, co we mnie jest nie tak?
33 2014-01-30 18:09:27 Ostatnio edytowany przez martyna2010 (2014-01-30 18:17:17)
Hej, rozstania mają to do siebie, że początkowo idealizujemy osobę,z którą się rozstaliśmy. Całą winę zwalamy na siebie, zastanawiamy się co zrobić, aby było jak dawniej, wylewamy morze łez. Rozstania są trudne, a ból nie do zniesienia. Ale na szczęście to tylko na początku. Z biegiem czasu uświadamiamy sobie, ile ta druga osoba wyrządziła nam krzywdy, przypominamy sobie ile niemiłych słów padło pod naszym adresem i w końcu po dłuższym czasie stwierdzamy, że rozstanie było najlepszym dla nas wyjściem.
Wiesz... Zdecydowana większość z nas to przeżyła. I ja także. Pamiętam jak na początku zastanawiałam się, dlaczego to koniec, co robię źle. Pamiętam też ten ból, bezradność i złość jakie mi w tym czasie towarzyszyły. Ale jestem osobą, która żyje w przekonaniu, że nic nie dzieje się przez przypadek, a każda sytuacja ma swój powód. Choć wtedy wpadłam w depresję i było niesamowicie ciężko, to robiłam wszystko by z niej wyjść i poradziłam sobie z tym sama. Zajęłam się nauką, czytałam książki, wyciągałam znajomych na spotkania, plotki. Taniec wyzwala dużo pozytywnych uczuć,więc chodziłam też na imprezy. Często wchodziłam na optymistyczne strony w internecie. Jest wiele sposobów, musisz poświęcić dużo czasu na swoje hobby. A w chwilach słabości, wylewałam swoje przemyślenia na forum i zawsze znalazł się ktoś,kto pomogł, wyciągnął z dołka i podtrzymał na duchu. Jak potoczyło się dalej moje życie? Może to trochę śmieszne i nie każdy uwierzy,ale po przeczytaniu wątku http://www.netkobiety.pl/t1611.html stwierdziłam, że na pewno nie zaszkodzi a pomóc może. Po jakimś czasie kontakt z byłym chłopakiem całkowicie się urwał, za to kogoś poznałam...
Z moim obecnym chłopakiem jestem już ponad 3 lata, kocham go nad życie, nie mogę powiedzieć na niego złego słowa, we wszystkim mi pomaga. I co tu dużo mówić.... dla mnie jest idealny i wiem,że to z nim chcę spędzić całe życie. Choć zdarzają się kłótnie (rzadko) to nie potrafimy się na siebie gniewać i wiemy, że możemy na siebie w każdej sytuacji liczyć, rozwiązujemy wspólnie problemy. Dla mnie to spotkanie nie było przypadkowe, lepiej trafić nie mogłam. ![]()
Natomiast odwołując się jeszcze do tego, co napisałaś. Wydaje mi się, że robiłaś dla niego i za niego zbyt wiele rzeczy(np noszenie worków!). Może poczuł się osaczony, albo był pewny, że skoro jesteście razem to nie musi się już starać. A podając się mu na tacy, zniechęciłaś go do siebie. Oni lubią zdobywać. Poza tym napisałaś też o wielu przykrych sytuacjach - gdy chciałaś porozmawiać na ważny dla Ciebie temat, on obrażał się; gdy chciałaś z nim rozmawiać on odbierał to jako atak i doprowadzał do kłótni; nie liczył się z Twoim zdaniem. Owszem, rozumiem,że miał marzenia, które były dla niego ważne, ale jeśli dotyczyło coś was obojga to powinien szanować Twoje zdanie i przedyskutować to z Tobą. I pamiętaj - nie warto walczyć o mężczyznę, płaczem i błaganiem/szantażem nic nie osiągniesz. Jedynie skompromitujesz się w jego oczach,a po chwili przemyśleń, prawdopodobnie będziesz się czuła strasznie głupio. Najlepszą radą dla Ciebie jest, abyś poświęciła czas sobie i swoim hobby, a także spotkaniom ze znajomymi, oglądaniem rzeczy, które-choć nie masz na to najmniejszej ochoty-spowodują, że na Twojej twarzy pojawi się choć maleńki uśmiech, a to już połowa sukcesu. Nie myśl o nim, nie wspominaj dobrych chwil, ewentualnie tylko te złe. Uwierz, że zasługujesz na kogoś, przy kim poczujesz, że jesteś najszczęśliwszą i najpiękniejszą kobietą na świecie. Który da Ci wsparcie i pomoc w ciężkich chwilach i który będzie potrafił Cię docenić. Tego Ci życzę z całego serca. Pozdrawiam ![]()
ps jeśli będziesz chciała pogadać, jestem do dyspozycji. ![]()
Natomiast odwołując się jeszcze do tego, co napisałaś. Wydaje mi się, że robiłaś dla niego i za niego zbyt wiele rzeczy(np noszenie worków!). Może poczuł się osaczony, albo był pewny, że skoro jesteście razem to nie musi się już starać. A podając się mu na tacy, zniechęciłaś go do siebie. Oni lubią zdobywać. Poza tym napisałaś też o wielu przykrych sytuacjach - gdy chciałaś porozmawiać na ważny dla Ciebie temat, on obrażał się; gdy chciałaś z nim rozmawiać on odbierał to jako atak i doprowadzał do kłótni; nie liczył się z Twoim zdaniem. Owszem, rozumiem,że miał marzenia, które były dla niego ważne, ale jeśli dotyczyło coś was obojga to powinien szanować Twoje zdanie i przedyskutować to z Tobą. I pamiętaj - nie warto walczyć o mężczyznę, płaczem i błaganiem/szantażem nic nie osiągniesz. Jedynie skompromitujesz się w jego oczach,a po chwili przemyśleń, prawdopodobnie będziesz się czuła strasznie głupio. Najlepszą radą dla Ciebie jest, abyś poświęciła czas sobie i swoim hobby, a także spotkaniom ze znajomymi, oglądaniem rzeczy, które-choć nie masz na to najmniejszej ochoty-spowodują, że na Twojej twarzy pojawi się choć maleńki uśmiech, a to już połowa sukcesu. Nie myśl o nim, nie wspominaj dobrych chwil, ewentualnie tylko te złe. Uwierz, że zasługujesz na kogoś, przy kim poczujesz, że jesteś najszczęśliwszą i najpiękniejszą kobietą na świecie. Który da Ci wsparcie i pomoc w ciężkich chwilach i który będzie potrafił Cię docenić. Tego Ci życzę z całego serca. Pozdrawiam smile
Może i masz rację, że trochę za dużo rzeczy dla niego zrobiłam, tylko, że ja po prostu niestety taka jestem, że lubię i bardzo chcę komuś pomóc. W jakim sensie mógł się czuć osaczony? Jeśli chodzi o tą pracę na ciężarówkach to to nie było jego marzenie, twierdził, że to jego konieczność, że tutaj pracy nigdzie nie znajdzie a pracuje dopiero w 2 pracy w całym swoim życiu, kiedy ja mu próbowałam załatwić pracę u jego znajomych tutaj na miejscu to zaraz się strasznie wkurzał i całkowicie negował, zawsze wymyślił jakiś argument, że ta praca jest zła. Ale co do tego, że powinien coś przedyskutować razem ze mną bo to dotyczy Nas obojga to się całkowicie zgadzam tylko kiedy próbowałam z nim porozmawiać i powiedziałam spokojnie, że po prostu przykro mi, że swoje życiowe decyzje podejmuje z mamą i chłopakiem swojej siostry to się wkurzył i powiedział, że skoro ja takich rzeczy nie rozumiem to nie powinniśmy być razem.
Co do walki to płakać, płakałam tylko kiedy zadzwonił i powiedział mi, że to koniec, to on nie widzi sensu i, że podjął już decyzję i nic tego nie zmieni, płakałam bo to był dla mnie wielki szok kilka godzin wcześniej czuły, kochany, troskliwy, a po tych kilku godzinach oschły, tak jakbym gadała z całkowicie innym człowiekiem może nie bez uczuć bo słyszałam, że płacze...Potem jak się spotkaliśmy walczyłam ale spokojem, spokojną rozmową, spokojnym tłumaczeniem niektórych spraw, od tej pory jak i z jego tak i z mojej strony jest cisza kompletna. Napisał tylko wczoraj o ubraniach a raczej się zapytał, ja mu odpisałam, że przykro mi ale w tą sobotę nie mam czasu i zgadamy się kiedy indziej do tej pory nic nie odpisał, nie zapytał w takim razie kiedy będę miała czas, widać mu aż tak nie zależy na tych ubraniach.
Boli mnie teraz to, że jak byliśmy razem to czasami jeździliśmy z jego znajomymi na zawody modelarskie on zawsze zabierał mnie ze mną bo sam tego chciał ja nigdy nie kręciłam nosem, zawsze go wspierałam w tym hobby i kibicowałam mu bardzo z resztą lubiłam te wyjazdy, ale jeździliśmy rzadko kiedy bo twierdził, że nie ma kasy, albo, że nie ma czasu bo musi coś koło domu zrobić albo w garażu. Teraz jeździ na wszystkie zawody, nagle ma czas, nagle nic nie musi robić.Zarzucił mi przed zerwaniem, że ja mu nie pozwalam nigdzie jeździć, nie pamięta, że często powtarzałam mu, że nie chce żeby było tak, że on gdzieś nie jedzie bo ma się ze mną spotkać, albo jakiś inny powód, nie raz chciałam go wyciągnąć do jego znajomych, na jakieś zawody to jego wymówką było, że nie ma za bardzo czasu.
Dziękuję bardzo za wsparcie, również mam nadzieje, że kiedyś znajdzie się osoba, która mnie doceni, będzie szanowała i jeśli powie, że nigdy nie zostawi to będzie to prawdą. Pozdrawiam ![]()
Chciałam jeszcze tylko dodać, że jak zrywał przez telefon to powiedział mi, że na razie chce być sam jak go zapytałam czy w ogóle będziemy jeszcze kiedyś razem to odpowiedział, że może kiedyś...jak nasze drogi się skrzyżują...dobiło mnie to bardzo
Nie wiem sama czego mu brakowało przy mnie. Wiem, że gdybyśmy spróbowali jeszcze raz to naprawdę mogłoby się udać, ale żeby spróbować to muszą chcieć tego oby dwie osoby, a tu chcę tylko ja. Czuję się jakbym mu nie wiem jaką krzywdę wyrządziła bo zachowuje się tak jakby nie chciał mnie nawet znać, jego poprzednia dziewczyna go zdradziła i nie traktował jej tak jak teraz mnie bo walczył o nią...nie rozumiem tego.
Może i masz rację, że trochę za dużo rzeczy dla niego zrobiłam, tylko, że ja po prostu niestety taka jestem, że lubię i bardzo chcę komuś pomóc. W jakim sensie mógł się czuć osaczony?
Uważam, że nie powinnaś nosić worków i sprzątać mu pokoju. Ja mimo, że jestem już długo ze swoim chłopakiem, nie wyobrażam sobie żebym miała mu sprzątać pokój. Kocham go, ale są rzeczy, z których nie będę go wyręczać(jedynie pomagać). Chce mieć bałagan- ok, chce porządek to sobie posprząta. Co innego POMOC w sprzątaniu ( pomoc, nie robienie wszystko za niego), co innego też wspólne mieszkanie,gdzie o porządek powinno dbać obydwoje. Może to w pewnym stopniu go osaczało, nosiłaś mu worki - może nie czuł się 100% mężczyzną skoro musiałaś mu pomagać w takich rzeczach; sprzątanie w pokoju - może w danej chwili nie miał na to ochoty/nastroju, może chciał sam to zrobić później, a mimo wszystko Ty to zrobiłaś.
Ale co do tego, że powinien coś przedyskutować razem ze mną bo to dotyczy Nas obojga to się całkowicie zgadzam tylko kiedy próbowałam z nim porozmawiać i powiedziałam spokojnie, że po prostu przykro mi, że swoje życiowe decyzje podejmuje z mamą i chłopakiem swojej siostry to się wkurzył i powiedział, że skoro ja takich rzeczy nie rozumiem to nie powinniśmy być razem.
Błędne koło, bo on nie rozumie, że powinien brać Twoje zdanie pod uwagę i podejmować z Tobą ważne decyzje. Chyba nie dorósł do związku, do bycia chłopakiem, mężem, ojcem... Ale za to jest idealnym maminsynkiem ![]()
Co do oddawania ciuchów, nie możesz przekazać ich przez kogoś ? Koleżanka, rodzeństwo, poczta? Jeśli zaczniesz układać życie bez niego, a potem się spotkacie to może to wszystko do Ciebie wrócić i zburzyć Twój spokój.
O poprzednią dziewczynę walczył, bo widział, że to ona wybiera, żeby ją zdobyć musiał się wysilić. A Ty podajesz mu się na tacy.
A teraz zastanów się... Napisałaś, że miał przy Tobie wszystko, że niczego mu nie brakowało. A czy w drugą stronę możesz też tak powiedzieć? Czy Tobie w tym związku niczego nie brakowało?
Uważam, że nie powinnaś nosić worków i sprzątać mu pokoju. Ja mimo, że jestem już długo ze swoim chłopakiem, nie wyobrażam sobie żebym miała mu sprzątać pokój. Kocham go, ale są rzeczy, z których nie będę go wyręczać(jedynie pomagać). Chce mieć bałagan- ok, chce porządek to sobie posprząta. Co innego POMOC w sprzątaniu ( pomoc, nie robienie wszystko za niego), co innego też wspólne mieszkanie,gdzie o porządek powinno dbać obydwoje. Może to w pewnym stopniu go osaczało, nosiłaś mu worki - może nie czuł się 100% mężczyzną skoro musiałaś mu pomagać w takich rzeczach; sprzątanie w pokoju - może w danej chwili nie miał na to ochoty/nastroju, może chciał sam to zrobić później, a mimo wszystko Ty to zrobiłaś.
Po prostu było mi go szkoda stąd to sprzątanie pokoju itd. on w domu jest cały czas tylko z matką, ojciec za granicą praktycznie cały czas rzadko kiedy jest w domu. On wraca z pracy o 19 do domu i musi sobie jeszcze ugotować obiad bo mamusia nie ugotowała bo siedziała przed komputerem lub telewizorem albo jeździła do "kolegów". Po obiedzie musiał jeszcze zrobić coś w domu lub w garażu bo inaczej jakby tego nie zrobił jego matka zrobiłaby mu awanturę i zadzwoniła do ojca, że on nic nie robi i ją wyzywa. Dlatego stwierdziłam, że może nie mieć czasu posprzątać i sprzątałam mu, czasem robił to też ze mną. Jakbym ja tego nie zrobiła co się zdarzało bo miałam dość tego, że tego nie docenia to mogło być brudno w pokoju przez dobry miesiąc, a nawet więcej czasu, u niego nawet okno nie było umyte przez półtora roku...Co do tych worków i innych prac w garażu to sam nie raz prosił mnie o pomoc, a wątpię żeby sam wniósł 50 worków do piwnicy a jak by tego nie zrobił to awantura ze strony matki i telefon do ojca, że on nic nie robi w domu i pyskuje. Gdyby nie chciał żebym mu pomagała to by mi to po prostu powiedział bo nie raz potrafił mi powiedzieć, że sam sobie da radę itd.
Błędne koło, bo on nie rozumie, że powinien brać Twoje zdanie pod uwagę i podejmować z Tobą ważne decyzje. Chyba nie dorósł do związku, do bycia chłopakiem, mężem, ojcem... Ale za to jest idealnym maminsynkiem
Co do oddawania ciuchów, nie możesz przekazać ich przez kogoś ? Koleżanka, rodzeństwo, poczta? Jeśli zaczniesz układać życie bez niego, a potem się spotkacie to może to wszystko do Ciebie wrócić i zburzyć Twój spokój.
O poprzednią dziewczynę walczył, bo widział, że to ona wybiera, żeby ją zdobyć musiał się wysilić. A Ty podajesz mu się na tacy.
A teraz zastanów się... Napisałaś, że miał przy Tobie wszystko, że niczego mu nie brakowało. A czy w drugą stronę możesz też tak powiedzieć? Czy Tobie w tym związku niczego nie brakowało?
No właśnie w tym problem, że nie mogę ich przekazać przez kogoś, a poza tym chciałabym jednak z nim porozmawiać bo według mnie zrywanie przez kłótnie nie jest normalne, zamiast usiąść i porozmawiać o problemie to on woli uciec.
Mnie w tym związku też raczej niczego nie brakowało bo on również o mnie dbał, pomagał mi, wspierał choć ostatnio tego wsparcia w nim nie było bo kiedy mu próbowałam wytłumaczyć, że teraz mogę być trochę nerwowa lub bardzo smutna bo moja mama jest chora i była w szpitalu to powiedział, że znalazłam sobie wytłumaczenie na siebie i kłótnie...
Do mojej koleżanki powiedział, że on już psychicznie ze mną nie wytrzymywał co mnie bardzo zabolało bo poczułam się jak jakiś potwór, ale jak jego matka go szantażuje, traktuje jak lokaja, wydzwania do jego ojca i gada niestworzone rzeczy na niego, podrzuca do jego pokoju stringi to jest ok z tym się czuje widać bardzo dobrze.
Wiem, że po prostu chciałabym żeby wrócił, że to wszystko może się udać, ale już sama nie wiem co w tym kierunku zrobić, nie wierzę w to, że on nic już nie czuje, że mnie nie kocha bo nie da się z dnia na dzień odkochać, a wcześniej raczej się nie odkochał bo zachowywał się całkowicie normalnie, planował przyszłość ze mną, mówił jakim to szczęściem dla niego jestem, że takiej dziewczyny jak ja to nie ma...Wiele szans mu dawałam bo a to mnie okłamywał, a to ranił nie miłymi słowami podczas kłótni, a on nie potrafi dać Nam szansy. Jak na razie to widzę, że jemu jest świetnie po tym rozstaniu, jest tak zadowolony jak nigdy dotąd...
Justynko, uważam, że jeśli kochasz go to powinnaś zrobić jakiś krok, czemu, a no dlatego, że jeśli zrobisz dwa, może trzy kroki, albo cztery, a on za każdym razem stwierdzi, że nie, to sama dojrzejesz do tego że nie warto, sam do tego dojrzałem jak zrobiłem kolejne podejście, i wiem że już nie ma o co walczyć,
a może tak być, że może za którymś podejściem coś się zmieni, ale na pewno jedno spotkanie w parku tego Ci nie pokaże, żeby się upewnić trzeba zrobić ich trochę, np. do trzech razy sztuka,
jeśli wyjdzie na to że zrobiłaś trzy podejścia i żadne nie dało pozytywnego rezultatu, wtedy będziesz wiedziała na 100% że nic już z tego nie będzie
ale siedząc i udowadniać Nam, że go bardzo kochasz nic nie wskórasz
może on jest bardzo wrażliwy na Twoje gderanie i tego nie lubi, cholera go wie ?
nie wiem, nie znam go, ale obrażać się z powodu kłótni???????????????????? halo, to dziecinada, albo faktycznie ciosasz mu takie kołki, że jeździ nimi handlować za granicę ![]()
i jeszcze jedno, jeśli ewidentnie jest mamisynkiem, spie.... rzaj gdzie pieprz rośnie, bo nie dasz rady, będziesz mordować się z nim i z jego mamusią, szukaj sobie wtedy normalnego faceta
życzę trafnych decyzji
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
Kocham i to bardzo i przez ten czas zrozumiałam to, że byłam z nim właśnie dlatego a nie z przyzwyczajenia. Masz rację, jeden krok nie wystarczy, powinnam zrobić ich więcej i faktycznie jeśli za każdym razem usłyszę "nie" to już nie będzie sensu żeby dalej się starać.
Tylko w tym problem, że sama już nie wiem co mu napisać, co powiedzieć...może i to troszkę śmieszne ale po prostu mam taki natłok myśli w głowie, że nie wiem co mu powiedzieć.
Trochę dziwne jest też dla mnie to, że skoro napisał o tych ubraniach, a ja mu napisałam, że w sobotę nie mam po prostu czasu to czemu nie zapytał do tej pory kiedy będę miała ten czas...
Nie no nie wydaje mi się żebym mu ciosała aż takie kołki bo te ostatnie kłótnie były głównie właśnie o ten jego wyjazd, że podejmuje taką decyzję z mamusią i chłopakiem siostry, a ja jestem tylko informowana o wszystkim i moje zdanie się nie liczy i był też o to, że za bardzo daje się wykorzystywać swojej matce, że robi wszystko to co ona mu każe. Z czego ja najpierw mu zwracałam delikatnie uwagę na to, a potem on zaczynał mówić do mnie nie miłe teksty itd więc to nie ja zaczynałam kłótnie raczej.
pisz co czujesz, i tyle, ja przynajmniej tak zawsze to robiłem, dlatego nie wyszły mi dwa związki ![]()
uczciwość nie popłaca, więc jak chcesz, ale ja bym pisał faktycznie co czuję,
natomiast co do jego matki ........... to może po prostu jej pomaga, a że popełnia jakieś błędy (klucz) to widocznie taka jego wrodzona niezdarność?
co do Ciebie, po dwóch związkach, doświadczyłem niepotrzebną nadgorliwość ze swojej strony, widzę że Ty też taka jesteś, "dobra kobicina", na przyszłość, nie rób tak,
ludzie to wykorzystują, a jeśli nie poznasz tego jedynego kochającego to nie pokazuj całej "dupy", bo tylko wyssają z ciebie wszystkie soki
tak czy inaczej zrobiłbym kilka prób, a jeśli potwierdzą się za każdym z tym samym skutkiem, po prostu zamknij szufladę i po temacie, przestań o nim myśleć i szukaj, w jakikolwiek sposób
trzymam kciuki
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
Dzięki, spróbuję, a może jednak to coś da.
Co do jego matki ok rozumiem pomagać, ale jak ona potrafiła mu kazać podać jej coś co leży w zasięgu jej ręki bo na stoliku przed nią no to sory, a tak było bardzo często, zrozumiałabym to wszystko gdyby była jakaś strasznie chora i nie mogła się podnieść żeby sobie wziąć ale to jest zdrowa jak ryba baba po imprezkach lata, do kochasia jeździ.
Chciałabym bardzo żeby ta walka coś dała, zobaczymy jak to będzie.
uuuuuu, no to ona wywiera wpływ na niego, i sprawdza, czy będzie poddany jej czy Tobie, tzn że jest maminsynkiem, jak ma siłę na bzyku bzyku, to ze stolika ma siłę sobie wziąć
może ta praca jako kierowca, to też ucieczka na neutralny grunt, podobne zachowanie do mojej żony, lepiej uciec za granicę, niż przyjść do męża, który ma mieszkanie,
ja bym spróbował zrobić kilka podejść, jeśli wróci, to bym go pilnował pod kątem maminsynka, bo to ciężkie życie, kiedy teściowa bezie Ci mówiła że robisz wszystko źle, a Ty będziesz przekonana że robisz nawet więcej niż powinnaś, a mąż będzie stał na neutralnym gruncie, wtedy trzymałbym się na baczności, albo spie....rzał gdzie pieprz rośnie
trzymaj się i nie poddawaj, musisz być pewna swoich decyzji
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
Szczerze mówiąc nie wiem, ostatnio jak doszliśmy do jakiegoś kompromisu na temat tego jego wyjazdu to miał wyjechać tylko na półtora roku zarobić na mieszkanie dla Nas, wesele i zwrócić kasę tacie za to prawo jazdy. Zrywając ze mną powiedział, że pewnie jak wyjedzie to będzie jeszcze gorzej bo będziemy się kłócić dlatego bo nie będziemy mieli kontaktu ze sobą...kiedy mu tłumaczyłam, że wcale tak nie będzie i przetrwamy to, to on powiedział, że podjął już decyzję. Co bym wtedy nie powiedziała to jego odpowiedź tak właśnie brzmiała, nie wiem po co płakał skoro teraz mu tak cudownie beze mnie. Kiedy go zapytałam czy w ogóle kiedykolwiek będziemy razem to powiedział, że może kiedyś jak Nasze drogi się skrzyżują. Dalej po prostu nie rozumiem jak można nie dość, że podjąć decyzję w 3 godziny to na dodatek w niedzielę mówić o zaręczynach, mieszkaniu i to nie było tylko takie gadanie, a na drugi dzień zerwać. Cały czas mam wrażenie, że tutaj maczała w tym palce jego matka to samo powiedział mi jego przyjaciel.
Może chciał uciec faktycznie za granicę, nie wiem, nie mam zielonego pojęcia niestety.
Spróbuje zrobić do niego kilka podejść, jeśli to nie pomoże to trudno nic już nie zrobię.
Dzięki za wsparcie.
Niestety ale walka tutaj chyba nic nie da:( Wczoraj znowu zaczął się strasznie upominać o swoje rzeczy. Zachowuje się tak jakbym mu zrobiła nie wiadomo jaką krzywdę, jakbym go nie wiem jak zraniła, a ja czuje się jak nie wiadomo jaki potwór
jak jakaś najgorsza kobieta na świecie, jeszcze nigdy się tak nie czułam. Rozumiem gdybym go zdradziła to mógłby się tak zachowywać wobec mnie, ale My się tylko ostatnio kłóciliśmy bo denerwowało mnie to, że swoje plany życiowe omawia z mamusią, a nie ze mną, ja jestem tylko informowana na sam koniec, a to co ja sądzę na ten temat jest nie ważne. Chyba miałam prawo mu zwrócić o to uwagę? Chyba miałam prawo zwrócić mu uwagę o ten cholerny wyjazd za granicę na zawsze beze mnie? Czuje się okropnie, czuję się jakbym to ja zawiniła, jakby według niego związek ze mną to było najgorsze co go spotkało i choćby mu dawali milion złotych to by nie wrócił
Czy to jest aż taki powód żeby się rozstawać, udawać, że się nie zna drugiej osoby która tyle dla niego zrobiła?
no widzisz Justynko, przekonaj się kilka razy a sama dojrzejesz do tego, że już nie warto
ja też tak próbowałem i wiem że już nie ma po co
tylko trzeba zrobić to właśnie kilka razy, bo jedno podejście, rodzi ciągle wątpliwości
jeśli jest tak bardzo przekonany do swego, to niech idzie, niech żałuje, a Ty się niczemu nie obwiniaj, to on nie chce a nie Ty
może tego nie chce, może mamusia już mu poukładała życie, tego nie wiesz i nigdy się nie dowiesz
tak czy inaczej trzymam kciuki, bo tak jest z miłością, że jak próbuje się samemu to i tak nic nie wychodzi ![]()
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
Wiesz jakoś próbować z nim gadać nie próbowałam jeszcze, ale to jego ciągłe upominanie się o ciuchy mnie dołuje i denerwuje też. Jego była która go zdradziła była lepiej traktowana ode mnie bo nawet z nią gadał po rozstaniu. Czuję się jak najgorszy śmieć
Nie rozumiem jak z dnia na dzień można tak zmienić swoje uczucia do kogoś. Serce pęka...
ja bym tak czy inaczej próbował porozmawiać, wiem że to trudne, bo wiesz, że ktoś jest już nastawiony na nie, ale warto próbować, bo albo pęknie, albo nic z tego nie wyjdzie i będziesz pewniejsza, że nie masz po co próbować
a może zacznie mięknąć, a może coś odkryje
ja bym próbował, rozumiem, że jego postawa Cię drażni, ale przełam się, robiłaś to wyciągałaś rękę, zrób to i teraz, nie będziesz sobie potem mówić, że nie zrobiłaś nic
nie będziesz żałować, że nic nie zrobiłaś
że mogłaś, a nic nie zrobiłaś]
ja bym spróbował, ale to już Twój wybór
staniesz okoniem też nie dobrze, może się okazać że skończysz na jednej próbie, bo on powie definitywne nie, i pojedzie w siną dal
a Ty będziesz w 100% pewna, że przyszłaś podałaś rękę, a on Cię odtrącił
pewnie poszły już jakieś słowa, których się nie odwróci, ale można to wybaczyć
jest złość, niechęć, odpychanie, ale trzeba próbować bez względu na konsekwencje
trzymam kciuki
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
Z mojej strony żadnych jakiś okropnych słów nie było, jedyne co mu w złości powiedziałam na koniec to to, że jest cholernie niesprawiedliwy bo ja dawałam mu milion szans, a on nie potrafi dać tej 3...okłamywał mnie, obgadywał za plecami, mówił nie miłe teksty w stosunku do mnie, wybaczałam mu to, płakał przytulał się do mnie i pytał czemu mu tak wszystko wybaczam, że kiedyś go zostawię bo moja cierpliwość się skończy to mu odpowiedziałam tylko, że jeśli się kogoś kocha to nie ma jakiegoś limitu szans i wybacza, że się bardzo wiele, dziękował mi za to ja małe dziecko, a teraz co?
Postaram się z nim jakoś pogadać, może faktycznie do czegoś dojdzie, coś zrozumie, tylko, że najgorsze jest to, że on odpowiada tak jakby rozumiał, jakby chciał już dać tą szansę ale za chwile pada tekst "podjąłem decyzję". Bo ja mam się zmieniać bo to ja się kłóciłam no to ok wzięłam winę na siebie i mu tłumaczę, że się zmienię, że tak nie będzie to jego odpowiedź brzmiała " no już tak nie będzie ( i tu chwila ciszy) bo nie będziemy już razem". Już po prostu nie wiem jak mu wbić do tego łba, że się tak wyrażę, żeby zrozumiał, że przez takie rzeczy się nie zrywa tylko się stara rozwiązać. Bo obraził się o to, że stwierdziłam, że matka mu układa życie no ale kurcze taka jest prawda, czy to był aż taki okropny tekst, że trzeba przez to zrywać?
Ja nie widzę sensu w drążeniu tematu.
Paniczowi się odwidziało? A proszę bardzo!Bo to przede wszystkim jego strata.
Szczerze wierzę,że jesteś wartościową dziewczyną.
I zasługujesz na szacunek i na zrozumienie.
Olej tego palanta, nie tłumacz, nie proś.
Czas coś definitywnie coś zakończyć, otwierając się tym samym na nowy początek.
Jak to mówią :Life goes on !
Szczerze wierzę,że jesteś wartościową dziewczyną.
I zasługujesz na szacunek i na zrozumienie.
Dziękuję.
Olej tego palanta, nie tłumacz, nie proś.
Czas coś definitywnie coś zakończyć, otwierając się tym samym na nowy początek.
Właśnie to nie jest takie proste bo może i związek trwał 2 lata dla niektórych to krótko, ale przez ten czas było naprawdę świetnie i ja czułam się kochana i on czuł się kochany, wydarzyło się tyle pięknych chwil. Ciężko mi jest tak łatwo jak jemu powiedzieć "aa po co walczyć lepiej to zakończyć" bo mi cholernie na nim zależy.
Powiedzcie mi czy kłótnie zdarzają się w każdym związku? Czy kłótnie które trwają od 2 miesięcy to jest powód do rozstania?
Z mojego punktu widzenia, te kłótnie to tylko pretekst.
Sama po sobie widzisz,że jak się kocha to walczyć warto.
Nie uważasz,że gdyby kochał to jego zachowanie byłoby zupełnie inne?
Nie olałby tego tak całkowicie?
Gdzieś kiedyś czytałam/słyszałam ,że takie silne zauroczenie, często mylone z miłością ,mija po ok 2 latach.
I powiem szczerze,że znam sporo par, które rozstały się właśnie po takim czasie.
Cóż możesz jeszcze zrobić? Nic tak naprawdę. Jak już pisałam - pogódź się z tym i żyj.
Nikogo nie zmusi się do miłości, a jak widzisz , on broni się każdą możliwą kończyną.
Nie widzę sensu w lataniu za nim , proszeniu, błaganiu, udowadnianiu itp.
Właśnie co do kochania z jego strony to po prostu ja gdzieś tam czuje, że on nie przestał kochać, że powiedział mi to, żebym się po prostu odczepiła, nie namawiała go, nie prosiła. Właśnie co do tego zauroczenia z jego strony to nie jestem pewna bo czy jak ktoś jest zauroczony to dba o drugą osobę, wyciąga ją do lekarza, dzieli z nią swoje hobby, składa od podstaw rower żeby razem mogli jeździć na wycieczki, jest dumny z sukcesów i smutny razem z tą osobą z jej niepowodzeń? A z drugiej strony masz rację z tym, że jak się kocha to tak się nie postępuje i właśnie dlatego nie rozumiem całkowicie jego zachowania z jednej strony oznaki miłości, plany na przyszłość i dążenie powoli do tych planów, a z drugiej zerwanie i olewka całkowita.
Nie wiem może on potrzebuje więcej czasu na to żeby dotarło do niego co i kogo stracił, może miesiąc to za mało? Ale czy kiedykolwiek zacznie mu mnie brakować i będzie chciał wrócić? Nasz wspólny znajomy też rozstał się z dziewczyną jakiś czas byli osobno ale jednak spotykali się od czasu do czasu i wrócili do siebie teraz mieszkają ze sobą i jest wszystko ok, a rozstali się też przez jakąś błahostkę. Nie wiem może robię sobie złudną nadzieję, ale kurcze on był naprawdę dobrym chłopakiem, pomocnym bardzo i nikt z mojej rodziny nie spodziewałby się po nim takiego zachowania, ja tym bardziej.
Pod wpływem zauroczenia można góry przenosić. A z MIŁOŚCI się nie rezygnuje jeśli się NAPRAWDĘ kocha.
Skoro on zrezygnował i odpuścił to nie kocha.
Mówisz,że był/jest dobrym chłopakiem. To czemu miałby nie pomóc Ci z rowerem? Czy nie cieszyć się z Twoich sukcesów?
Jak dla mnie , Twoje nadzieje są złudne.
Postanowiłam dzisiaj, że jeszcze jednak powalczę o niego. Zaczęłam na razie delikatnie pisząc mu, że po prostu mi go brakuje. Nie wiem co z tego wyniknie i tu pytanie do mężczyzn, jeśli byście zerwali z dziewczyną i ona po jakimś czasie napisała by do Was jak byście zareagowali, czy to by Was jeszcze bardziej odpychało od niej? Co można zrobić żeby jednak zaczęło go znowu do mnie ciągnąć?
ananaasowa_ masz rację, że z miłości się nie rezygnuje jeśli naprawdę się kocha i dlatego ja mu dużo rzeczy wybaczałam, ale co jeśli on jednak jeszcze coś tam czuje, przecież dla żartów dzień przed zerwaniem nie mówiłby o zaręczynach i przy moich znajomych i potem jak byliśmy razem nie pytałby się o rozmiar pierścionka, nie chciałby wyjechać żeby zarobić na jakieś mieszkanie dla Nas. Nie wiem, nie mieści mi się to wszystko w głowie po prostu...
Justynko, to wszystko zależy od tego do jakiego apogeum doszło w waszym związku,
jeśli to były jakieś pierdoły, to pewnie, jest do odkręcenia ![]()
jeśli coś poważniejszego to nie wiem?
po drugie każdy facet na pewno kłótnie inaczej odbiera, nie wiadomo jak odbiera to twój chłopak
jeśli twój chłopak odpuszcza, to ma jakieś powody, nie wiadomo, czy to że robisz mu wywody o PIERDOŁY,
jeśli tak jest to pewnie stwierdził, że jeśli DZISIAJ robisz mu awantury o PIERDOŁY, to co będzie potem?
domniemam tylko ![]()
ja bym próbował DLA WŁASNEJ PEWNOŚCI, że już nic z tego nie będzie
ale pamiętaj nadzieja jest matką głupich, ale bez nadziei, nie da się żyć ![]()
tzn nie układaj sobie planów na życie, bo masz nadzieję
ja też tak próbowałem, to nie wychodzi ![]()
najpierw się tylko upewnij na czym stoisz i tyle ![]()
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
Kłótnie raczej były głównie o tą jego matkę, że jej się słucha strasznie, że ona go wykorzystuje i że podejmuje swoje życiowe decyzję z nią, a nie ze mną.
On mi to kazał zmienić ok próbowałam, starałam się zaczynało być lepiej bo już zaczynałam po prostu nie zwracać na to uwagi po zerwaniu jak się spotkaliśmy bo chciałam z nim pogadać to powiedział mi, że pewnie zmieniłam to tylko na kilka dni itd, kiedy mu mówiłam, że nie to zapytał na ile w takim razie, powiedziałam mu, że na zawsze to powiedział mi, że tak a po jakimś roku znajdę sobie inny powód do kłótni, odebrałam to trochę tak jakby on chciał związku bez jakichkolwiek kłótni...
Czy w ogóle są jakieś szanse, że on wróci?
Nie.
Dziękuję za podniesienie mnie na duchu...po co ja w ogóle to wszystko pisze.
Moja obiektywna ocena calej sytuacji. Poza tym,juz Ci przeciez mowil,ze nie chce byc z Toba. To nie rozumiem? Odpisal w ogole cos na Twojego smsa?
Nie, nic nie odpisał.
Tak mówił, że nie chce być ze mną, ale również zrywając powiedział, że mnie kocha bardzo mocno potem jak się spotkaliśmy bo chciałam z nim porozmawiać to też mówił, że kocha, a po kilku minutach stwierdził, że już nie kocha. A zauroczenie mi jakoś do niego nie pasuje bo nie raz potrafił mi powiedzieć coś przykrego, był świadomy moich wad, za to uważał, że jego matka jest idealna i robił wszystko to co ona mu każe. On jest bardzo podatny na wpływ swojej matki jak mu matka powie nie chodź do dziadków bo oni śmierdzą to on przestanie do nich chodzić, mimo że wcześniej chodził i wcale nie uważał tak jak ona. Jak jego matka wyśmiewała się ze mnie przy Nas to on nawet się słowem nie odezwał do niej żeby jej zwrócić uwagę ale nie rozumiał czemu ja nie odbieram tego jako żart...
Po prostu chce zrobić coś żeby on poszedł po rozum do głowy kogo stracił i żeby chciał wrócić. Bo wydaje mi się, że gdybym była mu obojętna i naprawdę nic by nie czuł to nie robiłby niektórych rzeczy żeby wzbudzić we mnie zazdrość, tak samo jak i nadal nie kazał swojemu koledze usunąć Naszego zdjęcia.
Trochę czasu już minęło. Dał jakiś znak,że tęskni, chce z Tobą być ? cokolwiek?
Jedyne co to ostatnio zaczął upominać się o ubrania za pierwszym razem zapytał się czy mi przywieźć swoje i czy może zabrać swoje, do spotkania nie doszło bo po prostu nie miałam czasu, kilka dni temu chciał kolejny raz ale to już nie było pytanie tylko twarde postawienie, że jutro przyjeżdża o 18 po swoje ubrania i oddaje mi moje, kiedy napisałam mu, że nie dam rady bo zawiadomił mnie w ostatniej chwili tak nagle to się ostro wkurzył i napisał żebym mu wysłała, a on mi wyśle swoje. Teraz tylko na fb pokazuje mi jak to mu jest super i widzę, że to jest takie pokazywanie na silę bo nigdy wcześniej nie był aż tak aktywny. Więc nie wiem o co mu tak naprawdę chodzi bo tęsknota to to nie jest.
No to o co Ty chcesz walczyc w takiej sytuacji?
O niego bo według mnie nie nie przestaje się kochać z dnia na dzień, jeszcze w tym samym dniu w którym zerwał rozmawialiśmy przez telefon i było mnóstwo czułości z jego strony a po kilku godzinach koniec, nie da się tak wyłączyć w ciągu kilku godzin uczuć, on musi coś dalej czuć bo inaczej nie robił by mi tak co chwile na złość żeby pokazać jak to mu jest dobrze, a widać wyraźnie, że na siłę chce mi pokazać jak to wszystko u niego jest ok.
Czytałam, że podobno faceci idą po rozum do głowy po 3, 6 miesiącach.
Jak uważasz. Powodzenia.